Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 898 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Z okazji...

sobota, 24 grudnia 2011 21:02

 

 

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia 

życzę Wam

abyście spędzili je szczęśliwie w gronie najbliższych.

Aby były okazją do wspólnego dzielenia się radościami i miłością. 

Zdrowia i odpoczynku od codziennych trosk.

Pięknej choinki i fajnych prezentów od Gwiazdki.

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Dynia pieczona w oliwie

wtorek, 20 grudnia 2011 20:06

   To takie szybkie nic? O nie... Raz, że nie takie szybkie, choć szybko się przygotowuje. I z pewnością nie takie nic. To bardzo prosta rzecz, która pyszna jest jako dodatek do dania głównego, lub jako uzupełnienie kolacyjnego na przykład posiłku. Ta aromatyczna dynia zachwyciła nas ogromnie. Dużo rozpisywać na temat się nie będę, bowiem... o czy tu pisać? Młody w takiej postaci nie tknął, choć z zainteresowaniem zapytał czy to dynia? I na tym, że fajnie wygląda się skończyło. W dwójkę zjedliśmy całość, choć nie w całości naraz. Powiem tylko, że sporą ilość oliwy czosnkowo-tymiankowej można przelać do słoiczka i użyć do czegoś innego. Ja zużyłam do smażenia mięs, choć myślę że do sałatek też będzie pasowała.
   Może jeszcze jedno - mam świeży tymianek, ktory bardzo lubię i dodaję do czego się da. I niestety nie umiem powiedzieć jak dobre to będzie z suszonym, choć nie sądzę aby wyszło źle. A dynia naprawdę wyszła rozkoszna...

 

 

Dynia pieczona w oliwie

    1 kg oczyszczonej dyni,
150 ml oliwy,
    3 ząbki czosnku,
    1 gałązka świeżego tymianku,
       sól (morska najlepiej), pieprz.

   Nagrzać piekarnik do 200°C. Dynię pokroić w grube słupki i ułożyć w naczyniu do zapiekania (kamionkowym lub żaroodpornym).

 

   Obrać czosnek, zgnieść płaską stroną noża i pokroić niezbyt drobno. Oderwać listki tymianku i wymieszać z oliwą i czosnkiem. Doprawić solą i pieprzem, po czym zalać dynię w naczyniu. Wymieszać, aby dobrze całość obtoczyć w oliwie. Piec ok. 40 minut - najlepiej sprawdzić, czy twardość dyni nam odpowiada i ewentualnie dopiec (myślę, że zależeć to będzie od gatunku po prostu, a ja do czynienia mam wciąż tylko z jednym).

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bezglutenowe ciasto dyniowe

poniedziałek, 19 grudnia 2011 17:30

   Życzę wszystkim zdrowia. Nie tylko dla własnego samopoczucia, ale i ze względów finansowych. To że jest coraz gorzej... nie nastraja nas pozytywnie. A niestety w pewnych problemach ze zdrowiem, aby przeżyć trzeba odpowiednio jeść. I aby przeżyć... trzeba sporo płacić. Już nie będę się rozwodzić nad problemem zdrowia i ile to kosztuje. Życzę zdrowia po prostu.
   Niestety nie każdy ma to szczęście (dodam, że ja nie mam) - ale może by tak umilić trochę życie robiąc coś naprawdę banalnego, ale za to smacznego. Dzisiaj znów coś z diety BG, ale polecam każdemu. Absolutnie z pełną świadomością.
   Moja próba generalna (innych nie było wcześniej) odbyła się z duszą na ramieniu... Chciałam przez moment pomóc sobie proszkiem do pieczenia, ale przez chwilę zwątpiłam - ja nie wiem czy proszek jest bezglutenowym produktem, czy też nie. Przypomniało mi się jednak, że... dawno dawno temu przeczytałam, że środkiem spulchniającym jest również alkohol. Więc chlusnęłam to co miałam najlepszego pod ręką, aczkowlwiek w ilości niewielkiej. Śliwowicę. Czeską niestety, choć może na szczęście. W końcu łącka ma aż 70% i nie wiem co by z tego wyszło. Alkohol wszystko jedno jaki - myślę, że whisky czy brandy, czy czysta się sprawdzą. Nie polecam jednak ginu, bo boję się, że mieszanka jałowcowa może mieć aromatyczny i smakowy wpływ za duży. Doszłam do wniosku, że w zasadzie wystarczyłby jeden telefon do Ewki i zadnego problemu by nie było. Wpadając w trans przeróbki ostatniej dyni, nie pomyślałam...
   A właśnie. Bo oto nadszedł czas rozprawy z ostatnią banią. Przeszkadzała po prostu, bo wciąż się o nią potykaliśmy. A obiecałam sobie, że zrobię z niej jakieś ciasto na słodko. Przy okazji sięgania do szuflandii... zablokowanej nagle... znalazłam orzechy laskowe, których przydatność była bliska końcowi. I tak powstał pomysł użycia całej ilości paczuszki (skąd tam się wzięła? - nie mówiąc, że jej kiedyś szukałam) mielonych orzeszków. Samo ciasto jest bardzo wilgotne, ale broń Boże zakalcowate. Nie... nic z tych rzeczy. Pięknie się upiekło, choć przyznaję, że wysokie nie było. Ale przypomnę, że proszku w nim ani tyci... tyci... Wilgotność swą zawdzięcza zapewne dynii. I jeszcze jedna uwaga - jeśli ktoś nie lubi cynamonu, nie musi go dodawać. Jednak sprawdził się świetnie, nadając ciastu przy okazji świąteczności.

 

 

Bezglutenowe ciasto dyniowe

    5 jajek,
  15 dag cukru,
    1 łyżka soku z cytryny,
       skórka starta z 1 cytryny,
  20 dag mielonych orzechów laskowych,
 1/2 łyżeczki cynamonu (niekoniecznie),
  25 dag miąższy z dyni,
    1 łyżka alkoholu 40%.

Lukier:
   5 dag cukru pudru,
3-4 łyżki soku z cytryny,
      odrobina startej skórki z cytryny (niekoniecznie).

   Dynię zetrzeć na grubej tarce i odłożyć. Orzechy wymieszać z cynamonem. Formę na tortownicę delikatnie natłuścić. Nagrzać piekarnik do 200°C.
   Oddzielić żółtka od białek. Białka ubić na sztywną pianę, dodać 1-2 łyżki cukru i ubijać do momentu, aż cukier się rozpuści. Żółtka utrzeć z resztą cukru na puch, dodać sok z cytryny i  i startą skórkę i jeszcze raz utrzeć. Dodać orzechy z cynamonem i wymieszać delikatnie trzepaczką różgową. Po orzechach dodać dynię, znów wymieszać i dodać alkohol. Na sam koniec dodać 1/3 piany, wymieszać i dodać resztę. Gotowe ciasto przelać do formy i piec około 45-50 minut. Koniecznie sprawdzić patyczkiem.
Wyjąć ciasto z formy i odlożyć.
   Cukier puder wsypać do miski, wlać sok z cytryny i ucierać 2-3 minuty końcówką miksera z płaską nasadką. W razie problemów z rozcieraniem dodać odrobinę soku z cytryny. Rozsmarować na ciepłym jeszcze cieście i posypać startą skórka z cytryny. Wystudzić.
Pomyślałam sobie po czasie, że ciasto można by było przełożyć lekkim kremem cytrynowym. Ale to może kiedyś...


  


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Bezowe piramidki z owocami

niedziela, 18 grudnia 2011 17:35

   Z racji zagonienia totalnego ostatnimi czasy - co niestety widać na stronce ziejącej pustkami - nie mam czasu na wiele. Uszka mi się już śnią, ale tym zdziwiona specjalnie nie jestem, bowiem co roku sytuacja się powtarza. Pytanie tylko - jak szybko ten sen się pojawi ;). To nie jest jedyny ślad tego co robię, bardzo zresztą ulotny. Innymi słowy - prócz masy uszek (idących dalej) pozostaje mi bardzo dużo białek. Kończy się to najczęściej wylaniem do zlewu, bo ten brak czasu i chyba bardziej jeszcze zmęczenie dają znać o sobie. Jednak siedząc i klejąc wpadam w trans zastanawijąc się często nad tym co i jak. Postanowiłam wykorzystać jedną... nie wiem jaką, ale część białek i zrobić coś po swojemu, wykorzystując resztki mrożonych owoców z zamrażalnika. Trzeba było kupić jedynie... kremówkę do podania.
   No nic... Najlepsze wykorzystanie bialek to bezy. Podobno wcale niełatwa sztuka, choć o dziwo mnie się jakoś do tej pory udawały, łącznie z szalenie pracochłonnym (i dlatego robionym ostatnio kilka lat temu) przepisem na nadziewane małe beziki. Wygladają nieziemsko, ale nieziemsko też są słodkie. No ale ja nie o tym... Bezy - zwłaszcza te małe - powinny być pieczone w niewielkiej temperaturze i wcale, ale to wcale nie tak długo. Dłużej powinny się po prostu suszyć w... wyłączonym piekarniku. Co prawda inaczej się piecze dużą ilość bezowej masy na Pavlovą na przykład, ale o tym może kiedyś - przy okazji. W każdym razie może ktoś sie skusi na taką bezową piramidkę według tego przepisu?
   Bezowe krążki przełożone bitą śmietaną i gęstym syropem owocowym. Bitą do bez zrobiłam bez cukru - aby złagodzić nieco słodycz całości. I tak każda warstwa bitej śmietany polana jest owocami. Miałam gotową mieszankę owoców (truskawki, wiśnie, czarna porzeczka, maliny i garść od siebie dodatkowa czerwonej porzeczki i kilka mrożonych wiśni solo, które zostały, bo o tyle kiedyś było ich za dużo w knedlach, ale opakowanie owoców było... mocno naruszone), którą zwyczajnie tylko przesmażyłam z cukre. O zgrozo - nie wiem ile tego cukru dałam, bo dodawalam porcjami. Wolę mniej słodkie i nie chcialam przesadzić. I dlatego przepraszam, że nie mam dokładnej ilości cukru w przepisie na sos. Można dosłodzić tak, aby nam odpowiadało najbardziej. To proste rzeczy są, ale naprawdę bardzo efektowne. Całość złożona w piramidkę zachwycała wszystkich (o sobie nie zapominam, a raczej wymagająca jestem wzgledem siebie) do momentu spróbowania... Potem było tylko słychać "mmmmm....".

 

 

Bezowe piramidki z owocami

4 sztuki

Bezy:
    4 białka,
  20 dag cukru.

Wierzch:
  25 dag mrożonej mieszanki owoców (lub więcej, bo zawsze smakuje nawet sama),
       cukier,
    1 łyżka soku z cytryny,
300 ml bardzo zimnej dobrej kremówki.

 

   Blachę natłuścić na brzegach i przykryć arkuszem pergaminu. Natłuszczenie zapobiegnie ślizganiu się podłoża podczas wyciskania masy bezowej. Metalową obręcz o średnicy 7 cm (lub szklankę o tej średnicy) zanurzyć delikatnie w mące równie delikatnie uderzyć o przykrytą powierzchnię blachy. Mąka zebrana na obręczy opadnie - tworząc delikatny krążek na papierze i jednoczesny wyznacznik liniowy. Powtórzyc operację jeszcze 11 razy - krążków powinno być razem 12.
   Cukier do ubijania białek fajnie jest utłuc w możdzierzu i przesiać przez sitko. Na pierwszy ogień niech pójda te większe kawałki, na końcu zaś puder. Taki mały, choć niekonieczny trik. Większe kawałki na początku po prostu się rozpuszczą... a z czym będą mieć problem pod koniec ubijania. Puder zaś rozpuści się zawsze - piszę, bowiem jest różnica w użyciu normalnego cukru pudru. Białka ubić na sztywną pianę, po czym stopniowo dodawać cukier - za każdym razem cukier powinien się rozpuścić zupelnie. Sztywną, zwartą i bardzo lśniąca masę przelożyć do szprycy z końcówką średnicy 1 cm (może być gładka, ale mam w kształcie gwiazdki i takiej używam). W tym momencie nagrzać piekarnik do 100°C. Wycisnąć krążki dookoławyznaczonych mąką linii i wypełnić wnętrza. Wsadzić blachę do piekarnika i piec 20 minut. Wyłączyć piekarnik i suszyć w nim bezy jeszcze minimum 2 godziny, ale najlepiej zostawić do następnego dnia (naprawdę!). Zsunąć pergamin na blat i cienkim dłuższym nożem odkleić bezy od podłoża.
   Owoce bez rozmrażania zasypać w rondelku cukrem - 2-3 łyżki (zawsze będzie można dosłodzić), dodać sok z cytryny i postawić na malutkim ogniu. Owoce zaczną puszczać sok, w którym cukier się rozpuści. Całość smażyć do odpowiadającego nam zgęstnienia sosu - w międzyczasie sprawdzając słodycz smakując. Gotowy sos wystudzić.
   W zimnej misce ubić zimną śmietanę na sztywno. Na talerzykach rozlożyć po krążku bezowym, przykryć odrobiną śmietany, po czym łyżeczką sosu owocowego i czynność powtórzyć dwukrotnie, przy czym na ostatniej warstwie nie żałować sosu. Jeżeli delikatnie spłynie po całości... to tylko ozdobi ciasteczko. Można dodać listek mięty lub melisy i podawać od razu.

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bananowe muffinki z cynamonową skorupką

sobota, 03 grudnia 2011 15:42

   Przyznam się szczerze, że po kilku uwagach znajomych na temat papierowych papilotek - w przypadku muffinów - postanowiłam sprawdzić to sama. Przyszedł więc czas, choć to nie one były głównym motorem do działania. Otóż zdarzyło mi się... a zdarza się to niezwykle rzadko... przetrzymać banany (w ilości sztuk 2) w lodówce tak długo, że po prostu stały się przejrzałe. Dodam, że lubię zielone... Ale wepchnięte w głąb lodówki pozostały przez jakiś czas niezauważalne. Co gorsza, wyjął je Współ - i oczywiście nie darował sobie uwag. Żeby udowodnić, że jednak nie zmarnują się (dla zasady, nie że żal wyrzucić) wzięłam się za szybkie i jak się okazało rewelacyjne muffinki. Dwie pieczenie na jednym ogniu - próba generalna papilotek i zużycie świetnnie nadających się do ciast przejrzałych bananów.
   Inne nie wchodzę w tym wypadku w grę, dlatego też kupując w normalnym stanie, należy 2 banany odłożyć na jakiś czas. Szybciej dojrzeją w temperaturze pokojowej, niż w lodówce, ale jak się komuś nie spieszy... Wracając jednak do papilotek - mają dwa zasadnicze plusy - nie trzeba bawić się w natłuszczanie foremek, i... jeżeli okaże się, że ciasta nie wystarczy na standardowych 12 sztuk - zawsze taką papilotkę można wyjąć i schować. I właśnie tak się stało. Muffinek wyszło mi dokładnie 11, ale za to jakie! Delikatne ciasto, mięciuteńkie i puszyste. Pachnące cynamonem i chrupiące przez wierzchnią skorupkę. Co prawda zaczęliśmy jeść gorące, i nie ukrywam... że tu zabawy papilotki nam dostarczyły masę. Zdecydowanie lepiej z papierka obierają się te wystygnięte na amen, ale zawzięliśmy się i już.
   W każdym razie chciałam powiedzieć jedno - kolejny raz coś zrobione z "musu" (czytaj: zero dowcipów na temat ulubionej niedojrzałości owoców) okazało się strzalem w dychę. Gorąco polecam.

 

 

Bananowe muffinki z cynamonową skorupką

11 sztuk

  15 dag mąki,
  10 dag cukru,
    2 łyżeczki proszku do pieczenia,
       szczypta soli,
    1 jajko,
125 ml mleka,
    3 łyżki oleju słonecznikowego (choć przygotowałam z pestek winogron ;)...),
    2 łyżki płynnego miodu,
    2 przejrzałe banany.

Posypka:
    1 łyżka cukru,
 1/2 łyżeczki cunamonu.

   Nagrzać piekarnik do 200°C. Foremki do muffinek wyłożyć papierowymi papilotkami lub natłuścić i wysypać bułką tartą.
W dużej misce wymieszać przesianą mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sól. W osobnej misce wymieszać trzepaczką jajko z mlekiem, olejem i miodem. Banany obrać i rozgnieść widelcem, po czym dodać do płynnej mieszanki. Wymieszać jeszcze raz. Wlać całość do suchych składników i wymieszać byle jak drwnianą łyżką. Nie wolno się przykładać... Ciasto rozłożyć do papilotek.
   Wymieszać cukier z cynamonem i posypać z wierzchu muffinki. Wsadzić do piekarnika i piec 20 minut. A na pytanie, czy pieczemy jabłecznik... odpowiedzieć zgodnie z prawdą ;).

 

Ewa

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  449 753  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Statystyki

Odwiedziny: 449753
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 392
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl