Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 349 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Tortellini z dynią, grana i domową ricottą

piątek, 20 stycznia 2012 10:51

   Muszę w końcu o nich napisać. Tak odkładam ten post na później... i odkładam. Postaram się jednak krótko, bo przepis będzie z tych dłuższych. Dyniowe szaleństwo w tym roku trochę dalo mi się we znaki, bo się zawzięłam i chciałam spróbować zrobić kilka nowych rzeczy. I stąd też to tortellini. Te, bowiem jest ich sporo. Po pierożkach z dynią, które oczywiście muszą być w każdym sezonie, i za którymi tęsknimy ogromnie (naprawdę), teraz będą jeszcze one. Polecam zrobienie, a gdybyśmy czasu nie mieli za dużo, to farsz można zrobić dzień wcześniej, przykryć i schować do lodówki. Świetnie nadają się do zamrożenia, tak więc każdą nadwyżkę chowam i mam pod ręką w dniu lenia. Chociaż tak naprawdę to nadają się również absolutnie z całą stanowczościa dla gości - świeże zawsze lepiej wypadają, ale różnica jest niewielka. Inna sprawa, że wrażenie dużo lepsze...
   Wracając do samych tortellini - to Renata mi podszepnęła, że Włosi do pierogów z dynią dodają najczęściej ricottę. Dynia, ricotta i przyprawy. A Grana Padano skąd? Bo lubię. Dodam, że miałam go końcówkę, i tę końcówkę do cna wykorzystałam. Wszystko się zgrało.
   Podałam klasycznie, Bardzo tak lubimy... masło i szałwia. Smakują wybornie.

 

 

Tortellini z dynią, grana i domową ricottą

Ciasto:
50 dag mąki,
   1 łyżeczka masła,
   2 żółtka,
      gorąca woda.

Farsz:
40 dag oczyszczonego miąższu dyni,
20 dag domowej ricotty,
  8 dag Grana Padano,
     sól, pieprz, starta gałka muszkatołowa,
  3 łyżki posiekanych ziół (bazylia, szałwia).

Dodatkowo:
10 dag masła,
     garść listków szałwii.

   Na stolnicę przesiać mąkę i dodać masło. palcami dokładnie wymieszać. Dodać żółtka i powtórzyć dokładne mieszanie. Stopniowo wlewać gorącą wodę w takiej ilości, aby zagnieść jędrne i zwarte ciasto. Odłożyć na oprószonej mąką stolnicy przykrywając miską na ok. 30 minut.
   Dynię pokroić w kostkę i gotować na parze 10-15 minut. Powinna zmięknąć. W tym czasie zetrzeć Grana Padano na dużych oczkach. Dynię wystudzić, przełożyć do miski i rozgnieść widelcem. Dodać ricottę i Grana Padano, posiekane zioła i doprawić solą, pieprzem i muszkatem. Raczej delikatnie.

 

   Ciasto rozwałkować cienko, po czym pokroić na kwadraty wielkości ok. 5 cm. Łyżeczką nakładać trochę farszu na środek każdego kwadracika i złożyć po przekątnej. Dokładnie zlepić brzegi położonych na stolnicy pierozków - usuwając powietrze z ich wnętrza. Podnieść zlepione brzegi do góry i skleić rogi, pozostawiając luźno końce.

 

W takiej postaci mrożę.
   Gotować partiami w dużej ilości osolonej wody, do momentu, aż wypłyną. Wyłowić łyżką cedzakową, przelać ciepłą wodą i wyłożyć na talerze. W momencie kiedy tortellini się gotują stopić masło w rondelku, zbierając szumowiny. Dodać szałwię i chwilę podgrzewać. Masło jest pyszne gdy lekko się zrumieni - nabiera orzechowego smaku, koloru i zapachu, ale trzeba uważać aby nie przedobrzyć. Gorącym polać pierożki i podawać.

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Rillettes wieprzowe

środa, 18 stycznia 2012 16:42

   Cóż to takiego tajemniczego owe rillettes? No cóż... prawdę powiedziawszy to ciężko mi przetłumaczyć dosłownie, bo to coś pośredniego pomiędzy smalcem a pasztetem. Bardzo mięsne wydanie smarowidła. I bardzo pyszne. Skorzystałam z jednej mojej starej ulubionej stronki, o której sobie przypomniałam niedawno. A to dlatego, że nie miałam w swoich ulubionych, co muszę natychmiast zmienić. Tą stronką jest Bombay-Bruxelles, czyli po prostu Bombaj-Bruksela. Jak łatwo się domyślić trasa krótka nie jest, ale za to obfitująca w fajne przepisy nie tylko indyjskie. Dzisiaj więc "Rillettes de porc".
   Tak naprawdę rillettes to francuski wynalazek, do którego zabieralam się już kilka razy. Na ten przysmak po prostu na francuskich stronkach jest masa przepisów, ale właśnie na przekór wszystkiemu skorzystałam sobie z tego. Co prawda nie wiem, czy by mi to przyszlo do głowy, gdybym nie dostała kiedyś od Bertranda oryginalnej fantazji pod nazwą "Rilletttes de canard au calvados". Aksamitna i pachnąca masa. Jaka szkoda, że na jedno posiedzenie tylko. Zostało wspomnienie. To rilletes aksamitne nie będzie - nie ze względu na zamianę kaczki na świniaka. To już tylko kwestia metody - mięso rozpada się samo podczas duszenia, i tylko pomagamy mu widelcem na samym końcu. Tamto było po prostu roztarte na miazgę. Które lepsze? O nie... Nie odpowiem, dlatego że tęsknię za oboma. Z tą jednak przewagą, że to mogę prawie w każdej chwili zrobić.
   Prawie... bo nie zawsze bywa u nas świeży boczek, a taki będzie potrzebny. Powiem, że nie wiedzieć czemu, on jest u nas po prostu rzadkością. Niemniej jednak teraz zawsze patrzę czy jest w ofercie. By móc znów rozkoszować się kromką chleba z. Z prawdziwie rozkosznym smarowidłem. Jak to moja Połówka stwierdziła - rewelacja.

 

 

Rillettes wieprzowe

  70 dag karkówki wieprzowej dosyć tłustej,
  50 dag świeżego boczku,
  15 dag smalcu,
200 ml białego wytrawnego wina,
    1 duża cebula,
    4 goździki,
    2 liście laurowe (najlepiej świeże),
    1 łyżka soli morskiej,
    1 łyżeczka pieprzu.

   Mięso i boczek umyć i osuszyć, po czym pokroić w kostkę o buku ok. 3 cm. Przełożyć do rondla z grubym dnem (to ważne), dodać smalec, cebulę z wbitymi doń goździkami, liście laurowe, sól i pieprz. Całość zalać wodą tak, aby tylko wszystko przykryła i zagotować. Zebrać szumowiny, zmniejszyć ogień i dusić pod przykryciem 1,5 godziny.
   Po tym czasie usunąć cebulę i liście laurowe. Dodać wino i znów dusić pod przykryciem 2 godziny. Rozdrobnić mięso widelcem, przełożyć do wysterylizowanych słoików i zalać pozostałym w rondlu smalcem i odłożyć do zastygnięcia. Trzymać w chłodnym miejscu.
   Co prawda autorka pisze, iż warstwa smalcu powinna mieć co najmniej 1 cm, ale u mnie nie miała nawet 5 mm... Jednak wiem, że mięso miałam wyjątkowo chude (ironia losu - jak takie potrzebuję, to bywa strasznie tłuste). Warstwa tłuszczu podobno im grubsza, tym lepiej konserwuje mięso, ale nic mu się nie stało i w ostatni dzień rillettes smakowało tak samo.

 

21.01.2012

   Tak po komentarzu Oli :) parę uwag, o których nie napisałam przez nieuwagę, a są ważne:

- dusić na minimalnym ogniu, cały płyn zdąży wyparować,

- gdyby (co mnie się zdarzyło, ale zrzucam to na karb małej ilości tłuszczu w mięsie) w drugiej turze wino za szybko wyparowało i mięso nie mialo w czym się dusić - dolać spokojnie wodę.

 

 

Ewa


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Smażone pierożki wonton

wtorek, 17 stycznia 2012 14:55

   Idąc za ciosem, bo przecież samo ciasto to tylko początek. Całe szczęście, że nie góry lodowej. Tak naprawdę to jestem tuż po telefonie od Kochanego, który to pochwalił się, że jadł coś odjazdowego. I chcial pokazać co. No i nie mógł znależć zdjęcia, a co za tym idzie i przepisu. No i z pretensją w głosie - dlaczego? Ale, ale... przecież jest kolejka. Dzisiaj miało być coś innego, ale będą więc wontony. Najszybciej chyba wpisany przepis. No i dobrze, póki doskonale pamiętam. No i...
   Tak więc dzisiaj chińszczyzna znowu. Ale nie jest to nudna kuchnia i ciężka do przejedzenia. Nie tyle w sensie ilości, ile w sensie nudy. Niestety musze się przyznać, że poszłam lekko na łatwiznę. Pierożki smażone w głębokim tluszczu, aby suche nie były... podałam z sosem. Dipem znaczy. Chili. Ale dip był gotowcem w dodatku meksykańskim. Trudno. Następnym razem zrobię z przepisu z książki, który przygotowalam, ale pewnych składników zabrakło, stąd posiłki z kuchni meksykańskiej. I było pysznie!!! Że przez dwa dni... Z lenistwa. Sprawdził się raz, to i drugi lekką ręką podałam, kończąc przy okazji rozpoczęty słoik.
   Jeszcze jeden zabawny przypadek, który być może miał podświadomy wpływ na danie. Kupiłam sobie piekną książkę (to poza "Buonissimo" drugi wpływ amerykańskiej stronki na moją kuchnię) widząc jak jest reklamowana. Nie tylko opisowo, ale przepisowo. Jestem posiadaczką polskiej edycji "Kuchni chińskiej" i z niej chcę skorzystać z sosu. Ale... na okladce są pierożki smażone w oleju. I Młody wczoraj pokazując tę książkę stwierdził, że fajne były te pierożki, choć czegoś było dużo (imbiru dokładnie). Ale to nie były te, choć w rzeczy samej wyglądały identycznie. Te są z krewetkami (musiałam dokładnie poczytać na temat), bardziej skomplikowane i kiedyś je na pewno zrobię. I tym bardziej polecam ciasto wonton. Znaczy, że jest w porządku...

 

 

Smażone pierożki wonton

     1 porcja ciasta wonton,
        olej do głwbokiego smażenia,
        sos chili lub słodko-kwaśny do podania.

Nadzienie:
12,5 dag mrożonego szpinaku,
   25 dag mielonego mięsa wieprzowego,
     2 zielone cebulki ze szczypiorem,
  2,5 cm kawałek imbiru,
     1 łyżka ciemnego sosu sojowego,
     1 łyżka octu ryżowego,
     1 jajko,
  1/2 łyżeczki maki kukurydzianej.

   Szpinak wrzucić na suchą patelnię i podgrzewać, aż się rozmrozi. Mieszając od czasu do czasu, aby woda odparowała. Przełożyć na sitko i odcisnąć z resztek wody, po czym wsadzić do miski. Dodać mielone mięso i wymieszać.
   Cebulki oczyścić i pokroić razem ze szczypiorem (raczej małe, a i jak szczypior jest wybujały to dać go z umiarem). Imbir obrać i zetrzeć - można dać go w mniejszej nieco ilości, jeśli za nim nie przepadamy. Razem z cebulką dodać do mięsa i wymieszać. Dodać sos sojowy, ocet ryżowy i jajko. Wymieszać i dodać mąkę kukurydzianą. Wymieszać oczywiście po raz kolejny.
   Rozwałkować ciasto i pokroić na kwadraty o boku 7,5 cm (rozwałkowane w maszynce wystarczy złożyć wzdłuż na pół i przeciąć po tej linii, po czym odcinać już tylko kwadraciki). Nadziewać sporą łyżeczką nadzienia (z czubem) kładąc farsz na środku, po czym zlepić po przekątnej w trójkąty, mocno dociskając brzegi. Odkładać na bok - nic im się nie stanie podczas lepienia kolejnych pierożków.
   W rondlu rozgrzać olej. Jego odpowiednią temperaturę łatwo sprawdzić wrzucając kawałeczek czerstwego chleba. Powinien od razu wypłynąć na wierzch i szybko się zrumienić. Przygotować talerz przykryty ręcznikiem papierowym obok. Wrzucać partiami pierożki (w zależności od wielkości rondla) do goracego oleju i smażyć z obu stron na złoty kolor. Przekładać na ręcznik papierowy, aby odsączyć z nadmiaru tłuszczu.
   Gorące pierożki podawać z sosem, który wolimy. Na zimno też są wspaniałe.

 

 

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ciasto wonton

wtorek, 17 stycznia 2012 14:45

   To proste ciasto na pierożki chińskie. I choć wolałabym pewnie pójść i kupić gotowe, ale nie mam takiej mozliwości. To z kolei zmusza mnie do zakasania rękawów i zrobienia. Nie umiem stwierdzić, jaka różnica pomiędzy prawdziwym ciastem, a tym domowym, ale póki co sprawdziło się rewelacyjnie.
   Ciasto jak ciasto, ale... nadaje się wyśmienicie do smażenia w głębokiem oleju, do gotowania zwykłego i do gotowania na parze. Od nas będzie zależało, jak chcemy je wykorzystać i na co dzisiaj mamy ochotę. A mozna zrobic z niego i klasyczne dim sum, i wontony do rosołu i tak jak ja przez ostatnie dwa dni - smażone właśnie pierożki. Przez dwa dni, bowiem musiałam dopracować i ulepszyć nieco. Czasami tak jest.
   Tak więc coraz bliżej jestem stwierdzenia, że nic co chińskie nie jest mi obce... Podaję przepis na ciasto osobno, bo często będę tu właśnie odsyłać. Taki mam plan. A poza tym, ciasto jak ciasto - podstawą tylko bywa. Ważne to co w środku... Wiem, że niekoniecznie, ale wnętrze być może wspaniałym polem do popisu.

Ciasto wonton

 25 dag mąki,
1/4 łyżeczki soli,
   1 jajko,
5-6 łyżek wody.

   Mąkę przesiać na stolnicę, wymieszać z solą i zrobić dołek. Wbić do niego jajko i wlać połowę wody. Całość zagnieść regularnie zbierając mąkę i dolewając resztę wody. Jej ilość będzie zależała od rodzaju mąki. A robiłam z 650 - weszło mi 75 ml wody, i z 450 (tortowej, i tę polecam), gdzie wlałam 90 ml. Zagniatać ciasto przez 5 minut, uformować w kulę i odłożyć przykrywając szczelnie miską na 30 minut.
   Po tym czasie ciasto rozwałkować - zrobiłam to w maszynce do makaronu, dając tradycyjnie rozstawy: 1-3-5. Z ciasta wykrawać krążki lub kroić na kwadraty, lub... co nam przyjdzie do głowy. Używać do dań wytrawnych i słodkich.

 

Ewa


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zupa cebulowa po persku

czwartek, 12 stycznia 2012 22:04

   I zrozum tu mężczyznę...
Narzeka i narzeka, że półki uginają się od moich książek kucharskich (tiaaa...). No i sam dolewa oliwy. Tradycyjnie najprościej będzie mu kupić taką książkę z okazji. A tych okazji ostatnio trochę sie nawarstwiło. A to Mikołajkowy dar. A to Gwiazdeczka Z Nieba. A to w końcu okazja imieninowa. No i? No i trzy książki przybyło.
   Dwie z tych pozycji to dzieła Gordona Ramsaya, choć cieszę się ze wszystkich. I aby jakoś odkupić natłok tego towaru (tiaaa...) szybko wzięłam się i coś zrobiłam. Tym czymś była rewelacyjna zupa cebulowa, ale nie w klasycznej wersji - z książki "Zdrowa kuchnia". To była zupa nieco egzotyczna, z odrobiną suszonej mięty, którą mogłam w końcu wykorzystać, czyli otworzyć. Ową pachnącą pięknie, zasuszoną miętę w listkach przywiozłam sobie z Medyny. Ale u nas też suszona mięta to nie nowość, więc śmiało mogę tę zupę zaproponować wszystkim. Zaskoczeniem jednak dla mnie było użycie nasion kozieradki. Mam bo systematycznie odwiedzam stoiska z takimi drobiazgami, ale do tej pory po lekkim opieczeniu na patelni była mielona. A w całości jeszcze nie mialam okazji. no i sie nadarzyła. Fajne te nasionka. Robią się mięciuteńkie...
   W zasadzie innych przypraw jest tam kilka. Osobiście zmieniłam tylko jedną drobną rzecz, a mianowicie nie dodałam łyżeczki cukru pudru. Z premedytacją. Cebula dla mnie jest wystarczająco słodka. Dla chętnych użycia - dodaje się go na samym końcu razem z sokiem z cytryny. Zupa jest bardzo rozgrzewająca i bardzo pyszna. Mam jedno tylko zastrzeżenie - są to 4 porcje, ale tak naprawdę minimalne.

Zupa cebulowa po persku

    3 łyżki oliwy,
    5 dużych cebul,
       sól morska, pieprz,
 1/2 łyżeczki kurkumy,
 1/2 łyżeczki nasion kozieradki,
 1/2 łyżeczki suszonej mięty,
    2 łyżki mąki,
700 ml bulionu warzywnego lub z kurczaka,
       kawałek kory cynamonu,
       sok z 1 cytryny,
       kilka gałązek pietruszki, grubo posiekanych.

   Cebule obrać i pokroić w cienkie plasterki. Do garnka z grubym dnem postawionego na średnim ogniu wlać 2 łyżki oliwy, dodać cebule i doprawić solą i pieprzem. Przykryć i dusić przez 12-15 minut, w międzyczasie mieszając kilka razy. cebula powinna zmięknąć.
   Zdjąć pokrywkę i zwiększyć ogień. Dodać przyprawy, miętę i ostatnią łyżkę oliwy. Smażyć 3-4 minuty, cały czas mieszając. Dodać mąkę, wymieszać energicznie, aby nie utworzyły się grudki i wlać bulion. Dodać cynamon i gotować pod częściowym przykryciem 30 minut.
   Dodać wyciśnięty sok z całej cytryny i spróbować - ewentualnie doprawić. Usunąć cynamon, rozlać zupę do miseczek i posypać natką pietruszki.

 

Ewa

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

wtorek, 25 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  445 076  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Statystyki

Odwiedziny: 445076
Wpisy
  • liczba: 262
  • komentarze: 388
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl