Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 758 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Bułki z otrębami owsianymi na kwaśnym mleku

wtorek, 17 marca 2015 13:32

   Przepis ten powstał zwyczajnie – z potrzeby pieczywa, i z potrzeby wykorzystania skwaśniałego mleka. No bo cóż z nim zrobić mam? Z nadmiernej jego ilości. Nieee… nie zostawiałam mleka specjalnie. Ono po prostu jakoś tak samo (bo zwykle samo się tak robi) wepchnięte zostało tam, gdzie być nie powinno, no i się skwasiło. Wylać. Proste… ale postanowiłam coś z niego zrobić, ot tak… na próbę. I tak dwa dni pod rząd. Trochę dopracować recepturkę i dlatego tą lepszą wersją pozwolę sobie się z Wami podzielić. Różnica niby niewielka w składnikach, ale zapewniam, że istotna w konsystencji i smaku. Bułki, a w zasadzie buły wyszły pyszne. Oczywiście, że drugim razem pyszniejsze!
   Tak na dobrą sprawę zamiast kwaśnego mleka można użyć kefiru. Polecam, bo taki płyn lekko zakwasi samo ciasto, co oczywiście nie znaczy, że będzie ono kwaśne. Bułki nam przypominają trochę bułki montowe… Nadają się świetnie na duże kanapki, ale ponieważ są dosyć spore, to można je pokroić na kromeczki i zrobić nieco mniejsze. To już jak nam będzie wygodnie. Można też wziąć bułę do ręki i odrywać po kawałku podając do konkretnej zupy lub konkretnego dania jednogarnkowego. Niewiele mam tu do powiedzenia, bowiem rzecz jest prosta. Nie powinno być tu żadnych zaskakujących niespodzianek. Powiem jeszcze tak – ja dodałam otręby owsiane, ale myślę, że będzie wszystko jedno czy damy takie, czy pszenne, czy żytnie. Zresztą byłam pewna, że mam pszenne, i biorąc je do ręki zobaczyłam, że jest inaczej… Bo po prostu w opakowaniu po pszennych z niezwykle wygodnym zamknięciem strunowym wcisnęłam bez takiego zamknięcia owsiane. Jak się ma kiepską pamięć, to można się nabrać. A lubię je mieć w domu, bo przydają się różnych celów - oczywiście u mnie głównie do pieczywa. Kupuję hurtowo wszystkie, po czym okazuje się, że właśnie został mi jeden rodzaj. No ale to już taka moja przypadłość. Bułki polecam gorąco, nie tylko gorące. Na drugi dzień niewiele tracą – nadal pozostają mięciutkie, choć już nie pachną tak mocno, czyli tak bardzo zachęcająco. Bo nie da się ukryć, że sam zapach chyba na wszystkich działa jednakowo…

 

bulki na kwasnym mleku (1)_resize.JPG


Bułki z otrębami owsianymi na kwaśnym mleku

  50 dag mąki tortowej,
 7,5 dag otrąb owsianych,
   1 łyżeczka soli – z lekkim czubkiem,
   2 łyżki mielonego siemienia lnianego,
   5 dag drożdży,
150 ml ciepłej wody,
200 ml kwaśnego mleka w temp. pokojowej,
   1 łyżka oliwy.

   Do miski robota z plastikowymi nożami wsypać przesianą mąkę, dodać otręby, sól i siemię lniane. Drożdże rozpuścić w 50 ml ciepłej wody. Resztę wody dokładnie wymieszać z kwaśnym mlekiem, i wlać do miski robota. Dodać rozpuszczone drożdże, zamknąć i zagnieść ciasto. Można wyrobić ręcznie, zagniatając przez 10 minut. Dobrze wyrobione ciasto – powinno być odrobinę klejące, ale trzymające się razem – wyjąć na blat i uformować kulę. Miskę wysmarować oliwą, wsadzić ciasto i obtoczyć w niej delikatnie. Przykryć i odłożyć na 30 minut.

 

bulki na kwasnym mleku (8).JPG

podłużne...

bulki na kwasnym mleku (10).JPG

...lub okrągłe


   Blachę oprószyć delikatnie mąką. Wyrośnięte ciasto odgazować, wyjąć na blat i pokroić na 6 równych części. Nie ma potrzeby oprószać mąką – powinno być idealne do formowania. Uformować kule, podłużne bułki, lub wg uznania i ułożyć na blasze. Przykryć ściereczką, po czym folią spożywczą i odłożyć na 1 godzinę.


bulki na kwasnym mleku (11).JPG

 

   W międzyczasie nagrzać piekarnik do 200°C wsadzając żaroodporną miseczkę z wodą. Bułki piec 20-25 minut. Wyjąć i wystudzić na kratce.

 

bulki na kwasnym mleku (4)_resize.JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mona de pasqua

środa, 11 marca 2015 15:05

   Wielkanoc za pasem… Coraz bliżej z każdym dniem – co rzecz jasna logiczne. Nawiązuję do niej z prostych przyczyn, czyli owego mona de pasqua - ciasta wielkanocnego rodem prosto z Hiszpanii. Odpowiednio wcześnie, żeby móc się wgłębić w przepis, ewentualnie spróbować i być może zamiast mazurka zrobić właśnie tak? Nie wiem… bo każdy ma swoje ulubione ciasta. Te tradycyjne robione od pokoleń, lub też tradycyjne dla nas – bo te nam smakują i robimy je z przyjemnością i dla najbliższych, i dla siebie. Być może jednak mamy taką - wcale nie dziwną – manierę, że musimy od wielkiego święta zrobić coś nowego. No i może znajdzie się miejsce i dla mona de pasqua. Mięciutkiej i niezwykle pachnącej pomarańczą babki drożdżowej.
   Może inaczej. Pod tą nazwą kryje się ciasto – niekoniecznie drożdżowe, jak zdążyłam się zorientować. Ważne są ozdoby typowo wielkanocne. Króliczki, kogutki, jajeczka… Z czekolady, z marcepana czy z masy cukrowej. Drożdżówki zaś bywają ozdobione ugotowanym na twardo jajkiem, owiniętym lub zaplecionym ozdobnie w ciasto i tak upieczonym. I choć może nam się to kojarzyć bardziej z Grecją – znaczy mnie się takie ciasto z jajkiem zawsze kojarzy z Grecją – to jak widać jest to popularna ozdoba w wielu krajach. Pytanie tylko – czy ma sens? Ale… czy jest sens tłumaczenia tradycji? Ba! Niemniej jednak ja postanowiłam nie wpychać jaj w słodkie ciasto – bo jakoś tak stwierdziłam, że bardziej mi będzie przeszkadzało niż ozdabiało. A poza tym lubię to co proste i piękne. A gdy jeszcze smaczne…
   Przepis z zeszłego sezonu, którym nie zdążyłam się podzielić. Więc tym razem szybciej, aby tylko się wyrobić na czas. Zdjęcia jednak świeże – zrobione wczoraj, razem z kilkoma poprawkami, które ująć musiałam po narzekaniu najbliższych. Znaczy poprawki naniesione były szybciej, ale wczoraj była okazja do sesji zdjęciowej. Powód poprawek? Hmmm… zwykły anyż. Poprzednim razem wrzuciłam zaparzone, czyli miękkie już nasionka do ciasta. Ile było gadania… Stwierdziłam, że ok. W końcu nie wszystkie pomysły są idealne. Tym razem ich nie dodałam, ilość anyżu w formie wywaru jest zjadliwa – i to genialnie zjadliwa. I nasz ząb nie trafi na ziarenko czegoś, za czym nie przepadamy. Na smak kopalniaków – ha! A ja je tak bardzo lubiłam… Jeśli lubimy, możemy swobodnie dodać nasionka. Jeśli nie trawimy w żadnej postaci, możemy po prostu w ogóle nie dodawać. Ciasto i tak pachnie przede wszystkim pomarańczą. Aha. Jeśli nie dodamy anyżu (dodajmy…) to można w przepisie użyć mleka zamiast wody.
   Z podanej porcji wychodzą dwa bocheneczki. Śliczne – jak dla mnie. Młodemu wpadło jednak do głowy – o tyle za późno, że już przy jedzeniu – że można by było zrobić z tego po prostu bułeczki. No tak… Myślę, że świetny to pomysł, albo jedną porcję przeznaczyć na ów słodki „chlebuś” a z drugiej ulepić rozkoszne bułeczki, z których jedna zawsze nam się do koszyka zmieści… I tak zrobię. I głupi pomysł mu wpadł do głowy – aby nie nacinać wierzchów, bo najlepsza jest ta skórka. Mocno zrumieniona, lśniąca i słodziutka. Nie. Bo ciasto wygląda ślicznie, gdy jest nacięte i się „rozpęka” na wszystkie strony. W każdym razie pierwsza buła poszła na raz – niedługo po wyjęciu z piekarnika. Tylko chwila po to, aby przestygła. Z drugiej nie zjadłam nawet kromeczki, choć liczyłam na śniadanie z serkiem i miodem. Po prostu jakoś dziwnie się rozpłynęła. Dodam, że Połówka poza domem się szwenda spory kawałek. Fakt… świeża jest genialna, ale żeby aż tak?!!!
   Ciasto można oczywiście zrobić przy byle okazji. Ostatnio niezwykle często mam zachcianki na drożdżowe, więc to tylko jeszcze jeden bodziec był, aby zrobić konkretnie mona de pasqua. Jeden minus – nie będzie to li tylko pstryknięcie palcami. Ciasto robi się prosto, ale długo. Musi odleżeć swoje przez noc w lodówce. Niestety. Dla chcącego jednak przecież nic trudnego. Spróbujcie proszę…

 

mona de pasqua (14).JPG



Mona de pasqua

   1 łyżeczka nasion anyżu,
150 ml wrzącej wody,
 50 dag mąki tortowej,
   2 dag świeżych drożdży,
  ½ łyżeczki soli,
 10 dag cukru,
     skórka starta z 1 cytryny,
     skórka starta z 1 pomarańczy,
     sok z ½ pomarańczy,
   2 jajka,
   5 dag stopionego masła,
   1 żółtko do smarowania,
     cukier perlisty.

      Ziarna anyżu wrzucić do miseczki i zalać wrzącą wodą. Przykryć i odstawić do przestudzenia. W tym czasie przesiać mąkę i do miski wrzucić 15 dag – resztę póki co odłożyć. Wkruszyć drożdże i wymieszać, po czym wlać przecedzoną ciepłą lub letnią wodę anyżową. Wymieszać na lepkie ciasto za pomocą drewnianej łyżki, przykryć i odstawić na 20-30 minut do wyrośnięcia.
   W międzyczasie porządnie wyszorować cytrynę i pomarańczę szczoteczką z mydłem, dobrze opłukać i sparzyć zalewając wrzącą wodą. Odcedzić po chwili, osuszyć i zetrzeć skórkę. Wycisnąć sok z pomarańczy, choć można to będzie zrobić bezpośrednio do ciasta – wszelkie odrobiny miąższu nie będą przeszkadzać. Można też stopić masło.
   Do miski robota wsypać resztę mąki, dodać sól, cukier, starte skórki, sok z pomarańczy, jajka, przestudzone lecz wciąż płynne masło. Zagnieść. Na końcu dodać wyrośnięte ciasto – powinno dać się podnieść, choć klejące nadal będzie. Zrobić to łopatką, zeskrobując ewentualne resztki. Wyrobić gładkie i wciąż lekko klejące, choć dające się ogarnąć ciasto. Wyłożyć na oprószony lekko mąką blat i zagnieść formując kulę. Gdyby ciasto było twardawe – dodać więcej soku z pomarańczy, robiąc to po odrobinie (nie powinno, ale pomarańcze mają różną wielkość i różnie bywają soczyste). Ciasto z lekkim oporem powinno odklejać się od blatu, nie pozostawiając jednak na nim żadnych resztek. Wsadzić do miski (może być po zaczynie), przykryć i wsadzić do lodówki na całą noc. Robiąc ręcznie można po prostu wszystkie składniki dodać do zaczynu, na wszelki wypadek (dla mnie nie ma to specjalnego znaczenia) dodając sól na samym końcu. Wyrabiać koniecznie minimum 10 minut.

 

mona de pasqua (10).JPG


   Na drugi dzień rano wyjąć już wyrośnięte pięknie ciasto z lodówki, zjeść spokojnie śniadanie… Ciasto niech w miarę nabierze temperatury pokojowej – wystarczy około 20 minut. Po tym czasie odgazować – czyli nacisnąć ręką na ciastową poduchę, wyjąć na lekko oprószony mąką blat, zagnieść kilka razy i podzielić na 2 równe części. Uformować dwie śliczne kule i ułożyć na wyłożonej pergaminem blasze. Przykryć ściereczką i folią spożywczą – aby nie wyschły za bardzo – i odstawić na 60 minut do wyrośnięcia.
   Nagrzać piekarnik do 180°C. Żółtko wymieszać z wodą i posmarować nim wierzch ciasta, a następnie posypać cukrem perlistym. Tuż przed wsadzeniem do piekarnika ostrym nożem naciąć wierzchy na krzyż na głębokość około 1 cm. Piec mniej więcej 40 minut, po 20 przykrywając z wierzchu kawałkiem folii aluminiowej – żółtko na powierzchni ma tendencję do szybkiego i mocnego rumienienia się, zanim ciasto się upiecze.

  mona de pasqua (18).JPG

 

mona de pasqua (20).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

czwartek, 21 września 2017

Licznik odwiedzin:  458 217  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Statystyki

Odwiedziny: 458217
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 393
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl