Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 308 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Boże Narodzenie

poniedziałek, 24 grudnia 2012 20:29

 

Niechaj w te dni...
wszystko będzie prostsze, radośniejsze, milsze i cieplejsze.
Niech każdemu z Was niczego nie zabraknie.
Bądźcie szczęśliwi wśród grona najbliższych - kochających i kochanych.
Przy wtórze pięknych kolęd i przy blasku choinki.
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Klasyczna chałka - jak zapleść?

piątek, 21 grudnia 2012 14:54

   Chyba nie ma w naszym kraju osoby, która by nie znała smaku tego żydowskiego specjału. Delikatnej bułeczki drożdżowej, zaplecionej w misterny warkocz. Długo się zastanawiałam, czy dzielić się przepisem, bo pewnie wielu z Was ma swój własny, sprawdzony, często robiony przepis. Tak jak i ja... Być może niektóre są słodsze - bardziej na zasadzie drożdżówki. Być może posypane makiem lub kruszonką. U mnie zwykła - bo taką lubimy najbardziej. Choć przyznaję, że wczoraj robiąc ją postanowiłam coś zmienić. Postanowiłam zapleść ją naprawdę po żydowsku. Postanowiłam zapleść z sześciu kawałków.
   W dobie internetu mogłam sobie na to pozwolić. Moje zaplatanie na sucho z sznureczków (pomyślałam sobie, że lepiej spróbować na czymś bezpiecznym, co bez końca można rozplatać) szybko mi się znudziło. Bez efektu. Nie umiem... Wrzucając jednak w Google pytanie proste - "How to braid challah bread" trafiłam na filmiki video, gdzie wszystko nagle stało się proste. Bo to proste rzeczy są. Postaram się opisać jednak dokładnie ze zdjęciami. Bo... Bo to najpiękniejsze chałki jakie w życiu zrobiłam. Podaję zadane kompowi pytanie, gdyby komuś chciało się poszukać.
   Chałki... A tak. Chałki są dwie. Można zrobić jedną, ale słowo daję, że się nie opłaca. Niewiele czasu potrzeba, by za jednym zamachem zapleść obie i cieszyć się dłużej przyjemnością. Jeszcze tylko kilka słów wyjaśnienia. Niekiedy zatrzymuję się na zadawanych pytaniach na temat drożdży instant i zwykłych w kostce. Po to by odpowiedzieć, że są rzeczy, których nie zrobię z jednych albo drugich, ze względu na uzyskane w końcowym efekcie ciasto. Po latach doświadczeń potrafię przełożyć jedne na drugie, i dla większości tworzonego pieczywa nie ma to większego znaczenia. Nie mam zwykłych... dam te 2 łyżeczki zamiast 2,5 dag. Ale nie tu. Tu radzę dać Wam jedynie instant. Na zwykłych ciasto za bardzo się nadmie, plecionka nie będzie tak pięknie widoczna, a ciasto straci swoją delikatność. Niezwykłą.

   Jeszcze jedna rzecz. Od przesympatycznego pana Piotra - przedstawiciela firmy Arla dostałam smaczny pakiecik. To już drugi, ale wcześniej z racji braku czasu - pomimo zrobienia paru pysznych rzeczy - nie zdążyłam ani publicznie podziękować, ani tymi przepisami się podzielić. Najzabawniejsze jest to, że wcześniej zrobiłam również jeden specjał żydowski, i obiecuję jak najszybciej... Jak tylko znajdę ten czas. Wracając do prezentu - zestaw masełek i miksów Lurpak (dzięki za jasne napisanie MIKS a nie wszędobylskiego u nas ostatnimi czasy "mixu", bo to uważam za szacunek do naszej pisowni, dzięki czemu między innymi Lurpak zasłużył na mój szacunek), zestaw fantastycznych serów pleśniowych Castello Danish Blue, i to co mnie po prostu delikatnie mówiąc rozwaliło... to imienny kalendarz na 2013 rok. Po prostu pysznie.  Bardzo dziękuję. Tym bardziej, że do chałki użyłam klasycznego miksu. Z 69% masła.
   
   Tak więc proszę mi wierzyć... chałka swój smak (nie tylko chałka, ale o tym przy tym następnym specjale) i delikatną miękkość zyskała przez ten miks. Sam smakuje jak masło, bowiem Młody jest w stanie bez zwrócenia jakiejkolwiek uwagi wykorzystać do kanapek. On nie zauważył, że to nie jest masło klasyczne. Mając na uwadze wcześniejsze użycie miksu, co prawda wtedy z oliwą... stwierdziłam, że oto nadszedł czas przypomnienia sobie o chałce. No i wczoraj...
No i dzisiaj...
Po prostu zapraszam...




Klasyczna chałka

2 sztuki

  60 dag mąki,
250 ml ciepłej wody,
    2 op. drożdży instant,
    2 jajka,
    5 dag miękkiego miksu klasycznego Lurpak,
    5 dag cukru,
    2 łyżeczki soli,
       mąka do podsypania,
       odrobina oleju słonecznikowego do miski,
       tłuszcz do blachy.

Do smarowania:
    1 jajko,
    1 łyżka wody,
       szczypta soli.

   Do miski wlać wodę, dodać drożdże i wymieszać, aż się rozpuszczą. Odłożyć na 5-10 minut. Ciasto można zrobić klasycznie, co do pewnego czasu robiłam - przesiać mąkę do miski, dodać resztę składników łącznie z rozczynem i zagnieść ciasto. Wyrabiać przez ok. 10 minut, podsypując mąką. Lub przesiać mąkę do miski robota z plastikowym nożem, dodać po kolei resztę składników łącznie z rozczynem, przykryć i wyrabiać 2-3 minuty. Najpierw na dużych, następnie na małych i znów na dużych obrotach. Przełożyć na oprószony mąką blat i zagnieść kilka razy ręcznie tak, aby uzyskać zwarte, ale bardzo elastyczne ciasto. Mąki w zależności od jej wilgotności może być niewiele potrzebnej, ale może być i tak, że wejdzie jej kilka łyżek. Ciasto nie może się kleić.
   Dużą miskę posmarować olejem. Z ciasta uformować kulę, włożyć do miski i delikatnie obtoczyć w oleju. Przykryć i odłożyć na 60 minut do wyrośnięcia. Po tym czasie odgazować i wyłożyć na oprószony mąką blat. Podzielić na pół, z czego jedną połówkę z powrotem wsadzić pod przykryciem do miski.


   Drugą zaś podzielić na 6 równych części. Z każdej z nich uformować wałeczki długości około 35 cm. Nie polecam krótszych, ale mogą być dłuższe - chałka sama będzie dłuższa, ale węższa. Wałeczki powinny być nieco grubsze w środkowej części.

 

   Ułożyć je pionowo na blacie przed naszym obliczem. Skleić górne końce zaczynając od prawej strony i nakładając na wierzch kolejne. pierwszy wałeczek z prawej strony przełożyć na lewą stronę tak, aby leżał w tym momencie poziomo. W ten sam sposób potraktować pierwszy z lewej strony(pionowy) wałeczek, przekładając go na prawą stronę - poziomo.

 

   4 pozostałe pionowe wałeczki rozsunąć delikatnie  po 2 w każdą stronę, a na środku ułożyć lewy poziomy wałeczek.

 

   Przesunąć w jego miejsce pierwszy z prawej strony wałeczek - niech teraz on będzie w poziomie.

 

   Rozsunąć znów środkowe po 2, i na środek przesunąć wałeczek poziomy z prawej strony.

 

   Z lewej strony wziąć wałeczek i przełożyć go na prawą stronę w poziomie.

 

 

   Operację powtarzać... aż wyjdzie pięknie zapleciona chałka. Końcówki zlepić mocno i wsadzić pod spód.

 


   Czy chałka jest prawidłowo wykonana? Jakbyście chcieli się przekonać, to odwróćcie delikatnie swoje dzieło na lewą stronę i zobaczcie. Powinno się otrzymać formę kłosa, czy też płaskiego warkocza. Ułożyć na natłuszczonej blasze i przykryć luźno folią spożywczą. Wziąć i zapleść w ten sam sposób drugą chałkę...
   Obie chałki odłożyć do wyrośnięcia na ok. 45 minut. Nagrzać piekarnik do 180°C. Mnie nagrzewa się około 15 minut, więc idealnie "zgrywam" się w czasie. W tym momencie wymieszać jajko z wodą i solą. Posmarować chałki bardzo dokładnie, uważając jednak aby zbyt dużo jajka nie zostało w miejscach styku poszczególnych pasm - będą one bardzo nieapetyczne w swoim wyglądzie, i niespecjalnie też smaczne. Odłożyć na 15 minut. Niech jajko delikatnie przyschnie. Po tym czasie - tuż przed wsadzeniem do piekarnika - posmarować chałki po raz wtóry. Piec 35 minut.
   Wyjąć, wystudzić na kratce, albo ułożyć na rogach blaszki. Para musi mieć gdzieś uciekać aby spód nie zrobił się wilgotny i nie odebrał nam całej przyjemności rozsmakowania się w naszej pięknej chałce. Pyszna z masłem klasycznym, lub jeszcze lepsza z lekko solonym Lurpak... To solo. Lub klasycznym i miodem. Lub klasycznym i dźemem z dyni i pomarańczy.

Ewa


Podziel się
oceń
6
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Jabłka z kaszanką z sałatką z rukoli, marynowanej cebuli i awokado

czwartek, 06 grudnia 2012 19:28

   A tak... Nie lubicie kaszanki?  To trochę tracicie ;). A jak lubicie, to macie okazję spróbować nieco inaczej. Całość nieco inaczej wyglądała w planach, ale tradycyjnie braki na półkach sklepowych wymusiły lekką zamianę. Już piszę co i jak.
   Jabłka to podstawa. Choć bardziej kaszanką winna nią być, ale jabłka motywem przewodnim przecież. To tak jak chciałam i wyszło fantastycznie. Marzyła mi się po prostu sałata rzymska, której nigdzie nie udało mi się kupić. Ot życie... Niemniej jednak widzę małą, śliczną, zdrowiuteńką kapustę pekińską. Biorę. I już. Reszta czekała w domu. Tak więc sałatka może mniej zielona, ale jednak w kolorze została. Do tego śliczne czerwone jabłuszka i fantastycznie zamarynowana cebula. Przepis na samą cebulkę i orzechowy dodatek zerżnęłam od Anne Burrell. Bo tak mnie korciło, że musiałam. Może uda mi się kiedyś zrobić całość wg jej przepisu, ale póki co mały urywek, który w tej sałatce sprawdził się świetnie.
   Tak więc jabłka z kaszanką i sałatką z rukoli i marynowanej cebuli - czerwonej - wyszły świetnie. Doskonałe na wejście. Oczywiście, że proste, a w dodatku pachnące, dzięki jabłkom lekko słodkie i soczyste. Gdy zaczniemy się zabierać do zrobienia polecam zacząć od cebuli. Musi się dość długo marynować, i dodam, że może przez całą noc. I tak właśnie zrobiłam. Potem zrobić sałatkę w ogóle i na końcu dopiero wziąć się za jabłka. Gwarantuję uśmiech, gdy na talerzu ładne gorące krążki się pojawią z dodatkiem fajnej sałatki. Bo ja bardzo lubię awokado, więc pewnie każda sałatka z nim dla mnie będzie fajna.
   Czy ja już wspominałam, że awokado to jedna z nielicznych rzeczy, którą podjadam w trakcie krojenia? Nie mogę się powstrzymać.

 

 

Jabłka z kaszanką z sałatką z rukoli, marynowanej cebuli i awokado

    2 ładne jabłka Champion,
    8 plasterków kaszanki*,
       oliwa,
       majeranek,
       pieprz.

Marynata:
125 ml czerwonego octu winnego,
125 ml zimnej przegotowanej wody,
    2 łyżeczki soli,
    1 łyżeczka cukru,
    3 chlusty sosu Tabasco,
    1 duża czerwona cebula.

Sałatka:
    1 mała kapusta pekińska**,
    4 garście rukoli,
    2 dojrzałe awokado,
       sok z cytryny,
125 ml startego sera pecorino,
125 ml orzechów laskowych,
    2 łyżki grubo posiekanej natki,
       oliwa.

 * Plasterki kaszanki grubości mniej więcej plasterków jabłek.
** Po pokrojeniu wyszło jakieś 4 szklanki - to była naprawdę mała kapusta.

   W miseczce wymieszać dokładnie ocet winny, wodę, sól, cukier i Tabasco. Cebulę pokroić w cienkie plasterki, wrzucić do marynaty, przykryć folią spożywczą i wsadzić do lodówki na minimum 1 godzinę. Można do dnia następnego.

 

   Kapustę opłukać, osuszyć, przekroić wzdłuż na pół i pokroić w paseczki. Wrzucić do dużej salaterki. Do dużej miski wlać zimną wodę i wrzucić rukolę. Delikatnie umyć i odcedzić na sitku. Osuszyć na papierowym ręczniku i dołożyć do kapusty. Awokado przekroić na pół, usunąć pestkę, obrać i pokroić na cienkie plasterki. Ułożyć na sałatce i skropić sokiem z cytryny.

 

   Orzechy laskowe uprażyć na suchej patelni lub na blasze w piekarniku. Jeszcze gorące wysypać na ściereczkę i pocierając w rękach usunąć łupinki. Te, które nie mają zamiaru się odlepić niech zostaną sobie... Wybrać orzechy i wrzucić do miski rozdrabniacza. Dodać pecorino i natkę i całość zmiksować dość drobno. Mieszankę wrzucić do sałatki, dodać odsączoną cebulę - zachowując marynatę - i całość delikatnie wymieszać.
Nagrzać piekarnik do 180°C.

 

   Jabłka umyć, osuszyć i pokroić każde na 4 krążki grubości ok. 1 cm. Wyciąż gniazda nasienne. Ułożyć na blasze wyłożonej pergaminem, posmarować odrobiną oliwy i posypać majerankiem. Na wierzchu ułożyć wycięte z plastrów kaszanki równe krążki - mniejsze nieco od jabłek. Skropić delikatnie oliwą i posypać pieprzem. Wsadzić blachę do piekarnika na górną półkę (10 cm od górnej grzałki) i piec 15 minut.
   W tym czasie rozłożyć sałatę na talerze. Wyjąć jabłka i odstawić na chwilkę. Skropić sałatkę na każdym talerzu oliwą i odrobiną marynaty. Według uznania, choć oliwy polecam zdecydowanie więcej w porównaniu z marynatą. Obok ułożyć plasterki jabłek i podawać. Z chlebem lub fantastyczną bagietką.

Ewa


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Ciasto ucierane z jabłkami karmelizowanymi

wtorek, 04 grudnia 2012 13:27

   Dzisiaj taka moja wariacja na temat tarty tatin. A to co ciasta mają ze sobą wspólnego, to właśnie owe karmelizowane jabłka. No i formę pieczenia - to co dołem podczas tego procesu, będzie górą na wydaniu. Na wydaniu...
   Ciasto jest proste, i wyjdzie z foremki bez szemrania, pod warunkiem jednak, że człowiek przyłoży się do przygotowania formy. A to przełoży się na efekt. Dodam, że to też nic trudnego. Ciasto robię w keksówce, bo tak mi najłatwiej. Kroję potem w plasterki i podaję. Albo rzecz jasna Młody kroi sobie jak chce, czyli raczej plaściory -  bo po co biegać co chwilę po dokładkę? Trzeba jednak mieć albo długi płaski talerz, albo długą deskę aby to ciasto móc potem ładnie wyjąć z formy. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby użyć tortownicy - sądzę, że raczej nie większej niż 22 cm średnicy. Albo niedużej formy kwadratowej. Keksówka ma tę przewagę jednak, że jabłka bardzo łatwo w niej umieścić niekoniecznie bacząc czy ładnie i równo ułożone. Zapchać jaką większą dziurkę układając cząstkę bokiem...
   Tym razem użyłam szarej renety. Jednak gdybym nie dostała większej ilości tych jabłek, to zdecydowałabym się na deserowe. Aby za bardzo nie rozpadły się podczas pieczenia. Niemniej jednak i reneta okazała się pyszna. Ciasto za drugim razem uległo delikatnej poprawce, ale to ze względu na słodycz, a nie jabłka. Jabłka były te same. To znaczy - z tego samego przydziału. Jakoś musiałam je zużyć, bo w większości ze spadami miałam do czynienia. Więc jabłkowo było :). Samo ciasto chociaż nie będzie idealnie równe pomimo wygładzania powierzchni, jest tylko zwykłym dodatkiem. Bo najlepsze są znowu jabłka. Jak dla mnie.

 

 

Ciasto ucierane z jabłkami karmelizowanymi

     5 jabłek,
     4 dag masła (1,4 oz),
     5 dag cukru (1,7 oz).

Ciasto:
     3 jajka,
   10 dag cukru (3,5 oz),
12,5 dag miękkiego masła lub margaryny (4,4 oz),
   20 dag mąki (7 oz),
     1 łyżeczka proszku do pieczenia,
        tłuszcz i bułka tarta do formy.

 

   Przygotować keksówkę długości 28-30 cm. Wyciąć z pergaminu pasek odpowiadający długości i szerokości spodu formy. Jedynie boki wysmarować tłuszczem i oprószyć bułką tartą. W tej chwili spód można posmarować tłuszczem w kilku miejscach i wyłożyć przygotowanym pergaminem. Przyklejony do spodu nie będzie się ruszał.

 

   Jabłka obrać i pokroić w ćwiartki. Usunąć gniazda nasienne. Na dużej patelni rozpuścić masło z cukrem mieszając drewnianą łyżką, i wrzucić jabłka. Mieszać często przez 3-4 minuty - powinny być otoczone karmelem ze wszystkich stron. Wyłożyć na spód formy polewając resztkami karmelu.
Nagrzać piekarnik do 180°C.
   Utrzeć jajka z cukrem na puszysta masę. Dodać masło i utrzeć - nie przejmować się powstałą masą. Mąkę przesiać, wymieszać z proszkiem do pieczenia i dodać do masy. Wymieszać gładkie ciasto i wylać je na jabłka. Wyrównać powierzchnię i wsadzić do piekarnika. Piec 1 godzinę. Na ostatnie 20 minut przykryć ciasto arkuszem folii aluminiowej.
   Wyjąć ciasto z piekarnika, odłożyć na chwilkę, przykryć odpowiednio długim talerzem lub deską i szybko odwrócić. Zdjąć formę, po czym delikatnie ze względu na gorące ciasto - zdjąć pergamin. Poczekać aż przestygnie i pokroić.

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tarteletki z jabłkami

poniedziałek, 03 grudnia 2012 23:51

   Prawdą jest, że sezon jabłkowy u nas - na nasze szczęście - jest przez cały rok. Ale sezon na jabłka będzie na łamach mojej stronki przez jakiś czas właśnie teraz. No oczywiście, że konkurs... Z racji tej, że czasu ostatnio dla siebie miałam niewiele, to zaniedbałam i Was. Opuściłam kilka interesujących mnie propozycji, ale konkursu z jabłkami nie przepuszczę. No dobra... w tym miejscu coś napisałam, ale daruję sobie. Zobaczymy, czy się sprawdzi.
   Wracając do jabłek. Jedno ciasto muszę deczko poprawić. No muszę. Jedno już poprawiłam i jest w przygotowaniu. Jednak dzisiaj zrobiłam tarteletki i właśnie wyjęłam je z piekarnika. Ciepluteńkie są tak rozkoszne, że od nich postanowiłam zacząć ten jabłkowy czas. Tak więc na temat...
   Ciasto kruche jako baza. Niech nikt się nie boi robić ciasta kruchego bez dodatku jajek, czy też samych żółtek (takie jest delikatniejsze). Proszę. Oto kolejny raz polecam kruchość bezjajeczną. Ujmującą swą delikatnością i nie dominującą w całości. To robią nasze jabłka. Przełamałam się względem nich i ja. Dlaczego? Po prostu użyłam cynamonu. W niewielkiej ilości z tymi owocami jest dla mnie zjadliwy, no i bardzo dobrze zrobiłam. Bo on właśnie też coś przełamał -  nieco kolorystykę. Chciałam to zrobić kaki i specjalnie kupiłam... jednak tak zakręcona jestem ostatnimi czasy, że zapomniałam o nim. Pod ręką sobie stał cynamon. Powiem szczerze, że chyba na dobre to wyszło, bo nie wiem jakby się kosteczki kaki zachowały. Tak chciałam i tak nie zrobiłam. Zjemy na surowo.
   Tak więc moja ulubiona prostota niechcący wzięła górę. Tarteletki pewnie z kleksem bitej śmietanki oprószonej też nieco cynamonem będą świetną formą świątecznego deseru (tak mi właśnie zaświtało, ale nie mam kremówki), jednak na wieczór trochę za ciężkie. A tak mamy właśnie leciusieńkie zakończenie dnia.
Przed jutrzejszą ostatnią partią uszek.
   Przed robieniem kruchego ciasta warto odlać trochę przegotowanej wody i wsadzić na 30 minut do lodówki. Oczywiście można na znacznie dłużej, bo chodzi o to, aby była bardzo zimna. Można wsadzić na chwilę do zamrażalnika, jeśli się zapomniało o tym. Można dać jedynie zimną, ale warto gotowe ciasto potrzymać nieco dłużej w lodówce. Jabłka można ułożyć według własnego uznania, ale ułożone w rozetę ładnie się układają. Według mnie ładnie...

 

 

Tarteletki z jabłkami

8 sztuk

Ciasto:
   30 dag mąki (10,6 oz),
     1 łyżka cukru pudru,
        szczypta soli,
16,5 dag zimnego masła (5,8 oz),
     3 łyżki lodowatej wody (około),
        tłuszcz do foremek.

Nadzienie:
     2 duże jabłka (Champion),
     8 płaskich łyżeczek brązowego cukru,
   16 łyżeczek mleka,
        cynamon do posypania.

   W misce robota wymieszać przesianą mąkę, cukier puder i sól. Wrzucić pokrojone w niezbyt duże kostki masło i posiekać na kruszonkę. Dodawać stopniowo wodę po 1 łyżce na raz. Gdy zacznie z ciasta tworzyć się kula nie dodawać jej więcej. Zależeć to będzie od wilgotności mąki. Tak więc może się okazać, że po 1 łyżce nie będzie nam więcej potrzebna, a może się i tak, że trzeba będzie dodać nieco więcej. Choć zdecydowanie więcej nigdy nie dodawałam, za to mniej i owszem.
   Wyjąć ciasto na arkusz folii spożywczej, uformować kulę i owinąć folią. Spłaszczyć na grubszy krążek i wsadzić do lodówki na 1 godzinę. Lub na całą noc. Albo i dwie.
   Natłuścić 8 tarteletek o średnicy ok. 9-10 cm. Ciasto wyjąć z lodówki i pokroić na 8 klinów. Z każdego uformować kulę i rozwałkować pomiędzy 2 arkuszami folii spożywczej na grubość 3 mm. Tak mniej więcej. Wyłożyć ciastem tarteletki, docisnąć do brzegów foremek i odciąć zwisający nadmiar ciasta.
Nagrzać piekarnik do 180°C.
   Jabłka przekroić na pół i usunąć gniazda nasienne (najlepiej łyżeczką paryską). Obrać i pokroić na cienkie plasterki.

 

   Układać na spodach tarteletek promieniście dookoła. Aby na środku nie powstała niepotrzebna górka należy w pewnym momencie układać plasterki schodząc końcówkami coraz bardziej na bok - czyli coraz bliżej ścianki foremki. Końcówki ostatnich wkładać pod jedne z pierwszych ułożonych plasterków. Posypać każdą tarteletkę łyżeczką cukru, polać 2 łyżeczkami mleka i posypać wg uznania cynamonem. Piec 25-30 minut. W zależności od ulubionego stopnia wypieczenia. Ja wolę bardziej, więc tu pieczone 30 minut.
   Wyjąć, delikatnie przestudzić i wyjąć z foremek. Ciepłe są przepyszne.

 

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  444 991  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Statystyki

Odwiedziny: 444991
Wpisy
  • liczba: 262
  • komentarze: 388
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl