Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 759 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Długie bułeczki

czwartek, 31 maja 2012 14:53

   Mogłabym napisać - niczym solodrągi. Kto ich nie zna, ten wiele stracił ;). Mogłabym... ale bułki jedynie kształtem przypominają tamte. Co prawda zawsze można posypać je solą i tak powiedzieć, ale chciałam zaznaczyć, że i tak te będą znacznie delikatniejsze. Ja oczywiście posypać kilka musiałam - dla każdego było coś fajnego. Fajne dla Młodego jest to, że nic na nich nie było, a my z Połówką podzieliliśmy się bułami z kminkiem i czarnuszką. I właśnie dlatego było pysznie.
   Powiem szczerze. Kiedyś - dzięki bodajże szukania przepisu Gary`ego Mehigan - znalazłam się na fajnej stronce, na której przeczytałam co nieco na temat dziwnej (dla mnie, bo nieznanej do tej pory) bazy. Bazy chlebów i bułek. Nie umiem tego przetłumaczyć dosłownie, dlatego więc baza u mnie bazą pozostanie. Przepis spisany na kartce gdzieś mi był umknął... ale się znajdzie. Pewnie znów przez przypadek. Po prostu wiele rzeczy spisuję - te, na które mam ochotę - ale potem różnie bywa... Kartka się znajdzie pewnie w jakiejś książce, bo w tej chwili jest zakładką. Mam taką nadzieję.
   Wracając do bułek. Są niezwykle delikatne i sprężyste - co zapewniać ma owa baza. Jeśli to dzięki niej tak się dzieje, to beznadziejne jest to, że tak późno na nią wpadłam ;). Zrobiłam te buły i pomyślałam sobie, że muszę spróbować i na słodko. I znów plany... Tylko być może tę delikatność zawdzięczają po prostu masłu i jajkom. Wszystkie wypieki robione z nimi są przecież delikatniejsze. Och... Mam nadzieję, że jednak wystarczy Wam moje słowo, że bułki wyszły pyszne.

 

 

Długie bułeczki

Baza:
125 ml wody,
 2,5 dag mąki.

  50 dag mąki,
    1 łyżeczka soli,
 2,5 łyżeczki drożdży instant,
    2 jajka,
100 ml ciepłej wody,
 7,5 dag masła o temp. pokojowej,
    1 żółtko do posmarowania,
       kminek, czarnuszka, gruba sól do posypania.

 

   W małym rondelku wymieszać wodę z mąką. Mieszać na małym ogniu do momentu, aż całość po prostu zgęstnieje - bez gotowania. Zdjąć z ognia, przykryć i wystudzić.
   Do miski robota kuchennego (lub oczywiście zwykłej miski) przesiać mąkę. Dodać sól i drożdże i wymieszać. Dodać jajka i przygotowaną bazę (w normalnej misce dobrze jest zrobić dołek i w nim umieścić te składniki). Wymieszać i przez wlew dodawać stopniowo wodę. Dobrze wyrobić ciasto, po czym dodać pokrojone na mniejsze kawałki masło. Ciasto wyrabiać najpierw na małych, a następnie na dużych obrotach przez kilka minut. Ręcznie niestety bawić się około 10 minut, wyrabiając je na blacie. Powinno być gładkie i sprężyste. I elastyczne bardzo. Przełożyć do miski, przykryć i odłożyć na 60 minut.

 

   Ciasto odgazować, wyjąć na blat i podzielić na 8-10 kawałków. Podzieliłam na 10, ale bułeczki mogłyby być większe. Uformować kulki i rozwałkować na prostokąty. Najpierw na długość - jaka nam odpowiada (będzie to długość bułeczek), po czym na szerokość. Zwinąć w rulonik i ułożyć na natłuszczonej lub wyłożonej pergaminem blasze. Przykryć ściereczką i odłożyć do wyrośnięcia na 30 minut.
   W tym czasie nagrzać piekarnik do 190°C. Żółtko rozbełtać w miseczce i posmarować nim wyrośnięte bułeczki. Posypać ulubionymi dodatkami i wsadzić do piekarnika. Piec około 15 minut.

 

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Naleśniki czekoladowe z mascarpone i truskawkami

środa, 30 maja 2012 11:21

   Naleśniki... Ich różnorodność może wprowadzić w delikatny zawrót głowy. Bo przecież składniki samego ciasta mogą być tak różne... a jak dojdzie do tego nadzienie, to zawrót ten jeszcze się pogłębia. Dzisiaj wersja słodka - deserowo-obiadowa. Nie będę przekonywała do czego nadaje się bardziej, bowiem same naleśniki oczywiście można wykorzystać na wiele sposobów. Można zrobić z nich mieszki, można torcik przełożony jakimś kremem, można i tak jak mi wpadło szybko do głowy... bo tak się złożyło. Pomimo iż plany były nieco inne.
   Wersja słodka, bowiem czekolada świetnie się do tego nadaje. Dodatek serka był strzałem w dychę, a o truskawkach już nie wspomnę. Długo oczekiwane na początek muszą być w stanie naturalnym. I zanim będę robiła je w jakikolwiek onny sposób, najeść się musimy. W każdym razie sezon truskawkowy właśnie przy naleśnikach został otwarty. A ile mlaskania przy tym... ;).
   Naleśniki są mocno czekoladowe i mają w sobie odrobinę goryczki ciemnej czekolady, dlatego też można dodatkowo posypać cukrem pudrem. Ale jak dla mnie nie warto. I nie dlatego, że nie lubię nadmiernych słodkości. Słodycz owoców po prostu pięknie się zgrywa z całością, a delikatność serka nadaje wybitnego charakteru. Stąd to mlaskanie. Dodam, że oczywiście kilka naleśników nie zużytych zostało na chwilkę. Młody wsunął puste w naturalnym wydaniu. Bez dosładzania, choć on akurat należy do słodyczolubnych. Prawdą też jest, że jest wyjątkowym smakoszem gorzekiej czekolady.

 

 

Naleśniki czekoladowe z mascarpone i truskawkami

Ciasto:
    5 dag masła,
    5 dag gorzkiej czekolady,
  25 dag mąki,
    5 dag cukru,
    4 płaskie łyżki kakao,
       duża szczypta soli,
    4 jajka,
500 ml mleka,
150 ml przegotowanej, zimnej wody*,
       olej do smażenia.

Dodatkowo:
  25 dag mascarpone,
    1 łyżka miodu,
  30 dag truskawek,
       cukier.

* Ewentualnie trochę więcej - do rozrzedzenia ciasta, gdyby zgęstniało za bardzo.

   W rondelku na małym ogniu stopić masło. Dodać posiekaną czekoladę i poczekać chwilkę, aż się rozpuści - mieszając trzepaczką na jednolity krem.
   Przesiać mąkę do miski, dodać cukier, kakao i sól i wymieszać. Można to zrobić w stojącym blenderze - szybciej i dokładniej. Dodawać po odrobinie mleko i po jednym jajka - za każdym razem miksując. Na końcu dodać masło czekoladowe i wodę. Dokładnie wymieszać (można przecedzić przez sitko, jeśli wystąpią jakieś problemy z grudkami), przykryć i odłożyć na 60 minut.

 

   W tym czasie umyć i delikatnie osuszyć truskawki. Usunąć szypułki. Kilka sztuk pokroić w malutką kostkę, resztę na ćwiartki, bądź ósemki - w zależności od wielkości. Większe kawałki truskawek przełożyć do miski i posypać cukrem w ilości nam odpowiadającej - 1-2 łyżki, i odłożyć.
   Mascarpone przełożyć do większego naczynia, wymieszać z miodem i dodać drobno pokrojone truskawki. Wymieszać bardzo delikatnie i wsadzić do lodówki.

 

   Smażyć naleśniki na gorącej patelni na odrobinie oleju. Smażyć po około 1 minucie z każdej strony. Przekładać najlepiej na duży talerz ustawiony na garnku z gorącą wodą. Usmażone składać w kopertę i ułożyć na talerzu. Obok łyżką nakładać knelki z mascarpone i posypać całość truskawkami.


Podziel się
oceń
1
2

komentarze (1) | dodaj komentarz

Chleb na zakwasie

niedziela, 06 maja 2012 23:37

   No skoro wzięłam się za sprawdzenie nowego zakwasu, to nie tylko po to, aby stwierdzić, że się burzy i pachnie jak... zakwas. Przecież cel był prosty - chleb. W dodatku konkretny. I jak to w życiu bywa - najpierw znalazłam chleb, a potem doszłam do zakwasu. Ten wyśmienity chlebuś wpadł mi w oko na stronce Fab Food Bloog. I... cieszył nie tylko z powodu samodzielnego wyrobienia od samego początku, czyli zakwasu. Cieszył po prostu na każdym kroku tworzenia. Podeszłam do niego nieco inaczej niż w przepisie oryginalnym, i piekłam nieco krócej - wolę mniej zrumieniony chleb.
   Decydując się go upiec musimy pamiętać o tym, aby wieczorem zrobić zaczyn i odstawić go na 12 godzin. Sam chleb też musi długo rosnąć - w końcu nie dostaje kopa od szybko rosnących zwykłych drożdży. Ale urośnie... I to widocznie bardzo. W przepisie jest użyta mąką chlebowa, której akurat nie mam. Dałam więc po prostu delikatną tortową. I trochę mniej soli.
   Chleb jest nieduży - w razie potrzeby można zrobić z podwójnej ilości. A jaki jest w smaku? Wyśmienity. I pachnie nieziemsko. Polecam gorąco.

 

 

Chleb na zakwasie

W przeddzień

Zaczyn:
   12 dag zakwasu,
     6 dag mąki (najlepiej chlebowej),
   30 ml wody o temperaturze pokojowej.

   Wymieszać wszystkie składniki w misce, przykryć folią spożywczą i odłożyć na 12 godzin.


Nazajutrz:
        cały przygotowany zaczyn,
22,5 dag mąki (najlepiej chlebowej),
 115 ml letniej wody,
  3/4 łyżeczki soli.

   Według przepisu: wlać zaczyn do miski, dodać przesianą mąkę i wodę. Dobrze wymieszać i dodać sól. Wyrabiać 10 minut dodając w razie potrzeby odrobinę wody lub mąki,...
                                                                                       lub
przesiać mąkę do miski robota kuchennego, dodać zaczyn, sól i wodę i wyrabiać na dużych obrotach przez ok. 3 minuty. Wyjąć na oprószony mąką blat, zagnieść ręcznie przez chwilkę.
   Uformować z ciasta kulę i wsadzić do lekko wysmarowanej oliwą miski. Przykryć szczelnie i odłożyć na 2 godziny. Po tym czasie przełożyć ciasto do formy lub uformować podłużny bochenek i ułożyć na wyłożonej pergaminem blasze. Przykryć czystą ściereczką i dodatkowo folią spożywczą i odłożyć na 2 godziny do wyrośnięcia.
    W międzyczasie nagrzać piekarnik do 250°C. Gdy się nagrzeje wsadzić miskę z wrzącą wodą na spód piekarnika.. Chleb oprószyć mąką i zrobić 3-4 nacięcia po skosie na wierzchu bochenka. Wsadzić blachę do piekarnika, spryskać wodą (za pomocą zwykłego zraszacza na przykład) i szybko zamknąć drzwiczki piekarnika. Piec 15 minut. Wyjąć miskę z wodą, zmniejszyć temp. do 200°C i piec kolejne 15 minut. Wyjąć i wystudzić.

Ewa

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Domowy zakwas ośmiodniowy

niedziela, 06 maja 2012 23:21

   Dzisiaj nieco więcej na temat w słowie wstępnym, bowiem sam przepis jest prosty. Zakwas... zanim ktoś się zdecyduje na zrobienie go, często zastanawia się na faktem - czy aby warto? Czy mi wyjdzie? By w końcu zadać rzeczywiście istotne pytanie - do czego, i... jak go użyć.
   Czy warto? błyskawicznie odpowiem - warto.
   Czy mi wyjdzie? Stosując się do wskazówek i mając na uwadze fakt, że częste mieszanie pobudza drożdże do działania... wyjdzie zawsze.
   Do czego? Do produkcji własnego pieczywa, które smakuje jak z dobrej piekarni i w trakcie pieczenia dokładnie tak samo pachnie. Ale tu odpowiedź jest prosta. Z pytaniem - jak? - postaram się odpowiedzieć przy fantastycznym chlebie zrobionym na tym zakwasie.
   Robiąc zakwas należy uzbroić się w cierpliwość. To samo dotyczy pieczonego chleba. Ale po kolei. Przepis znalazłam na stornce Fab Food Blog i z całą stanowczością stwierdzam, że jest to najlepszy przepis na zakwas, jaki w życiu robiłam. I niestety wychodzi na to, że chyba już nie będę szukała. Przepis wg receptury Donny Currie.

Domowy zakwas ośmiodniowy

   Jak już wspomniałam - przepis jest prosty. Codziennie wystarczy dodawać po odrobinie mąki i wody o temperaturze pokojowej. I dokładnie wymieszać - według tabelki - na jednolitą papkę. Zacząć w dniu zerowym od mąki żytniej, ale w pozostałe dni dodawać mąkę pszenną - chlebową najlepiej. Niestety nie mam ostatnio na nią szans, więc dodaję zwykłą tortową od trzeciego dnia po 3 dag systematycznie. Dobrze jest całość mieszać w każdym dniu po 2-3 razy, pomagając drożdżom w działaniu. Trzymać w temperaturze pokojowej pod bardzo luźnym przykryciem w formie niezbyt gęstej ściereczki, robiąc trochę wolnej przestrzeni. Powietrze musi krążyć. Po kilku dniach pojawią się pęcherzyki, co jednak nie oznacza, że zakwas jest gotowy. Całość musi się ustabilizować, dlatego też użyć można dopiero po 8-10 dniach. W momencie, gdy wyraźnie będzie się burzył i cieszył nas swoimi bąbelkami.
   Do wypieku chleba wziąć potrzebną (wg przepisu) ilość zakwasu, a resztę dalej wzmacniać świeżą ilością mąki i wody - dokarmiając go.

dzień                                          mąka (dag)                                             woda (ml)
   0                                                   1,5 (żytnia)                                             30
   1                                                     0                                                            30
   2                                                     3 (pszenna)                                          30
   3                                                     3                                                            30
   4                                                     3                                                            30
   5                                                     3                                                            30
   6                                                     3                                                            30
   7                                                     3                                                            30
   8                                                     3                                                            30
  ...                                                     3                                                            30

   I jeszcze kilka dodatkowych uwag. Jeżeli chleb będzie pieczony często, lepiej zostawić zakwas w temperaturze pokojowej, dokarmiając go regularnie i zabierając ilość potrzebną do wypieku chleba. Jeśli chleb pieczony będzie rzadziej, warto zakwas przykryć folią spożywczą i wsadzić do lodówki. Przed wsadzeniem dokarmić koniecznie. Wyjąć na kilka dni przed pieczeniem - i dokarmiać raz dziennie, aż zakwas się obudzi.

 

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

czwartek, 21 września 2017

Licznik odwiedzin:  458 247  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Statystyki

Odwiedziny: 458247
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 393
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl