Bloog Wirtualna Polska
Są 1 213 353 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Chleb owsiany

poniedziałek, 05 grudnia 2016 11:05

   Kupiłam sobie fajną formę. W zasadzie bardziej ramę niźli formę, dzięki której na dodatek można regulować długość wypiekanego ciasta drożdżowego. Oczywiście nie będzie miało znaczenia, czy będzie to słodka buła, czy wytrawny chleb – byleby ciasto nie było za płynne. Cel dla mnie był istotny, bo każda nowość chlebowa – choćby to miał być tylko nowy, inny kształt – bardzo mnie cieszy. No i w końcu przyszedł czas, aby wypróbować...
   Nie... na początek poszło całkowicie coś nowego. Jednak tej radości postanowiłam nie stopniować, nie mając wszak stuprocentowej pewności, czy chleb będzie smakował. Z tym się zawsze liczę. Tylko co w nim miałoby być niesmaczne? Zaplotłam sobie dodatkowo ciasto, bo dlaczego nie? Nie wzięłam jednak jednego pod uwagę, a mianowicie niedopieczonych (choć upieczonych) brzegów chleba. Trzeba było wziąć i zrobić ponownie, próbując jak się to będzie sprawdzało w praktyce gdy w trakcie pieczenia wyjmę chleb i dopiekę. Nigdy tego wcześniej nie robiłam. Gdyby nie ta za duża różnica tylko w kolorze brzegów chleba, która trochę mnie drażniła. Nie wiem... może z czasem, gdy forma się przepali, nie będzie potrzeby usuwania jej wcześniej? Najzabawniejsze jest to, że w kanapkach zupełnie tego nie widać, bo człowiek skupia się na tym co jest na pajdzie chleba, a nie na bokach kromala. Pytanie więc mi się nasunęło– czy takie moje fiu bździu jest normalne? Tym bardziej, że inni nawet na to nie zwrócili uwagi.
   No dobra... Może skupmy się na chlebie. Jeśli formy, znaczy ramy nie mamy, to możemy upiec taki zapleciony chleb bez niej. Nie wyrośnie tak pięknie w górę, tylko na bank lekko rozrośnie się bokami – choć mówię to tylko teoretycznie, bo moja wyobraźnia tak mi podpowiada. I znajomość nieokiełznanego ciasta drożdżowego. Lepiej, aby wtedy zapleciony warkocz nie był specjalnie długi, boć to nie chałka jest. Można też po prostu wsadzić do natłuszczonej keksówki, i w niej upiec bez wyciągania w trakcie pieczenia. Równie dobrze można chleba nie zaplatać, tylko uformować dowolny bochenek. Będzie pysznie, cokolwiek z nim nie zrobimy.
   Muszę powiedzieć, że dostałam od Zbyszka fantastyczną ostrą pastę. Kanapki z chleba owsianego majdnięte ową pastą znikają w tempie błyskawicznym. Fantazja. Dzięki Zbyszku :)

 

chleb owsiany (6).JPG



Chleb owsiany

 50 dag mąki chlebowej,
 15 dag płatków owsianych,
   2 łyżeczki soli
 2,5 dag zimnego masła,
 2,5 dag drożdży,
   1 łyżka miodu,
150 ml jogurtu naturalnego,
300 ml ciepłej wody,
   1 łyżka płatków owsianych do posypania.

   Przesiać mąkę do miski robota, dodać płatki owsiane, sól i wymieszać. Masło pokroić na małe kawałki i wrzucić do przygotowanej mieszanki i dokładnie rozetrzeć palcami.
   Drożdże wymieszać z 50 ml wody tak, aby się rozpuściły. Od razu wlać do mąki, dodać miód, jogurt i resztę wody. Wyrabiać przez 8 minut na niskich obrotach, po czym przez 2 minuty na wysokich. Ciasto powinno być miękkie. Można je wyrobić ręcznie przekładając po połączeniu składników na blat i zagniatając 10 minut. Warto kilka razy uderzyć o blat.

 

chleb owsiany (1).JPG


   Gotowe ciasto podzielić na 3 części i uformować z każdej wałek długości 50 cm. Zapleść warkocz. Jeśli mamy odpowiednią ramkę do podłużnego chleba (na zdjęciu), natłuścić ją od wewnątrz i wsadzić do formy przygotowane ciasto, lekko ściskając całość. Lub wsadzić do natłuszczonej keksówki. Posypać płatkami owsianymi lekko je dociskając. Przykryć luźno folią spożywczą i odstawić do wyrośnięcia na 40 minut.
   W międzyczasie nagrzać piekarnik do 220°C wkładając miskę z wodą. Gdy się nagrzeje, wsunąć blachę z ciastem i natychmiast po zamknięciu piekarnika zmniejszyć temperaturę do 200°C. Piec 30-35 minut. Po 25 minutach usunąć formę, aby boki chleba się lekko zrumieniły. Wyjąć i wystudzić na kratce.

 

chleb owsiany (2).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wieprzowina z pappardelle

niedziela, 27 listopada 2016 21:27

   Przyszedł czas korzystania z moich półeczek pełnych skarbów. Jest ich kilka, więc i wybierać mam z czego. Stanęłam i sięgnęłam po dawno nie przerabiany temat, czyli „Kluski i makarony”. Tak... mam na myśli fajną książkę kucharską pod takimże tytułem. No bo tak zagoniona jestem, że w końcu mam czas na odpoczynek przy cudzych przepisach, a i okazję do zrobienia czegoś zaznaczonego, a wciąż odkładanego na tak zwane „potem”, „jutro”, „kiedyś”... Złapałam pierwszą lepszą pozycję – bo to też jakiś tam sposób selekcji. Wszystko mi gra. Wszystko pasuje. Wszystko dostępne. I wszystko lubimy.
   Zrobiłam więc wieprzowinę z pappardelle. Makaron postanowiłam sama zrobić – będąc od dłuższego czasu poniekąd w temacie, i wykorzystując kupioną do tego celu, moją ulubioną rukolę. Makaron rzecz jasna możemy kupić gotowy, co zdecydowanie będzie szybsze i łatwiejsze. Tym bardziej, że są już sklepy, gdzie kupimy świeży... Ale ja się postarałam, bo lubię. Wyszło fantastycznie. Po prostu szybko i bardzo smacznie, więc idealnie dla tych, co w ciągłym pośpiechu są, a chcieliby zaszaleć czymś ekstra.
   Faktem jest, że charakter daniu nadają orzeszki piniowe. Gorąco je polecam, ale wiem też, że niezbyt łatwo je zdobyć, no tanie nie są. Można od biedy zastąpić je pokrojonymi w słupki migdałami. Od biedy... W książce napisane jest, że „To proste, acz imponujące danie najlepiej podawać z sałatą lodową”, lecz ja podałam ze zwykłą z dodatkiem rukoli i pomidora, skropioną cytrynowym winegretem. Niezależnie od rodzaju podanej sałaty gwarantuję, że będziecie zachwyceni.

 

wieprzowina z pappardelle (2).JPG



Wieprzowina z pappardelle

 50 dag polędwiczek wieprzowych,
     mąka,
     sól, pieprz,
   2 łyżki oliwy,
 30 dag makaronu pappardelle,
2,5 dag orzeszków piniowych,
    starta skórka z ½ cytryny,
    sok z 1 cytryny,
  1 łyżeczka płynnego miodu,
  1 garść posiekanej grubo natki pietruszki.

   Mięso oczyścić z błon i tłuszczu, pokroić w plastry grubości 2 cm i bardzo lekko rozklepać dłonią. Wymieszać około 2 łyżek mąki z solą i pieprzem, po czym oprószyć plasterki, strzepując jej nadmiar. Na dużej ciężkiej patelni rozgrzać 1 łyżkę oliwy i smażyć mięso na dużym ogniu po 3 minuty z każdej strony – aż się zrumieni. Zdjąć z ognia i przełożyć na podgrzany talerz. Trzymać w cieple.
   Makaron ugotować w dużej ilości osolonej wody według instrukcji. W tym czasie na tę samą patelnię wlać pozostałą oliwę i przyrumienić orzeszki piniowe. Dodać do nich startą skórkę cytrynową, sok z cytryny, miód i 50 ml gorącej wody. Podgrzać mieszając.
   Do sosu włożyć plastry mięsa – razem z powstałym sokiem. Posypać natką pietruszki. Gotować na bardzo małym ogniu przez 3 minuty, przy czym w połowie gotowania odwrócić mięso na drugą stronę. Makaron odcedzić i podawać z mięsem.

 

wieprzowina z pappardelle (4).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wołowe żeberka BBQ z piekarnika

niedziela, 09 października 2016 14:01

   No tak. Wcale nie dlatego, że zatęskniłam za grillem czy też, że pogoda pod psem. Postanowiłam zrobić żeberka, bowiem przymierzałam się do tego od miesięcy. Żeberka też wiecznie siedzieć w zamrażalniku nie mogą, więc nade(j)szła wiekopomna chwila... Sami swoi w domu, więc liczy łam na to, że wystarczą na dwa dni w takiej naprawdę sporej ilości. No to się delikatnie mówiąc po prostu przeliczyłam. Przepis wisiał na lodówce i czekał na zrobienie. Dokładnie ten. Żaden inny. Wydawał mi się świetny, sam smak gotowego mięsa starałam się sobie wyobrazić, i wiecie co... absolutnie się nie zawiodłam. Po prostu pyszności.
   Żeberka wołowe to rzadkość. W sklepach na nie się nie natknęłam, no i nie ukrywam, że tu sama będę miała problem. Trzeba będzie się za nimi zacząć rozglądać tak na bardzo poważnie. Jeśli będziecie mieli okazję – polecam. Ja akurat miałam. Ba! Nawet sama je sobie wycięłam z młodego wołu. Bardzo mnie cieszyły wtedy, a teraz cieszą jeszcze bardziej. Oczywiście odsyłam do oryginalnego przepisu, który znajdziecie na stronce „Divas Can Cook”. Warto zrobić. W każdym razie ja już wiem, dlaczego Amerykanie tak kochają żeberka wołowe.
   Kilka uwag, które zapewne pomogą. W przepisie użyta jest przyprawa cajun. Udało mi się ją kupić ostatnio na Chorwacji, a zrobiłam to tylko z jednego powodu – chcąc sprawdzić jak się ma do niej robiona domowym sposobem. Sama nie wiem. Nie jest zła, jednak mam wrażenie, że ta domowa jest zdecydowanie wyraźniejsza, przez co bardziej mi smakuje. Jakby co, to przepis na tę mieszankę znajdziecie tutaj. Jest łatwa do zrobienia, bo ze składników powszechnie dostępnych. Wśród składników przyprawy są mielone czosnek i cebula – wzięłam dostępne w sklepach suszone i roztarłam w moździerzu na proszek. Zwyczajnie. Trzecia sprawa to użyta w przepisie folia aluminiowa. Musi być mocna, więc jeśli takiej nie macie (a jest do kupienia) to musicie użyć zwykłej podwójnie złożonej. Aby się nie rozerwała w żadnym miejscu. Czwarta to metoda pieczenia i związany z tym czas. Pieką się długo, bo w temperaturze zaledwie 120°C. Można powiedzieć żeberka wolno pieczone, co zaowocuje niezwykle delikatnym, kruchutkim mięsem, rozpływającym się w ustach. Nie po raz pierwszy piekłam mięso w tej temperaturze, więc gorąco polecam. Niestety zajmuje to trochę czasu.
   I ostatnia sprawa to sos BBQ. Można użyć domowego, można i gotowca. Ja dostałam od kuzynki Danusi fantastyczny Hot Chilli Jack`a Daniel`sa zw rzeczy samej z whisky w swoim składzie. Był użyty i sprawdził się cudnie. Trochę się bałam, że całość będzie zbyt pikantna... ale nic z tych rzeczy. To była wyborna uczta. Możecie nie wierzyć, ale daliśmy radę całości na jedno (choć późne, więc byliśmy głodni) posiedzenie.

 

zeberka wolowe (6).JPG



Wołowe żeberka BBQ z piekarnika

1,5 kg żeberek wołowych,
2-4 łyżki oliwy,
  1 łyżka suszonego czosnku,
  1 łyżka suszonej cebuli,
  1 łyżka przyprawy cajun,
  1 łyżeczką brązowego cukru,
  1 łyżeczka chili w proszku,
  1 łyżeczka słodkiej papryki,
  1 łyżeczka soli,
  2 łyżeczki suszonego oregano,
    ulubiony sos barbecue.

   Opłukać żeberka i dobrze osuszyć. Lekko posmarować oliwą. Czosnek i cebulę rozetrzeć na proszek w moździerzu – najlepiej robić to oddzielnie. Wszystkie przyprawy wymieszać razem w misce i dokładnie wetrzeć w mięso z obu stron. Nie trzeba zużyć jej w całości, ale mnie się to udało. Przełożyć do dużej szklanej lub ceramicznej miski, przykryć i wsadzić do lodówki na 2 godzimy. Można i na całą noc.

 

zeberka wolowe (1).JPG


   Nagrzać piekarnik do 120°C. Z folii aluminiowej (jeśli cienka to koniecznie wziąć podwójną warstwę) odciąć arkusz dwukrotnie większy od blachy. Ułożyć na blasze tak, aby połowa zwisała poza nią. Na folii rozłożyć mięso w jednej warstwie. Można pokroić na pojedyncze kawałki, czyli każdy z jedną kostką, ja jednak zostawiłam w takim stanie, w jakim miałam, czyli w czterech częściach. Przykryć zwisającą częścią folii i bardzo dokładnie zawinąć wszystkie brzegi tak, aby tworząca się wewnątrz para nie miała żadnego ujścia. Piec 3,5-4 godziny. Mnie jak autorce wystarczyło piec 3,5 godziny, ale to była młoda wołowina.
   Gotowe żeberka odsączyć z tłuszczu i posmarować sosem barbecue wg uznania. Wsadzić z powrotem do piekarnika i piec, aż sos stanie się lepki. Trwa to naprawdę krótką chwilę. Podawać gorące.

 

zeberka wolowe (3).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Spanakopita

niedziela, 28 sierpnia 2016 21:44

.   Wakacje nastrajają nas zawsze bardzo pozytywnie. Chce nam się poświęcić trochę czasu i niekiedy znaczną ilość pieniędzy na wymarzone podróże. I chociaż wszystko w tym roku jeszcze przede mną, to chciałam Wam zafundować chwilowo darmową podróż do słonecznej Grecji. Chwilowo, bo czytając nic Was to nie kosztuje. Mam jednak pojęcie, że chcąc danie zrobić... nie obędzie się bez kosztów. Niewielkich. Słowo daję. A jak się ma dodatkowo takiego Zbyszka w okolicy, który sam dowiezie mnóstwo szpinaku, to i te koszty zmaleją. Swoją drogą Zbyszkowi bardzo dziękuję i za szpinak, i za cukinie, i za pomidory. Czerwone i czarne. Niemal jak u Stendhala ;). Były pyszne. Z nich niczego nie zrobiłam – po prostu zjedliśmy. Jak zawsze ze smakiem.
   Na pierwszy rzut musiałam zająć się szpinakiem. Tak mi wyszło, że najmniej wytrzymały będzie, chociaż Zbyszek wykazał się absolutnym profesjonalizmem. Po prostu ściął nam łodygi pełne liści. Łatwiej się myje, czyści i przede wszystkim przechowuje. A że udało mi się kupić ciasto filo, to już wiadomo było, co będzie. Mam nadzieję, że już na stałe zagości w sklepie, który mam na myśli. Jeśli jednak nie uda nam się go zdobyć, spanakopitę można zrobić mniej klasyczną, używając ciasta francuskiego. Polecam jednak tą oryginalną wersję grecką z cienkimi arkusikami filo w roli głównej.
   Tak więc Grecja. Nigdy w niej nie byłam. Chyba szkolny przesyt wiedzy na temat powoduje, że jakoś tak ani Grecja, ani Egipt mnie nie pociągają. Ale może się to zmienić. Tak jak stało się z Włochami. Będzie okazja być osobiście, to pewnie skorzystam. I zdecydowanie bardziej z kraju europejskiego, którego kuchnia jest zachwycająca. A swoje dzisiaj jeszcze dołożę. Spanakopita to bardzo znane już na całym świecie danie. Oczywiście ze szpinakiem w roli głównej – jak sama nazwa wskazuje. Ciasto ze szpinakiem, fetą, z dodatkiem jajka... I jak się temu oprzeć?
   Co do ciasta francuskiego – na tę samą blaszkę potrzebne będą dwie porcje w formie prostokątów. Jedna na spód, i jedna na wierzch. Trzeba będzie dodatkowo użyć jeszcze jednego jajka. Odrobinę białka do posmarowania ciasta przed nałożeniem nadzienia – w trakcie pieczenia białko się zetnie i nie pozwoli ciastu nasiąknąć sokami. No i żółtko, do posmarowania wierzchu. Odpadnie nam za to spora ilość masła, którą musimy smarować arkusze filo. I à propos masła... (tylko masło brane pod uwagę) – można je zwyczajnie jedynie stopić, ale jeśli ktoś będzie miał ochotę na coś ekstra, proszę zrobić wg przepisu. Użyty liść laurowy nadaje masłu mocnego aromatu, ale na smak nie wpłynie.
Co jeszcze? No może to, że danie robię na płytkiej blaszce do pieczenia warzyw. I że z ciastem trzeba postępować szybko i zdecydowanie. Albo trzymać je pod wilgotną ściereczką, aby nie wysychało. Jeśli coś się przedrze, lub połamie – proszę się nie przejmować, tylko robić swoje – układając taki fragment tam, gdzie powinien wylądować. Po prostu.
Wakacje nad mapą i kawałkiem ciasta ze szpinakiem też są fajne. I na każdą kieszeń.

 

spanakopita (21).JPG



Spanakopita

 30 dag ciasta filo (7 arkuszy),
 15 dag masła,
  1 duży świeży liść laurowy (lub 2 małe, lub 3 suszone),
lub:
  2 porcje ciasta francuskiego (prostokątne),
  1 jajko.

Nadzienie:
 2 łyżki oliwy,
 1 duża cebula,
 2 duże ząbki czosnku,
   starta skórka z ½ cytryny,
 2 łyżki soku z cytryny,
50 dag świeżego szpinaku,
 2 łyżki posiekanego koperku,
 1 łyżka posiekanego świeżego oregano,
20 dag fety,
 2 jajka,
   sól.

   Do rondelka wrzucić masło i liść laurowy, postawić na średnim ogniu na najmniejszym palniku. Gdy tylko masło się rozpuści, zmniejszyć ogień do minimum i trzymać przez 5 minut. Zdjąć z ognia i odłożyć na kolejne 5 minut razem z listkiem. Można przecedzić przez sitko pozbywając się resztek piany, można i tylko usunąć laur.
   Cebulę obrać, umyć i pokroić w dość dużą kostkę. Czosnek obrać i drobno posiekać. Cytrynę należy wyszorować, wyparzyć, osuszyć i zetrzeć skórkę, gdy owoc jest jeszcze w całości. Szpinak umyć, usunąć twarde łodyżki i osączyć na sicie. Fetę grubo pokruszyć.
   W dużym rondlu rozgrzać oliwę na średnim ogniu. Dodać cebulę i smażyć mieszając przez 8 minut. Powinna się zeszklić. Dodać czosnek i smażyć mieszając przez 1 minutę. Wlać sok z cytryny i dodać skórkę cytrynową. Dobrze wymieszać, po czym wrzucić szpinak – jeżeli nie zmieści się w całości, robić to partiami, czekając aż poprzednia partia zwiędnie, i zrobi miejsce całej reszcie. Pozostawić na ogniu przez krótką chwilę. Zwiędnąć powinien cały szpinak, a płyn odparować. Przełożyć do dużej miski i przestudzić nieco. Dołożyć zioła i pokruszoną fetę. Doprawić do smaku solą. Wystudzić całkowicie. Jajka rozbełtać widelcem w miseczce i wlać do reszty. Dobrze wymieszać.
   Prostokątną blaszkę 20x30 cm lekko natłuścić i wyłożyć nieco większym arkuszem pergaminu. Arkusze ciasta filo złożyć na pół i delikatnie rozerwać. Lub najnormalniej przeciąć je na pół nożyczkami. W trakcie pracy trzymać je pod przykryciem, aby nie wysychały.
Nagrzać piekarnik do 180°C.
   Na spodzie blaszki ułożyć wzdłuż 3 arkusze. Pierwszy i ostatni powinny tworzyć luźno zwisający kilkucentymetrowy brzeg, a środkowy wypełniać całe wnętrze. Czyli każdy następny arkusz powinien najeżdżać na poprzedni. 1 arkusz znów wyłożyć na środku. 2 kolejne ułożyć w poprzek tak, aby lekko zachodziły na siebie na środku. W tym momencie ze wszystkich stron powinniśmy mieć nadmiar ciasta. Posmarować całość delikatnie masłem – łącznie z wystającymi brzegami.

 

spanakopita (17).JPG


   Na ciasto wyłożyć nadzienie. Rozprowadzić delikatnie na całej powierzchni za pomocą szpatułki. Złożyć brzegi ciasta do środka, zaczynając od dłuższych boków. Posmarować je delikatnie masłem i przykryć całość arkuszem ciasta, wciskając brzegi delikatnie szpatułką tuż przy krawędzi blaszki. Posmarować masłem i znów przykryć ciastem. Posmarować masłem, po czym trzykrotnie ułożyć po 2 arkusze naraz, nie zapominając oczywiście o smarowaniu każdej warstwy dosyć obficie. Na samym końcu wylać na ciasto resztę masła i rozprowadzić na powierzchni. Piec 45 minut na piękny złoty kolor. Wyjąć, odstawić na 10 minut i pokroić na kawałki.
Pokaz „krok po kroku” znajdziecie tutaj

Wersja z ciastem francuskim:
Nagrzać piekarnik do 200°C.
   Ciasto francuskie rozwałkować na prostokąty nieco większe niźli forma. Oddzielić żółtko od białka. Odrobinę białka roztrzepać widelcem. Na wyłożonej pergaminem blaszce rozłożyć arkusz ciasta francuskiego i posmarować białkiem. Wyłożyć nadzienie, przykryć kolejnym arkuszem ciasta, wpychając delikatnie brzegi do środka, tuż obok krawędzi formy. Nakłuć powierzchnię widelcem i posmarować żółtkiem rozbełtanym z odrobiną białka. Piec 35-40 minut na złoty kolor.

 

spanakopita (25).JPG

Ewa

Zapisz

Zapisz


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wołowina z krążkami cebuli - Yangcong Niurou

sobota, 16 lipca 2016 14:26

   Dzisiaj coś z kuchni Państwa Środka.  Coraz mniej dla nas egzotycznej, bowiem coraz popularniejszej. Coraz częściej pojawiającej się na naszych stolach – z racji dostępnych na rynku produktów. Wszyscy wiemy, że Chiny to ogromny kraj, i że każdy region znany jest z kilku rzeczy. I w zależności od tego gdzie chcemy się znaleźć, posmakujemy fantastycznych dań o zupełnie innym smaku. A każde z nich będzie dla nas wielką przyjemnością. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mogę narazić się na śmieszność z powodu błahego – nigdy w Chinach nie byłam. Niemniej jednak mam swoją małą biblioteczkę, z której dosyć często korzystam. Bardzo lubimy lądować choć na chwilę tam wylądować, choćby miało to być jedynie dzięki temu, co mamy na talerzach.
   Głównym składnikiem kuchni chińskiej są produkty zbożowe, w tym przede wszystkim ryż. I a propos ryżu… Pomna słów znajomego, który zna się na tych sprawach, pozwolę je przytoczyć. Zapamiętałam i stosuję. Otóż… Klarax mówi, że ryż podawany do dań chińskich nie powinien być sypki. Więc nie ma u mnie ryżu na sypko. Jest kleisty, co nie znaczy że rozgotowany. W ogóle staram się przygotowywać według receptury, w której nie ma soli. Zupełnie inny smak.
   Ryżu i tutaj nie zabraknie. Bywa, że podaję z jaśminowym, z dodatkiem cytryny i bazylii. Każdy jednak będzie świetnym dodatkiem do fantastycznej wołowiny. Yangcong Niurou czyli po prostu wołowina z krążkami cebuli. Po ten przepis sięgam dosyć często (choć za każdym razem słyszę, że stanowczo za rzadko) do książki Wolfganga W. Reicherta i Eugene H. Liu „Kuchnia chińska podbija świat”. Prawdą też jest, że robię wołowinę w ten sposób tylko wtedy, gdy uda nam się kupić piękny kawałek młodego mięsa. Ogólnie niewiele trzeba, aby zapewnić sobie niezwykle smaczną podróż. Prócz ryżu podałam smażone szybko na oliwie chili warzywa. Po prostu… Nie dość, że pyszne, to jeszcze rozweseliły niezmiernie talerze. Nie zdziwcie się, jeśli danie zagości u Was na dłużej
(Przepis ze starej strony).

 

yangcong niurou (2).JPG



Wołowina z krążkami cebuli - Yangcong Niurou

 

 50 dag chudej wołowiny,
   3 cebule,
   2 cm kawałek świeżego imbiru,
      olej do smażenia,
   2 łyżki sosu sojowego,
   1 łyżeczka oleju sezamowego,
      sól.

Marynata:
   3 łyżki sosu sojowego,
   2 łyżki mąki kukurydzianej,
1/2 łyżki cukru,
   2 łyżki oleju,
  2 łyżki wody.

   Mięso pokroić w cienkie paski (chodzi o ich grubość, nie szerokość).
W szklanej bądź ceramicznej misce dobrze wymieszać składniki marynaty i dodać do niej mięso. Odstawić na 15 minut.
   W tym czasie obrać cebulę i pokroić ją w cienkie krążki. Imbir obrać i drobno posiekać.
Rozgrzać w woku lub na patelni z nieprzywierającym,  grubym dnem olej, wrzucić cebulę razem z imbirem. Dodać sos sojowy i lekko posolić. Smażyć około 1,5 minuty. Wyjąć i przełożyć do miseczki – pozostawić w cieple. Ponownie rozgrzać olej w woku (lub na patelni), wrzucić mięso i smażyć na dużym ogniu przez ok. 3 minuty. Dodać cebulę i stale mieszając smażyć jeszcze 3 minuty.
   Całość polać olejem sezamowym i podawać gorące. Z ryżem.

 

yangcong niurou (3).JPG

Ewa

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 11 grudnia 2016

Licznik odwiedzin:  430 263  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Statystyki

Odwiedziny: 430263
Wpisy
  • liczba: 245
  • komentarze: 379
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl