Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 893 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Chleb pszenno-razowy

poniedziałek, 14 października 2013 20:50

   Ten chleb jestem winna kilku osobom. Winna podarowania w formie bochenka, a nie przepisu, jednak w końcu z ponad rocznym poślizgiem postanowiłam się w Wami nim podzielić. Po prostu przyszedł czas na niego. A ja pomimo podzielenia się przepisem cały czas pamiętam, że mam zobowiązania.
   Ten chleb... robię dosyć często. W domu robię jeden mały bochenek, ale jeśli gdzieś wychodzimy, to wtedy robię z podwójnej ilości - w dużym koszyku. Zabierając ze sobą niestety zwracam na siebie uwagę. I jestem pewna, że robiąc go... zrobicie to samo. Nie wiem ile już razy pachniało nim w domu. Nie wiem czy było coś, z czym jeszcze chleba tego nie jedliśmy. Za każdym razem cieszy i nastraja do rozmów o nim. Zmienił poniekąd swój wygląd od tego pierwszego razu. Zaczynałam od nacięć na powierzchni, chcąc nadać mu nieco rustykalny wygląd. Ostatnio daruję sobie i nie robię. I przez ten brak nacięć Mąż już kilka razu usłyszał, że kłamie... bo chleb został po prostu kupiony. Że to niemożliwe... Oczywiście następuje weryfikacja. "Ewa, czy to prawda, że sama piekłaś?". Sama. Samiuteńka.
   Smak smakiem, ale pewne niedowierzanie jest. "No dobra... ale jak zrobiłaś te rowki?". No właśnie. One same się zrobiły. Bo mam koszyki. Dostałam od Madzi i Bodka i służą genialnie. Kupili w młynie, więc podejrzewam, że w takich miejscach swobodnie można kupić. A koszyki to w zasadzie połowa sukcesu. Tylko czy aż? Nie umiem powiedzieć. Chleby z nich naprawdę wyglądają jak z obrazka. Jak z piekarni. Można obejść się bez nich, tracąc na wyglądzie. Można jednak wsadzić ciasto do dużej miski, ale musi być mocno oprószone w tym momencie od spodu mąką, aby do tej miski się nie przykleiło.
   Jeszcze małe uwagi - tu na zdjęciach dwa pierwsze bochny. Te małe z pojedynczej porcji. Jeden gładki, drugi wybulony. Dlaczego? Wyrzucając ciasto z kosza na blachę, wypadł mi bochenek z ręki. Trochę zdeformował się na wstępie, ale nie poprawiałam. I tak bardzo mi się podoba, że pomimo następnego razu już bez wpadek, i tak bardziej podoba mi się wybulony. Raz... jedyny raz taki piękny wyszedł. Każdy jest ładny, ale ten był właśnie po prostu piękny. W dodatku pękł wzdłuż jednego z nacięć... To taki drobiazg.
   Ważniejsze jest to, że musicie nastawić się na długie czekanie. Chleb robiony jest na chłodnej wodzie - to znaczy o temperaturze pokojowej - i wyrasta w lodówce. Przez 4 godziny. Choć nie tylko. Zaczynam jednak rano, i tak też proponuję. Uda się na bank. Zachwyci i wyglądem i smakiem. Długo utrzymuje świeżość. Zamiast mąki razowej można użyć orkiszowej lub po prostu żytniej. Wszystkie wersje są pyszne. I wszystkie sprawdzone. Daję po prostu taką, jaką mam, lub też jaka mi się wyciągnie. Więc przy okazji można sobie i to zmieniać wg upodobań.

 

chleb razowy (11).JPG



Chleb pszenno-razowy

  45 dag mąki pszennej,
    5 dag mąki razowej (orkiszowej lub żytniej),
300 ml wody o temp. pokojowej,
    1 dag świeżych drożdży,
    5 dag zakwasu,
    1 czubata łyżeczka soli,
    1 dag masła (niepełna łyżka),
    1 czubata łyżeczka mielonego kminku,
       mąka do oprószenia.

   Drożdże rozpuścić w 50 ml wody. Do miski robota z plastikowymi nożami przesiać mąki, dodać pozostałe na sitku otręby, sól, kminek, masło, rozpuszczone drożdże, zakwas i resztę wody. Całość wyrobić na jednolite i gładkie ciasto. Przełożyć na oprószony mąką blat, uformować kulę i wsadzić do miski. Przykryć i odłożyć na 45 minut do wyrośnięcia.

 

chleb razowy (5).JPG


   W tym czasie przygotować koszyk, oprószając go mocno mąką. Wyrośnięte ciasto odgazować i przełożyć do koszyka. Wierzch lekko oprószyć mąką, przykryć ściereczką i arkuszem folii spożywczej (nie odwrotnie, bo folia się przyklei i ciężko będzie ją oderwać). Koszyk z zewnątrz dobrze jest również owinąć folią - aby ciasto nie wyschło (tak wolę). Wsadzić do lodówki na 4 godziny.

 

chleb razowy (20).JPG


   Pod koniec wyrastania nagrzać piekarnik do 230°C z metalową miseczką z 1 szklanką wody. Blachę wyłożyć pergaminem lub oprószyć otrębami. Można też po prostu natłuścić (też wszystkie wersje sprawdzone). Gdy piekarnik się nagrzeje wyjąć chleb z lodówki, szybko wyłożyć na blachę odwracając koszyk, ewentualnie zrobić kilka nacięć na powierzchni i wsadzić do piekarnika. W początkowej fazie chleb oklapnie, ale podczas pieczenia się podniesie. Zmniejszyć od razu temperaturę do 210°C i piec około 50 minut. Gdyby rumienił się za bardzo - przykryć pod koniec arkuszem folii spożywczej. Piekę tyle samo normalny i duży bochenek - ten z podwójnej porcji. Zdjąć z blachy i wystudzić na kratce, aby odparował.

chleb razowy (12).JPG

 

chleb razowy (15).JPG

 

chleb razowy (13).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
9
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Kalafior z patelni

czwartek, 10 października 2013 16:57

   Przypomniało mi się jak Iza się roześmiała kiedyś na temat "Patelni z kurczaka". No bo w gruncie rzeczy sama nazwa jest śmieszna. Wszyscy wiemy, że chodzi o potrawę, ale biorąc rzecz dosłownie... Patelnia z kurczaka, czy kurczak z patelni brzmią dokładnie tak samo absurdalnie. Z kalafiorem pewnie nie będzie inaczej. Mimo wszystko gorąco polecam takiego kalafiora. Żelaza w nim stosunkowo niewiele, ale ma. I przede wszystkim trochę potrzebnego zwłaszcza mnie potasu. Dlatego nie unikam, choć wolę zdecydowanie bardziej brokuły.
   Nie jest tak źle z kalafiorem. Ja nie przepadam za nim w postaci gotowanej z bułką tartą, do którego byłam przyzwyczajona w dzieciństwie. Reszta - także ta do odkrycia jeszcze - jest po prostu fajna. A kalafior z patelni daje ogromne możliwości. Przede wszystkim smakowe. Ten udał się wyjątkowo. Jędrny, więc chrupiący. Z chili, więc dający się odczuć. Z anchois... lub bez niego. No właśnie. Wiecie, że którymś tam razem zabrakło mi anchois? Zjedliśmy je właśnie z tym kalafiorem. Fakt... słoiczek był mocno nadgryziony - dlatego właśnie po nie sięgnęłam. I szybko się skończył. Wydawało mi się po prostu (byłam pewna), że w zakamarkach spiżarnianych jest jeszcze jeden. Eeee... No cóż. Nastał czas bez anchois. Swoją drogą do tej pory nie kupiłam - zapomniawszy.
   Rzecz oczywiście w tym, że nie każdy anchois lubi. A ten kto nie lubi, niech po prostu nie dodaje. Kalafior i tak wyjdzie pyszny. I mniej rybką pachnący, a nawet wcale... Ale nie bójcie się, bo z nimi jest ekstra. Wcale się nie gryzą. Podawałam go różnie. Z yufką z nadzieniem serowym (na zdjęciu), z szaszłykami (zrobić w domu i wziąć na grilla - nie ma problemu, wystarczy odgrzać zawiniętego w folię ale na zimno też jest smaczny), z sałatą z jajkiem w koszulce. No i kromalem świeżego swojego chleba. Do czego go podamy zależeć będzie od nas samych.

 

kalafior z patelni (8).JPG


Kalafior z patelni

1 duży kalafior,
3 łyżki oliwy,
2 czerwone papryczki chili,
2 ząbki czosnku,
3 fileciki anchois,
4 łyżki posiekanej natki pietruszki,
   sok z cytryny,
   sól, pieprz.

   Kalafiora oczyścić i podzielić na małe różyczki. W dużym garnku zagotować lekko osoloną wodę. Do wrzącej dodać 1 łyżeczkę soku z cytryny i wrzucić kalafiora. Gotować 2-3 minuty. Powinien jedynie delikatnie zmięknąć, ale pozostać jędrny. Odcedzić. Można go obgotować znacznie wcześniej.

 

kalafior z patelni (4).JPG


   Papryczki umyć i osuszyć. Usunąć pestki i drobno posiekać. Czosnek zgnieść, obrać i równie drobno posiekać. Anchois osączyć i pokroić na małe kawałeczki. Tuż przed podaniem rozgrzać na dużej patelni oliwę na średnim ogniu. Wrzucić chili, czosnek i anchois. Smażyć mieszając cały czas przez krótką chwilę, uważając aby nic - a zwłaszcza czosnek - się nie przyrumieniło. Wrzucić kalafiora i smażyć mieszając, aż po prostu stanie się gorący.
   Dodać posiekaną natkę pietruszki, wymieszać i skropić sokiem z cytryny - 1 łyżka tegoż powinna wystarczyć. Doprawić ewentualnie solą (anchois są słone, więc warto spróbować) i koniecznie pieprzem. Wymieszać jeszcze raz, przełożyć na półmisek i podawać.

kalafior z patelni.JPG

Jako dodatek do yufki z nadzieniem serowym sprawdził się świetnie.

Ewa


Podziel się
oceń
3
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Skręcane drożdżówki z jagodami

środa, 09 października 2013 18:41

   Już dawno umknął smak tych drożdżówek. O zapachu nie wspomnę. Na szczęście pozostało zdjęcie, które przypomniało mi jak to było pysznie letnią porą. Fakt... Tyle razy miałam wpisać przepis, gdy była okazja ku temu aby je zrobić. Nie wyszło. Jednak zawsze przecież można zrobić w przyszłym sezonie, lub po prostu z mrożonych. W tym przypadku nie będzie żadnej różnicy w smaku.
   Ktoś pomyśli - znowu drożdżówki. Jednak mam nadzieję, że tych nigdy dosyć. Smakosze takich bułeczek znajdą się zawsze i wszędzie. Tym bardziej, że te jednak są inne. Ciasto drożdżowe niezwykle delikatne. W końcu udało mi się osiągnąć smak drożdżówek z cukierni. Puszystych i mięciutkich. I jak to Młody określił "niesamowitych". Dodając jeszcze "mega", którego nie znoszę. Udało mi się to... za sprawą małego drobiażdżku w postaci sody oczyszczonej. W przypadku ciasta drożdżowego też działa...
   Trochę pracy przy drożdżówkach jest, ale się opłaci. Ten sezon jagodowy stał pod znakiem muffinek i drożdżówek. Na okrągło - jedne albo drugie. Aż już mi się nie chciało na jagody (ściślej rzecz biorąc - borówki amerykańskie) patrzeć. Co kilka dni świeża dostawa. Więc znów muffinki i drożdżówki. No i zatęskniłam...

 

skrecane z jagodami (20).JPG



Skręcane drożdżówki z jagodami

16 sztuk

Ciasto:
  50 dag mąki,
 2,5 dag drożdży,
  60 ml ciepłej wody,
180 ml kwaśnej śmietany w temp. pokojowej (nie zapomnieć wyciągnąć z lodówki),
    2 łyżki oleju + odrobina do miski
       duża szczypta soli,
 1/8 łyżeczki sody oczyszczonej,
    1 jajko,
    5 dag cukru pudru,
       mąką do podsypania,
       tłuszcz do blachy.

Nadzienie:
    1 szkl. borówek amerykańskich,
    1 łyżka cukru,
    1 łyżka soku z cytryny,
    1 łyżka wody.

Lukier:
   10 dag cukru pudru,
     1 łyżeczka ekstraktu waniliowego,
     4 łyżki mleka (lub soku z cytryny lecz bez dodatku ekstraktu waniliowego).

   Borówki przebrać, opłukać i wrzucić do rondelka. Dodać cukier, sok z cytryny i wodę i doprowadzić na sporym ogniu do wrzenia. Zmniejszyć ogień i gotować do momentu, aż masa zgęstnieje. Mieszać od czasu do czau, zwłaszcza pod koniec gotowania. Zajmie to około 10-15 minut. Zupełnie wystudzić.
   Wymieszać drożdże z wodą w misce i rozpuścić. Dodać śmietanę i olej, wymieszać - nie musi być specjalnie dokładnie. Do miski robota wlać mieszankę drożdży, dodać jajko i cukier puder, wymieszać.  Dodać przesianą mąkę, sól i sodę oczyszczoną. Zagnieść gładkie i elastyczne ciasto. W razie potrzeby można dodać odrobinę wody. Przełożyć na oprószony mąką blat i zagniatając uformować kulę. Przełożyć do lekko natłuszczonej miski, delikatnie obtoczyć, aby i ciasto pokryło się olejem, przykryć i odłożyć na 60 minut. Robiąc ciasto ręcznie (system dodawania składników ten sam) - zagniatać je około 10 minut.
   Blachę wyłożyć folią aluminiową i natłuścić. Folia, aby uchronić nas od szorowania ewentualnie wyciekłego i przypieczonego soku z owoców.

 

skrecane z jagodami (11).JPG


   Ciasto odgazować i wyłożyć na oprószony blat. Przykryć tą samą miską, z której było wyciągnięte i odłożyć jeszcze na 10 minut. Rozwałkować na prostokąt 30x40 cm. Na połowie prostokąta wzdłuż dłuższego brzegu rozsmarować masę borówkową. Unieść pustą stronę ciasta i złożyć na pół, przykrywając stronę posmarowaną. Otrzymany prostokąt winien jest mieć format 15x40 cm.

 

skrecane z jagodami (14).JPG

 

   Pokroić na paski szerokości mniej więcej 2,5 cm. Będzie ich 16 sztuk. Wziąć pasek ostrożnie do ręki, skręcić wokół własnej osi 2-3 razy i ułożyć na blasze. Skręcić resztę pasków w ten sam sposób. Przykryć i odstawić na 30 minut.
   W międzyczasie nagrzać piekarnik do 190°C. Piec bułeczki około 12-15 minut na złoty kolor. Wyjąć z piekarnika, przełożyć na kratkę i wziąć się za lukier.
   Składniki lukru wrzucić do miski i 1 końcówką miksera do ucierania - z nasadką do lukru - utrzeć całość na gładką masę. Posmarować od razu bułeczki (jeszcze wciąż gorące) lukrem. Dla siebie smaruję jedną warstwą, resztę podwójną - wracając po posmarowaniu wszystkich. Odłożyć na chwilę, aby lukier trochę przysechł, choć klejący się do palców nie jest zły.

Ewa


Podziel się
oceń
6
1

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  449 729  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Statystyki

Odwiedziny: 449729
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 392
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl