Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 893 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Risotto z kalafiorem

czwartek, 27 marca 2014 19:06

   W najbliższym czasie trochę Was pozanudzam różnymi rodzajami risotto. Wyjątkowo jakoś tak leży mi to danie pomimo, że nie zawsze jego wygląd wprawia nas w zachwyt. Smakiem jednak nadrabia wszelkie zaległości. Wszelkie zabrzmiało poważnie, ale tak naprawdę nie tyle wszelkie, ile "wizusowe". A i to nie zawsze, znaczy nie zawsze jego widok pozostawia coś do życzenia.
   Wersji tego dania jest multum. I pewnie coraz to więcej - gdy nagle wpadnie nam do głowy samemu dodać to i owo... Chyba wszystko pasuje. Chyba ze wszystkim się zgra. I chyba wszystkich swoich zwolenników zawsze zachwyci. Pod warunkiem jednak, że będzie daniem rozpływającym się w ustach, kremowym i z odpowiedniego ryżu. Kto takiego nie ma, niech nawet nie próbuje nazywać dania risotto, bo niestety narazi się w najlepszym wypadku na wytykanie palcami jedynie. Ma to być ryż o okrągłych ziarnach i basta!
   Tym razem wzięłam w obroty kalafiora. Ładny był w "Renecie", więc to wystarczyło i podziałało. Świeży tymianek systematycznie kupowałam w pęczkach w Tesco, ale niestety ostatnio w ogóle go nie widzę - wielka szkoda. Świeży jest genialny, ale w razie czego proszę użyć suszonego. Tworzenie tego dania skomplikowane nie jest, niemniej uwagi trochę wymaga. Trochę podrasować zawsze można - tym razem płatkami migdałowymi, których zawsze można dodać trochę więcej. Jeśli lubicie. A my lubimy... My w stosunku 2:1. Młody ich - jeszcze póki co - nie tknie, i w sumie jest to nam na rękę. Póki co, bo dodam trochę nie na temat, że ostatnio raczył zjeść wątróbkę po berlińsku - w pełnej, zachwycającej nas wersji... Idzie ku lepszemu :). Oczywiście smakowało!!! Młody w ogóle jest fanem wszelkiego rodzaju risotto, więc ogólnie daniem się nie stresuję. Wszystko co zostanie do niego dodane, zostanie po prostu zjedzone w mig. Ja gorąco polecam, bo naprawdę jest pyszne.

 

risotto kalafior (15).JPG



Risotto z kalafiorem

1,5 l lekkiego bulionu drobiowego lub warzywnego,
   2 łyżki liści świeżego tymianku (lub 2 łyżeczki suszonego),
   3 łyżki masła,
   2 łyżki oliwy,
1/2 kalafiora,
1,5 szkl. ryżu arborio,
1/2 szkl. białego wytrawnego wina,
   4 łyżki startego drobno parmezanu,
      sól, pieprz,
   4 łyżki płatków migdałowych.

   Do bulionu dodać połowę listków tymianku (suszonego też połowę), zagotować i najlepiej trzymać na minimalnym ogniu cały czas. Chodzi o to, aby był gorący. Kalafiora oczyścić i podzielić na małe różyczki. Płatki migdałowe uprażyć na suchej patelni, po czym natychmiast przełożyć na talerzyk. Pozostawione na gorącej patelni, pomimo iż ściągnięte z ognia... po prostu się przypalą.


risotto kalafior (6).JPG

   Na dużej, głębokiej i z grubym dnem patelni (lub po prostu w rondlu) rozgrzać łyżkę masła i łyżkę oliwy. Wrzucić kalafiora, oprószyć solą - tak mniej więcej 1/4 łyżeczki i smażyć kilka minut, aż zacznie się rumienić. Dodać resztę tymianku i smażyć jeszcze z minutę, aby całość nabrała swoistego aromatu. Oczywiście można spróbować - kalafior powinien być lekko twardawy - po prostu jędrny. Zdjąć z patelni i przełożyć na talerz.
   Na patelnię wrzucić łyżkę masła i resztę oliwy, i gdy masło się rozpuści dodać ryż. Bez płukania. Ryżu do risotto nie powinno się płukać, dzięki czemu osiąga on tę właśnie swoistą kremową konsystencję. Całość wymieszać dokładnie i wlać wino. Gotować mieszając aż wino zostanie wchłonięte całkowicie. I teraz systematycznie wlewać po pół szklanki bulionu, czekając z następną porcją do momentu, aż poprzednia zostanie wchłonięta. Bulion niekoniecznie musi cały zostać zużyty, ale raczej tak się stanie... W każdym razie ryż musi być miękki i kremowy. Dodać kalafiora, dokładnie wymieszać i doprawić solą i pieprzem do smaku. Poczekać chwilkę, aż kalafior się podgrzeje. Zdjąć z ognia, dodać resztę masła i starty parmezan i dokładnie wymieszać. Rozłożyć do miseczek lub na talerze, posypać każdą porcję łyżką uprażonych migdałów i podawać.

 

risotto kalafior (17).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Śniadaniowe bułeczki

środa, 26 marca 2014 18:40

   Niezwykle szybkie, proste i pachnące. Szybkie dlatego, że to nie ciasto drożdżowe. Można pokusić się na nieco wcześniejsze wstanie z łóżka i zrobienie - ku uciesze najbliższych. Bo cieplutkie są fantastyczne. Proponuję zaserwować do nich domową konfiturę. Ja podałam tym razem malinową, ale wiśniowa jest idealna. Niestety nie mam. Nie zrobiłam...
   Ciasto robione na zasadzie angielskich scones, dlatego nie wolno nam przykładać się do wyrabiania za bardzo, bo nie będzie takiego efektu. Można podać do owej konfitury masło, ale lepiej będzie poczekać, aż nieco przestygną. Bo... masło się stopi (jak na załączonym obrazku). Ale uwierzcie mi... ciężko czekać. Osobiście nie przejmuję się stopionym - jest równie smaczne jak to o stałej konsystencji. Jednak po raz pierwszy naszła mnie myśl, żeby zamiast masła podać - jak w przypadku tradycji prosto z Brytanii - kwaśną śmietanę. Dlaczego wcześnie mi to do głowy nie przyszło? Nie mam pojęcia. Ze śmietaną zwykłą 18 %, ale bardzo gęstą. Z naszego "Mlektaru" jest idealna. Warto czasami się powzorować na kimś innym.
   Nie będę się rozpisywać specjalnie, bo żadnych problemów być nie powinno. Wszystko ujęte będzie w przepisie. W końcu prostota na tym polega. Powiem tylko, że ostatnio robiłam w robocie, ale oczywiście można ręcznie. Mam sprzęt, więc go używam. Często i z przyjemnością. Jak nie miałam, po prostu wyciągałam stolnicę... i frrru... Naprawdę są niezwykle szybkie, proste. I pachnące. Spróbujcie...

 

buleczki sodowe (10).JPG



Śniadaniowe bułeczki

22,5 dag mąki,
     2 łyżeczki proszku do pieczenia,
     1 łyżeczka cukru pudru,
  1/2 łyżeczki sody oczyszczonej,
  1/2 łyżeczki soli,
  8,5 dag zimnego masła,
  3/4 szkl. zimnej maślanki,
        mąka do podsypania.

   Nagrzać piekarnik do 220°C. Przygotować blachę w pobliżu. Czystą i suchą.

 

buleczki sodowe (4).JPG


   Przesiać mąkę do miski robota z założoną końcówką do siekania. Dodać proszek do pieczenia, cukier puder, sodę i sól. Wymieszać i dodać masło pokrojone w małą - 1 cm kostkę. Założyć ochronną przykrywkę i chwilkę posiekać na dużych obrotach, do momentu powstania kruszonki. Zatrzymać, wlać maślankę i jeszcze raz całość byle jak wymieszać - do połączenia się składników.
    W przypadku ręcznego wykonania przesiać mąkę na stolnicę i wymieszać z proszkiem do pieczenia, cukrem pudrem solą i sodą. Dodać pokrojone w kostkę masło i posiekać nożem na kruszonkę. Zrobić dołek, wlać maślankę i nożem połączyć, formując pod koniec w kulę.


buleczki sodowe (5).JPG

   Wyjąć ciasto na oprószony delikatnie mąką blat i zagnieść delikatnie kilka razy - podsypując w razie potrzeby mąką. Nie przesadzić z wyrabianiem. Kilka jest kilka ;). Z 5-6 razy. Uformować prostokąt 10 x 20 cm. Ostrym nożem pokroić na 8 kawałków 5 x 5 cm. Ostrożnie przenieść na blachę układając w sporej odległości - jest na tyle miejsca. Piec około 12-15 minut.
   Pysznie smakują z masłem i konfiturą, ale jeszcze lepiej z kleksem kwaśnej śmietany i konfiturą.

 

buleczki sodowe (11).JPG

z masłem...

...

 

buleczki sodowe (12).JPG

...lub śmietaną, ale zawsze z konfiturą.

 

buleczki sodowe (7).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Grissini z oregano

wtorek, 25 marca 2014 15:07

   Ten przepis powstał na bazie przepisu na Paluszki chlebowe z oregano z książki "Przekąski", której autorką jest sympatyczna niezwykle Michela Neri. I nie tylko dlatego, że imię ma sympatyczne jak moja Ciocia Michalina (nad wyraz sympatyczna :) ). Dlaczego na bazie, a nie konkretnie według? Jakby to powiedzieć... Jest w książce przepis na paluszki i odnośnik do ciasta drożdżowego na nie na nieco innej stronie. Tego w książkach nie lubię, ale toleruję, nie zniechęcając się nijak do przepisu rozłożonego na dwie, a czasami więcej części. Bo szukanie... bo przekładanie, bo po prostu papranie. Tu o tyle łatwiej, że najpierw trzeba zrobić ciasto, aby potem zająć się przeróbką w pyszne paluchy. Niemniej jednak przepis bazowy ma sporo w sobie płynów, a dodatkowo trzeba jeszcze dolać smalcu - w przypadku tych konkretnie paluchów. Więc pomyślałam sobie już na wstępie, że takie rzeczy zdecydowanie lepiej zrobić w większej nieco ilości, zyskując najpierw na spójności ciasta, po czym na smaku. I to był bardzo dobry wybór...
   Doszłam do wniosku, że w zasadzie oregano jest świetne, ale pewnie jeszcze dziś zrobię ze świeżym rozmarynem. Dziś, bo mnie potwornie "nudzi...". To znaczy mam wielką ochotę i coś za mną łazi wciąż, i pisząc właśnie na temat uświadomiłam sobie co... Ale rozmaryn czy świeższy nawet tymianek?
   Rozmaryn... Tak. Jestem tego pewna. Jestem po prostu przekonana, że wszystkie ziółka się sprawdzą znakomicie. Mieszanka również. A paluchy? Ech... to jedna z tych rzeczy, które niezmiernie cieszą gdy są świeżutkie, jeszcze gorące... Jak i na drugi dzień, gdy zyskują na chrupkości. Tu - w przeciwieństwie do świeżych bułeczek - jest mi wszystko jedno jakie zjadam. Bo zjadam z przyjemnością. Zjadamy - poprawka zasadnicza, choć na drugi dzień często jeść okazji już nie mamy. Bo bywa i tak.
   Zrobiłam je z suszonym oregano, bo nie mam świeżego, a można dodać takie. Ja wolę świeżyznę, tylko niestety nie zawsze jest pod ręką. Za ro cieszę się, że mam do czego zużyć fatalny do smażenia (kupiony do faworków) smalec "luksusowy". Jak na luksus wyjątkowo fatalny i pozwolę sobie na odradzenie tegoż. Jednak w przypadku grissini nie będzie miało znaczenia czy dodamy taki o smaku luksusu, czy też zwykły, najzwyklejszy. Po prostu smalec.
   Książkę gorąco polecam. Właściwie całą serię polecam, bo są świetne. Kilka przepisów z tych książek zostało przeze mnie sprawdzonych - weszły w nasz kanon. Kilka z nich i tu znajdziecie. Doszedł jeszcze jeden. Robiąc jednak wg instrukcji książkowych te paluszki, weźcie pod uwagę moje uwagi. Albo zróbcie według moich wskazówek - zyskując na 4 sztukach, i powiedzmy 5 minutach dłuższego smakowania.

 

grissini z oregano (3).JPG



Grissini z oregano

16 sztuk

  60 dag mąki,
350 ml ciepłej wody,
    3 dag świeżych drożdży,
    1 lekko czubata łyżeczka soli,
    5 dag stopionego smalcu,
    2 łyżeczki suszonego oregano (lub 3 łyżeczki posiekanego świeżego),
    3 łyżki oliwy do posmarowania,
       mąka do podsypania,
       tłuszcz do miski i do blach.

   Przesiać mąkę do miski robota wyposażonego w plastikowy nóż. Z boku zrobić niewielkie wgłębienie i wkruszyć drożdże. Wlać kilka łyżek wody i wymieszać widelcem, aby drożdże się rozpuściły, zgarniając przy okazji odrobinę mąki. Odłożyć na 5-10 minut.
   Dodać sól, przestudzony ale wciąż płynny smalec i oregano. Całość wymieszać najpierw na małych obrotach, po czym na większych. Mieszać około 3 minut. Można ciasto wyrobić ręcznie dodając w tej samej kolejności składniki - dodając stopniowo smalec - do zwykłej miski i zagniatając 10 minut. Ciasto powinno być bardzo miękkie, ale w razie potrzeby dodać odrobinę mąki. Przełożyć na oprószony mąką blat, zagnieść parę razy i wsadzić do wysmarowanej olejem miski. Przykryć i odstawić na 90 minut do wyrośnięcia.
   Natłuścić 2 blachy - ja stosuję do tego celu zawsze margarynę. Nie przypala się (zdarzyć się to może w przypadku oleju) i łatwo umyć blachy. Ciasto wyłożyć na blat oprószony bardzo delikatnie mąką, zagnieść 2-3 razy i podzielić na 16 równych części. Z każdej uformować wałek długości 30 cm i rozłożyć po 8 sztuk na każdej blasze. Gdy pierwsza będzie pełna, wtedy najlepiej rozgrzać piekarnik.
   A nagrzać piekarnik do 200°C. W tym czasie posmarować gotowe paluszki oliwą i odstawić na 15 minut do wyrośnięcia. W tym czasie powtórzyć z resztą ciasta - formując paluszki. Wyrośnięte piec 15-20 minut. Piekłam 20, bo lubimy zdecydowanie bardziej rumiane.

 

grissini z oregano (1).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Khorma z wołowiny z migdałami

niedziela, 23 marca 2014 14:54

   Skoro powiedziało się "ryż kokosowy z kozieradką", to trzeba by i "khorma z wołowiny z migdałami". Czyli czas na pyszną wołowinę, do której zaserwowałam ów kokosowy ryż. Przepis na nią znajdziecie w książeczce Shehzad Husain "Kuchnia indyjska". To jedna z dwóch moich ulubionych książek z przepisami tego rejonu świata - tej samej autorki zresztą. Myślę, że i każda nowa pozycja pojawiająca się na rynku chętnie zostanie przeze mnie przygarnięta. Słowo daję, że wszystko co do tej pory zrobiłam wyszło świetnie. Więc i tym razem biorąc recepturę do ręki jakoś w to nie wątpiłam...
   Oczywiście bez uwag się nie obejdzie, bowiem użyłam wołowiny naprawdę przedniej jakości. Młodej i z dwóch pięknych, ale różnych kawałków. I z tej racji część wołowiny miękka była nieco wcześniej... Ale to nie problem. Chciałam powiedzieć, że ogólnie zmieściłam się w podanym czasie duszenia całości, co w przypadku bardziej wiekowego wołu na bank nie wystarczy. Jest odpowiednia uwaga na ten temat, więc też pozwolę ją sobie przytoczyć, dodając od siebie, że w razie czego... system powtórzyć (w przepisie wszystko stanie się zrozumiałe).
   Osobiście dokonałam dwóch zmian - dałam znacznie mniej oleju, co nie znaczy, że mało. I dodałam zamiast imbiru i czosnku pastę czosnkowo-imbirową. Też zaznaczę dzieląc się przepisem. Pasta jest naprawdę doskonałym dodatkiem do tego typu dań. Nie tylko indyjskich - dodaję ją również do chińszczyzny i tym podobnych. Polecam zrobić raz, i potem tylko odpowiednią ilość wrzucać w odpowiednim momencie :). No może jeszcze trzecia, choć to nie zmiana... tylko braki w posiadaniu. Nie miałam zielonej chili, którą danie było posypane, więc nie dodałam. W oryginale potrzebne są 2 posiekane. Posypać "na wydaniu". Po prostu.
   Przyznaję, że szukałam czegoś w książce, co świetnie by się zgrało z tym wyszperanym ryżem kokosowym z kozieradką. Klamka zapadła i nagle czytam, że danie to najlepiej serwować z chapati :). No dobra... z pewnością kiedyś podam z chapati, ale tym razem zależało mi na innym dodatku. I taki ryż też polecam. Zestaw kompletny i bardzo smaczny, wymagający mniej pracy niż wyrób chlebków czy też placków - nie wiem do czego je zaliczacie. Co gorsza... rodzina złożyła zamówienie na kolejny taki sam zestaw.
Jak ja lubię, jak im smakuje...



korma wolowa (3).JPG

 

Khorma z wołowiny z migdałami

100 ml oleju,
    3 średnie cebule,
    1 kg chudej wołowiny,
 1,5 łyżeczki garam masala,
 1,5 łyżeczki mielonej kolendry,
    3 łyżeczki pasty czosnkowo-imbirowej*,
    1 łyżeczka soli,
150 g jogurtu naturalnego,
    2 goździki,
    3 strączki zielonego kardamonu,
    4 ziarenka czarnego pieprzu,
600 ml wody.

Do podania:
    6 migdałów,
       kilka świeżych liści kolendry grubo posiekanych.

* Zamiast pasty dodać 1,5 łyżeczki startego świeżego imbiru i 1,5 łyżeczki wyciśniętego czosnku.

   Cebulę obrać i drobno posiekać. Osuszone mięso pokroić w dużą kostkę. W miseczce wymieszać garam masala z mieloną kolendrą, pastą czosnkowo-imbirową, solą i jogurtem.
   Na dużej i ciężkiej patelni lub w dużym i ciężkim rondlu rozgrzać olej i podsmażyć na nim cebulę, aż stanie się złocista. Zajmie to około 10 minut. Dodać mięso i smażyć aż się zrumieni ze wszystkich stron, mieszając. Mięso puści soki, więc muszą one odparować.

 

korma wolowa (1).JPG

 

   Stopniowo dodawać jogurt z przyprawami, za każdym razem dobrze mieszając. Stopniowanie ma na celu zapobiec zwarzeniu się jogurtu. Mięso powinno być dobrze nim obtoczone. Smażyć jeszcze kilka minut, po czym dodać goździki, kardamon i pieprz. Wlać wodę i zagotować. Całość przykryć i zmniejszyć ogień. Dusić 60 minut mieszając od czasu do czasu.
   Woda w tym czasie powinna odparować. Gdyby mięso było jeszcze twarde, dodać 300 ml wody i dusić15 minut - znów powinna odparować. W razie potrzeby powtórzyć czynność. Mięso powinno być po prostu miękkie i zależeć to będzie od rodzaju użytej wołowiny.
   W międzyczasie obrać migdały, jeśli są ze skórką. Wystarczy je zalać wrzątkiem i odstawić na kilka minut. Obrane można zalać nim na chwilkę tylko - łatwiej się będą kroiły. Zblanszowane posiekać dosyć grubo.
   Tuż przed podaniem posypać khormę migdałami i kolendrą. Podawać z chapati lub ryżem - np. kokosowym z kozieradką.

 

korma wolowa (4).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ryż kokosowy z kozieradką

sobota, 22 marca 2014 10:35

   Dzisiaj miałam problem z decyzją - czym Was najpierw poczęstować... Padło na dodatek do mięsa, i wcale nie chciałam nikomu na złość robić, komu brak mięsa przeszkadza ;). Ja jakoś muszę to rozłożyć. Zaczynając od ryżu pomyślałam sobie, że będzie fajnych dodatkiem do wielu dań. W sumie prosty a szalenie smaczny.
   W sumie... pod jednym wszak warunkiem. Pod warunkiem posiadania kozieradki w dwóch postaciach - ziarnistej i liściastej. A to już nie jest takie proste. Przyznaję, że znalazłam ten przepis chwilę temu na stronce UK Rasoi. Zachwycił mnie "na sucho". Często tak mam wertując cudze stronki. I jak zwykle w takich sytuacjach Paulina spadła mi z nieba. Chcesz? To masz... Łącznie z ziarenkami, bo... leżały akurat obok :). Paulina, co ja bym bez Ciebie zrobiła? Albo raczej inaczej: czego ja bym bez Ciebie nie zrobiła? Dokładnie o to chodzi :).
   Oczywiście biorąc do ręki suszone liście kozieradki przeleciała mi błyskawiczna myśl - a dlaczego u nas tego nie ma? No i nie wiem. Poczytałam, że kiedyś uprawiana coraz bardziej dziczeje. Ale jest. Mało doceniana, coraz mniej znana, coraz rzadsza. A w Indiach bez niej ciężko. Bo zdrowa, a nawet bardzo zdrowa. A jaka smaczna... Warto spróbować. Przecież liście można samemu ususzyć, o ile ma się do niej dostęp. Właśnie... o ile...
   Wracając do ryżu. Danie niesamowicie aromatyczne i delikatne. Ja podałam do khormy z wołowiny, ale nada się się do wielu indyjskich mięsnych i wegetariańskich dań. Ryż wilgotny i smakujący kokosem. Nie może być inaczej. Sięgnijcie proszę po zdrowe nasiona i kokos jednocześnie. To naprawdę świetny dodatek. Zupełnie inny od tradycyjnie przygotowanego ryżu.
   Paulino Tobie stokrotne dzięki za te wszystkie smaki, aromaty i radości z tym związane. Trzeba było nas widzieć - zaczynających od pociągania nosem, poprzez delikatne smakowanie naprzemienne - ryżu i mięsa, po czym mlaskających co chwila... że pyszne. Po prostu odjazd. Przy okazji powiem, że to co wydawało mi się małą ilością - 1 szklanka ryżu na 4 porcje - jest absolutnie wystarczające. Niestety boję się, że bez tych liści ryż sporo straci...
Oryginalny przepis znajdziecie tutaj.

 

ryz kokosowy (2).JPG



Ryż kokosowy z kozieradką

   1 szkl. ryżu długoziarnistego,
   1 łyżka nasion kozieradki,
   1 łyżeczka nasion kminu,
   1 łyżka ghee,
   1 łyżka kasuri methi* (suszonych liści kozieradki),
  1/2 szkl. wiórków kokosowych,
   1 szkl. wody,
1/2 szkl. mleka kokosowego,
1/2 łyżeczki pieprzu,
      sól,
      posiekana świeża kolendra do posypania.

 

* Inna nazwa to quasuri methi lub kasoori methi.

   Ryż opłukać, wrzucić do miski i zalać zimną wodą. Odstawić na 30 minut, po czym odcedzić.
W rondlu (najlepiej z grubym dnem) rozgrzać ghee. Wrzucić kmin i smażyć do momentu, aż zacznie zwyczajnie trzeszczeć. Wrzucić wówczas nasiona kozieradki i smażyć 1 minutę mieszając. Dodać liście kozieradki i smażyć 10 sekund, po czym dodać wiórki. Smażyć na małym ogniu 1 minutę i dodać ryż. Znów smażyć 1 minutę. Wszystko cały czas mieszając.
   Wlać wodę i zagotować. Zmniejszyć wówczas ogień do minimum, dodać sól do smaku i wlać mleko kokosowe. Całość przykryć i gotować około 10 minut (serio wystarczy). Jest autorska uwaga, że gdyby ryż był za wilgotny, należy odkryć i poczekać aż odparuje, ale nie zaszła taka potrzeba.
   Ryż podawać posypany świeżo zmielonym pieprzem (posypałam grubo mielonym) i kolendrą. Świetny dodatek do dań z mięsem. Tu z khormą z wołowiny z migdałami.

 

ryz kokosowy (1).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  449 710  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Statystyki

Odwiedziny: 449710
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 392
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl