Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 202 514 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wołowina z krążkami cebuli - Yangcong Niurou

sobota, 16 lipca 2016 14:26

   Dzisiaj coś z kuchni Państwa Środka.  Coraz mniej dla nas egzotycznej, bowiem coraz popularniejszej. Coraz częściej pojawiającej się na naszych stolach – z racji dostępnych na rynku produktów. Wszyscy wiemy, że Chiny to ogromny kraj, i że każdy region znany jest z kilku rzeczy. I w zależności od tego gdzie chcemy się znaleźć, posmakujemy fantastycznych dań o zupełnie innym smaku. A każde z nich będzie dla nas wielką przyjemnością. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mogę narazić się na śmieszność z powodu błahego – nigdy w Chinach nie byłam. Niemniej jednak mam swoją małą biblioteczkę, z której dosyć często korzystam. Bardzo lubimy lądować choć na chwilę tam wylądować, choćby miało to być jedynie dzięki temu, co mamy na talerzach.
   Głównym składnikiem kuchni chińskiej są produkty zbożowe, w tym przede wszystkim ryż. I a propos ryżu… Pomna słów znajomego, który zna się na tych sprawach, pozwolę je przytoczyć. Zapamiętałam i stosuję. Otóż… Klarax mówi, że ryż podawany do dań chińskich nie powinien być sypki. Więc nie ma u mnie ryżu na sypko. Jest kleisty, co nie znaczy że rozgotowany. W ogóle staram się przygotowywać według receptury, w której nie ma soli. Zupełnie inny smak.
   Ryżu i tutaj nie zabraknie. Bywa, że podaję z jaśminowym, z dodatkiem cytryny i bazylii. Każdy jednak będzie świetnym dodatkiem do fantastycznej wołowiny. Yangcong Niurou czyli po prostu wołowina z krążkami cebuli. Po ten przepis sięgam dosyć często (choć za każdym razem słyszę, że stanowczo za rzadko) do książki Wolfganga W. Reicherta i Eugene H. Liu „Kuchnia chińska podbija świat”. Prawdą też jest, że robię wołowinę w ten sposób tylko wtedy, gdy uda nam się kupić piękny kawałek młodego mięsa. Ogólnie niewiele trzeba, aby zapewnić sobie niezwykle smaczną podróż. Prócz ryżu podałam smażone szybko na oliwie chili warzywa. Po prostu… Nie dość, że pyszne, to jeszcze rozweseliły niezmiernie talerze. Nie zdziwcie się, jeśli danie zagości u Was na dłużej
(Przepis ze starej strony).

 

yangcong niurou (2).JPG



Wołowina z krążkami cebuli - Yangcong Niurou

 

 50 dag chudej wołowiny,
   3 cebule,
   2 cm kawałek świeżego imbiru,
      olej do smażenia,
   2 łyżki sosu sojowego,
   1 łyżeczka oleju sezamowego,
      sól.

Marynata:
   3 łyżki sosu sojowego,
   2 łyżki mąki kukurydzianej,
1/2 łyżki cukru,
   2 łyżki oleju,
  2 łyżki wody.

   Mięso pokroić w cienkie paski (chodzi o ich grubość, nie szerokość).
W szklanej bądź ceramicznej misce dobrze wymieszać składniki marynaty i dodać do niej mięso. Odstawić na 15 minut.
   W tym czasie obrać cebulę i pokroić ją w cienkie krążki. Imbir obrać i drobno posiekać.
Rozgrzać w woku lub na patelni z nieprzywierającym,  grubym dnem olej, wrzucić cebulę razem z imbirem. Dodać sos sojowy i lekko posolić. Smażyć około 1,5 minuty. Wyjąć i przełożyć do miseczki – pozostawić w cieple. Ponownie rozgrzać olej w woku (lub na patelni), wrzucić mięso i smażyć na dużym ogniu przez ok. 3 minuty. Dodać cebulę i stale mieszając smażyć jeszcze 3 minuty.
   Całość polać olejem sezamowym i podawać gorące. Z ryżem.

 

yangcong niurou (3).JPG

Ewa

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Chlebki z biga

piątek, 15 lipca 2016 17:37

   Powinnam napisać chlebki z biga czy na biga? A może z bigą czy też na bidze? Doszłam jednak do wniosku, że chlebki było nie było są drożdżach, a biga to jedynie wstęp. I stwierdziłam, że nie obędę jej odmieniać, bowiem „biga” to włoskie określenie, zrozumiałe na całym świecie. Mówiąc „biga” mamy na myśli wstępny zaczyn, który musi swoje odleżeć. Drożdży w nim jak na lekarstwo, ale swoje zrobią. Tym bardziej, że do ciasta głównego też zmuszeni będziemy je dodać, choć i tu niewiele. Oczywiście jak zawsze czas wyrastania zaczynu będzie się wahał w zależności od temperatury otoczenia, użycia drożdży świeżych lub instant, ilości samych drożdży – co jakimś odkryciem specjalnym nie jest, no i od rodzaju użytej mąki. Ale trzeba koniecznie go odstawić na minimum 6 godzin. Mnie najwygodniej jest zostawić go po prostu na noc.
   Te chlebki zrobiłam na bazie dosyć sztywnego zaczynu, ale w zależności od ilości dodanej wody może on być po prostu rzadki. I niech Was nie przerazi twardość ciasta – po wyrośnięciu będzie leciuteńkie, bo napompowane. No może nie jak puch, ale naprawdę zupełnie innej jakości. Odrywamy taką „biga” po kawałku i dorzucamy do wyrabianego ciasta głównego. I zagniatamy... zagniatamy... zagniatamy. Jak to z ciastem drożdżowym bywa. No chyba, że robi to za nas odpowiedni sprzęt. Pozwolę sobie wkleić zdjęcie, na którym jest już wyrośnięty zaczyn, systematycznie dodawany do ciasta. Ale jeśli macie ochotę zobaczyć produkcję „krok po kroku” to zapraszam tutaj.
   Co do samych chlebków – zrobiłam ich cztery bocheneczki. Małe, zgrabne (tak mi się wydaje), takie aby Młody mógł sobie wziąć jeden i zapakować. Powiedziałam jeden? Tak sobie pomyślałam. Powinnam rzec dwa na drogę. Wygodniejsze do zapakowania, ale tak naprawdę to po prostu tak uroczo się prezentują, że mi tak zostało.
   Chciałam jeszcze powiedzieć, że ilość płynów zależeć będzie od stopnia nawilżenia mąki i pogody, jaka nam sprzyja. Pierwszy raz zrobiłam w czasie potwornych upałów. Co one u nas znaczą to wiedzą nieliczni, ale za to równie gorąco współczują. Usłyszałam, że „pogięło” mnie zupełnie, ale dziecię prosiło, więc uległam. W każdym razie zmuszona byłam dać ich więcej. Pod określeniem „ich” mam na myśli wodę lub serwatkę. Tę drugą jeśli tylko mam, chociaż do samej biga używam jedynie wody. Weźcie proszę to pod uwagę. Ogólnie mówiąc rzecz jest prosta, fajna i godna polecenia. Takie niby nic, a jednak. Domowe chlebki. A jak to brzmi: chlebki z biga.
Eee tam... Zwyczajnie brzmi, ale pysznie smakuje.

 

chlebki z biga (15).JPG



Chlebki z biga

Biga:
  50 dag mąki tortowej,
   5 g świeżych drożdży,
250 ml ciepłej wody,
     oliwa do miski.

Ciasto:
 25 dag mąki chlebowej (lub tortowej),
 25 dag mąki krupczatki,
   1 łyżka miodu,
   5 g świeżych drożdży,
380 ml ciepłej wody (lub serwatki),
   2 łyżki oliwy e.v.
 2,5 łyżeczki soli,
     biga,
     oliwa do miski.

   W przeddzień wieczorem przesiać do miski mąkę na biga. Drożdże wymieszać z wodą, aż się rozpuszczą, dodać do mąki i zagnieść twarde ciasto. Konsystencją będzie ono przypominać bardziej ciasto makaronowe niźli drożdżowe. Jeśli zagniatanie będzie bardzo trudne, można dodać odrobinę wody, pamiętając o tym, żeby ilość tę w trakcie wyrabiania ciasta głównego odjąć. Może się i tak przydać, ale lepiej dodać ją później. Na wszelki wypadek. Mówiąc o zagniataniu mam na myśli jedynie połączenie ze sobą składników, bez wyrabiania. Wsadzić do natłuszczonej miski, przykryć i odstawić na 12 godzin.

 

chlebki z biga (5).JPG


   Do miski robota przesiać obie mąki, dodać miód, po czym wymieszane z wodą drożdże i oliwę. Wyrabiać ciasto przez 5 minut (w robocie z hakiem na niskich obrotach), po czym dodawać stopniowo po kawałku oderwaną biga. Następną porcję wrzucić w momencie, gdy poprzednia dobrze się wmiesza w całość. Gdy ostatni kawałek zaczynu zostanie wchłonięty - dodać sól. Wyrabiać ciasto jeszcze 8-10 minut, przez 2 ostatnie na bardzo dużych obrotach. Ciasto powinno być bardzo miękkie. Gdyby było za twarde – dodać więcej wody. Lepiej, aby było za miękkie. Wystarczy je wyjąć na blat, złapać rękami za jeden brzeg, podnieść, mocno uderzyć o podłoże i złożyć. Powtarzać, aż przestanie się kleić. Zajmie to jedynie chwilę, ale poprawi jakość pieczywa.

 

chlebki z biga (10).JPG


   Gotowe ciasto przełożyć do wysmarowanej oliwą miski, przykryć i odstawić na 30 minut. Po tym czasie odgazować, złożyć robiąc 3 fałdy, przykryć i ponownie odstawić na 30 minut. Wyrośnięte podzielić na 4 równe części, uformować chlebki i ułożyć na wyłożonej pergaminem blasze. Aby mi się nie skleiły ułożyłam w rogach dużej blachy, kierując końce (ba! kto wie gdzie jest koniec, a gdzie początek chleba?) do środka. Zrobić na wierzchu 2 lub 3 nacięcia. Przykryć ściereczką i folią spożywczą, odstawić na 60 minut.
   W międzyczasie nagrzać piekarnik do 220°C z miską z wodą wewnątrz. Piec ok. 20-25 minut. Wyjąć i wystudzić na kratce.

 

chlebki z biga (18).JPG

Ewa

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Lody truskawkowe z białym octem balsamicznym

środa, 13 lipca 2016 17:08

   No to siedząc w truskawkach... i przeglądając stronice ulubionego magazynu – internetowe, choć wolę mieć przed nosem wersję drukowaną – znalazłam aktualny przepis. Wszystko się pięknie zgrało, bo wszystko w kuchni było. I tylko musiała nastąpić jednodniowa zwłoka ze względu na zamrożenie pojemnika domowej lodziarni. Taki mały, aczkolwiek robiący wiele bzdet. Jednym zdaniem przepis z czerwca bieżącego roku, więc odstawiłam ten mój „najnowszy” świeżo co dostarczony numer na bok i wzięłam się za lody. Niesamowite lody.
   W trakcie mrożenia pojemnika nastawiałam resztę rodziny co do mającego powstać produktu. No bo, że z octem. Balsamicznym, ale zawsze octem. Zaczynając od „wyobraź sobie...” i kończąc, że „ja mam dużą wyobraźnię i mi to łatwo przychodzi, a poza tym ciekawa jestem”. I już. Młodemu nawet słowa nie powiedziałam, i wcale nie z powodu, że go akurat w domu nie było. Chciałam, aby ocenił same lody. Niesamowite lody...
   Drugim argumentem równie dla mnie ważnym było to, że użyty ma być biały ocet balsamiczny. Więc starałam się uświadomić Ukochanego, że „no wiesz... dodatkowo będziesz miał wielką przyjemność kupić nowy, bo ten się właśnie skończy”. A przydatny w kuchni jest ogromnie. Same plusy. No dobra. Ale żeby z niego robić lody?!!! I owszem. Dodam jeszcze, że wybitnie niesamowite lody!
   Dochodzę do wniosku, że to najlepsze lody jakie robiłam. W ogóle nie przypominam sobie, abym jadła lepsze, a wiele wyjątkowych miałam okazję zasmakować. Ocet nadaje deserowi pewnej ostrości i zdecydowanego smaku. Nie ujmując niczego w delikatności struktury, czyli gładkości cudownie wpływającej na nastrój. Wszyscy złapaliśmy się na tym, że skupiamy się na tych odczuciach już po pierwszym „kęsie”. Starając się wyłapać dokładnie wszystko. W każdym razie Młody wypadł z pokoju drąc się „Mamo!!! Co tam jest?” No i nie dało się przemilczeć. Jednak wiemy co jemy, więc prowokacyjne „czyżby nie podeszły?” zostało natychmiast wyprostowane. „Ale mega! Naprawdę niesamowite te lody!!!”.
Oryginalny przepis znajdziecie na stronce „Good Food”, a dokładnie tutaj.

 

lody truskawkowe z balsa (2).JPG



Lody truskawkowe z białym octem balsamicznym

300 ml pełnego mleka,
300 ml kremówki,
   2 łyżeczki ekstraktu waniliowego,
   3 duże żółtka,
  11 dag cukru,
  60 dag pięknych, dojrzałych truskawek,
   3 łyżki cukru pudru,
  60 ml białego octu winnego,
     dobry chlust wyciśniętego soku z cytryny.

   Do rondla z grubym dnem wlać mleko i śmietanę. Podgrzewać na sporym ogniu do momentu wrzenia, po czym natychmiast zdjąć z palnika. Dodać wanilię i wymieszać. W misce utrzeć żółtka z cukrem do białości. Powoli – cały czas mieszając trzepaczką rózgową – wlewać cienkim strumieniem mieszankę mleka i śmietany.
   W zlewie umieścić dużą miskę i napełnić ją zimną wodą z dodatkiem lodu. Och... lód to jedyna rzecz jakiej nie miałam, więc wystarczyła jedynie zimna woda, którą dwukrotnie zmieniłam. Wypłukać rondel, w którym podgrzewała się mleczna mieszanka i przelać do niego masę jajeczną. Postawić na małym ogniu i podgrzewać cały czas mieszając, aż krem zgęstnieje – przez ok. 10-12 minut. Sprawdzić łyżeczką*. Nie gotować!!! Szybko przelać do czystej miski i tę wsadzić do michy w zlewie. Studzić w zimnej kąpieli mieszając trzepaczką przez kilka minut. Gdy masa wystygnie – przykryć miskę i wsadzić do lodówki.
   W tym czasie przygotować truskawki. Umyć, delikatnie osuszyć na ręczniku papierowym, usunąć szypułki. Wrzucić do blendera razem z cukrem pudrem i octem balsamicznym na purée. Przetrzeć przez sitko, aby pozbyć się pestek.
   Schłodzony krem wymieszać z przecierem owocowym i sokiem z cytryny. Przelać do maszynki do lodów i ukręcić wg instrukcji. Przełożyć do pojemnika (u mnie szklana keksówka), przykryć folią spożywczą i wsadzić do zamrażalnika. Co kilka godzin przemieszać całość, aby nie tworzyły się kryształki lodu.
Przed podanie wyjąć z zamrażalnika na 10-15 minut. Łyżkę do lodów zawsze zanurzam w gorącej wodzie, zanim nabiorę porcję gotowych lodów. Niesamowitych lodów.

 

lody truskawkowe z balsa (7).JPG



* Test łyżki polega na tym, że jej wypukłą stroną przejeżdża się lekko po powierzchni przygotowywanego przez nas kremu, po czym przejeżdża w poprzek delikatnie palcem przez środek. Gdy łyżkę ustawi się pionowo pusty pasek nie powinien zostać zalany. To znak, że krem jest gotowy. Ten krem nie będzie jak budyń, ale powinien być na tyle gęsty, aby utrzymać się w ryzach.

 

lody truskawkowe z balsa (5).JPG

Ewa

Zapisz

Zapisz


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ciasto cynamonowe z truskawkami

wtorek, 12 lipca 2016 23:31

   Rzutem na taśmę - truskawki.
   Przysiadłam i złapałam się za głowę. No cóż… post napisany pod koniec maja, a tu już lipiec. Trzeba będzie wstęp radykalnie zmienić, bowiem jak tu pisać, że w końcu są, skoro już ich prawie nie ma? Jedyne co wspólnego teraz mają z tymi początkowymi to cena. Jednak teraz ich słodycz powala, zapach powoduje lekki zawrót głowy i nieokiełznaną chęć sięgnięcia poń. O cenie oczywiście się zapomina w momencie napychania własnej buzi świeżymi owocami. Do napychania wybieram malutkie. I wcale nie z tego powodu, że więcej się ich tam zmieści. Po prostu mam wrażenie, że one są właśnie najsłodsze. A co za tym idzie - najsmaczniejsze.
   Wysyp owoców mamy za sobą, więc spokojnie mogę zabrać się za coś z nimi w roli głównej, lub też bocznej. Niemniej jednak istotnej. W tym cieście nie wiem co jest ważniejsze - samo ciasto, czy też fakt, że jest ono z truskawkami właśnie. Nie mnie o tym decydować. Po prostu pyszne ciasto z truskawkami. Ha! Kiedyś bardzo późną nocką zanotowane w kajeciku do tego służącym, kilkukrotnie już zrobione i po prostu zjedzone. Bez komplikacji. Bez zastanawiania się. Co nie znaczy, że bez zmian.
   Powiem szczerze. Gdy dotarł do mnie kolejny miesięcznik "Good Food". Rzecz jasna, że skoro się zaprenumerowało, to docierać będzie, choć jak się okazuje nie każdy magazyn tak ma*.  W każdym razie sprawdzając jedną istotną rzecz (błędów rzeczowych w nim dostatek) uświadomiłam sobie przykrą rzecz. Te wszystkie przepisy w najnowszych u nas numerach, to stare przepisy z angielskich oryginałów. Sprzed lat. Wszystkie dostępne w necie. Dlaczego tak? Dlaczego ktoś zarabia na tym samym po raz drugi? Ja wiem, że to nowość na naszym rynku, ale wszystko powinno iść normalnym trybem - to co jest aktualne, aktualne powinno być wszędzie. Wkurzyłam się. Chwilę straciłam na wyszukiwaniu po kolei przepisów, co proste nie jest, gdy słownictwo ubogie... ale dałam radę. Przeszło mi w momencie, gdy trafiłam na to ciasto.  Z czerwcowego magazynu z 2002 roku. Kto wie... może za rok pojawi się w jakiejś polskiej edycji?
   No dobra. Trudno. Chyba musimy się przyzwyczaić do pewnych rzeczy, na które nie mamy wpływu. W tym przypadku to betka. Osłodzić sobie coś pysznym ciastem z truskawkami przecież zawsze można. Bo zawsze jakiś powód się znajdzie. W każdym razie przepis znajdziecie na stronce "Good Food".
   A teraz kilka uwag dotyczących zmian. Sprawa No 1. Cukier. Zastąpiłam fruktozą. Przeczytawszy wcześniej na opakowaniu, że jest słodszy niż cukier, to jasne że muszę dać go mniej. Wyszło mi na to, że zaledwie 10 dag. Przyznaję - ciasto samo w sobie niezbyt słodkie wyszło, ale oprószenie cukrem pudrem nadrobiło tę słodycz. Ogólnie dla nas idealnie. Boję się, że dodatek cukru sprawi, iż ciasto będzie dużo słodsze. Sprawa No 2. Mielone migdały. Ostatnio nigdzie nie mogę kupić mielonych migdałów. Nie mam maszynki do mielenia, bo lata temu wysiadła i trzeba było wyrzucić. Na szczęście ciasto jest typu - połączyć wszystko jak leci razem, więc wrzuciłam migdały do rozdrabniacza razem z fruktozą, i... po prostu rozbiłam na proszek. Nie po raz pierwszy tak czynię więc wiem, że się sprawdzi genialnie. Polecam też przy orzechach wszelkiej maści. Sprawa No 3. Mąka samorosnąca. Podobno pojawiła się w naszych sklepach, ale ja jeszcze na nią nie trafiłam. Mąkę tortową wymieszałam z łyżeczką proszku do pieczenia.
   Reszta poszła jak z płatka. Polecam gorąco to ciasto, bo stanowić będzie fantastyczną odmianę tego co znamy. Genialne w swej strukturze: pomiędzy ciastem ucieranym - jakim jest w rzeczywistości - a kruchym. Rozpływającym się cudownie. Myślę, że to zasługa takiego potraktowania migdałów.
Oryginalny przepis znajdziecie tutaj.

* Właśnie otrzymałam wiadomość, że zaprenumerowany inny – fajny – dwumiesięcznik przestał być wydawany w Polsce. Pech.

 

ciasto z truskawkami 2 (7).JPG



Ciasto cynamonowe z truskawkami

17,5 dag obranych migdałów,
17,5 dag miękkiego masła,
  10 dag fruktozy,
17,5 dag mąki tortowej,
     1 łyżeczka proszku do pieczenia,
     1 łyżeczka cynamonu,
     1 jajko,
     1 żółtko,
   45 dag truskawek,
        cukier puder do posypania,
        tłuszcz do formy.

   Nagrzać piekarnik do 180˚C. Spód tortownicy średnicy 23 cm wyłożyć pergaminem. Boki natłuścić.
   Truskawki opłukać i osuszyć na ręczniku papierowym. Oczyścić z szypułek i pokroić na kawałki. Migdały i fruktozę wrzucić do rozdrabniacza lub malaksera i zmiksować drobno. Wrzucić do miski, dodać masło, mąkę, cynamon, jajko i żółtko. Całość utrzeć mikserem, aż się połączy.


ciasto z truskawkami 2 (1).JPG

 

   Połowę ciasta wyłożyć na spodzie przygotowanej blaszki i szpatułką lub po prostu łyżką dokładnie rozprowadzić. Posypać truskawkami i rozłożyć resztę ciasta. Tu już tak lekko nie będzie, ale pomogą nam w tym 2 widelce. Wierzch nie musi być idealnie przykryty ciastem, ale tak w miarę równomiernie to ciasto rozprowadzić należy. Nie przejmując się przebijającymi gdzieniegdzie owocami.
   Piec 60 minut. Po 40 minutach koniecznie przykryć arkuszem folii aluminiowej. Ciasto co prawda powinno być mocno zrumienione, ale nie spalone. Gotowe wyjąć, lekko poluzować noki przy pomocy noża, zdjąć obręcz i przestudzić. Przełożyć na talerz i posypać cukrem pudrem.
Na ciepło ciasto jest genialne, ale… na zimno niczego mu nie brakuje.

 

ciasto z truskawkami 2 (4).JPG

Ewa

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Krem z kalarepki

niedziela, 05 czerwca 2016 12:44

   Stwierdziłam, że tym razem wykorzystam sezon na kalarepkę w pełni. Póki świeża. Póki młoda. Póki smaczna. No i tania. A ponieważ wszyscy ją lubimy to miałam nadzieję, że cokolwiek z niej nie zrobię to smaczne pozostanie. Tak prawdę powiedziawszy to do końca tego nie wiem, bo nie wszystko co zaplanowałam zostało zrobione, jednak nie tracę nadziei, że kilka nowych stron na talerzu niedoceniane warzywko jeszcze pokaże. W końcu jeszcze chwilkę będzie ona dostępna w takiej smacznej postaci, więc dlaczego tego nie wykorzystać? Skupić się na czymś innym niż tylko chrupaniem świeżyzny. Pewnie najzdrowszym, ale ileż można?
    Dzisiaj chciałam polecić smaczną zupę krem. Prostota wykonania tym razem zaowocuje czymś wyjątkowo eleganckim. A żeby dodać nieco smaczku, proponuję - jak już będziemy wybierać kalarepki - zdecydować się na takie, które mają kilka świeżych młodych listeczków. Zjadliwych i niezwykle dekoracyjnych. Warto ozdobić takim listeczkiem zielonym rozlaną na talerze zupę. Lub do bulionówek. Lub zwykłych miseczek. W zależności od nastroju, przyjmowanych gości, czy też okoliczności w jakich chcemy się zupą delektować.
   Nie będę się rozpisywała na temat uwag, bowiem żadnych specjalnie skomplikowanych czynności nie ma. Jedyne co, to gdyby nam się zupa dłużej nieco gotowała, bo na przykład przywarliśmy do telefonu zapominając o bożym świecie... zawsze możemy dolać więcej bulionu lub po prostu gorącej wody i pogotować 2-3 minuty. Bo zupa zgęstnieje w tym czasie okrutnie. Nawet, gdyby to była tylko chwila. Zwłaszcza, gdy nam się tak wydaje. Mówię to tylko pro forma. Jedno doświadczenie wystarczyło, aby wiedzieć, że z kremami pod tym względem nie ma luzu, ale wszystko prosto da się naprawić. O ile oczywiście nie lubimy zbyt gęstych zup.
No przecież nie lubimy.

 

krem kalarepkowy (13).JPG

 

Krem z kalarepki

 2-3 kalarepki,
 7,5 dag masła,
    4 łyżki mąki,
300 ml mleka,
700 ml bulionu drobiowego.
    4 plasterki boczku,
       sól.

Dodatkowo:
        szczypta startej gałki muszkatołowej,
     1 łyżeczka startej skórki z cytryny,
   50 ml kremówki.

   Rozgrzać masło w garnku i dodać mąkę. Smażyć mieszając 3 minuty na małym ogniu. Mąka nie powinna się zrumienić. Wlać - cały czas mieszając trzepaczką - zimne mleko i bulion drobiowy. Dobrze wymieszać aby nie było grudek i zagotować.
   Obrać kalarepki, zetrzeć na grubej tarce i dodać do przygotowanego beszamelu. Przykryć i gotować ok. 15 minut, aż kalarepa zmięknie. Ostrożnie zmiksować ręcznym blenderem, lub przelać do miski stojącego.

 

krem kalarepkowy (2).JPG


   W czasie gotowania się zupy rozgrzać patelnię z grubym dnem. Wrzucić plasterki (polecam przekroić na pół - łatwiej się nimi operuje) boczku i usmażyć z obu stron na rumiano. Boczek powinien stać się chrupiący. Przełożyć na ręcznik papierowy i osączyć. W tym czasie powinien na tyle przestygnąć, aby dał się połamać na kawałki. Odłożyć.
   Gotową zupę doprawić gałką muszkatołową, solą, skórką cytrynową i wymieszać ze śmietaną. Gotować jeszcze 2 minuty i rozlać na talerze. Na wierzchu ułożyć kawałki podsmażonego boczku i ozdobić młodym listkiem kalarepki. Umytym oczywiście. Z braku listka można zastąpić go listeczkiem natki pietruszki lub małą gałązeczką koperku.

 

krem kalarepkowy (20).JPG

Ewa

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 25 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  415 466  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Statystyki

Odwiedziny: 415466
Wpisy
  • liczba: 241
  • komentarze: 376
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl