Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 308 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Boże Narodzenie

czwartek, 25 grudnia 2014 14:29

 

BN`14 (1).JPG


Podziel się
oceń
0
192

komentarze (2) | dodaj komentarz

Jarmużowe pesto z orkiszowym spaghetti

środa, 17 grudnia 2014 13:27

   Tak mnie nachodzi raz na jakiś czas bardziej potrzeba wykorzystania świeżego jarmużu niż wymyślania czegoś nowego i biegania specjalnie po składniki. Bo nic na siłę. Jedno oczywiście nie przeszkadza drugiemu, a wręcz przeciwnie - jest szalenie mile widziane u nas w domu. I jeśli tylko dostaję świeże pęczki, które dalej sobie rosną bo jak przeczytałam są mrozoodporne (nie wspominając o tym, że mrozy mamy ostatnimi czasy... niezwykle rzadkie) to staram się je wykorzystać nieco inaczej. No i tak mnie wzięło tym razem na pesto.
   Kilka wersji mam za sobą, a ponieważ szalenie lubię niezależnie z czym podane, więc dlaczego nie spróbować z jarmużem? Plan się ziścił szybko. Cisza. Spokój. Pusta kuchnia. Zanim dojrzałam do pesto zrobiłam makaron. Czy zabawne jest to, że mąkę orkiszową przywiozłam z Węgier? Przesypując ją kiedyś do wielkiego pojemnika zostało mi trochę luzem - nie zmieściła się. Wtedy po raz pierwszy zużyłam ją właśnie do makaronu, choć było to tagliatelle. Proporcje mniej dokładne, jednak była to tylko próba - bardzo smaczna próba. Teraz już wszystko brałam na miarę i bardzo polecam. Nie jest to makaron czysto orkiszowy lecz jest mieszanką z mąką pszenną - tortową. Ja najczęściej używam tortowej niemal do wszystkiego. Makaron podobno robi się trudno. Nic takiego... Robiąc go zawsze można dodać trochę mąki lub ewentualnie wspomóc sobie wodą, gdyby całość nie dawała się porządnie zagnieść - nie wpływając nijak na smak. A smak domowego... ugotowanego al dente... Ech...
   Zagniotłam więc szybko makaron w sporej ilości. Tak naprawdę w ilości czterech porcji a nie trzech, wiedząc - że się nie zmarnuje. Leży więc kula ciasta i dogorywa - to było proste. Teraz jednak inny problem. Jarmuż jest twardy i jeśli dodaję go do czegoś to z reguły króciutko podduszam lub przesmażam na maśle. Tu się nie da. Straci... Pozostało zwykłe blanszowanie. Jest ok. Ale następny problem - wszak pesto to mieszanka z dodatkiem pinii, migdałów bądź różnych orzechów. Trudno... Przemilczę. Wiem co robię. Migdały czy orzechy. Orzechy jakie? Nie przepadam za laskowymi, ale zostają pekany i włoskie. Eee... w nosie mam pekany - było nie było uwielbiam włoskie. Chwilka na patelni, pozbawienie gorzkiej skórki i staranie się nie podjadać. Kolejny składnik - Parmezan. W lodówce Grana Padano świeżutkie, jeszcze nie napoczęte - kupione zupełnie w innym celu. Ale, ale... W zamrażalniku mam kawałek Parmezanu. Nie wiem czy wiecie, ale te sery można mrozić. Wiem od koleżanki z Włoch i systematycznie to robię. Więc zaczęłam przekopywać zamrażalnik - mając pod ręką inny ser. A tu... Pecorino (tak... tak... wiem, że jest, pamiętam). Tylko gdzie ten kawałek. Ta końcówka prawie... Ufff... po ostatnich upychaniach wszystkiego gdzie się da jak najściślej z uwagi na braki miejsca, gdy mam już luzy to i tak wszystko zmieniające swoje miejsce nie wróciło z powrotem. Mam nadzieję, że to normalne. Jest - to najważniejsze. Oliwa bardzo dobrej jakości, lekko szczypiąca w język - i wszystko mam. Aaa... Jeszcze zwykły rozdrabniacz i już mam pesto. Wiecie co... wyborne pesto. Powiem tylko tyle, że zużyłam całość do makaronu, poza mniej więcej łyżką, którą po prostu zjadłam. Nie od razu... stopniowo. Po "jeszcze troszeczkę". Polecam. Powiem, że drugi pęczek jarmużu mam obecnie w postaci zrobionego powtórnie pesto - wybornego do kromki chleba posmarowanej domową ricottą. Wystarczy tylko "chlusnąć" na wierzch, by zmienić zupełnie podejście do tematu.
   Wracając jeszcze do spaghetti. Domowego spaghetti. Zjedliśmy świeżuteńkie a na wielkiej patelni zostało naprawdę sporo - czekając na Młodego. Obok w miseczce stojącej luźno na blacie jeszcze kilka orzechów i startego parmezanu - tak na wszelki wypadek, gdyby coś było nie tak... i trzeba było dodać (no i bardzo się przydało do kolejnej porcji pesto). Młody wpada do kuchni, ja do niego żeby podgrzał sobie obiad - w końcu wystarczy tylko podpalić. I nagle słyszę:
- Orzechy?!!! Dlaczego orzechy? Mamoooo... z czym jest ten makaron?
- Z jarmużem. - no co mi pozostało. Przemilczeć jedynie. Nie jest na nic uczulony, jeśli o czymś nie wie. Po prostu taka jego fanaberia. Pesto zjada w daniach bez problemów i mu smakuje, że też zostawiłam te orzechy na wierzchu samym...
- Aha.
   Aha. Doszłam do wniosku, że jak dobrze jest w życiu nie kłamać. Nie żebym teraz się usprawiedliwiała z kłamstwa - ja chciałam tylko, aby zjadł. Spróbował, bo wiem jak to smakuje. Dodam, że oczywiście patelnia na ogniu, a on u siebie w pokoju. Nagle czuję - nie, nie... jeszcze nie było za późno. Czuję bardzo przyjemny zapach smażonego makaronu. Jeszcze z minuta - dwie, a byłoby po nim. Nadal trzeba mieć oczy otwarte na wszystko i bardzo czuły słuch i węch? Ale wiecie, jak ten podsmażany makaron smakował? Lekko zrumieniony... Przez moment pomyślałam sobie - jakie to szczęście, że tylko w niewielkiej ilości, z racji źle postawionej patelni na palniku, po czym przyszło mi żałować, że zrumieniło się tylko tyle... Spróbowałam, dałam Połówce spróbować i resztę zostawiłam Młodemu. Jakoś tak lubię - aby każdy mial okazję. Młody wziął co swoje i zamknął się w pokoju zajęty swoimi sprawami przy moim komputerze. Ha! Życie... Po jakimś czasie pytam:
- No i jak smakowało?
I wiecie co... Byłam zaskoczona, bo to nie pierwszy makaron z pesto, który zaserwowałam. Nie wiem czy jarmuż, czy przysmażenie tak wpłynęło na tę ocenę:
- Rewelacyjny (w domyśle makaron). Kurcze... niesamowicie smakował. Nie wiem co tam takiego było.
- Pesto. Z jarmużu i... no cóż... orzechów. Ale w pesto zawsze coś takiego jest, więc zawsze jadłeś.
- No wiesz co...
- No wiem.
Właśnie. Po prostu wiem :).

 

jarmuzowe pesto i orkiszowe spaghetti (17).JPG



Jarmużowe pesto z orkiszowym spaghetti

Spaghetti orkiszowe:
  10 dag mąki orkiszowej,
  25 dag mąki pszennej tortowej,
       szczypta soli,
    3 jajka.

   Przesiać do miski obie mąki, wrzucając po przesianiu pozostałe na sitku otręby. Wymieszać, dodać sporą szczyptę soli, wymieszać dokładnie i zrobić dołek i wbić do niego jajka. Mieszając widelcem zgarniać systematycznie mąkę z brzegów. Gdy powstanie zwarte w miarę ciasto, zagnieść je ręcznie. Przełożyć na blat i zagnieść powtórnie na jednolite, zwarte ciasto. W razie potrzeby dodać łyżkę wody lub podsypać mąką - w ogromnym stopniu zależy to od wilgotności mąki. Wsadzić z powrotem do miski, przykryć i odstawić na 30 minut.
   Po tym czasie podzielić na 3-4 części i każdą z nich rozwałkować (maszynka do makaronu: kilka razy składając rozstaw nr 1, a następnie po jednym razie rozstaw 2 i 4) i pokroić na spaghetti. Gotować w dużej ilości osolonej wody przez 2-3 minuty - al dente. Odcedzić i przelać zimną wodą.

 

jarmuzowe pesto i orkiszowe spaghetti (12).JPG



Pesto:
    1 pęczek jarmużu:
 1/4 szkl. startego parmezanu,
 1/4 szkl. orzechów włoskich,
    1 duży ząbek czosnku,
100 ml oliwy extra vierge (lub trochę więcej),
    4 łyżeczki soku z cytryny,
       sól, pieprz - do smaku.

   Zagotować w rondlu osoloną wodę z dodatkiem łyżeczki soku z cytryny. Umyć jarmuż bardzo dokładnie, odciąć łodygę i stwardniałe części i wrzucić na wrzącą wodę do rondla. Zdjąć z ognia i odstawić na 1 minutę. Odcedzić, szybko przelać zimną wodą po czym odsączyć. Wysuszyć dodatkowo na papierowych ręcznikach dosyć dokładnie. Przełożyć do rozdrabniacza lub malaksera.

 

jarmuzowe pesto i orkiszowe spaghetti (3).JPG

 

jarmuzowe pesto i orkiszowe spaghetti (7).JPG


   Rozgrzać suchą patelnię z grubym dnem na dość dużym ogniu. Wrzucić orzechy i co jakiś czas mieszając przypiec równomiernie. Gdy zaczną się rumienić i pachnieć zdjąć z ognia i przełożyć na kuchenną ściereczkę. Delikatnie przetrzeć pomiędzy materiałem, aby usunąć jak najwięcej skórki. Można to tez zrobić zwyczajnie w dłoniach, pomagając sobie małym, szpiczastym nożykiem w momencie skórek mocno zagnieżdżonych w zwojach  tych orzechów. Przełożyć razem z parmezanem do jarmużu, dodać zgnieciony nożem i obrany ząbek czosnku i zmiksować drobno. Zdjąć pokrywkę, dodać oliwę i zmiksować ponownie, aż całość się połączy. Konsystencja nie powinna być ani zbita, ani nie powinna się rozlewać samoistnie - w razie potrzeby dodać odrobinę oliwy. Zależeć to będzie od suchości orzechów (użyłam za pierwszym razem orzechów ze szczelnie zapakowanej torebki, po czym kupnych na wagę - wyraźniejszych w smaku, ale musiałam dodać trochę więcej oliwy). Po dodaniu większej jej ilości zmiksować ponownie. Całość doprawić solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Przełożyć do słoiczka i używać w razie potrzeby. Trzymać w lodówce.

 

jarmuzowe pesto i orkiszowe spaghetti (20).JPG



Dodatkowo, choć niekoniecznie:
   1 dojrzały pomidor,
   1 łyżka oliwy.

   Pomidora obrać (naciąć u góry na krzyż i zanurzyć we wrzącej wodzie na kilka chwil - to zdecydowanie ułatwi obieranie), przekroić na ćwiartki, usunąć pestki i pokroić w drobną kostkę. Na patelni rozgrzać oliwę i wrzucić pomidora. Podsmażyć około 1 minutę - chodzi tylko o podgrzanie, nie o duszenie. Dodać całą ilość przygotowanego pesto z jarmużu i dokładnie wymieszać. Wrzucić ugotowany makaron i jedynie podgrzać mieszając tak, aby całe spaghetti obtoczone było wszystkim w miarę równomiernie.
Podawać na ogrzanych głębokich talerzach.

 

jarmuzowe pesto i orkiszowe spaghetti (15).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Prosta sałatka jajeczna

niedziela, 14 grudnia 2014 12:26

   Dzisiaj chciałam Was zaprosić na bardzo dobrą sałatkę ze ściągi. Ostatnimi czasy nie mam zbyt dużo wolnego czasu, co powoduje, że zawierzam innym, sama ograniczając się do własnej li tylko wyobraźni smakowej. Czy coś takiego istnieje? Skoro jestem tego przykładem, to chyba tak... Tak więc patrząc na zdjęcie jakiejś potrawy staram się sobie ją wyobrazić u mnie na stole - co jest prostą sprawą. I wyobrazić sobie dodatkowo - jak smakuje, a im potrawa łatwiejsza - tym prościej przecież.
   Sałatkę znalazłam na stronce "inspired taste'' - pozwalając sobie od małej litery, ale tak jest autentycznie - czyli po mojemu śliczna to inspiracja smakiem. I nawet prostą sałatką potrafiła mnie zainteresować i zainspirować do zrobienia. Długo rozpisywała się nie będę, bo specjalnie nie ma nad czym. Może poza uwagą, żeby zdecydowanie  podwoić jej proporcje. Ja ją zrobiłam dwukrotnie, więc naprawdę uwierzcie mi.  Po prostu z normalnej jej ilości skorzystaliśmy z Połówką przy śniadaniu, po czym kilka dni później powtórzyłam mając na myśli siebie i dziecię - z podwójnej już ilości, nijak nie przewidując tegoż samego efektu. Sałatka pozostała jedynie śniadaniowa, choć liczyłam że dwudniowa... Zapomnieć... Ale to prawda, że Młody jajka w każdej ilości i zawsze.
   Przepis na oryginalną sałatkę znajdziecie tutaj, ja jednak pozwolę sobie wpisać podwójną jej ilość.

 

salatka jajeczna (4).JPG



Prosta sałatka jajeczna

8 jajek,
4 łyżki majonezu,
6 łyżek drobno posiekanego selera naciowego,
2 łyżki posiekanego szczypiorku,
2 łyżki soku z cytryny,
   sól, pieprz.

1 łyżka octu winnego do gotowania jajek.

   W rondlu zagotować wodę z dodatkiem octu. Gdy zawrze, zakręcić łyżką i włożyć jajka. Jeszcze raz delikatnie zakręcić - tworzący się wir pozwoli na centralne ułożenie się żółtka, tak istotne w przypadku przede wszystkim jajek faszerowanych, ale i tu będzie miało to znaczenie (kiedyś na profesjonalnej stronce o gotowaniu to zobaczyłam - i naprawdę się sprawdza). Gotować 10 minut, wyjąć, opłukać zimną wodą w celu jedynie ochłodzenia. Obrać, przekroić wzdłuż na pół, po czym każdą połówkę przekroić wzdłuż na 3 części i pokroić w kostkę. Wrzucić do miski.

 

salatka jajeczna (3).JPG


   Dodać posiekany w drobną kosteczkę seler - około 2 niedużych łodyg stanowi wymaganą ilość już posiekanego i szczypiorek. Całość delikatnie wymieszać.
   Osobno wymieszać dokładnie majonez z sokiem z cytryny, dodać do sałatki, wymieszać i doprawić solą i pieprzem wg uznania. Podawać z pieczywem lub na pieczywie - jak komu wygodniej.

 

salatka jajeczna (8).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Perfekcyjny chleb bez wyrabiania

sobota, 13 grudnia 2014 21:21

   No i stało się... Szukając czegoś trafiłam na coś, co mnie zachwyciło - najpierw wyglądem, potem smakiem. A potem zachwyciło całą resztę. Nie da się ukryć, że rzeczywiście ma co zachwycać. Najprościej mówiąc trafiłam na piękny bochen chleba, który wystarczy zamieszać. Nie zrażona fatalnym kiedyś tam przepisem zmierzyłam się z wykonaniem chleba bez wyrabiania po raz wtóry. Po czym jeszcze raz... I jeszcze raz. Te powtórki dotyczą właśnie tego przepisu - chleb rzeczywiście jest perfekcyjny.
   No tak... perfekcja smaku zależeć będzie od naszych ulubionych dodatków i naszej ulubionej mąki. Ja zrobiłam z różnej - zwykłej tortowej, po czym mąki chlebowej (z dodatkiem kminku). Różnica w smaku jest spora, ale w  konsystencji ciasta wręcz kolosalna. Z mąki tortowej ciasto delikatniejsze, słodsze i zdecydowanie luźniejsze - cięższe w tym momencie do ogarnięcia, ale się da. Siatka glutenowa w samym chlebie też luźniejsza, a sam chleb zdecydowanie delikatniejszy w smaku. Przy mące chlebowej - pomijając sam kminek bez znaczenia przecież - ciasto łatwiej odkleić od podłoża, ogarnąć w sobie i przerzucić do rondla - w którym to ma być pieczone. A po upieczeniu widać jak na dłoni, że oto mamy przed sobą pięknie wyrośnięty chlebuś ze zwartym, choć delikatnym miąższem. Tyle wstępu ogólnego.
   Tak w ogóle powinna zacząć od stronki, z której przepis ściągnęłam - Sullivan St Bakery. Chleb zrobiony wg przepisu Jima Lahey - właściciela "Sullivan Street Bakery" co ma dosyć istotne znaczenie, gdyż biorę pod uwagę fakt, że właściciel chyba wie co robi ;). O samym chlebie mogę się wyrazić w samych superlatywach jedynie, ale zanim to się stanie i u Was, to musicie trochę czasu poświęcić. Czasu, ale nie pracy. Chleb zaczyna się tworzyć wieczorem - zawiera niezwykle małą ilość drożdży, ale zapewniam, że wyrośnie i wyjdzie. Trzeba się jednak będzie zaopatrzyć w rondel, który można będzie wsadzić do piekarnika. W dodatku z pokrywką. A ja taki właśnie - ciężki, duży i czerwony... żeliwny gar kupiłam w Tesco. Bo był mi niezbędnie konieczny i po prostu był.
   Wzięłam się więc do pracy - ten pierwszy raz. Wymieszałam w misce i odstawiłam na drugi dzień. Przerzuciłam ciasto po "obróbce wstępnej" na posypaną mąką ściereczkę - wg instrukcji... po czym nastąpiła klapa. Chleb wyrastając rozlało się okrutnie. Zgarnęłam do środka ciasto z brzegów, oprószyłam mąką, jeszcze raz zgarnęłam i jakoś udało mi się przewalić do nagrzanego rondla. Za drugim razem ciasto złożyłam wg przepisu i wsadziłam z powrotem do miski na kolejny czas wyrastania - będziecie wiedzieć o co chodzi, bo pozwolę sobie taką metodę wpisać. Tuż przed przerzuceniem rzeczywiście przełożyłam na ściereczkę, bo z niej zdecydowanie lepiej przerzucić całość ciasta. Na szczęście przejścia przy pierwszej próbie nie wpłynęły nijak na chleb. Wyrósł cudnie. Niestety zdjęcia mam tylko tego bochenka, bo nie udało mi się zrobić temu z mąki chlebowej, ale szybko postaram się to nadrobić. W celu? Abyście mieli przegląd i podgląd. Obiecuję sobie i domownikom też, że spróbuję jeszcze innych mąk. Myślę, że warto próbować.
I znów pięknie zapachniało świeżym chlebem...

 

perfekcyjny chleb (1).JPG



Perfekcyjny chleb bez wyrabiania

 43 dag mąki pszennej (3 szkl.) - chlebowa jest świetna,
1,5 szkl. wody,
1/4 łyżeczki drożdży instant,
   1 łyżeczka soli (z lekkim czubkiem),
      oliwa do wysmarowania miski,
      mąka lub otręby pszenne do podsypania,
      duży, żaroodporny rondel z pokrywką.

   Wieczorem w misce wymieszać przesianą mąkę z drożdżami i solą. W tym momencie można dodać ulubione ziarenka  - np. kminek, czarnuszkę... Wlać wodę i wymieszać drewnianą łyżką przez 30-60 sekund. Przełożyć do dużej, natłuszczonej oliwą miski, przykryć i odłożyć na 12 godzin.
   Po tym czasie wyłożyć ciasto na oprószony mocno blat, złożyć 1-2 razy i przełożyć z powrotem do miski. Przykryć i odłożyć na 15 minut, po czym zebrać brzegi ciasta do środka, tworząc kulę (i tak się rozleje). Odstawić na 1-2 godziny - powinno wyrosnąć więcej niż dwukrotnie.
   W trakcie wyrastania ciasta wsadzić przykryty rondel do piekarnika i nagrzać go do 200-250°C. Im większa temperatura, tym krótsze będzie pieczenia. Moja optymalna wersja to 220°C. Rondel nagrzewać minimum 30 minut - musi być bardzo gorący. Gdy to się stanie przygotować ciasto - wyłożyć je na mocno oprószoną mąką lub otrębami ściereczkę, jeszcze raz uformować kulę. Wyjąć ostrożnie rondel z piekarnika, równie ostrożnie odkryć i wrzucić chleb. Zrobić to szybko - podnosząc go przy pomocy ściereczki. Łatwo się od niej odklei, przy czym teraz spód bochenka będzie jego wierzchem. Rondel przykryć, wsadzić do piekarnika i piec 30 minut. Po tym czasie odkryć - znów bardzo ostrożnie - i piec 15-30 minut (piekłam 20 minut), aż ładnie się zrumieni.

 

perfekcyjny chleb (6).JPG

 

chleb bez wyrabiania z maka razowa i czarnuszka (3).JPG

Chleb z dwóch rodzajów mąk: tortowej i pszennej razowej z dodatkiem czarnuszki

Ewa


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  444 982  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Statystyki

Odwiedziny: 444982
Wpisy
  • liczba: 262
  • komentarze: 388
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl