Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 308 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Chleb z figami i pieprzem czarnym

piątek, 27 stycznia 2017 16:47

   To jeden z najlepszych chlebów, jakie udało mi się zrobić. Po przepis sięgnęłam tym razem do książki pt. „Pieczywo” – kupioną przecież nie tylko po to, że ładnie wygląda. Książka autorstwa Carli Bardi i Tinga Morrisa to naprawdę kapitalny zbiór receptur na domowe pieczywo – od bułeczek po chleby – pochodzących z różnych części naszego globu. Miłym niezmiernie dla mnie zaskoczeniem jest nasz akcent w postaci „Polskiego chleba na zakwasie”, choć nie jemu poświęcić chcę dzisiejszy post.
   Ten chleb z figami poszedł na pierwszy ogień głównie dzięki temu, że z naszej podróży do Chorwacji przywieźliśmy sobie mnóstwo pysznych fig, suszonych na słońcu, miękkich i słodziuchnych. Na szczęście równie miękkie i słodziuchne można kupić w naszej „Renecie” na wagę, więc wysyłam specjalnie w tym celu Ukochanego. Kupuje bez szemrania, bo wie, że mu się to opłaci. Tak poważnie, to żaden dla niego problem zrobić to „po drodze”, a chleb niesamowicie nam smakuje. Przyznać jednak muszę, że dodaję nieco mniej fig niźli jest w przepisie, co prawda o jedyne 5 dag (proszę to wziąć pod uwagę – podaję swoje ilości), ponieważ tak wolę. Ta niewielka ilość niby nie ma specjalnego znaczenia, ale ogólnie rzecz biorąc łatwiej jest wrobić całość tak, aby żadna figa podczas pieczenia nie przypaliła się, czego osobiście po prostu nie lubię.
   Bez niespodzianek za pierwszym razem się nie obeszło, ale teraz z premedytacją robię tak samo. Wymagać to będzie nieco większego nakładu pracy, ale chleb zyska na smaku, i na świeżości dnia następnego. Otóż... w przepisie jest podana duża ilość wody, bo aż 500 ml. Użyłam 450, chociaż swobodnie 400 by wystarczyło. No ale tak mi się wlało, i co zrobić. No właśnie... co zrobić z takim szalenie „lelawym” ciastem. Wyjęłam je z miski robota, walnęłam na czysty blat i zaczęłam gimnastykę. Bez dodawania mąki, rzucając nim i odrywając, po 10 minutach walki... wygrałam. I wygrywam dalej. Nie czuję się pokrzywdzona staczanymi bataliami. Robię, bo chcę. A potem cieszymy się wszyscy świeżym, pachnącym chlebem, z wsadem pełnym słodyczy. Chleb wart jest zrobienia, więc gorąco go polecam – nawet gdy różni się nieco od książkowego. W końcu rzecz polega na tym, aby kierować się własną intuicją, upodobaniem, czy też doświadczeniem

 

chleb z figami (7).JPG



Chleb z figami i pieprzem czarnym

450 ml ciepłej wody,
 1,5 dag świeżych drożdży,
 60 dag mąki chlebowej (lub tortowej),
  2 łyżeczki rozgniecionych ziaren czarnego pieprzu,
  1 łyżeczka soli,
  2 łyżki oliwy e.v.,
 30 dag suszonych fig,
    oliwa do miski,
    mąka do oprószenia.

   W miseczce wymieszać drożdże z 50 ml wody. Do miski robota przesiać mąkę, zrobić dołek i wlać drożdże. Za pomocą widelca delikatnie wymieszać, zbierając odrobinę mąki z boków. Przykryć i odstawić na 10 minut. Gdy drożdże się spienią dodać – posypując mąkę z brzegów – pieprz i sól. Wlać oliwę, i resztę wody. Zagniatać ciasto za pomocą haka przez 10 minut. Ostatnie 2 minuty na wyższych obrotach.
   Lepkie ciasto wyłożyć na czysty blat i wyrabiać przez kolejne 10 minut, odrywając i uderzając ciastem o blat, stopniowo je składając i obracając. 10 minut powinno wystarczyć, aby ciasto dało się ogarnąć. Uformować kulę, przełożyć do natłuszczonej miski i obtoczyć. Przykryć i odstawić na 2 godziny do wyrośnięcia.
   W tym czasie grubo pokroić figi. Natłuścić blachę. Chleb upiekłam w ramce do chleba, więc jeśli taka będzie użyta – też natłuścić ją od wewnętrznej strony i ułożyć na blasze. Nagrzać piekarnik do 200°C.
   Wyjąć ciasto na lekko oprószony mąką blat i zagniatać 2 minuty, wrabiając w nie figi. Uformować podłużny bochenek, oprószyć mąką, naciąć kilka razy na powierzchni i ułożyć bezpośrednio na blasze lub wsadzić do przygotowanej ramy. Odstawić na 15 minut bez przykrycia. Piec 40-45 minut. Piekąc w ramce – usunąć ją po 10-15 minutach, w momencie, gdy skórka już się utworzy.

 

chleb z figami (2).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Masło szałwiowe

środa, 25 stycznia 2017 20:12

   Dawno temu... Naprawdę było to dawno, i tyle czasu nie mogłam się za to zabrać, że aż wstyd. Zdjęcia przypominały mi o tym, co nie napisane a często robione. Tak więc dawno temu – anno domini 2015 - odwiedziłam Bratostwo moje na ich włościach. Nikusia na wstępie zapytała, czy aby nie chcę jakichś ziół – jakkolwiek by to nie miało zabrzmieć. Nic zdrożnego. Gdy zaczęła wymieniać co jej, i jej Cioci po sąsiedzku rośnie na grządkach, tak uśmiech mój robił się coraz większy. Rozmaryn. Szałwia. Mięta. Lawenda. Lubczyk. Bazylia. I pachnąca pietruszka. Wszystko najświeższe jak to możliwe. Jak można na proste pytanie „Chcesz?” odpowiedzieć, że nie? Nie ma takiej możliwości, abym zainteresowana nie była. I ona o tym dobrze wiedziała.
   Zaopatrzona w ostry nóż, poprowadzona w bajeczne miejsca zabrałam się do zrywania. Bukiecik coraz bardziej różnorodny rósł błyskawicznie w dłoniach. Już mi się marzyło zrobić to, i to, i tamto. Szałwia... Jak smakuje masło szałwiowe? Ciekawa jestem. W duchu zaklepałam sobie to, czym teraz dopiero się dzielę.
   Oj... muszę się przyznać, że przysiadłam przed netem i szukałam na naszych stronkach netowych takiego masła. Niby znalazłam, ale... Nie o takie mi chodziło. Są przepisy na klarowane masło, którym zalewa się szałwię. A mnie się marzyło takie zwyczajne, Do smarowania. Czy też do kawałka sporej porcji mięsa z grilla. Chociaż raczej na odwrót. Trzeba było samemu się wysilić i zrobić. I tak oto jest. Bardzo wyraźne w smaku, ale niesamowicie wyborne. Oczywiście zostało użyte do mięsa w postaci zwieńczenia dzieła, czyli ułożenia zimnego plasterka masła na usmażonym na grillowej patelni mięsie (czas pokaże, kiedy podzielę się przepisem) – to jednak tylko w części. Reszta została zjedzona z pieczywem. Naprawdę fantastycznie smakuje, gdy się nim posmaruje chleb czy bułki, po czym wyłoży plastry ulubionej wędliny. W gruncie rzeczy nawet i ona jest zbędna, ale nie da się ukryć, że pasuje do całości.
   Przepis powielony kilka razy. Dostarczycielem takiej prawdziwej i niesamowicie aromatycznej szałwii ostatnimi czasy stał się Paweł. Bardzo za te nasze doznania smakowe Wam dziękuję. Parę razy obiecywałam sobie, że na towarzyskiego grilla zrobię owo masło, ale co zrobić, że posiadaczką ziółek robię się właśnie na tym grillu. A nie wcześniej. Paweł stojąc przy palenisku ze szczypcami w rękach tylko rzecze: „Ewcia, wiesz gdzie... idź i urwij sobie”. No i jak tu nie skorzystać?

 

maslo szalwiowe (4).JPG



Masło szałwiowe

  8 dużych liści świeżej szałwii,
  1 spora szalotka,
15 dag miękkiego masła,
  1 łyżeczka drobno startej skórki z cytryny,
  1 łyżeczka soku z cytryny,
    sól, pieprz.


maslo szalwiowe (2).JPG

   Cytrynę przed starciem skórki porządnie wyszorować, sparzyć i osuszyć. Szałwię i obraną szalotkę umyć, osuszyć i wrzucić do rozdrabniacza. Drobno posiekać. Dodać masło, startą skórkę i sok z cytryny, doprawić solą i pieprzem do smaku. Pieprzu dodaję około ¼ łyżeczki. Oczywiście świeżo zmielonego. Posiekać ponownie, zgarniając ze dwa razy to, co zostanie na ściankach miski rozdrabniacza. Wszystko powinno równomiernie się w maśle rozprowadzić.

 

maslo szalwiowe (3).JPG


   Gotową mieszankę wyłożyć na płat folii spożywczej, zwinąć formując wałek średnicy około 4 cm i wsadzić do lodówki do czasu, aż stwardnieje. Wyjąć, odwinąć i pokroić w plasterki grubości 7-8 mm. Cieńszych się nie opłaca, grubsze gorzej wyglądają. Kroić tuż przed użyciem i układać na kawałku usmażonego i gorącego mięsa, prosto z grilla. Gdy ma być użyte jako smarowidło do pieczywa – przełożyć do miseczki, szerokiego słoiczka lub ulubionego pojemnika, i nie schładzać w ogóle. Albo wyjąć z lodówki odpowiednio wcześniej, aby łatwo dało się rozprowadzić.

 

maslo szalwiowe (5).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Omlet z pomidorkami gronowymi

wtorek, 24 stycznia 2017 19:08

   Uważam, że proste rzeczy... takie najzwyklejsze w świecie, i chyba każdemu znane, można zawsze trochę sobie skomplikować – bez szkody dla pierwotnej wersji, do której i tak będzie się wracać. Może nie chodzi o sam fakt specjalnie dużego nakładu czasowego czy też finansowego, ale o drobne zmiany w tym co powszechne. Tak aby nawet w dniu powszednim zaserwować coś odświętnego. Przy czym z przyjemnością usiądziemy, i wsłuchamy się w to, co Ukochana osoba powie pod naszym adresem, rozpływając się przy okazji nad podanym w tym przypadku omletem. Że lubimy jajka w takich postaciach, to fakt. Do tego stopnia, że osobiście jestem skłonna na śniadanie w omletowej formie wtranżolić ich trzy sztuki. W żadnej innej mi się to nie udaje, pomimo czasami wielkich chęci. Nie wiem... Lekkość omletu zapewne to sprawia.
   Prawdą jest, że najczęściej serwuję omlet w czystej postaci. Bo najszybciej i najprościej. Tym bardziej, że przestałam już się bawić w smażenie każdemu z osobna dla całej naszej trójki, bowiem nim usiadłam przy stole, to zawsze ktoś miał już pusty talerz. Doskonała okazała się wielka patelnia, gdzie za jednym zamachem daje się zrobić coś dla wszystkich jednocześnie. Wystarczy tylko gotowy podzielić na kawałki. Ale niestety choć w smaku tak przyrządzony omlet niczym się nie różni, to wizualnie daleko mu do jednoporcjowej wersji. Dlatego też tę wersję robię nadal starym sposobem. Nie znaczy to, że inaczej nie można. Tak w ogóle to część pracy mi odpada, bowiem dziecię najbardziej lubi omlety „czyste” (które zawsze smażę na maśle dodającym im smaku) lub z dodatkiem jedynie ziół albo szynki. Coraz częściej też w trakcie naszych wspólnych weekendowych śniadań – ono jeszcze odsypia miniony tydzień. Dlatego też dzisiaj proponuję zaledwie dwie porcje. Nic tu skomplikowanego, więc specjalnie rozdrabniać się nie będę. Niemniej jednak muszę coś zaznaczyć – użyta patelnia do smażenia omletów w ogóle, winna być nieprzywierająca. I dodatkowo z pokrywką. Znaczy pokrywka nie musi być od patelni, ale powinna do niej pasować.

 

omlet z pomidorkami (1).JPG



Omlet z pomidorkami gronowymi

2 porcje

12 pomidorków gronowych (lub koktajlowych),
 1 łyżka oliwy,
   sól (dodaję mieloną sól morską z płatkami chili), pieprz,
   suszony czosnek mielony (z młynka),
 2 łyżeczki posiekanej natki pietruszki,
 2 łyżeczki octu jabłkowego.

Omlet:
 6 jajek,
12 łyżek mleka,
   szczypta soli,
   odrobina oleju do smażenia.

   Pomidorki oderwać od gałązek, umyć i osuszyć. Przekroić pionowo na połówki. Na sporej patelni rozgrzać oliwę, wrzucić pomidorki i smażyć delikatnie mieszając, aż zmiękną. Doprawić według uznania solą, pieprzem i czosnkiem. Dodać ocet jabłkowy, wymieszać i poczekać aż całość znacznie odparuje – pozostawiając odrobinę gęstego sosu. Dodać natkę, dobrze wymieszać i zdjąć z ognia. Odstawić.
   W miseczce lub na głębokim talerzu rozbełtać 3 wybite ze skorupek jajka razem z 6 łyżkami mleka i solą na jednolitą masę. Rozgrzać olej na niedużej i nieprzywierającej patelni, wlać przygotowaną mieszankę jajeczną. Smażyć zgarniając stężałą od spodu masę do środka tak, aby płynna wypełniła z powrotem to miejsce. Robić to systematycznie z każdej strony. Gdy nie ma się już co rozlewać, należy patelnię przykryć i poczekać krótką chwilę, aż wierzch lekko stężeje. Delikatnie zrolować omlet (lub po prostu złożyć na pół) i zsunąć na talerz. Przykryć połową przygotowanych pomidorków, i powtórzyć operację z resztą jajek i mleka.

 

omlet z pomidorkami (6).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Włoska cukinia duszona

poniedziałek, 23 stycznia 2017 19:24

   No tak... muszę teraz wytłumaczyć, że nie chodzi mi o cukinię zrobioną po włosku, ale o gatunek dziwacznego warzywa tak zwącego się. Włoska cukinia i już. Chwilkę temu po raz kolejny dostałam kilka sztuk takiej, plus kilka normalnych, o których więcej w tej chwili wspominać nie będę. Pozostanę przy tych intrygujących, długich i poskręcanych cukiniach. Jedne w kolorze przyjemnej zieleni, drugie bladym pomarańczem okryte (taka jest na zdjęciu). Różnica jednak pomiędzy nimi nie tylko w kolorze. Zielona zdecydowanie delikatniejsza, o żółtawym na przekór miąższu, bardziej mi smakuje. Mam wrażenie, że jest bardziej soczysta. To „bardziej” wcale nie znaczy, że pomarańczowa jest niesmaczna. Zawsze mam problem, gdy wśród dwóch fajnych rzeczy mam wybrać tę bardziej(fajniejszą znaczy) – zdecydowałam się tym razem faworyzować zieloną. Pomarańczowa z kolei miąższ ma zdecydowanie... pomarańczowy, a swoją strukturą przypomina bardziej dynię niźli cukinię. To samo danie zrobione z każdej z nich zapewni nam w związku z tym nieco odmienne i kolory, i smaki, choć w tych ostatnich różnica jest subtelna.
   Cukinie te jedynie w zgrubieniu mają pestki. I znów zaskoczeniem będzie, że przypominają one bardzie pestki dyniowe. No ale trzymam się nazwy takiej, jakiej używa naprawdę wysokiej rangi specjalista, dzięki któremu miałam okazję skosztować kilka fantastycznych „dziwadeł” warzywnych, wyhodowanych w jego własnym ogródku. Oczywiście przez niego samego. Wdzięczna niezmiernie dziękuję za kolejny wysyp cukinii – a było to końcem lata. Teraz dopiero mam czas, aby podzielić sie przepisem. Na szczęście taka cukinia dosyć długo wytrzyma, pod warunkiem, że nie nadgryziemy jej kawałka. Jak już się za nią weźmiemy, to w ciągu kilku dni skończyć musimy. Można ją zetrzeć lub pokroić i dodać do zup lub sosów. Do dań typu stir-fry – świetnie się sprawdza, zwłaszcza pokrojona w paseczki. Można pokrojoną lub startą zamrozić, i mieć pod ręką do zup, sosów, czy dań typu stir-fry ;). Z czego korzystam. I koniecznie trzeba zrobić duszoną. Taką podaję do mięs. Ta uwieczniona na zdjęciach zrobiona jest z zielonej. Nie mam zdjęcia samej cukinii, bo nim wpadłam na pomysł przybliżenia jej Wam, to już jej nie było. Poszła na pierwszy ogień. Może uda mi się następnym razem to nadrobić.
   Danie jest oczywiście szalenie proste i szybkie. Niewielka ilość składników, tworzących pyszne danie. W zasadzie mogłabym powiedzieć, że to takie coś z niczego, pod warunkiem, że ma się Zbyszka wśród dobrych znajomych. Który w rzeczy samej zaopatrzy nas w odpowiedni rodzaj cukinii...

 

cukinia włoska (7).JPG



Włoska cukinia duszona

50 dag włoskiej cukinii,
  1 łyżka oliwy chili (lub zwykłej),
  1 łyżka posiekanej natki pietruszki,
    sól, pieprz.

   Cukinię umyć, obrać i pokroić w kostkę o boku około 1,5 cm. W rondlu rozgrzać oliwę, wrzucić cukinię i mieszając smażyć na średnim ogniu przez 2-3 minuty. Jeśli nie mamy oliwy chili, to używając zwykłej, można dodać w momencie smażenia szczyptę płatków chili. Jej wielkość zależy tylko od nas samych.
   Wlać do rondla 50 ml wody, przykryć, zmniejszyć ogień do minimum. Dusić 10 minut. Odkryć i poczekać, aż resztki płynu całkowicie odparują, a cukinia zmięknie. Doprawić solą i pieprzem do smaku, po czym wymieszać z posiekaną natką pietruszki. Świetnie smakuje jako dodatek do mięs.

 

cukinia włoska (2).JPG

 

cukinia wloska.JPG

Cukinia w całej swej okazałości

 

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tarta z serem i jabłkami

niedziela, 22 stycznia 2017 17:46

   Zdarzyło mi się wiele razy widzieć – na zdjęciach w różnych fajnych książkach kucharskich lub też na filmikach – coś co zwie się obręczą. Marzyło mi się przez długie lata mieć coś takiego. Zwykła metalowa obręcz w postaci prostego (znaczy się niekarbowanego) paska, którą łatwo zdjąć z gotowego ciasta. Taka poniekąd niedorobiona forma na tartę, bo bez dna. Udało mi się w końcu zdobyć takie cacko, ale nie pierwszej już nowości. W naszych sklepach nie widziałam, więc zostało mi z odzysku. Niespecjalnie nawet wymagało użycia siły przy czyszczeniu... no i oto jest. A ponieważ wcale nie dla samego bycia taka obręcz jest, więc szybciuchno trzeba się było spiąć, skupić i wziąć do pracy.
   Przez jakiś czas biłam się z myślami, czy zrobić nam słodką czy też słoną niespodziankę. Czas nijaki taki, i ani cukinii, ani słodkich i pachnących pomidorów, czy nawet bakłażana w sklepie na dole nie ma. Więc pomysł na coś wytrawnego wygasł bardzo szybko. Będziemy walczyć nie na noże, ale na łyżeczki – jako, że widelczyków deserowych u mnie brak. Za nic sobie biorę uwagi, że bon ton wymaga, że w eleganckich domach tak a nie inaczej, że łyżeczki to przeżytek. Nie mam, i nic sobie z tego, że komuś to nie w smak nie robię. W każdym razie stanęło na słodyczy...
   Te łyżeczki to też na wyrost. Zależało mi na tym, aby cienkiego ciasta nie przeciążyć nadzieniem, więc wszystkiego są niewielkie ilości. Gotową porcję tarty swobodnie można wziąć do ręki i zjeść niczym kawałek pizzy. Niestety przez te niewielkie ilości ciasto jest bardzo nietrwałe. Po prostu na raz. Wyjąć i zjeść. Rzeczywiście tarta jest mała. Moja obręcz ma 20 cm średnicy. Ciastem można wyłożyć normalną formę do tarty, pamiętając jednak o tym, że ciasta na nawet odrobinę większą formę po prostu zabraknie. Nie ma jednak żadnych przeciwwskazań, aby nawet podwoić wszystkie składniki. Ciasto jest kruchutkie, chociaż robię je metodą ucierania, a nie tradycyjnego siekania. Nie jest chłodzone ani przez chwilę, tylko od razu wykorzystane. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby robiąc podwójną ilość ciasta i wykorzystując tyle, ile nam będzie do naszej formy potrzebne – resztę owinąć w folię spożywczą i wsadzić do lodówki. Do trzech dni tam wytrzyma. Można i zamrozić na dłużej. Odmrażać w lodówce, po czym w obu przypadkach wyjąć na minimum 30 minut przez dalszą obróbką. Z resztek można przygotować fajne tarteletki, choćby to miały być tylko same spody z ciasta. Bo wypełnione czekoladowym ganache staną się deserem wyjątkowym.
    Wierzch ciasta posypałam płatkami migdałowymi. Można z nich zrezygnować, a całość posmarować odrobiną podgrzanego dżemu morelowego. Jabłka... Chciałam powiedzieć jabłko (jedna sztuka) daję deserowe. Niewiele już wtedy dosładzam. Zresztą... to mój ulubiony rodzaj jabłek.

 

tarta z serem i jabłkami (15).JPG



Tarta z serem i jabłkami

Ciasto:
  5 dag miękkiego masła,
  3 łyżki cukru pudru,
  1 łyżeczka zimnej wody,
  8 dag mąki.

Nadzienie:
10 dag miękkiego serka śmietankowego,
  1 żółtko,
  2 łyżki białka (30 ml),
 ½ łyżeczki ekstraktu waniliowego,
  1 średnie jabłko deserowe,
  2 łyżeczki cukru,
 ¼ łyżeczki cynamonu
  2 łyżki płatków migdałowych

   Utrzeć masło z cukrem na gładko, dodać wodę, po czym mąkę. Całość połączyć i wyłożyć na arkusz pergaminu. Przykryć folią spożywczą i rozwałkować na krążek nieco większy od formy (jeśli to będzie klasyczna forma na tartę, to należy ją delikatnie natłuścić). Odkleić z ciasta pergamin, pozostawiając je na folii. Na pergaminie ułożyć obręcz i odwracając folię z ciastem tak, aby folia była na zewnątrz – umieścić ciasto w obręczy. Docisnąć do pergaminu i brzegów obręczy i dopiero wtedy usunąć folię. Brzegów nie trzeba specjalnie wyrównywać. Na zdjęciach tego nie ma, bo się starałam specjalnie J,  ale postrzępione i nierówne brzegi wyglądają niezmiernie uroczo. Dobrze by było, gdyby większymi fragmentami miał on wysokość ok. 2,5 cm.
Nagrzać piekarnik do 180°C.
   Białko lekko roztrzepać i odmierzyć 2 łyżki (zdecydowanie ułatwi to zadanie). Serek utrzeć w czystej misce z żółtkiem, białkiem  i ekstraktem waniliowym. Odłożyć. Jabłko umyć, przekroić na pół, usunąć gniazda nasienne i obrać. Pokroić w plasterki grubości około 3 mm, po czym wymieszać je z cukrem i cynamonem.

 

tarta z serem i jabłkami (7).JPG


   Na ciasto wyłożyć masę serową, a na nią z kolei jabłka – jak „lecą”, czyli bez układania. Posypać płatkami migdałowymi. Piec 30-35 minut. Wyjąć z piekarnika i zsunąć z pergaminu na deskę lub talerz. Odczekać chwilę, aż ciasto stwardnieje i zdjąć obręcz.

 

tarta z serem i jabłkami (12).JPG


Nie jest ważne czy podamy lekko ciepłe, czy też całkowicie wystudzone. Ważne, że podamy, a nie zostawimy tylko dla siebie ;).

 

tarta z serem i jabłkami (16).JPG


Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  444 985  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Statystyki

Odwiedziny: 444985
Wpisy
  • liczba: 262
  • komentarze: 388
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl