Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 147 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Muffiny toffi z jabłkami Jamesa Martina

wtorek, 28 lutego 2012 12:08

   Zdążyłam je zrobić dwukrotnie i za każdym razem wprawiały nas w zachwyt. Muffiny rzeczywiście mają to coś w sobie, co nas zachwyca - niezależnie z czym one są.
   Zdążyłam, tu muszę powiedzieć - niestety - wykupić wszystkie toffi w moim sklepie na dole, i teraz szukam od dłuższego czasu we wszystkich sklepach w okolicy, niezależnie czy jest to market, czy zwykły sklepik, których coraz to mniej... Nie ma. Zapadły się pod ziemię, tak jak chwilę temu irysy. Nie ma i zrób im coś. Tragedia. Teraz to już ogromna. Te cukierki, które kupiłam były czekoladowe, ale przyznaję, że o czekoladowych przepisując przepis myślałam. Może sugestia - bo takie a nie inne widziałam w moim sklepie codziennym. Może tak być. Tylko teraz szukam wszystko jedno jakich.
   Nie zdążyłam się z Wami podzielić przepisem wcześniej, bo padł mi komputer. Na szczęście te zdjęcia do dnia dzisiejszego czekały w aparacie, ale program do obróbki zdjęć też diabli wzięli. Na szczęście znów tylko program, bo jak już wspomniałam zdjęcia wszystkie zostały odzyskane. Program można wgrać z powrotem, co widać na załączonym obrazku. Nadrabiam też zaległości i szybko podaję recepturę na coś, co warto zrobić, bo jest fantastyczne. Najfantastyczniejsze jeszcze ciepłe, choć ciężko się rozbiera z koszulek. Trudno - tradycyjnie coś za coś. A że papilotkami warto wyłożyć foremki w tym wypadku piszę... Nawet nie warto. Trzeba. Roztapiający się fantastyczny karmel pozwoli bez uszkodzeń wyjąć całość. Myje się szybciej, pomimo iż zawsze coś tam wycieknie. Ale można na chwilkę zalać wodą i samo się rozpuści.
   Jeszcze jedna uwaga. W przepisie jest 20 dag toffi. Po pokrojeniu tejże ilości stwierdziłam, że trochę dużo tego jest... no ale w końcu doświadczenia nie miałam. Rozłożyłam do foremek i zostałam z 4 dekagramami w miseczce. A ponieważ kupiłam hurtem całą resztkę toffi w ilości 30 dag (noo... odrobinkę brakowało), stwierdziłam, że na dobrą sprawę, będzie właśnie druga tura. Nie wiedząc, że nastąpi ona na drugi dzień, a mnie przyjdzie zaglądać na półki sklepowe w poszukiwaniu cukierków. Proszę użyć takiej ilości, jaka Wam pasuje. A polecam gorąco, bo są rewelacyjne.

Źródło: James Martin w programie "Sweet Baby James".

 

muffinki z toffi (2).JPG

 

Muffiny toffi z jabłkami Jamesa Martina
12 sztuk

    2 jajka,
    8 dag cukru,
240 ml mleka,
  10 dag stopionego masła (lub margaryny),
  30 dag mąki,
    2 łyżeczki proszku do pieczenia,
      duża szczypta soli,
      szczypta cynamonu,
    2 jabłka,
  20 dag toffi (fantastycznie wyglądają czekoladowe).

   Nagrzać piekarnik do 190°C. Foremki do muffinek wyłożyć papierowymi papilotkami.
Cukierki pokroić na małe kawałki (te, z którymi opornie mi szło bo jakieś twardsze były - roztłukłam w moździerzu). Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić w małą kostkę.
   Jajka rozbełtać z cukrem, mlekiem i stopionym masłem w dużej misce. Osobno wymieszać przesianą mąkę, proszek do pieczenia, sól i cynamon. Wsypać do jajek i wymieszać byle jak. Dodać jabłka i jeszcze raz lekko wymieszać.
   Rozłożyć ciasto do papilotek do połowy wysokości. Posypać kawałkami toffi i przykryć resztą ciasta. Piec 30-35 minut na złoty kolor.

 

muffinki z toffi (1).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rösti z surowych ziemniaków

poniedziałek, 27 lutego 2012 12:28

   To rösti będzie właśnie z surowych ziemniaków, chociaż bardziej popularne na całym świecie jest z gotowanych. A danie ma swoje korzenie w kraju równie ziemniaczanym jak i Polska - w Szwajcarii. Z tą może różnicą, że tam gatunków ziemniaka jest krocie, i każdy w kuchni ma swoje miejsce. U nas co prawda też, tylko niestety kupując kupujemy najczęściej kota w worku - nie wiedząc czy mamy do czynienia z gatunkiem sałatkowym, mączystym, czy też nadającym się do zapiekania. Rösti to placki ziemniaczane, ale raczej z tych większych, co wcale nie znaczy, że malutkich nie można zrobić... Najbardziej znane jest chyba Rösti po berneński - z boczkiem, ale aby przejść do wariantów, może warto spróbować pysznej bazy, czyli zwykłych startych ziemniaków.
   Nie ukrywam,  że mam doskonałą patelnię do tego, aby te placki smażyć. Z nieprzywierającą ceramiczną powłoką. Sprawdza się genialnie, a w dodatku ma pkrywkę, która jest równie istotna jak sama patelnia. Pomoże nam w dwóch rzeczach - odpowiednim usmażeniu placka i delikatnym przewróceniu go na drugą stronę bez szkody i dla kuchni (ściany, podłoga, kuchenka...) i naszych nerwów. Nie popisuję się z przewracaniem naleśników czy też właśnie placków, bo szybciej idzie mi takie przewrócenie łopatką, lub w przypadku większych i skłonnych do rozsypki dań - za pomocą pokrywki.
   Rösti podałam pewnie znów nietypowo, ale ze zrobionym według naszych preferencji gotowym sosem Blue Dragon "Spicy Sechuan Tomato" - który stanowi znakomitą bazę do wielu naszych ulubionych dań. Tutaj jest z kurczakiem, jednak naprawdę rewelacyjnie smakuje wieprzowina. Dodaję dużo warzyw, trochę różnych dodatków... i  z jednego opakowania mam sporą ilość pysznego sosu. Doprawiam mocno, chociaż przecież nie jest to konieczne. A kto powiedział, że taki sos ma być li tylko do dań chińskich? Z plackami ziemniaczanymi w wersji szwajcarskiej smakuje rewelacyjnie.
   Jest niestety jeden minus... Placki smaży się partiami, więc trochę przyjdzie nam czekać, aż zjemy to co podajemy. Choć skręca nas niemiłosiernie, to nawet uszczknąć się nie da, bo naruszy się konstrukcję. Przyznaję, że nie wiem jak będą smakowały wsadzone (te usmażone wcześniej) do piekarnika aby trzymać je w cieple, boję się, że stracą na swojej i tak delikatnej chrupkości i tego nie robię. Jest nas trójka, więc ostatni placek (zawsze robię porcję czteroplackową) jest dla panów do podziału, a ja mam to szczęście, że załapuję się jako trzecia ;). Tego nie umiem wyprostować...

 

 

Rösti z surowych ziemniaków


4 placki


1 kg ziemniaków,
1 płaska łyżeczka soli,
4 łyżki oleju,
   olej do smażenia.

Do tego dania konieczna jest dobra patelnia z nieprzywierającym dnem o średnicy 20 cm z pokrywką.
   Ziemniaki obrać, umyć i zetrzeć na grubej tarce przekładając do miski. Dodać sól i olej i dokładnie wymieszać. Wyrównać powierzchnię i podzielić łyżką na cztery części - niespecjalnie muszą być idealnie równe, ale ułatwi nam to podział w miarę sprawiedliwy.

 

 

   Rozgrzać trochę - 2 łyżki mniej więcej - oleju na patelni na średnim ogniu. Wyłożyć 1/4 ziemniaków i dokładnie rozprowadzić na całej powierzchni spodu, dociskając delikatnie zewnętrzną stroną łyżki.

Zmniejszyć ogień, przykryć i smażyć ok. 4-5 minut. W tym czasie ziemniaki powinny się zrumienić.

 

 

Zsunąć placek na wewnętrzną stronę pokrywki, po czym wrzucić na patelnię stroną nieupieczoną. Podlać łyżką oleju i smażyć znów pod przykryciem kolejne 4-5 minut (w gruncie rzeczy dochodzę do wniosku, że zależy to od gatunku ziemniaka). Zdjąć pokrywkę i chwilkę dosmażyć z obu stron, aby nadać plackowi delikatnej chrupkości. Wyłożyć na talerz i podawać. Można z różnymi sosami (niekoniecznie z mięsem), gulaszami (pycha), solo z surówkami...
   Powtórzyć cały proces smażenia z resztą ziemniaków jeszcze trzykrotnie. I podawać od razu - gorące i pachnące.

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ricotta w dwóch wersjach

niedziela, 26 lutego 2012 23:01

   Maaaam...
   Mam z powrotem komputer, który się był i zepsuł. Komputer mało w zasadzie istotny z powodu, że pożyczyłam drugi i mam na czym pisać. O czym też by było, ale niestety nie miałabym jak udowodnić, że coś zrobiłam i jak to to wygląda. Trochę tak głupio pisać... z niczym. Najgorsze jest to, że tyle razy pouczana straciłam kiedyś cierpliwość do kopiowania non stop, więc i straciłam dużą ilość zdjęć. Na szczęście Miły Pan odzyskał wszystko, za co jestem mu niezmiernie wdzięczna. Chyba nawet sam nie wie jak.
   Ok. Mam komputer. I mam wszystkie zdjęcia plus masę nowych. No i od czego tutaj zacząć. Zacznę od zmiany czcionki na zdjęciach. Dlaczego wcześniej nie zauważyłam, pomimo iż szukałam innej? Ulubionej... Mam nadzieję, że nikomu to nie będzie przeszkadzało.
   Tak więc... na przywitanie po dłuższym czasie niebytu zacznę też od tego, co robię non stop. Od ricotty domowej, która to według niektórych ricottą nie jest. Trudno. Będą się jednak musieli przyzwyczaić do faktu, że jednak i terminu tego używać będę, jak i samej ricotty. Dzisiaj więc (dnia niewiele zostało w sensie doby, bo już nocka jest) ricotta w dwóch wersjach - łgodniejszej, co wcale nie znaczy, że łagodnej i mocno mocniejszej z racji podarowanej mi fantastycznej chili chilpotle w sosie rewelacyjnie zabójczym, czyli adobo. Robi się wszystko szybko i od niechcenia - za wyjątkiem serka, ale w końcu można zrobić z gotowego, więc czasu tego proszę nie liczyć. Robi się od ręki i zjada równie szybko. My zjedliśmy z bułeczkami. I może od bułeczek powinnam zacząć, ale jednak przewrotnie nie zrobię tego. Na nie przyjdzie czas... Oczywiście każdy chleb, każda buła, każda bagietka się nada. Według naszych preferencji, stanu posiadania czy też zachcianek gości. Bo nie ukrywam, że podałam gościom.

Ricotta w dwóch wersjach

Wersja soft czyli czosnkowa:
1/2 porcji domowej ricotty,
   2 ząbki czosnku,
  1 łyżka posiekanej bazylii,
  1 łyżka posiekanej natki pietruszki.

  Ser przełożyć do miseczki, dodać wyciśnięty czosnek, posiekane zioła i dokładnie wymieszać. Można posolić, choć ja tego nie robię, bo lubimy smak naturalny. Przygotować dwie duże łyżki i talerzyk. Jedną łyżką nabierać trochę sera, po czym drugą zdjąć całą ilość z pierwszej. Powtórzyć - zdjąć pierwszą  całą część z drugiej i przełożyć gotową "knelkę" serową na talerz. Powtórzyć z resztą sera.

 

 

Wersja hard czyli chili:
1/2 porcji domowej ricotty,
1/2 papryczki chilpotle w sosie adobo,
1/2 łyżeczki sosu adobo.

   Ser przełożyć do miseczki. Chilpotle pokroić w małą kostkę i dodać do sera razem z sosem adobo. Wymieszać tym razem od niechcenia, aby serek miał lekko marmurkową strukturę. Można posolić. Wyłożyć na ten sam lub inny talerzyk w ten sam sposób jak wersję czosnkową.

 

 

Obie wersje wyśmienite ze świeżym pieczywem.

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

wtorek, 26 września 2017

Licznik odwiedzin:  458 675  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

Statystyki

Odwiedziny: 458675
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 393
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl