Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 758 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ziemniaki z adżwanem

sobota, 16 stycznia 2016 15:36
Skocz do komentarzy

   Przez moment zastanawiałam się od czego by tu… I pomyślałam, że zacznę od ważnej informacji, komu zawdzięczam to danie. Odpowiedź może być prosta – Asi. Ale może być bardziej skomplikowana, bo Asia nie dość, że była sponsorem, to jeszcze pomysłodawcą. Zanim wyjaśnię co to takiego ów adżwan, ajwain czy też carom seeds to opowiem historyjkę. Nie obiecuję, że krótką, bo to się okaże.
   Wcale niedawno temu odezwała się do mnie Asia. Miałyśmy obie chwilkę czasu i siedząc przy komputerze mogłyśmy pogadać. Ona w Krakowie, ja u siebie… siedząc przy herbacie, patrząc w monitor i słuchając ulubionej muzyki. Każda swojej ulubionej.
- Ciociu jadę do Indii. Przywieźć ci coś? Jakieś przyprawy? Co byś chciała?
Tak naprawdę chciałabym więcej takich informacji ;). Czyż nie jest to najlepsze rozwiązanie? I czy nie znaczy to, że ktoś chce mi zrobić naprawdę ogromną przyjemność i przywieźć to, co bym chciała… Może niekoniecznie bez czego nie mogłabym żyć, ale co korci, intryguje, zastanawia i nęci… nęci… nęci… Oczywiście, że miałam takie coś na myśli. Amchur czy też amchoor. Zwyczajnie po naszemu to mielone suszone zielone mango. Poprosiłam. Zaklepałam. Asia zanotowała. Pogadałyśmy na temat jej wyjazdu do Hajdarabadu – póki co jedynie „na sucho”. Dla Asi była to jeszcze zagadka niedługo mająca być odkryta, dla mnie póki co niedostępne miejsce na ziemi, choć w jakiś tam sposób poznane od strony kuchennych drzwi.
   Minął jakiś (niedługi) czas wpada Asiula z moim bratem czyli tatą. I z pudełeczkiem. Na sekund kilka – tylko przyniosła i nie ma czasu. Nie posiedzimy, bo musi wracać. Jutro do pracy (a była to niedziela), więc jeszcze podróż do Krakowa.
- Ciociu pogadamy następnym razem – uroczy uśmiech na twarzy nie pozostawia żadnych złudzeń. Nawet herbaty nie będzie.
Krzyś rozkłada ręce. No nie ma mocnych. Ok. Następnym razem.
   Minął znów krótki naprawdę czas. Nie pamiętam… coś koło dwóch tygodni. A mnie olśniewa. Adżwan. Aj…
Komputer – Asia – wiadomość. Momentalnie odpowiedziała, więc opowiadam o adżwanie. Asia w śmiech.
- Ciociu za parę dni jedziemy znowu… To przez koleżankę ;).
Nie żeby było to jej marzeniem, ale taki zbieg okoliczności. Na moje szczęście. Znów zanotowane, znów wzięte do serca. I znów marzenie spełnione.
   Tym razem przy herbacie opowieści i zdjęcia, relacje z ciekawych miejsc i o ciekawych zdarzeniach. I także o tym skąd się wziął ów żart na temat winy koleżanki. Dziewczyny wracając kiedyś z wycieczki krajoznawczej do hotelu złapał deszcz. Przemokły całkowicie, z czego rzeczy wyprane i wysuszone wróciły do normalności. Asi sandały wyschły, ale balerinki towarzyszki już nie nadawały się do użycia. Wylądowały w ostateczności w koszu na lotnisku. No i już w Polsce okazało się, że nie zostawia się butów w miejscu, do którego nie chce się wracać. To taki przesąd wenezuelski, który chyba ma niezły zasięg… Ale dziewczyny za to miały na co zwalić winę a propos kolejnej – niezbyt chcianej – podróży. Wszystkie te wrażenia okraszone były dodatkowo prezentem. Mydełkiem, odżywką do włosów kokosowo-hibiskusowo-amlowo-cytrynową i adżwanem. Adżwan. No to się będzie działo…
Tiaa…
   Zabrakło czasu. W pewnym momencie wiadomość od Asi:
- Ciociu zrobiłaś coś?
- Noo… nie – głupio mi się zrobiło, bo odrobiłam jedynie część zadania. Mam parę przygotowanych przepisów, ale na jeden trzeba do wiosny poczekać, a drugi to zwykła paratha z adżwanem. Warto z pewnością zrobić, ale do konkretnej potrawy. Jakieś danie plus ona. Na więcej czasu mi nie starczyło.
- No to masz! – Asia wysyła link – To bym zjadła, bo bardzo lubię ziemniaki.
Obejrzałam. Wszystko mam – nawet kolendrę, o której zapomniałam przy Butter Chicken. To ja już wiem, do czego będzie użyta. Bratanica zapewniła mi dwa zasadnicze składniki. Git.
   No i taka to historia dania. Zrobionego, choć zapewne z lekką innowacją. Nie miałam takich chili. Ledwo co wysuszonych – co widać na obrazku. W pełnej krasie swoich kolorów i zapewne miejscowych. O nieznanej mi mocy. Użyłam takich jakie miałam. Tajskie, znacznie krótsze, mocno wysuszone i dosyć ostre. Amchur po spróbowaniu proszku z opakowania zmniejszyłam „nieco”, bojąc się, że całość stanie się za kwaśna. Połowa wystarczyła – lekko kwaskowaty posmak był tym, o co mi chodziło.
   Co poza tym? Może tak, że to danie w rzeczy samej pyszne niezmiernie, ale w takiej ilości deczko skąpe. Dla dwóch osób niezbyt głodnych na obiad wystarczy. Dla czterech w momencie, gdy będą dodatkiem do czegoś. O tym radzę pamiętać, bo zrobić trzeba. Choć wiąże się z tym, że trzeba będzie zaopatrzyć się w trzy mało u nas znane dodatki: adżwan, amchur i asafoetida.

Adżwan (ajwain, carom seeds) – i choć z angielskiej nazwy wychodziłoby, że to nasiona, to jednak są to owoce. W kuchni używane są właśnie one i liście adżwanu. Owoce zawierają tymol i mają lekki jego i aromat, i posmak. Ale lekki. Zapach jednak nie powala – taki bezpośredni. Inaczej jest już w daniach. Można użyć go i jeść bezpośrednio czyli na surowo, można opiec, można i obsmażyć na oleju lub maśle. Można dodać do ghee, do chleba, do ciasteczek. Gotuje się z nim soczewicę, ale można i fasolę – będzie łatwiej strawna. Już wiem, że wybornie smakuje z ziemniakami.

Amchur (amchoor) – zmielone na proszek wysuszone owoce zielonego, niedojrzałego mango. Dla mnie mają wręcz nieprzyjemny zapach, gdy bezpośrednio wsadzi się nochal do torebki. I znów niespodzianka, gdy się go użyje. Smak mocno kwaśny, nadaje więc potrawom wyrazistości i cytrynowego posmaku. W razie braku można zastąpić sokiem z cytryny. Można używać do marynat. Świetny do sosów typu chutney.

Asafoetida (zapaliczka cuchnąca) – i tu wbrew nazwie ma najmilszy zapach ze wszystkich tych składników. Dla mnie oczywiście. Jest to wysuszona guma olejowo żywiczna wydzielana przez korzeń zapaliczki. Ułatwia trawienie i zmniejsza wzdęcia. Stosuje się ją do potraw wegetariańskich jako swoisty wzmacniacz smaku.

Trochę się nagadałam, ale oryginalny przepis znajdziecie pod tym linkiem.

 

ziemniaki z adżwanem (6).JPG


Ziemniaki z adżwanem

   4 duże ziemniaki,
   1 łyżka ghee lub oleju,
   4 suszone chili,
  ¼ łyżeczki asafoetida,
   1 łyżeczka adżwanu,
2,5 cm kawałek imbiru,
   1 łyżeczka amchur,
      posiekana świeża kolendra,
      sól.

   Ziemniaki wyszorować i ugotować w mundurkach do miękkości. Odcedzić, lekko przestudzić i jeszcze mocno ciepłe obrać. Wystudzić całkowicie, pokroić wzdłuż na ćwiartki, po czym w dużą kostkę. Imbir obrać i posiekać. Odłożyć.
   Rozgrzać wok lub ciężką patelnię z grubym dnem i dodać ghee lub olej. Kiedy się rozpuści wrzucić potargane w rękach chili i chwilkę podsmażyć, aż nabierze koloru i aromatu. Dodać asafoetida i adżwan, wymieszać i natychmiast wrzucić ziemniaki. Smażyć mieszając, aż lekko się zrumienią. Dodać imbir i smażyć nadal, aż imbir się zezłoci. Doprawić solą i posypać amchur. Wymieszać ponownie, posypać kolendrą, znów wymieszać i… podawać. Gorące.

 

ziemniaki z adĹźwanem (5).JPG

 

ziemniaki z adĹźwanem (1).JPG

Ewa

Podziel się
oceń
1
0




czwartek, 21 września 2017

Licznik odwiedzin:  458 189  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Statystyki

Odwiedziny: 458189
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 393
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl