Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 893 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ciasto z jabłkami i kokosem

wtorek, 23 lutego 2016 14:23

   A tak mnie naszło. Upiec coś niewielkiego, coś smacznego, i coś z jabłkami. Tak bywa, że nadmiar czegoś wyzwala w nas dodatkowy bodziec. A nadmiar bywa wtedy, gdy każde z nas bez konsultacji kupi to samo, bo ma wielką ochotę. Decyzja więc zapadła – coś z jabłkami. I wydaje mi się, że każde ciasto z jabłkami jest smaczne. To akurat jest proste i szybkie w robieniu. Zwykłe ucierane, któremu jabłka nadają soczystości więc przymulać nie będzie… i z dodatkowym smaczkiem w postaci warstwy kokosowej. Coś niewielkiego z racji użycia niezbyt dużej tortownicy. Ogólnie zrobiłabym więcej, gdyby nie fakt, że ta ulubiona - a konkretnie jej spód – jest na wychodnym. W zasadzie to wcale się nie zdziwię, gdyby ktoś chciał powiedzieć, że to wcale takie niewielkie nie jest.
   Ciasto mam nadzieję nastroi wszystkich pozytywnie. Słoneczne i pachnące najlepsze jest jeszcze ciepłe, niemniej jednak miękkie i smaczne pozostaje i do dnia następnego. Przez moment zastanawiałam się czy nie podgrzać w mikrofali, ale nim się na to zdecydowałam… Młody dokończył dzieła w błyskawicznym tempie. Trudno. „Następną razą”.
   Czy jakieś niespodzianki? No może poza sprawdzaniem dwukrotnym pieczenia wstępnego i odkładaniem na „jeszcze pięć minut”, co przy robieniu czegoś po raz pierwszy mam nadzieję nikogo nie będzie dziwiło – wiem ile czasu trzeba będzie temu poświęcić. Być może zależeć będzie to od jabłek, ale do pieczenia w większych kawałkach wybieram jabłka, które się nie rozpadną i nie puszczą soku. Ja nie lubię zakalców. Ciasto powinno na początku być upieczone, ale jeszcze bladziuchne. Bo skoro pieczenie wstępne, to trzeba nastawić się i na pieczenie właściwe. Heh… tylko czy krótsze pieczenie to pieczenie właściwe, czy tylko dopiekanie? Odłożę to na później. W każdym razie trzeba upiec ciasto, wyłożyć na nie mieszankę kokosową i piec ponownie już na luzie, czekając tylko aż warstwa ta lekko się zrumieni a nie wyschnie na wiór. I o to w tym wszystkim biega. I jeszcze uwaga dotycząca jabłek. Nie wyrobiłam się z dwoma sztukami – weszło mi dwa i pół, ale były spore. Mniejsze z pewnością wejdą trzy i pozwolę sobie taką ilość wpisać do składników. Tym bardziej, gdyby się chciało nam wpychać je gęściej. A i w końcu jeśli tylko cokolwiek nam zostanie, to przecież zawsze możemy sobie zjeść.

 

jablecznik z kokosem (18).JPG



Ciasto z jabłkami i kokosem

  2 jajka,
10 dag cukru,
15 dag mąki tortowej,
  1 łyżeczka proszku do pieczenia,
  3 łyżki mleka,
  2 łyżki neutralnego oleju,
  3 jabłka typu szampion,
     tłuszcz i bułka tarta do formy.

Wierzch:
10 dag cukru,
10 dag wiórków kokosowych,
  1 żółtko,
10 dag masła.

   Wyłożyć spód tortownicy średnicy 22 cm folią aluminiową, po czym natłuścić i oprószyć bułką tartą. Nagrzać piekarnik do 180°C.
   Utrzeć jajka z cukrem aż zbieleją i staną się puszyste. Dodać mleko i olej, po czym wymieszać. Mąkę przesiać razem z proszkiem do pieczenia i dodać do jajek. Na niskich obrotach wymieszać całość na gładkie ciasto i przelać do formy.

 

jablecznik z kokosem (6).JPG


   Jabłka umyć, przekroić na pół, usunąć gniazda nasienne, obrać i pokroić w cząstki grubości mniej więcej 1 cm. Wcisnąć każdą cząstkę do ciasta – zaczynając od zewnętrznego brzegu formy – pod lekkim skosem zewnętrzną stroną do góry. Powtórzyć w środkowej warstwie ciasta, układając jabłka w przeciwnym kierunku. Piec 30 minut i wyjąć. W czasie pieczenia stopić masło i przestudzić.
   Wymieszać w misce mikserem na niskich obrotach cukier, wiórki kokosowe i żółtko. Wlewać wciąż płynne masło powoli ucierając na jednolitą masę. Wyłożyć ją na ciasto i wyrównać nieco przy pomocy widelca. Wsadzić do piekarnika ponownie i piec jeszcze 20-25 minut. Wyjąć, delikatnie odciąć od brzegów formy, zdjąć obręcz i przestudzić nieco przed pierwszym cięciem…

 

jablecznik z kokosem (15).JPG

 

jablecznik z kokosem (16).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Grissini z suszonymi pomidorami lub cebulką zapiekaną

sobota, 20 lutego 2016 16:50

   Takie lub takie, lub też w zasadzie takie i takie. Czyli z pomidorami i cebulką, bo łatwo jest zrobić dwa rodzaje za jednym zamachem, i zastanowić się… które lepsze. Oczywiście można zrobić całość jednokolorową i jednosmakową zwyczajnie podwajając dany składnik dodatku. Nic prostszego.
   Grissini dla nas jest świetną przegryzką i zajęciem dla rąk w trakcie ciekawych wydarzeń oglądanych w tv. Na przykład… Zamyka też skutecznie usta, gdy przyjdzie wysłuchać jakichś totalnych głupot – i nie ukrywam, że wczoraj mi ich zabrakło. Bo tematy gorące, choć większości znane. I tylko podejście do faktu zastanawiające. No ale… Trudno mieć pod ręką coś pysznego non stop. Świetnie sprawdzają się też na wszelkiego rodzaju wypadach za miasto czy gromadnych spotkaniach na łonie przyrody - choć nie da się ukryć, że te najświeższe są dla mnie zdecydowanie najlepsze. Tak jak z normalnym pieczywem. Jeszcze ciepłe są wręcz rozkoszne.
   Można by powiedzieć, że paluchy jak paluchy. Czytam i pod własnymi, że lepiej kupić gotowce niźli zrobić. Fakt - z pewnością szybciej się kupuje. Być może i w gruncie rzeczy taniej to wyjdzie… Ale czy rzeczywiście lepiej? Zdrowiej? Ładniej? W końcu po prostu pyszniej? Nie dla mnie. Trochę odbiegłam od tradycyjnej metody tworzenia, czyli formowania zgrabnych wałeczków na rzecz prostszej metody krojenia i rozciągania. Głównie z ciekawości. Najlepiej do tego celu nada się taki okrągły nóż do pizzy lub niekarbowane radełko, którym to osobiście się posługuję - z racji braku noża. Mam inny, którego nikomu nie oddam nie tylko dlatego, że dostałam. Ale nie o tym przecież dzisiaj. Jeśli komuś będą przeszkadzały nierówności paluchów, niekiedy ich kanciastość – zawsze może te wałeczki uformować. Może jednak warto pokazać już na pierwszy rzut oka, że to nasze rękodzieło nie takie straszne jak się wszystkim wydaje? A że każda sztuka inna? Oryginalna przecież.
   Jeszcze chciałam powiedzieć, że użyłam do tych serwatki. W gruncie rzeczy dlatego właśnie, że ją miałam, to powstało grissini. Jak się jej nie ma to użyjcie proszę po prostu wody. W takiej samej ilości. Serwatka co prawda zawsze ma więcej tłuszczu i te fantastyczne krupy resztek serowych, ale i bez nich ciasto wyjdzie wyborne. Ciasto robię w robocie wyrabiając je hakiem. Można oczywiście tradycyjnie wyrobić ręcznie. Dodatki też próbowałam w ten sposób wrobić, ale… o ile cebulka łatwo się procesowi temu poddała… o tyle pomidorom już się nie chciało. Przyznaję, że był to dla mnie wielki problem, bo skaleczyłam sobie mocno jeden (na szczęście tylko jeden) kciuk, więc początkowe próby zagniatania w robocie i tak skończyły się wybieraniem resztek pomidorów z michy i wgniataniem bardzo nieudolnym (bo bolesnym) ich do ciasta. Reszta poszła gładko… i bez bólu.
   Co do cebulki. Kiedyś ktoś mi polecił – że wyborna. No cóż… mam zupełnie inne zdanie na ten temat i w dodatku prawie całe jej opakowanie. Na szczęście już wiem, że świetnie nadaje się jako dodatek do wytrawnych ciast, czyli pieczywa. Czyli po problemie zwanym „po co ja to kupiłam” mam problem „na jak długo jeszcze wystarczy”. Życie bywa zaskakujące.



grissini pomidor-cebulka (17).JPG

 

Grissini z suszonymi pomidorami lub cebulką zapiekaną

Ciasto:
   1 opakowanie drożdży instant (2 łyżeczki),
 50 ml ciepłej wody,
 50 dag mąki tortowej T 450*,
    1 płaska łyżeczka soli,
    2 łyżki oliwy,
250 ml ciepłej serwatki lub wody.

Dodatkowo:
     3 suszone pomidory w oleju,
   2 łyżki cebulki zapiekanej,
   1 łyżka oleju spod pomidorów,
      tłuszcz do blachy.

   Drożdże rozpuścić w wodzie (gdy ktoś używać będzie tylko wody – w 50 ml) i odstawić na 5 minut. Powinny się spienić. Do miski robota przesiać mąkę, dodać sól i wymieszać. Wlać oliwę, serwatkę (lub wodę) i gotowy rozczyn. Wyrabiać ciasto na niskich obrotach przez 8 minut, po czym na wysokich przez 2 minuty. Ciasto powinno być miękkie, ale nie powinno się kleić. Gdyby było za twarde dodać odrobinę wody. Wyrabiając ręcznie należy zagniatać również prze 10 minut. Gotowe przykryć w misce folią spożywczą i odstawić na 20 minut.
   W tym czasie pomidory pokroić na paseczki, po czym w kostkę. Przełożyć do miseczki. Osobno wymieszać cebulę z olejem, którym zalane były pomidory. Dodatek ziół z owej zalewy będzie bardzo pożądany.

 

grissini pomidor-cebulka (11).JPG


   Ciasto wyjąć i podzielić na 2 równe części. Do jednej dodać pomidory razem z olejem, który puściły – resztki oleju z miski po prostu zgarnąć kawałkiem ciasta – i zagnieść wrabiając całość. Rozwałkować na prostokąt grubości 1 cm i długości mniej więcej 15 cm. Szerokość nie ma znaczenia, byleby boki były w miarę równe. Ułożyć na natłuszczonej blasze. Do drugiej dodać cebulkę i powtórzyć operację. Można ułożyć je na jednej dużej blasze, choć piec przyjdzie i tak na dwóch. Ciasto przykryć czystą ściereczką i folią spożywczą i odstawić na 1,5-2 godziny (w zależności od pory roku lub po prostu temperatury otoczenia).
Nagrzać piekarnik do 240°C. Natłuścić drugą blachę.
   Każdy kawałek ciasta pokroić wzdłuż na 7-8 pasków. Każdy pasek złapać za końce i rozciągnąć na długość blachy i ułożyć na niej. Piec 8-10 minut w zależności od tego jak lubimy wypieczone.

 

grissini pomidor-cebulka (16).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Paszteciki z cebulą i żółtym serem

wtorek, 02 lutego 2016 19:58

   Można się sprzeczać jeśli chodzi o nazwę dania. Dla mnie osobiście to raczej takie mini quiche, ale skoro tak jest w książce, z której skorzystałam, więc nie będę zmieniać. I nie to, żebym odżegnywała się uparcie od rzeczywistej nazwy, bo już na wstępie chciałabym zaznaczyć, że nie jest ważne jak sobie nazwiemy, ale to, co pod tą nazwą się kryje. A jest to pyszne. Zresztą i same paszteciki mogą być z różnymi nadzieniami, w różnym kształcie, i w różnym cieście. Więc może i ma to sens…
   Po przepis sięgam już od długiego czasu do małej książeczki „z kuchennej półeczki” pt. „120 wypieków” Emmy Patmore. Od dawna cieszę się całą kolekcją, bo choć nie wszystko jest w moim guście, to jest tam wiele takich perełek. Pysznych i w gruncie rzeczy bardzo prostych do zrobienia. Tym razem chciałam się podzielić tym przepisem, który stanowić będzie nie tyle świetny dodatek do jakiejś zupy – jak to na prawdziwy pasztecik przystało – ale jako wstęp. Pięknie to brzmi w języku francuskim – entrée, chociaż przystawka też niczego sobie… W każdym razie cudownie się zgrywa z wytrawnym winem lub po prostu butelką zimnego piwa. Goście będą zachwyceni, a tak naprawdę niewiele nas to będzie kosztowało i zachodu, i pieniędzy.
   Aby ewentualnie sprawę sobie ułatwić można nadzienie zrobić dzień wcześniej. Ciasto choć kruche tutaj nie wymaga w ogóle chłodzenia, ale jeśli nie będziemy mieli czasu, to też można zrobić wcześniej i przetrzymać w lodówce, pamiętając jednak, aby je znacznie wcześniej wyjąć z niej. Musi nabrać temperatury otoczenia. Można też – i tak polecam – upiec je dzień wcześniej i tuż przed podaniem odgrzać w mikrofalówce. Ale zaznaczam, że tylko wtedy, gdy będziemy mieli ogromną ochotę podać, a nie znajdziemy na nie czasu… Bo najlepsze są niemal prosto z piekarnika. Malutkie to to, ale sprawia wielką radość. I daje nam trochę czasu na zajęcie się daniem głównym bez poczucia winy, że goście głodni siedzą. Niestety musimy się nauczyć niewrażliwości na zaczepki typu „czy jest więcej?”.

 

quiche z cebula (3).JPG



Paszteciki z cebulą i żółtym serem

4 sztuki

     3 łyżki oleju,
     4 cebule,
     4 ząbki czosnku,
     4 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki,
  7,5 dag  grubo startego żółtego sera (daję Goudę),
        sól, pieprz.

Ciasto:
17,5 dag mąki,
    ½ łyżeczki soli,
   10 dag zimnego masła,
  3-4 łyżki zimnej wody.

   Cebulę obrać, umyć i pokroić w cienkie plasterki. Czosnek obrać i drobno posiekać. Na dużej patelni z grubym dnem rozgrzać olej. Wrzucić cebulę i czosnek i smażyć mieszając na niedużym ogniu przez 10-15 minut. Cebula powinna zmięknąć bez rumienienia. Zdjąć z ognia, dodać posiekaną natkę pietruszki i wymieszać. Odstawić do przestudzenia i wymieszać ze startym serem. Doprawić solą i pieprzem.
   Do miski przesiać mąkę i sól. Dodać pokrojone w małą kostkę masło i wymieszać opuszkami palców na kruszonkę. Stopniowo dodawać wodę zagniatając ciasto. Polecam zrobienie w misce robotą z końcówką do wyrabiania kruchego ciasta.
Nagrzać piekarnik do 220°C. Lekko natłuścić 4 foremki do tarteletek średnicy 8 cm (średnica spodów).
   Ciasto wyjąć i podzielić na 4 równe części. Każdą z nich podzielić na dwie części – tym razem nierówne. Większe rozwałkować na krążki i wyłożyć nimi cienką warstwą tarteletki. Docisnąć do foremek, odciąć ewentualny nadmiar dodając te resztki ciasta do odłożonej mniejszej części. Wyłożyć do każdej ¼ nadzienia, rozkładając na całej powierzchni.

 

quiche z cebula (1).JPG

 

   Resztki ciasta rozwałkować na krążki wielkości wierzchów foremek, przykryć całość, skleić brzegi dociskając i i kciukiem wzdłuż brzegu foremek zrobić lekkie wgłębienie. Robiąc je docisnąć ponownie brzeg. Na wierzchu zrobić po 3 dziurki za pomocą drewnianego szpikulca do szaszłyków, lub zrobić krótkie nacięcie nożem.
Piec przez 20 minut. Wyjąć i od razu ostrożnie wyjąć z foremek. Najlepsze podawane na ciepło.

 

quiche z cebula (7).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  449 715  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
29      

Statystyki

Odwiedziny: 449715
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 392
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl