Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 349 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Paratha z warzywnym nadzieniem

piątek, 26 kwietnia 2013 13:42

   Ostatnio starałam się krok po kroku - od najprostszych rzeczy - dojść do clou. Niestety ta wersja taka prosta nie będzie. Mam na myśli tę wersję paratha (czy to się odmienia? - teraz mam problem).
   Co to jest? Płaski chleb indyjski - płaski, bo formie placków. Znany już na całym świecie, ale mający swe korzenie w konkretnej części Indii - Pendżabie. Mówi się "indyjski", ale bardzo popularny również w Pakistanie i Bangladeszu. Ich kształt może być różny - od okrągłych, przez kwadraciaki, po trójkąty. Smażone na patelni na ghee lub oleju, rzadziej pieczone w piekarniku - i ponoć jedynie wtedy, gdy są problemy zdrowotne. Tyle zapamiętanych mądrości.
   Jak się to je? Można jeść taki placuszek pusty, a można go i nadziać. Farsz zależy od tego co mamy, co chcemy mieć w cieście, i z czym najbardziej lubimy. Zeszkloną cebulkę (może być z innymi dodatkami), surowym kalafiorem (postanowiłam spróbować następnym razem), warzywami, serkiem paneer. Bardzo popularne są z ziemniakami. Wszystko doprawione charakterystycznymi przyprawami dla tego rejonu świata, dostępnymi i u nas. Gotowe chlebki rozrywa się na kawałki, ale moje dziecko woli sobie posmarować raitą, zrolować jak tortillę i wydawać dziwne dźwięki przy każdym kęsie. Niektórzy tak mają...
   Z czym się to je? Ha! No właśnie... Te nadziane świetne są jako przekąska. Wystarczy tylko raita. Te puste można zjeść na śniadanie - nawet z jajkiem sadzonym lub omletem, bądź na obiad z czymś więcej, czyli jako dodatek do głównego dania. Można podać do dań wegetariańskich, można do mięsnych, pod warunkiem, że nie będą podane z ryżem, i wszelkiego rodzaju dhal. Wybór znów zależny od nas samych.
   Jak się to robi? Aaa... tu już zapraszam do przepisu. Chciałam tylko powiedzieć, że porcja tu podana jest na 4 chlebki - zawsze można podwoić składniki, zwłaszcza jeśli mamy kogoś do pomocy przy smażeniu. Nie trwa ono długo, ale często trzeba ciasto odwracać. Jeden chleb się smaży, my wałkujemy następny... I dosyć istotna uwaga - proporcje składników warzywnych poza ziemniakiemi mogą być różne, ale radzę nie wychodzić poza magiczną ilość 1 szklanki. Może być nieco mniej, zwłaszcza gdy będziemy robić po raz pierwszy. Farsz jest znakomity, ale nie ma sensu przekraczać tej ilości, bo nie damy rady wykorzystać całości. Chlebki są dosyć duże, jednak jak podzielimy farsz i ciasto na 6 części, można zrobić mniejsze porcje. Ale się nie opłaca... Do farszu potrzebne będzie około pół szklanki puree z ziemniaka (nie więcej z przyczyn - jak wyżej) i zawsze można dzień wcześniej ugotować do obiadu trochę więcej, i po prostu odłożyć zgniecione tłuczkiem. Trzymać w lodówce pod przykryciem ;). Zamiast suszonej kolendry można dodać świeżą - jeśli się ją będzie miało w zasięgu ręki. Bardziej wtedy łyżkę niż łyżeczkę. Dodaję natkę pietruszki ze swej strony, bo i lubię, i ładnie wygląda.

 



Paratha z warzywnym nadzieniem

Ciasto:
  25 dag mąki,
125 ml wody zimnej lecz przegotowanej,
    2 szczypty soli,
       mąka do podsypania (sporo).

Nadzienie:
   1 średni ziemniak,
   1 czerwone chili,
   1 szkl. mieszanki warzyw (marchew, seler, czerwona papryka, groszek),
1/2 łyżeczki garam masala,
1/2 łyżeczki pasty czosnkowo-imbirowej,
   1 łyżeczka suszonej natki kolendry (niekoniecznie),
   1 łyżka posiekanej natki pietruszki,
      sól,
      olej roślinny (lub ghee).

   Przesiać mąkę do miski, dodać sól i wymieszać. Zrobić dołek, wlać wodę i wyrobić ciasto, zagniatając. Wyrabiać przez chwilę na blacie, po czym uformować kulę, podzielić na 4 części i wsadzić z powrotem do miski. Przykryć i odłożyć na minimum 30-40 minut. Można podzielić na porcje tuż przed wałkowaniem.
   Ziemniaka wyszorować, ugotować w mundurku, przestudzić i obrać. Jeszcze ciepłego rozgnieść lub utłuc. Przełożyć do miski i wystudzić. W tym czasie przygotować resztę warzyw. W rondelku zagotować osoloną lekko wodę. Marchew i selera zetrzeć na dużej tarce, paprykę pokroić w małą kosteczkę. Odmierzam po ok. 1/4 szklanki każdego z warzyw już przygotowanych. Z groszkiem nie robię nic - stosując mrożony. Gdy woda zawrze, wrzucić wszystkie warzywa - nie zapominając o groszku - i gotować 3-4 minuty. Powinny zmięknąć. Odcedzić i wystudzić.
   Chili oczyścić z nasion, drobno pokroić i dodać do ziemniaków. Wrzucić warzywa, garam masala, pastę czosnkowo-imbirową, dodać kolendrę i posiekaną natkę. Dłonią wszystko dobrze wymieszać, doprawić solą i wymieszać powtórnie. Podzielić na 4 części.

 


   Najlepiej wyjmować z miski po jednym kawałku ciasta na raz. Uformować kulkę i spłaszczyć na krążek tak, aby brzegi były nieco cieńsze niż środek. Średnicy około 10-11 cm. Podsypując mąką, co teraz będzie częstą czynnością.

 

   Na środku ciasta ułożyć porcję nadzienia i podnieść brzegi ciasta do góry. Dobrze zlepić, docisnąć formując kulkę i odwrócić całość, aby zlepienie było pod spodem.

 

   Spłaszczyć i rozwałkować na płaski placek średnicy ok. 15-17 cm, bardzo często odwracając i podsypując mąką. Nie przejmować się dziurami powstałymi przez groszek i paprykę - posypać je mąką. Będą fajnie wyglądały po usmażeniu.
   Rozgrzać dużą patelnię na średnim ogniu. Gdy będzie gorąca wlać około łyżeczkę oleju (lub wrzucić odrobinę ghee) i rozprowadzić na dnie. Ułożyć chleb i smażyć, aż się lekko zrumieni od spodu. Przewrócić, podlać odrobinką oleju i smażyć znów do lekkiego zrumienienia. Odwrócić znów, znów podlać odrobinką oleju (zamiast oleju odrobina ghee) i smażyć co chwilę odwracając, aż ciasto przestanie być surowe. Już bez podlewania olejem. Można posiłkować się drwnianą łopatką - dociskając chlebek.
   Podczas smażenia jednego można rozwałkować następny. Powtarzać w ten sam sposób. Pysznie smakuje z raitą. Odstawiony na dłuższą chwilę robi się miękki nie tracąc swoich walorów. Ale można go z łatwością zrolować - i stąd ulubiona wersja Młodego.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Pasta czosnkowo-imbirowa

czwartek, 25 kwietnia 2013 16:16

   Kolejna rzecz, która stanowi bazę dań azjatyckich. Fajnie, że tu nie ma znaczenia czy będą to dania z Indii, czy Chin. Czy innych ościennych państw. Ta pasta jest idealna w swojej treści i formie. Tam gdzie mamy zamiar dać imbir i czosnek, możemy po prostu dać łyżeczkę lub dwie takiej pasty. Do kupienia w większych miastach. Do zrobienia w każdym domu. Szybko - nie licząc obierania czosnku.
   Niewielkim wysiłkiem zapewniamy sobie prawdziwą przyjemność i ułatwiamy gotowanie oryginalnych potraw. Dokładnie tak. I teraz tak... proporcje czosnku mogą być różne, lecz u mnie zależą od jego ostrości. Ja po prostu próbuję wstępnie posiekaną pastę i ewentualnie dorzucam czosnku. Stanowić on powinien w minimalnej swojej części połowę ilości imbiru, a maksymalnie jego ilość stanowić winna wartość równorzędną. Czyli pół na pół. Wagowo. Wolę operować ciężarem niż miarkami.
   Jednak niestety musimy mieć pod ręką absolutnie świeży imbir. Na szczęście to już problemem nie jest.
Ach... i bardzo ważna rzecz - ważę po obraniu. Zarówno czosnek, jak i imbir.
   Dodaję tę pastę systematycznie do szybkiego chow mein w różnych wersjach. Oststnio jednak częściej do dań indyjskich. Jednak wszystko w swoim czasie...

 

Przepisy z pastą czosnkowo-imbirową:

Paratha z warzywnym nadzieniem

Khorma z wołowina z migdałami

 



Pasta czosnkowo-imbirowa

   10 dag czosnku (ok. 1,5 dużej główki),
12,5 dag świeżego imbiru,
        duża szczypta soli,
     1 łyżka oliwy.

   Pokroić imbir na mniejsze kawałki, i jak nam się chce to i ząbki czosnku na 2 lub 3 części w zależności od wielkości. Włożyć całość do rozdrabniacza i posiekać. Spróbować odrobinę i zastanowić się, czy chcemy więcej czosnku. Ewentualnie dodać i zmiksować jeszcze raz. Miksuję wstępnie po to, aby wszystkie składniki równomiernie się rozłożyły, a przy okazji ułatwia to miksowanie właściwe.

 


   Całość przełożyć do ręcznego blendera, dodać sól (duża szczypta dla mnie, to tyle, ile mieści się w 5 palcach) i oliwę. Zmiksować na gładką już pastę, przełożyć do wyparzonego słoiczka i zakręcić wieczko...
Używać wg potrzeb. Przechowywać do 1 tygodnia w lodówce. Można wyłożyć tackę folią i rozłożyć na niej porcje z 1 łyżeczki. Zamrozić i przełożyć do woreczka. Mieć po prostu w zamrażalniku, gdzie się utrzyma do 3 miesięcy. Ale jeżeli lubimy kuchnię azjatycką i często korzystamy z takich przepisów - zdążymy zrobić już następną porcję. Czas przechowywania nie jest długi, ale nie ma tam żadnych konserwantów.

 


Ewa


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Raita ogórkowa

środa, 24 kwietnia 2013 9:43

   Fantastyczny sos na bazie jogurtu. Może być kupny, może być zrobiony przez siebie, ale dobrze by było, gdyby był gęsty. Czyli jogurt typu greckiego lub własny pozbawiony nadmiaru serwatki. Ten jest właśnie z domowego.
   Raita to indyjska kuchnia i chociaż niektórym myli się z tzatziki, to muszę powiedzieć, że w sumie składniki podobne, a jednak dają zupełnie inny wymiar smakowy. Od czego by tu zacząć? Od głównej przyprawy nadającej ten smak. Od kminu. Jest tak charakterystyczny, że nic nie jest w stanie go zastąpić. Można iść na łatwiznę i dodać gotowy zmielony, ale polecam gorąco zrobić według przepisu. Zresztą... u nas nie widziałam mielonego, więc chyba innego wyjścia i tak nie macie ;). Łączy się idealnie z całością nadając również fajnego aromatu. Dla zaostrzenia smaku całości dodałam roztarte płatki chili, ale można dodać i to w proszku, czy też ostrzejszy nieco pieprz cayenne. W ilościach nam odpowiadających, pamiętając jednak, że zawsze możemy doprawić, bo odjąć się tego już nie da.
   Do czego raita służy? Różne są jej wersje - od tej pikantnej, znakomicie komponującej się z indyjskimi chlebkami wszelkiej maści, do słodkich z dodatkiem miodu. Te mają na celu złagodzić wszelkie pikantne curry. Nie przyprawę, a dania. I nie ma znaczenia, czy będzie to curry wołowe, drobiowe czy warzywne. Całość jest wyśmienita. Do tego stopnia o dziwo, że dziecięciu smakuje bardziej niż wspomniane tzatziki. Chociaż oczywiście za pierwszym razem zapytał o dziwny smak... kminu. Na wszelki wypadek w takich sytuacjach odpowiadam zgodnie z prawdą - co to jest, i że tyle razy już jadł...

 



Raita ogórkowa

   1 szkl. gęstego jogurtu naturalnego,
   1 łyżeczka soku z cytryny,
   1 łyżka posiekanych listków mięty (chiffonade)*,
1/2 łyżeczki ziaren kminu,
1/3 łyżeczki płatków chili,
   1 średni ogórek sałatkowy,
      sól.

   Chiffonade robi się bardzo prosto. Najlepiej ułożyć listki (tutaj mięty) jeden na drugim, złożyć wzdłuż na pół lub zrolować (łatwe w przypadku dużych listków, idealne w przypadku bazylii) i ostrym nożem pokroić w cienkie paseczki. Ich "cienkość" zależy od potrzeb.

 

 



   Ogórka obrać, zetrzeć na dużej tarce i przełożyć do sitka. Łyżką odcisnąć sok. Jogurt przełożyć do miski.
   Rozgrzać małą patelnię na średnim ogniu, po czym wrzucić kmin. Opiekać prze chwilę ruszając patelnią, aż zacznie intensywnie pachnieć i lekko się zrumieni. Wsypać do moździerza i rozetrzeć na proszek. Dodać do jogurtu. Rozetrzeć płatki chili - nie przejmując się większymi kawałkami. Dodać do jogurtu razem z sokiem z cytryny i wymieszać.
   Dodać do całości odciśniętego ogórka i na końcu miętę. Wymieszać i doprawić koniecznie solą.
Raitę można podawać od razu lub przykryć folią spożywczą i schłodzić. Podałam z warzywną wersją chlebka paratha.
Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jogurt naturalny

wtorek, 23 kwietnia 2013 21:05

   W ilościach jakie zapragniemy... Bez żadnego sprzętu typu jogurtiera, jogurtownica czy jak się to tam zwie.
Tak w zasadzie zastanawiałam się jak to wszystko ugryźć. Od czego zacząć... Zrobiłam danie, które wymaga swojego rodzaju podejścia do sprawy. Danie indyjskie. Proste, lecz z wielu składników. Takich, o które ciężko niestety też. Jogurt może zbyt skomplikowany nie jest, a na dodatek dostępny nie tylko w mleczarniach, jednak co własny to własny. Więc zacznę od baz - i tu muszę następny dział założyć, do którego postanowiłam wsadzać różne drobiazgi, łącznie z mieszankami przypraw, których używam.
   Jogurt jako podstawa wielu rzeczy - od napojów, marynat, po sosy - przyda się w zbliżającym się sezonie wiosenno-letnim. Przyznaję jednak, że podstawą do zrobienia własnego, będzie kupny. Może być ten najmniejszy, byle dobry. Kupić go będzie można raz, bo potem ze zrobionego weźmiemy i zostawimy odrobinę do przygotowania kolejnej porcji. I tak w kółko... Raz za razem, aż nam się nie znudzi. Gdybyśmy jednak zjedli czy też wypili sobie do końca, nie pozostaje nic innego, jak kupić świeży jogurt i zacząć zabawę od początku.
   Sama jogurt zaczęłam robić kilkanaście lat temu. Kupiłam fajną i bardzo potrzebną w wielu sytuacjach książkę Elisabeth Russell Taylor "Kuchnia dla diabetyków", w której jest przepis będący bazą mojej bazy. Robię po swojemu - znaczy mam swoje proporcje. Te podawane przez autorkę były w porządku, ale nijak nie mieściło się to nawet w moim czasie, nie mówiąc o czasie podawanym w książce. Jednak gdyby nie ten przepis, pewnie kupowałabym jogurty do dziś. Ten zrobiony smakuje jak kupny. Niczym się nie różni. Stosowałam do wszystkiego, do czego jogurt stosowć można. No właśnie. Piliśmy w owocowych koktajlach. Jedliśmy w lodach, czy też z mięsem. Ostatnio zajadamy się raitą. Z dwóch składników mamy masę radości. Rzadkie...
   Jeszcze jedna uwaga. Przez te lata różnego rodzaje jogurty naturalne brałam w obroty. Polecam gorąco jogurt typu greckiego. Wyjdzie jednak z każdego, chociaż jeżeli kupuję, to raczej nie byle jakie.

Przepisy z użyciem jogurtu naturalnego:

Raita ogórkowa

Skrzydełka marynowane w curry

 



Jogurt naturalny

900 ml mleka,
    2 łyżki dobrego jogurtu naturalnego.

Najlepiej przygotować wieczorem. 1 l mleka - kiedyś sprzedawany w takich ilościach - nie będzie problemem. Kupuję jednak mleko z miejscowej mleczarni, czyli niestety 900 ml - stąd taka ilość na raz.
   Mleko wlać do garnka i zagotować. Odstawić na chwilkę i usunąć powstały kożuch. Wystudzić do temperatury pokojowej, po czym jeżeli kożuch znów się pojawi (będzie to zależało w dużej mierze od tłustości mleka) usunąć po raz drugi. Przelać mleko do szklanej lub ceramicznej miski, dodać jogurt i dokładnie wymieszać. Przykryć folią spożywczą i odstawić na noc lub po prostu na minimum 12-14 godzin.

 


   Po tym czasie jogurt jest gotowy. Niczego nie trzeba robić, jeżeli będzie użyty do koktajli czy marynat. Jeżeli ma być do sosów czy dipów, to lepiej go "odcedzić".

 

 

odciek w postaci serwatki

   Durszlak wyłożyć bawełnianą ściereczką, tetrą lub muślinową szmatką (mam do robienia serka płótno bawełniane i tego używam do wszystkich takich celów). Koniecznie czystą. Wylać delikatnie jogurt - raczej z potrzeby nie obryzgania wszystkiego dookoła niż uszkodzenia struktury jogurtu. I odłożyć na kilka godzin, ustawiając durszlak w większej misce. Niech to co płynne kapie sobie spokojnie. Jogurtu takiego będzie znacznie mniej. O ile? Możemy zauważyć po ilości odcieku. Za to będzie gęsty i żaden sos nie podejdzie nam wodą. Gotowy przełożyć do ceramicznego czerwonego garnuszka z kropkami ;). Lub prostego słoiczka, czy też ulubionego pojemniczka.
   Jeżeli mamy zamiar zrobić podwójną porcję - czas tworzenia jogurtu może się wydłużyć. Ze swej strony serwatkę polecam do wypieku domowego pieczywa.
Ewa

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Naleśniki z jabłkami

środa, 17 kwietnia 2013 15:00

   A nawet chyba bardziej jabłkowe naleśniki z jabłkami. Naleśnik jak to naleśnik... choć wyjątkowo muszę przyznać, że cieniasy są najlepsze. Tutaj nie będzie to możliwe ze względu na starte jabłka w cieście. I choćbyśmy nie wiem jak kręcili patelnią, to grubsza warstwa jabłek grubszą pozostanie. Jednak mogę zapewnieć, że na plus im i nam to wyjdzie. Jednak bez kilku uwag technicznych się nie obejdzie.
   Naleśniki są z mąki krupczatki. I z ciekawości, choć jednak krupczatka ma większe dla nich znaczenie. Na zasadzie - spróbuję, bo trzeba ją zużyć do końca (już mam nowy zapas nadszarpnięty nieco przez kolejne porcje). A jak nie wyjdzie... Ale dlaczego miało by nie wyjść? Przestałam zaprzątać sobie głowę. Ciasto na naleśniki zawsze odkładam na bok aby odpoczęło, się zagęściło i przegryzło. Nie bardzo co się ma przegryzać, ale dawno temu przeczytałam, że się tak powinno i kategorycznie stwierdzam, że się tak powinno. Po odstaniu dolewam odrobinę wody, aby je rozrzedzić nieco. Nie lubię grubych. Dodatek startych jabłek w odpoczynku w niczym nie przeszkadza. A jest co zrobić z niezbyt smacznymi jabłkami. Dostanymi. Najpierw dostałam jabłka, a potem przeprosiny od Mamy, że takie nijakie takie... Konsternacja, którą często mi Mama serwuje. Mamo Kochana... nawet nie wiesz ile radości nam sprawiłaś tymi jabłkami. Idealnie nadały się tutaj.
   Naleśników wychodzi mi 6 dużych. Na patelni do naleśników. Na mniejszej zapewne wyjdzie 8, tylko pomiędzy nas troje łatwiej jest podzielić sześć niż osiem. To ma być deser nie danie główne, więc duża, która na klasyczne naleśniki idzie w odstawkę - tu jest idealna. Podaję je z jabłkami, ale dodatek bitej śmietany czy kulki lodów waniliowych sprawi, że z codziennego deser zrobi się świąteczny.

 



Naleśniki z jabłkami

6-8 sztuk

Ciasto:
350 ml mleka,
150 ml przegotowanej zimnej wody,
    2 jajka,
  20 dag mąki krupczatki,
       szczypta soli,
    1 czubata łyżka cukru,
    2 średnie jabłka,
       olej so smażenia.

Dodatkowo:
    2 jabłka (wielkość nie ma znaczenia),
       masło do smażenia,
       cukier puder do posypania.

   Do stojącego blendera wlać mleko, 100 ml wody, dodać jajka, mąkę krupczatkę, sól i cukier. Całość zmiksować na gładkie ciasto. Można to zrobić tradycyjnym mikserem i gdyby powstały jakiekolwiek grudki, przecedzić ciasto przez sitko. Powinno być idealnie gładkie.
   Jabłka umyć, obrać i zetrzeć na grubej tarce. Ogryzki wyrzucić. Starte dodać do ciasta, wymieszać łyżką i odstawić na 30 minut pod przykryciem. Po tym czasie wlać pozostałe 50 ml wody i wymieszać. Gdyby ciasto było nadal bardzo gęste, można dolać odrobinę wody. Jednak z umiarem.
   Dużą patelnię na naleśniki średnicy 24 cm (wyjdzie 6 sztuk) lub dobrą 20 cm (wyjdzie 8 sztuk) podgrzać na średnim ogniu. Wlać odrobinę oleju i rozprowadzić na całej powierzchni - na przykład drewnianą szpatułką. Podgrzać. Gdy całość będzie gorąca zdjąć z ognia, wlewać porcjami ciasto i rozprowadzić je cienką warstwą na dnie całej patelni. Postawić na ogniu i smażyć, aż spód się zrumieni. Przewrócić szpatułką zdecydowanym ruchem na drugą stronę i dosmażyć. Zdjąć i złożyć w chusteczkę tak, aby ładniejsza (pierwsza) strona była z wierzchu. Odłożyć na talerz, nie przejmując się, że wystygną. Usmażyć kolejne. Patelnię pozostawić do odsmażenia naleśników.
   Umyć jabłka, przekroić na pół, usunąć gniazda nasienne i obrać. Każdą połówkę pokroić na 6 cząstek. Na innej patelni lub w rondelku rozgrzać delikatnie ok. 2 łyżki masła. Wrzucić cząstki jabłek i poddusić delikatnie mieszając. Powinny zmięknąć odrobinę, ale pozostać w całości. Można oprószyć delikatnie w trakcie smażenia cukrem pudrem, ale polecam to jedynie w przypadku mało słodkich jabłek.

 


   W międzyczasie na patelni z naleśników stopić łyżeczkę (około) masła. Wsadzić 4 naleśniki i podgrzać rumieniąc. Odwrócić, dodać odrobinę masła i smażyć z drugiej strony. Wyłożyć na talerzyki, oprószyć cukrem pudrem i rozłożyć podduszone jabłka. Podawać natychmiast - póki gorące.
Gałka lodów waniliowych lekko się roztapiających pod wpływem ciepła lub bita śmietana mile widziane.

 

Ewa


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

wtorek, 25 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  445 087  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Statystyki

Odwiedziny: 445087
Wpisy
  • liczba: 262
  • komentarze: 388
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl