Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 893 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Pieczony kalafior z Grana Padano

wtorek, 25 listopada 2014 19:07

   To mi się jeszcze nie zdarzyło... Zrobić coś na obiad i zjeść przed. W zasadzie to wciąż w trakcie jego przygotowywania. W dodatku był to kalafior!

   No i właśnie... A zaczęło się od tradycyjnych zakupów i ogromnej prośby Współ... czyli "zrobisz mi kalafiora?". Co prawda zawsze mogłabym odpowiedzieć mu jego systemem, czyli coś w rodzaju "nie umiem robić kalafiorów", nie mam pojęcia jak się robi kalafiory"... ale wiem, że wpadlibyśmy w "kanał" i przepychankę słowną (nigdy nie odpuszcza), w której udział wzięliby także i inni kupujący - czekający przecież w kolejce. Po co... ;). No dobra... Zrobię...
   Łatwo powiedzieć. I tak naprawdę bardzo łatwo zrobić. Tylko, że tak od razu? Bez wcześniejszego wypicia herbaty? Oooo... tego się nie spodziewałam. Idę więc do kuchni, proszę o pomoc przy mięsie (naprawdę konieczna, bo taki kawałek) już przygotowanym i częściowo oczyszczonym... gdy słyszę takie proszące (?!) pytanie - "A kalafior?". No masz...
    Kalafior umyty już czeka w suszarce. I tyle. Ale jeszcze nie dotarło do mnie jak i z czym, choć wydawało mi się, że wiem już do czego. No nic. Mięso na bok (tak na chwilę tylko), zmiana sprzętu od deski po nóż, i byle szybko... A zaczęłam od włączenia piekarnika. Za chwilę znów ciąg dalszy prac przy mięsie, by za jakiś czas znów przerwać i... po prostu wtranżolić pachnącego niesamowicie i jeszcze gorącego kalafiora. Bez głupich uwag i wzdychania w trakcie robienia zdjęć się nie obeszło. Ale zapewniam - są uzasadnione.

 

pieczony kalafior (1).JPG



Pieczony kalafior z Grana Padano

   1 główka kalafiora,
   4 łyżki oliwy,
   3 łyżki drobno startego Grana Padano,
   1 łyżeczka czosnku granulowanego,
1/2 łyżeczki przyprawy włoskiej*,
      sól, pieprz.

* W ofercie jest kilka rodzajów mieszanek i nie ma większego znaczenia, której użyjemy. Jeśli jednak mieszanka posiada w swoim składzie sól, proszę wziąć to pod uwagę, pamiętając że i ser jest słony. A Grana Padano można zastąpić parmezanem lub zdecydowanie bardziej słonym pecorino.

 

pieczony kalafior (1).JPG


Nagrzać piekarnik do 200°C.
   Kalafiora dokładnie oczyścić, umyć i pokroić na różyczki. W dużej misce wymieszać dokładnie oliwę z parmezanem, czosnkiem i przyprawą włoską. Doprawić solą i pieprzem. Wrzucić kalafiora i wymieszać dobrze wcierając w niego mieszankę.
   Przełożyć na blaszkę lub naczynie do zapiekania. Rozłożyć tak, aby całość leżała w jednej warstwie. Wsadzić do piekarnika i piec 30 minut.

 

pieczony kalafior (2).JPG

Ewa

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Polędwica koźlęca w sosie grzybowym

poniedziałek, 24 listopada 2014 12:30

   Właśnie się zorientowałam, że to ostatni kawałek koźlęcia. Wydawało mi się, że ho... ho... jest tego trochę, a tu niewesoła niespodzianka. Naprawdę szkoda. Coś więcej o mięsie? Nadaje się chyba do wszystkiego, choć nie wszystko rzecz jasna udało mi się zrobić. Ostatnio niezbyt piękne kawałki, po oczyszczeniu potraktowałam niczym jagnięcinę robiąc na ostro w sosie, i korzystając ze ściągi... czyli książki. Mięso wyszło wyborne i wczoraj chciałam najzwyczajniej w świecie zrobić powtórkę. Niestety wielka szkoda, że w przepastnym zamrażalniku nie znalazłam nic, co by się do tego nadawało. Znalazłam za to odkładaną na coś specjalnego polędwiczkę.
    Polędwiczka wielkości z tych większych wieprzowych - od razu przyznaję, że nie zważyłam. Jedna na cztery porcje stanowczo za mało, jeśli chodzi o danie główne. Trzy porcje - niewielkie - jest ok. Dwie to doskonały serwis. Finał taki, że trzeba było się niestety spiąć  i wysłuchać uwag, że mało. Nic jednak na to nie poradzę.
   Coś niecoś o samym daniu. Oczywiście po raz pierwszy miałam do czynienia z takim kawałkiem mięsa, ale jedno wiem - jak będziemy mieć okazję, to kolejny raz zrobię dokładnie tak samo. Może tylko rozmaryn dam świeży, bo tu użyłam malutką gałązkę mocno podsuszonego, ale nie suchego. Taki mam, i takiego użyłam. Dałam za to świeżutki tymianek i odrobinę suszonego cząbru. Świeże zioła zawsze można zastąpić suszonymi dodając ich jednak znacznie mniej. Po prostu brakiem świeżych proszę się nie przejmować, choć sama zdecydowanie takie wolę.
   Polędwiczka jak wszystkim wiadomo, to bardzo delikatne mięso. Dojdzie do siebie w czasie gotowania się ziemniaków. Więc wszystko się tak ładnie zgrywa. Zaczęłam od mięsa... przykryłam i wzięłam się za ziemniaki. Bo z nimi podałam. Poza tym była jeszcze surówka z czerwonej kapusty. Jednak dodatki proponuję według uznania. Kluseczki śląskie... kopytka... Czemu nie?

 

poledwica kozleca (1).JPG



Polędwica koźlęca w sosie grzybowym

1 polędwica koźlęca,
   sól, pieprz,
2 łyżki oleju,
1 łyżka masła,
1 malutka łodyga rozmarynu,
1 łyżeczka posiekanych listków świeżego tymianku,
   duża szczypta cząbru,
1 duża garść suszonych grzybów,
1 łyżeczka zmielonych suszonych grzybów,
1 łyżka mąki kukurydzianej.

   Mięso umyć i osuszyć. Ostrym nożem usunąć resztki tłuszczu i błon. Oprószyć solą i pieprzem ze wszystkich stron.
Na patelni rozgrzać olej z masłem i zrumienić na nim polędwiczkę ze wszystkich stron. Jakoś tak wyszło, że z trzech... Powinna mocno się zrumienić. Wlać 300 ml wody, dodać posiekane świeże zioła, posypując przy okazji mięso. Cząbrem posypać tylko mięso. Dodać grzyby - owa duża garść jest umowna, bo każdy z nas ma inną jej pojemność - i grzyby zmielone. Przykryć, i po zagotowaniu dusić na minimalnym ogniu przez 10 minut.
   Mąkę wymieszać z odrobiną zimnej wody i wlać do gotującego się sosu, mieszając. Przykryć ponownie i gotować około 20 minut. W razie konieczności podlać wodą - nie dopuszczając do całkowitego jej wyparowania. Wyjąć mięso i pokroić na plastry. Sos w razie gdyby był za rzadki odparować, po czym delikatnie doprawić i polać nim wyłożone na talerze mięso.

 

poledwica kozleca (3).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Paluszki serowe

piątek, 14 listopada 2014 22:12

   Ostatnimi czasy moja książkowa kolekcja nieco się wzbogaciła. Zawsze o tej porze roku kilka sztuk mi przybywa. Ogólnie rzecz biorąc to dla mnie męczący czas i poprawiam sobie humor... zapewniając przynajmniej psychiczny odpoczynek. Oczywiście nie jest mi obce postanowienie, że w najbliższym czasie zrobię. Z tym jednak bywa różnie. Dzisiaj jednak ten czas nastąpił. Przyznam się, że mam na myśli książkę "Wypieki w tradycji klasztornej" Petry Altmann, ale niestety nie obyło się bez poprawek. Znacznych tym razem. Tym razem, bowiem wspomniane ostatnio bułeczki to też przepis z tej pozycji - jeszcze nie poprawione. I jak tu podejść do całej reszty zbioru? Zaczynam się bać...
   Bułeczki czy kruche paluszki to przepisy proste. Do ogarnięcia. Jedne i drugie - niezależnie od wersji - należą do moich ulubieńców. Kombinacje paluchowe robię sama dodając różne śmieszne wydawałoby się składniki. Ser też mam za sobą. Ale taki?
   Znaczy jaki? Ach... i tu niespodzianka. Tym razem topiony. Wzięłam śmietankowy, choć jestem pewna, że każdy się nada. Zacznę jednak od początku. Składniki do paluchów w zasadzie żadne - wszystko pewnie każdy ma w domu, no może poza serkiem topionym. Reszta jak w przypadku każdego kruchego ciasta. Wzięłam więc według instrukcji odpowiednią ilość mąki, masła zimnego (lub smalcu, który bardzo lubię w takich rzeczach, ale tym razem wzięłam masło - o tym, że zimne zdecydowałam sama), jajco, sól i ulubiony kminek. No i nie zapominajmy o serku. No i zdziwienie - na stolnicy kruszonka nijak nie dająca się połączyć. A wydawałoby się, że takim przepisom należy zaufać. No nic - 1 deko masła łatwo dodać i znów posiekać. Dodać kolejny serek (ooo... to już zupełnie inne proporcje) i wymieszać. Hmmm... Guzik. Dodać łyżkę wody - oto gotowe ciasto. Jest. Daje się formować, kroić, smarować, układać. No cóż... być może mąkę mam tak wyschniętą, że potrzebowała nieco więcej wchłonąć. Niespodzianek nie koniec. Piekłam dwukrotnie dłużej niż w przepisie oryginalnym. Nie wiem co jest grane, ale po wymaganym czasie ciasto było blade i widać było, że jest surowe.
   Tak sobie pomyślałam, że wybierając najłagodniejszy z serków błędu nie zrobiłam. W przepisie nie ma określonego smaku (ani wagi, poza trójkącikami). Jednak serek konkretniejszy, czyli emmentaler czy nawet z dodatkami smakowymi też będzie pasował. Jednak będę próbowała stopniowo - zaczynając od tych, które smakują mi najbardziej. Od razu zaznaczam, że pominę ze szczypiorkiem, bo go nie znoszę. I nie wiem czy z salami mi się uda z przyczyn odwrotnych - po prostu moje najulubieńsze i żal mi nawet na chlebie rozsmarować.
   Ogólnie rzecz biorąc paluszki wyszły pyszne. Daję odnośnik do źródła, bo nie wiem... może komuś wyjdzie ściśle wg przepisu? Może tylko ja mam problem? Tak w ogóle to kilka dni temu wzięłam się za nie wyciągając wszystkie produkty, Kupiłam specjalnie 2 trójkąciki sera i na moje szczęście nie zaczęłam składników łączyć. Serki się rozpłynęły... Znaczy Młody wziął i zjadł. Nie potraktowałam tego jako znak, że nie należy robić ;). Ale musiałam wszystko przesunąć w czasie. I słusznie. Bo nauczona doświadczeniem przygotowany mam cały krążek serków. Na wszelki wypadek. Jakże istotny, choć zupełnie inny. Paluszki polecam. Świetne do chrupania.

 

paluszki z serkiem (2).JPG



Paluszki serowe

 25 dag mąki,
   1 łyżeczka proszku do pieczenia,
7,5 dag serka topionego śmietankowego (3 trójkąciki) w temp. pokojowej,
   5 dag zimnego masła,
   1 jajko,
      sól,
      kminek,
   1 łyżka zimnej wody,
      białko lub mleko do smarowania,
      gruba sól do posypania (dałam roztartą z płatkami chili),
      tłuszcz do blachy.

   Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i przesiać na stolnicę. Wymieszać z płaską połówką łyżeczki soli i kminkiem - wg uznania. Dołożyć serki topione i rozetrzeć widelcem. Dodać masło i posiekać nożem na kruszonkę. Zrobić w całości dołek i wbić jajko. Całość połączyć nożem, po czym dodać wodę. Zagnieść jednolite ciasto
Blachę do pieczenia natłuścić lub wyłożyć pergaminem. Nagrzać piekarnik do 180°C.
   Z ciasta formować paluszki grubości ołówka i długości 7-8 cm. Posmarować odrobiną roztrzepanego białka i posypać grubą solą. Ułożyć na blasze w odległości ok. 1 cm od siebie - zmieszczą się wszystkie na jednej, choć urosną nieco w trakcie pieczenia. Piec 20 minut.

 

paluszki z serkiem (6).JPG
Na przepięknej serwecie od Miki czyli Wariacji - prawdziwym majstersztyku.
Dziękuję :).

paluszki z serkiem (5).JPG
Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wątróbka drobiowa z pieczarkami

poniedziałek, 10 listopada 2014 11:13

   Kiedyś moja droga druga Połówka wspominał jedno danie z jakiegoś tam i gdzieś tam wyjazdu. Była to wątróbka drobiowa w formie gęstego gulaszu. Z dodatkami. Nastąpiła wyliczanka tego, co jeszcze w nim było. Do tej pory wątróbka drobiowa gościła u nas w formie smażonej, i najczęściej po berlińsku, lub też w formie szybkiego pasztetu w różnych wersjach. No i nie mogę zapomnieć o fantastycznym Crostini, które jednak rzadko przygotowuję, bo tylko na spotkania z przyjaciółmi, którzy bardzo ją lubią. Takie wspomniane przez Męża podejście do tematu było mi obce. W sensie robienia, i w sensie smaku.
   Długo się zastanawiałam... W końcu taki ogólny opis niewiele wnosi. Ale jak się to mówi - chyba dojrzałam do stawieniu temu czoła. Efektem są cztery z pewnością, bardzo syte porcje. Hmmm... i trochę tak nietypowo. Otóż - po zrobieniu wątróbki z pieczarkami i migdałami wzięłam się za sos. Czyli za resztę, gdy baza już była gotowa. Wpada Młody do kuchni "za zapachem" i jeszcze nim doszedł na miejsce krzyczy:
- Czy to wątróbka?
   Rzeczywiście nie pachnie niczym innym tylko wątróbką...
- Kiedy będzie? - też jest jej zwolennikiem wielkim, i pewnie dlatego za każdym razem gdy serwuję, to słyszę od niego - "tylko dlaczego tak rzadko?".
- Jak dobrze pójdzie - zawsze mam na myśli, że dziecię w tym momencie nie zacznie mi się plątać pod nogami robiąc sobie kawę czy herbatę, kromkę chleba (bo nie wytrzyma do obiadu), czy w poszukiwaniu czegoś o czym nie wie, ale wie, że na to ma ochotę, czyli po prostu zacznie mi przeszkadzać, bo przestrzeni w kuchni mojej mało jest - za jakieś 15 minut.
   No tak, ale widzi, że oto wlewam do podduszonych lekko jarzyn bulion...
- No ale co robisz? - pyta zdecydowanie zdziwiony.
- Sos do wątróbki.
- To ja chcę bez... - I co ja mam zrobić? Przerwałam pracę, nałożyłam 1/4 gotowej wątróbki, dodałam dwie świeżutko upieczone do tego dania bułeczki z jednym zdaniem:
- Tylko wyjdź mi z kuchni.
   Rzecz oczywista zjadł nim zdążyłam skończyć. Ale zrobiłam. Gotowe, więc wołam Połówkę, daję spróbować i pytam - no i jak? No cóż. Wyszło mi coś zupełnie innego. Marchew pokroiłam w plastry, a tam przecież były słupki (?!!! - tak ciężko o tym wspomnieć?). Aaaa... z pewnością były tam pomidory w kawałkach. Rzodkwi nie było. No i pieczarki i wątróbka były w większych kawałkach. A i smak inny. Mąż wczuwa się mocno w rolę krytyka kulinarnego robiąc minę poważnego znawcy, który swoje uwagi wystrzeliwuje bez drgnięcia powieką. Jednak na moje pytanie "czy to źle?" (prowokacyjnie pytam, bo znam go na wylot)  z uśmiechem odpowiada:
- Ależ skąd. Pyszne.
- Ale inne?
- Zupełnie inne.
   Tak więc nadal nie wiem, co Mąż wtedy jadł. Nadal nie wiem gdzie - bo nie pamięta. Myślę, że byłoby mi łatwiej rozszyfrować, gdybym po prostu sama kiedyś jadła. Jedną rzecz jednak w przyszłości zmienię - co wydaje mi się istotne. Pieczarki i wątróbkę zostawię w większych kawałkach. Na koniec dowiedziałam się, że podano do dania nóż i widelec, a ja podałam... łyżkę. Całość zaserwowałam po prostu w miseczkach.
    Ach... Jemy sobie spokojnie. Całość pachnie naprawdę ładnie. Jemy i mmm...-jemy. Dobre. Naprawdę dobre. I nagle Młody nie wytrzymuje.
- Mamo, ja zjem tą resztę.

I to by było na tyle...
   Może jeszcze uwaga. Danie może być zaskoczeniem dla tych, którzy z taką wątróbką nie mieli do czynienia. Dla mnie było - bardzo pozytywnym. W przepisie podaję informację na temat krojenia nieco na wyrost - jestem pewna, że wątróbka i pieczarki w większych kawałkach będą znacznie lepsze - proszę o zrozumienie w tej kwestii. Bułeczkami myślałam, że się podzielę - wyszły śliczne i dobre, ale nie powalające. Zniknęły w tymże dniu, były jednak bardzo zbite, a ja wolę luźniejsze ciasto. Te robione były wg przepisu z książki i szybko postaram się je poprawić nieco. A wtedy opowiem o co chodzi. Zjedliśmy całość z prawdziwą przyjemnością.

 

watrobka z pieczarkami (10).JPG



Wątróbka drobiowa z pieczarkami

  60 dag wątróbek drobiowych,
  60 dag pieczarek,
    5 dag migdałów bez skórki,
    5 dag masła,
    6 łyżek oleju,
       sól, pieprz,
    1 nieduży pęczek natki pietruszki,
    1 marchewka,
  15 cm kawałek białej rzodkwii (tak mniej więcej)
    1 średnia cebula,
    2 czubate łyżki koncentratu pomidorowego,
    1 czubata łyżka mąki,
500 ml bulionu drobiowego*,
100 ml czerwonego wytrawnego wina.

* Może być przygotowany z kostki

   Wątróbki umyć, oczyścić z resztek tłuszczu i żył, pokroić. Mały kawałek pozostawić w całości, większy przekroić na pół. Pieczarki oczyścić i pokroić w dużą kostkę lub ewentualnie na ćwiartki lub połówki - w zależności od wielkości. Migdały grubo posiekać. Natkę umyć, osuszyć i pokroić.  Warzywa obrać, umyć i pokroić w cienkie plasterki plasterki.
   Rozgrzać 3 łyżki oleju na dużej patelni. Wrzucić pieczarki i smażyć chwilę do momentu, aż odparuje cały płyn, mieszając od czasu do czasu. Nie przysmażać. Dodać wątróbkę, wymieszać, dodać migdały i wymieszać powtórnie. Przykryć i dusić około 5-10 minut do miękkości. Odkryć, dodać garść natki, i mieszając smażyć ze 2 minuty. Zdjąć z ognia.

 

watrobka z pieczarkami (7).JPG


   W międzyczasie w rondlu rozgrzać resztę oleju, dodając masło. Wrzucić marchewkę, rzodkiew i cebulę. Wymieszać. przykryć i dusić aż zmiękną - około 10 minut, mieszając od czasu do czasu. Nie rumienić - mam na myśli przede wszystkim cebulę. Dodać przecier pomidorowy, wymieszać podsmażając, po czym oprószyć mąką. Wymieszać ponownie i wlać bulion. Całość mieszając doprowadzić do wrzenia i gotować 5 minut. Wlać wino i znów zagotować. Dodać wątróbkę z pieczarkami, wymieszać i gotować, aż całość zgęstnieje - na niewielkim ogniu.
Rozłożyć do miseczek lub na talerze, posypać resztą posiekanej natki pietruszki i podawać. Najlepiej ze świeżym pieczywem.

 

watrobka z pieczarkami (12).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Omlet z groszkiem, fetą i miętą

niedziela, 09 listopada 2014 14:26

   Sobotnie i niedzielne śniadania są u mnie traktowane wyjątkowo. Bo mamy okazję usiąść wspólnie z Połówką przy stole (a czasami we trójkę, gdy dziecię raczy wstać), zjeść spokojnie i co najważniejsze w tym wszystkim - powoli. Delektując się tym co przygotowane, choćby nawet tego niewiele było. Dzisiaj też niewiele, ale za to treściwie. Tylko prosty omlet i sałata rzymska z pomidorem i rzodkwią. Oczywiście z pieczywem.
   Omlet... Do tej pory - nauczona przez Mamę - robiłam omlety we francuskim stylu. Delikatne i puszyste, co było efektem rozbełtania porządnego jaj z mlekiem lub słodką śmietanką. Tym razem obyło się bez mleka, a i dodatki do samego omletu zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie swoim smakiem, aromatem i wyglądem. Fakt... po recepturę sięgnęłam do książki panów Dave`a Myers`a i Si Kinga "Kudłaci kucharze na diecie". Zdjęcie zrobiło swoje, bo patrząc człowiek jakoś tak wyobraża sobie koniecznie właśnie takie wspólne śniadanie z tym omletem w roli głównej.
   Omlet omletowi nie jest równy. Zaczynając od metody przygotowania jaj, przez sposób smażenia (czy też zapiekania), aż do zwieńczających całość dodatków. Rzecz jasna - najlepiej przez nas ulubionych. Albo i bez nich. W tym niesamowicie fajnie wszystko się zgrało. Mięta i feta to mój ulubiony zestaw, ale w omlecie? A czemu nie... Do tego mniej przeze mnie doceniany groszek - a niech dostarczy mi swoich smaków, tak obrzydzonych kiedyś przez marchewkę z groszkiem ;). Ale to dawno było. Na szczęście. Ważne jest tu to, że trzymając się proporcji - nie przesadzając z serem - sprawimy sobie fajną smakowo i niewiele kaloryczną ucztę. W końcu tytuł książki do czegoś zobowiązuje.
   O samej książce (że jest interesująca) dowiedziałam się od kumpla. Jest ona tym, co wyszło facetom dwóm - nielekkich gabarytowo - po wzięciu się za siebie, gdy okazało się, że ich mocno przekroczony limit wagowy wpłynął na zdrowie i kondycję. Nowy poradnik dietetyczny? O nie... Tych unikam. To fajna książka z normalnymi daniami z ograniczoną do minimum ilością kalorii, których brak nie wpływa na smak dania. Rzecz jasna - niezupełny brak. Ten omlet jest jednym z bardziej kalorycznych dań - z tego co zdążyłam zauważyć. Bo feta swoje ma. Ale jej smak robi swoje. Zwłaszcza w połączeniu s tą miętą i ślicznym groszkiem. Na zdjęciu książkowym na wierzchu jest garść liści przeze mnie nieodgadnionych, więc ich zabrakło na moim. Natomiast sałatę podałam obok.
   Aha. Proszę się nie dziwić ilości dodatków do jajek. Ja zrobiłam za jednym zamachem dwie porcje, choć w przepisie jest jedna. Mam małą patelnie, ale już nie jest ona tak nieprzywierająca jak kiedyś... Za sprawą Młodego mocno się "wyrobiła". Moja duża jest innej jakości, ale bez sensu jest robienie w niej jednej porcji - choćby i z 3 jaj. Ja po prostu omlet podzieliłam na pół.

 

omlet z groszkiem (5).JPG



Omlet z groszkiem, fetą i miętą

1 porcja - 382 kalorii

   3 dag mrożonego groszku,
   4 dag odcedzonej fety,
1/2 łyżeczki suszonej mięty,
   3 jajka,
1/2 łyżeczki oleju słonecznikowego,
      sól morska, pieprz.

   Groszek wsypać do żaroodpornej miski, zalać wrzącą wodą w ilości takiej, aby tylko go przykryła i odstawić na 1 minutę. Naprawdę wystarczy. Odcedzić dobrze, z powrotem przełożyć do miski i posypać pokruszoną fetą i miętą i obficie doprawić jedynie pieprzem.

 

omlet z groszkiem (1).JPG


   Jajka wbić do innej miski i dobrze rozbełtać trzepaczką. Doprawić odrobiną soli i pieprzem. Małą nieprzywierającą patelnię posmarować tą odrobiną oleju (jeśli się da, to nawet mniejszą jego ilością) tak, by lekko pokrył całe jej dno i postawić na średnim ogniu.
   Jajeczną masę przelać na patelnię i kiedy zacznie się ścinać, zgarniać ją drewnianą szpatułką z brzegów do środka. Robić to na całym obwodzie patelni 5-6 razy, systematycznie zgarniając ściętą masę ku wnętrzu. Płynna masa powinna rozlać się na zrobione jej puste miejsce.
   Posypać na całej powierzchni mieszanką groszku, fety i mięty, smażyć jeszcze 3 minuty, aż jajka się zetną - nie więcej. Ostrożnie zsunąć przy pomocy łopatki na podgrzany talerz, składając na pół (reszta płynnego jajka zdąży się delikatnie ściąć). Podawać dużą sałatką (cokolwiek to znaczy) doprawioną niewielką ilością lekkiego dressingu. Jak wspomniałam we wstępie - podałam z rzymską sałatą z pomidorami i rzodkwią doprawioną lekkim w rzeczy samej cytrynowym dressingiem. Sosem znaczy.

 

omlet z groszkiem (2).JPG


Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  449 714  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Statystyki

Odwiedziny: 449714
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 392
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl