Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 349 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Tarta z kalafiorem i boczkiem

sobota, 24 maja 2014 13:33

   Tak sobie pomyślałam... Taki piękny czas nam nastał. Słońce, zieleń, młode warzywa, coraz więcej prawdziwych truskawek... Może by tak tartę? Ale z czym? W wyborze pomogła mi tradycyjnie zwykła sytuacja, czyli to co się akurat napatoczyło. Cztery piętra niżej zmiany nastały w naszym ulubionym sklepie. Zmiana właściciela, zmiana delikatna asortymentu - po prostu większa, i co najważniejsze... zmiana cen. Najważniejsze, bo zdecydowanie niższe teraz są. No to wchodzę po raz pierwszy po odnowie i na szczęście jedno się nie zmieniło - te same dziewczyny z uśmiechem witają. Tak samo uprzejme i tak samo sympatyczne. No ale wracając do tarty - widzę piękny kalafior w bardzo atrakcyjnej chyba cenie. Świeżutki i bielutki. Jeszcze boczek, bo może coś by takiego innego... Oczywiście w domu stwierdzenie - będzie tarta.
   No to się porobiło. Za oknami upał, a to nie sprzyja pieczeniu w naszej kuchni. Nie będę jednak odkładać, bo i kalafior straci, i nie wiadomo kiedy pogoda minie - a dla mnie lepiej aby nie mijała. Przeżyjemy. Zwykłe kruche ciasto - lekkie i cienkie koniecznie - plus odpowiednie nadzienie i zapach, który po prostu kręci. I niestety co kilka minut to samo pytanie. Młodego "Za ile będzie ta tarta?". Bo ja wiem? Robię pierwszy raz... 20 minut minimum, ale może się przeciągnąć o jakieś 10. Więcej raczej nie...
   20 minut wystarczyło. Plus wcześniejsze podpiekanie ciasta, ale pytanie dotyczyło tarty właściwej. Dlatego, że właśnie jej aromat był powodem ciekawości. A pachniało w niej wszystko, jednak chyba boczek najmilej. Wszystko jest proste. Ot kruche ciasto - podam też przepis na nie z odpowiednim komentarzem. Przyda się do tart i tarteletek wytrawnych. Jedna tylko uwaga. To jest a propos tej tarty - jest tu mieszanka dwóch serów. Parmezanu - do posypania. Nadaje on fajnego smaku. Jest go niewiele. Dałam też ser edamski - lekki rozrzut miejscowy i smakowy, ale stwierdziłam, że łagodność sera żółtego, po który specjalnie trzeba było pójść, bo nie pomyślałam... nie wpłynie zdecydowanie na smak dania, a spowoduje, że trochę się nam będzie nadzienie fajnie "przeciągało" - póki będzie gorące. Myślę, że każdy łagodny się nada. Nie wiem jak smakuje na zimno... Coś Połówka mógłby o tym powiedzieć, ale poza tym że zadał pytanie "Czy to quiche?" przy jednoczesnym stwierdzeniu - "bardzo pyszny", ograniczył się do "Ach... tarta. To bardzo pyszna". No bo co tu dużo mówić - naprawdę jest pyszna.

 

tarta z kalafiorem (19).JPG



Tarta z kalafiorem i boczkiem

Ciasto:
  20 dag mąki,
       szczypta soli,
  10 dag zimnego masła lub margaryny,
  65 ml zimnej wody.

Nadzienie:
    1 mały kalafior,
  15 dag boczku gotowanego,
       oliwa,
    3 średnie cebule,
150 ml śmietany kremówki,
    2 jajka,
    7 dag sera edamskiego,
    1 gałązka świeżego tymianku,
       odrobina suszonego majeranku,
    2 łyżki startego parmezanu,
       sól, pieprz.

   Mąkę przesiać na stolnicę, dodać szczyptę soli i wymieszać. Wrzucić pokrojone w kostkę 1 cm masło i posiekać nożem na kruszonkę. Wlać wodą i szybko połączyć ciasto. W razie potrzeby dodać odrobinę wody, ale nie powinno to się zdarzyć. To ręczna metoda przez lata stosowana. Możnna i w robocie. Wsypać mąkę do miski robota i dodać sól. Wymieszać, po czy dodać zimne masło okrojone w kostkę 1 cm. Mieszadłem do kruchego ciasta lub plastikowymi nożami posiekać całość na kruszonkę. Dodać wodę i chwilę wyrabiać ciasto. Gdy się połączy - wyjąć, rozklepać na krążek grubości ok. 2 cm i owinąć w folię spożywczą. To samo dotyczy ciasta wykonanego ręcznie. Wsadzić do lodówki na minimum 30 minut.
   Kalafiora pokroić na duże róże i wrzucić do wrzącej, osolonej wody. Gotować 4 minuty, odcedzić i odłożyć. Boczek pokroić w kostkę, wrzucić na dużą patelnię i usmażyć na rumiano. Wyjąć pozostawiając na patelni tłuszcz, który się wytopił.

 

tarta z kalafiorem (11).JPG


   W tym czasie obrać i posiekać drobno cebule. Na patelnie do tłuszczu spod boczku wlać 1-2 łyżki oliwy - w zależności od tego, jak chudy był boczek. Wrzucić cebulę i smażyć około 5 minut, aż się zeszkli. Pokroić kalafiora na malutkie różyczki i wrzucić do cebuli. Smażyć często mieszając około 8 minut. Doprawić solą, pieprzem, majerankiem i oderwanymi listkami tymianku. Dodać boczek i zostawić jeszcze na 2 minuty - tylko po to, aby całość połączyła się smakowo.
   W tym czasie nagrzać piekarnik do 200°C. Schłodzone ciasto rozwałkować na lekko oprószonym mąką blacie na krążek i wyłożyć nim dobrze natłuszczoną formę do tarty średnicy 23 cm. Mocno docisnąć ciasto do dna i brzegów formy, odciąć ewentualny nadmiar. Przykryć arkuszem folii aluminiowej, wysypać na wierzch suchą fasolę i piec na biało 30 minut.
   Wymieszać dokładnie kremówkę z jajkami. Do wystudzonego kalafiora dodać starty na grubej tarce żółty ser, wymieszać i wlać mieszankę jajeczną. Wymieszać powtórnie. Upieczone ciasto wyjąć z piekarnika, wyłożyć na nie nadzienie, posypać startym parmezanem i piec jeszcze 20 minut.

 

tarta z kalafiorem (20).JPG

 

tarta z kalafiorem (22).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Świderki z pomidorami i pesto

czwartek, 15 maja 2014 18:27

   Takie bardzo szybkie danie i ogólnie bardzo tanie. Za to smak... Właśnie - już zacznie smakować. Bo i pomidory zaczynają, a od nich smak zależeć będzie. Faktycznie jeszcze ze 2 miesiące trzeba będzie czekać, gdy i smak i zapach będą obłędne, ale nie ma co narzekać, bo to zwykła kolej rzeczy jest. A cieszę się, że kolor pomidora i jego zapach już mnie odpowiednio nastraja. Dzisiaj więc tak szybciuchno, niby to od niechcenia...
    Oczywiście nie muszą to być świderki, ale jakieś penne czy rigatoni. Albo inne w stylu muszelki. Co mamy to damy. A jak nie mamy, to pójdziemy do sklepu i kupimy... świderki. Mają tę zaletę i przewagę nad innymi, że w zakamarki pięknie zakręcone wepcha się sporo sosu, nawet jeśli wyda się, że jest go niewiele. No nic... nie będę się tu rozgadywać, bo jak ktoś jest makaroniarzem, to o wielu rzeczach wie. I o tym, że dobry makaron nie jest zły przede wszystkim. Żałuję, że nie dam rady sama go zrobić w takiej postaci.
    I rzecz chyba najważniejsza. Pesto. Najlepsze pewnie będzie to, które sami zrobimy, ale z powodu braku takowego użyłam prawdziwie genueńskiego ze słoiczka. Dostałam kiedyś w prezencie od Ani i Gregora... i jakoś tak ciężko mi się robi, jak się kończy. Udało mi się kupić i u nas, tylko czy i tym razem się znajdę tam... w tym sklepie... niekoniecznie już na tej półce? Bo dno stanęło oto przede mną w całej swej postaci. Przepastliwie pustej i wcale pozytywnie nie nastrajającej. Polecam naprawdę dobrej jakości, bo przy tak niewielu składnikach i tak prostych daniach jakość jest niezwykle ważna.

 

swiderki z pesto (11).JPG



Świderki z pomidorami i pesto

40 dag makaronu świderki,
  4 dojrzałe pomidory,
  2 łyżki pesto,
  1 ząbek czosnku,
     starta skórka z 1 cytryny,
     sól, pieprz,
  1 łyżka oliwy.

 

swiderki z pesto (2).JPG


   Cytrynę przed użyciem dokładnie wyszorować i zalać wrzącą wodą. Osuszyć i zetrzeć skórkę. Umyć pomidory, naciąć na wierzchu na krzyż, zalać wrzącą wodą i odstawić na minutę. Wyjąć i obrać. Pokroić na ćwiartki, łyżeczką usunąć pestki (smacznego!) i odciąć miejsca po szypułkach. Pokroić w niedużą kostkę.
   W tym czasie postawić osoloną dużą ilość wody na makaron (ja dolewam do niej tę, w której moczyły się pomidory), i gdy zawrze - wrzucić świderki. Wymieszać i gotować wg instrukcji na opakowaniu, czyli koniecznie al dente.

 

swiderki z pesto (5).JPG


   Na dużej i ciężkiej patelni rozgrzać oliwę dodając obrany i lekko zgnieciony czosnek. Gdy się podgrzeje, wrzucić pomidory. Smażyć przez 10 minut często mieszając. Sok powinien odparować, a pomidory mocno zmięknąć, lecz się nie rozpaść. Usunąć czosnek i wyrzucić, po czym doprawić solą i pieprzem.
   Ugotowany makaron odcedzić i wrzucić do przygotowanego sosu na patelnię. Mieszając zostawić przez 1-2 minuty. Zdjąć z ognia i dodać pesto. Jeszcze raz dobrze wymieszać i rozłożyć do głębokich, najlepiej podgrzanych talerzy. Posypać skórką cytrynową i natychmiast podawać.

 

swiderki z pesto (8).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Polędwiczki wieprzowe z suszonymi pomidorami

poniedziałek, 12 maja 2014 21:21

   Do mięsa w zasadzie zachęcać nie muszę. Wieprzowina u nas jest bardzo popularna i wszędzie dostępna. Najlepsza co prawda od znajomego hodowcy, ale przecież niewielu tylko z takiego mięsa korzysta. My... czasami. Jak mamy okazję. Tym razem niestety tej okazji nie było. Nic to. Polędwiczki są mięsem niezwykle delikatnym, szybko się robiącym, i co najważniejsze - pysznym. Pod warunkiem, że pozostaną soczyste. Ilość dań jest chyba nieskończona, bo coraz to nowsze wpadają do głowy. Dzisiaj chciałam zaproponować nadziewaną wersję. Nadzieniem pomidorowym. Polecam kupić dwie w miarę szerokie sztuki, odciąć wąskie końcówki i schować do lodówki do następnego dnia, wykorzystując na przykład do fajnej chińszczyzny. Będziemy mieć pewność, że w całości zmieszczą się na patelni, każdy dostanie równą porcję, a my będziemy mieć mniej pracy przy nadziewaniu i wiązaniu. No tak... to proste chyba jest, skoro radzę sobie sama... A i efekt na talerzu wszystkich zadowoli.
   No i właśnie na tych pomidorach się wezmę i skupię. Pomidor pomidorowi nie jest równy. Suszony też. W większości znamy wersję soczystą, czyli w zalewie olejowej z ziołami, Szkoda, że nie oliwnej, ale... ja taki słoiczek w oliwie mam. Od klasowej koleżanki Gosi. I trzymam na specjalną - już nie taką "za długą" okazję. Ja takie pomidory szalenie lubię i często używam. Ale lubię równie szalenie ich inną odmianę. Używam rzadziej, bo rzadziej można było je kupić. Na szczęście "było". Suszone pomidory i już. Takie, które trzeba namoczyć przed obróbką. Do tej pory z nich zrobiłam "Sałatkę z orzo, pomidorów suszonych na słońcu i zielonego groszku" Jane Fondy, i parę drobiazgów na szybko. Sałatkę gorąco polecam, a drobiazgom może kiedyś poświęcę więcej czasu, aby przy okazji zdążyć zdjęcie choć jedno zrobić. Te wymagają trochę więcej czasu, bo trzeba je namoczyć - uzyskując przy tym bardzo aromatyczną wodę, nadającą się do zup czy też sosów. Tu do podlewania systematycznego mięsa. To co zostanie na patelni na samym końcu ma fantastyczny smak. Ważna uwaga: w moim mieście czyli pięknym Tarnowie... można takie pomidory kupić na wagę w "Renecie". Nawet na sztuki, choć to mi się jeszcze nie zdarzyło.
   Na koniec jeszcze jedna uwaga. Warto kupić sobie do podania tego dania buteleczkę dobrego białego wina wytrawnego. Będzie pasowało, ale najważniejsze jest to, że będzie potrzebne do dania pół szklanki. Nie jest ono koniecznie, ale nada mięsu odpowiedniego szlifu. Nie mamy, a chcemy zrobić danie - nie załamujmy rąk. Po prostu użyjmy wody z pomidorów, choć i ona jest tu niezbędna... Całość podałam z ziemniakami, ale żałuję, że nie zrobiłam przypiecek. Z dodatków - sałata cudnie pasuje.

 

poledwiczki z pomidorami (11).JPG



Polędwiczki wieprzowe z suszonymi pomidorami

    2 polędwiczki wieprzowe (po ok.50 dag),
    3 ząbki czosnku,
  20 suszonych pomidorów nie w oleju (sztuk),
       kilka gałązek świeżego tymianku,
    4 łyżki oliwy,
125 ml białego wytrawnego wina,
       sól, pieprz.

   Pomidory przełożyć do miski i zalać gorącą przegotowaną wodą. Odłożyć na 15 minut, po czym wyjąć, lekko odcisnąć i równie lekko osuszyć na ręczniku papierowym. Wodę spod pomidorów zachować. Pomidory grubo pokroić i wrzucić do innej miski. Obrać 2 ząbki czosnku i drobno posiekać. Dodać do pomidorów razem z oberwanymi listkami tymianku i 3 łyżkami oliwy. Dobrze wymieszać.
   Mięso umyć, osuszyć i odciąć cienkie końcówki - zużyć je do innego dania. Mięsa powinno zostać ok. 70-80 dag (przyznaję - nie ważyłam). Oczyścić je ze zbędnego tłuszczu i błon, naciąć ostrym nożem wzdłuż przez środek - nie przecinając do końca - i rozłożyć niczym książkę. Napełnić większą ilością pomidorów, złożyć z powrotem w całość, dobrze zakładając przecięty brzeg.

 

poledwiczki z pomidorami (6).JPG

Ewa

Związać bawełnianym sznurkiem i oprószyć solą i pieprzem.

 

poledwiczki z pomidorami (8).JPG


   Na dużej patelni rozgrzać resztę oliwy wrzucając na koniec obrany i zgnieciony lekko ząbek czosnku. Dodać mięso i obsmażyć na złoty kolor ze wszystkich stron. Polać winem i poczekać aż wyparuje - na sporym ogniu. Gdy to się stanie, zmniejszyć ogień do małego, dodać resztę suszonych pomidorów i smażyć podlewając systematycznie niedużą ilością wody spod pomidorów przez około 30 minut. Mięso należy często obracać. Zdjąć mięso z patelni, odłożyć na talerz, przykryć folią aluminiową i odstawić na 5 minut. Na patelnię wlać ewentualnie resztki wody pomidorowej, mocno je redukując - powinien pozostać gęsty sos w niewielkiej ilości i pachnące pomidory. Czosnek wyrzucić. Z mięsa usunąć sznurki, pokroić je w plastry - pod lekkim skosem najlepiej - i podawać

 

poledwiczki z pomidorami (14).JPG

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Sałatka z kurczakiem, marchwią i koprem

czwartek, 08 maja 2014 20:41

   Niby wszystko banalne, ale... całość przeszła nasze oczekiwania. Chciałam aby było wiosennie, kolorowo i świeżo. Chciałam poza tym użyć przytaszczone ze sobą pecorino, bo po wędlinach pozostało jedynie wspomnienie. I choć i wobec nich miałam swoje plany, ale nastał dzień - zaraz po przyjeździe - gdy zostały po prostu zjedzone wszystkie. Niewiele tego było, więc poszło od razu. Został jedynie pyszny ser.
   Taaak... Dziwne, bo pecorino u nas jest dostępne, ale nie cieszy się takim uznaniem jak parmezan czy też grana padano. A nadaje się do podobnych, a nawet tych samych dań. Smak co prawda inny, ale równie mocny i wyrazisty. Ja polecam. Choć od razu chciałam powiedzieć, że jak z wymienionymi poprzednio serami, oryginalny smak różni się od tego, który miałam okazję kupić i próbować. Jak to w życiu bywa... Postanowiłam więc użyć prawdziwe pecorino do sałatki. Polecam starcie na duże cieniutkie plasterki. Wióry po prostu. Niestety przyznaję - zrobiłam to na tarce do szatkowania, bo nożyk do ścierania sera wziął się i gdzieś zapodział... Dla mnie były deczko za grube, dla Połówki idealne. Co kto lubi... Wolę dwa razy więcej, ale dwa razy cieniej ;). W każdym razie jestem pewna, że i z parmezanem i grana w ten sam sposób potraktowanymi też będzie pysznie.
   Sałatka to taki swoisty miks w miarę lekkich składników. Dodatek marchewki okazał się niezły. Trzeba ją tylko delikatnie obgotować, aby pozostała po prostu jędrna. Jajka do sałatki polecam ugotować na półtwardo. To znaczy ja takie wolę, ale jeśli ktoś woli absolutnie na twardo, to przecież nie ma problemu. Tylko czas gotowania należy wydłużyć. Pokroiłam na połówki narażając się na uwagę Połówki, że ćwiartki byłyby lepsze. No tak... poniekąd ma rację, bo podałam całość w indywidualnych miseczkach. Tak potraktowałam połowę sałatki. Resztę rozłożyłam na talerzu. Chciałam zobaczyć, która ładniejsza :). I nie wiem... Z miseczki jedząc ciężko jest użyć noża, ale jajko to rzecz "miętka", więc łatwo się z nim uporać bez problemów żadnych. Tym bardziej, że słowo daję, że to co na większym talerzyku i tak w końcowym momencie wylądowało w miseczkach. Zjedliśmy taką porcję na raz. We dwójkę. I najważniejsza rzecz... Zaskakująca pysznie. Koper włoski. Dokładnie jego nasiona. Polecam kupić i mieć. Używać do mięs, ryb i sałatki :). Lekko anyżowy posmak dodaje całości świetnego charakteru. Połówka nie znosi anyżu, ale koper na moje szczęście lubi. I tu usłyszałam same pochwały. Że niesamowita ta sałatka. Myślę, że koper (nie mylić z nasionami koperku) zrobił tu sporo.
   Już miałam kończyć, ale jeszcze jedna uwaga. W sałatce są dwa sosy. Winegret cytrynowy (pierwszy raz jedzony w CK Kuchni w Krakowie gdzieś z 15 lat temu, i od tej pory robiony często - bo tak mnie zachwycił) wzbogaciłam tym razem skórką cytrynową. Ma naprawdę duży sens w tym przypadku i nie wolno Wam z niego zrezygnować. Tak jak nie wolno z lekkiego majonezu. Tym razem pozwoliłam sobie rozrzedzić go jedynie wodą. Przegotowaną i ciepłą. Całość gorąco polecam - niezależnie czy w miseczce, czy też na talerzu.



salatka z koprem (10).JPG

 

Sałatka z kurczakiem, marchwią i koprem

    4 nieduże marchewki,
    1 pierś z kurczaka,
500 ml bulionu warzywnego,
    1 główka sałaty masłowej,
 1/2 cytryny (starta skórka i sok),
    2 łyżki oliwy e.v.
    4 jajka,
    5 dag pecorino,
    4 łyżki majonezu,
    3 łyżki ciepłej wody,
    1 łyżeczka nasion kopru włoskiego,
       sól.

   Zagotować bulion w garnku. Marchewkę obrać i wrzucić do wrzącego bulionu. Gotować 8 minut, wyjąć łyżką cedzakową i ostudzić. Pokroić w plasterki i przełożyć do miski.
   W międzyczasie opłukać pierś kurczaka i przekroić horyzontalnie na 2 części, usuwając kostkę obojczykową. Po wyjęciu marchewki dodać do bulionu mięso i gotować na małym ogniu przez 10 minut. Wyłączyć ogień, przykryć i wystudzić w bulionie. Mięso będzie soczyste. Wyjąć, dobrze osączyć i pokroić w paski. Dodać do marchewki i wymieszać bardzo delikatnie.

 

salatka z koprem (6).JPG


   W miseczce dokładnie wymieszać wyciśnięty sok z cytryny, oliwę, skórkę z cytryny i odrobinę soli. Sałatę oczyścić, opłukać i osuszyć. Liście porwać w paski, w większych usuwając grube łodygi (smaczne same w sobie :) ). Rozłożyć do indywidualnych miseczek lub na półmisku. Na sałatę wyłożyć marchewkę z kurczakiem i całość polać przygotowanym winegretem. Nie mieszać.
   Ugotować jajka wsadzając je do wrzącej wody. Polecam dodać łyżkę octu winnego. Zamieszać delikatnie drewnianą łyżką - sprawdzony sposób, aby żółtko znalazło się w środku. Gotować od momentu powtórnego zawrzenia 7 minut. Wyjąć, opłukać zimną wodą i obrać. Przekroić na połówki. Rozłożyć w miseczkach lub na talerzu.
   W miseczce wymieszać majonez z wodą na gładki sos. Polać nim sałatkę, posypać nasionami kopru i startym na cienkie duże płatki pecorino.

 

salatka z koprem (9).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kotlety wieprzowe z cebulą

środa, 07 maja 2014 14:52

   W zasadzie danie to zwie się "Friptura lui Laci" - cokolwiek to nie znaczy. Historia dania wydawać się może dziwna, ale mnie czasami różne dziwne rzeczy wpadają do głowy. Otóż sympatyczny kolega klasowy udostępnił na jednej ze stronek fajne zdjęcie ze smaczną wydawało mi się potrawą. Niestety... ze stronki rumuńskiej. Pomyślałam, że się nie dam - w końcu tłumacz jest tłumacz i może pomoże... Przepis prosty, więc może się uda bez idiotycznych przekładów. Nie było to takie banalne na zasadzie "kopiuj, wklej, tłumacz" i masz - może rumuński jest trudnym językiem? Nie... nie... bez przesady. Poza tym pewne rzeczy wynikały same od siebie. Jednak zastanawiam się czy duże szczęście miałam, że Paweł nie wkleił tego zdjęcia z przepisem w jakimś języku azjatyckim. Chyba bym odpuściła...
   Postanowiłam się podzielić daniem, bo jest naprawdę wyśmienite. Takie, które swobodnie mogłoby być wizytówką i naszej kuchni. Jedyny problem to to, że trzeba mięso "zamarynować" dzień wcześniej. Za to będzie kruche. I wyśmienite. Jakaś odmiana dla tradycyjnego kotleta w panierce. Poza tym jeszcze jedno - w przepisie jest czerwona cebula, ale jej po prostu nie miałam. A nawet gdybym miała, to i tak wsadziłabym zwykłą. Bo ja taką bardzo lubię. Wybór jej rodzaju pozostawiam Wam. Proponuję absolutnie bezstresowe podejście do tematu w tej kwestii.

Teraz mam ogromny problem nie z daniem, ale z zdaniem. Jak tu podziękować w języku rumuńskim za te kotlety, skoro nie ma się pojęcia o nim żadnego. No i o tym, jak translator to wszystko przeinaczy.
Przepis oryginalny znajdziecie gdzieś tutaj. Posty szybko spadają w dół...

 

kotlety rumunskie (2).JPG



Kotlety wieprzowe z cebulą
Friptura lui Laci

8 kotletów wieprzowych bez kości,
3 duże cebule,
4 ząbki czosnku,
   sól, pieprz, słodka papryka,
   olej.

   Kotlety dobrze rozbić pomiędzy dwoma arkuszami folii spożywczej. Posmarować olejem z obu stron, przełożyć do rondla, skropić jeszcze odrobiną oleju, przykryć i wsadzić na 24 godziny do lodówki.
   Wyjąć mięso z lodówki i zostawić na 15 minut, aby nabrało temperatury otoczenia. Nagrzać piekarnik do 200°C. Cebulę obrać i pokroić w plastry ok. 5 mm grubości. Czosnek posiekać. Mięso oprószyć pieprzem i papryką, przełożyć do żaroodpornej formy do zapiekania, posypać czosnkiem i dobrze całość wymieszać. Podlać 4 łyżkami oleju z rondla i 50 ml wody. Na wierzchu ułożyć plastry cebuli i całość delikatnie posolić. Piec 60 minut - obracając po 30 minutach. Pod koniec rozstawić plastry mięsa i pozwolić im się zrumienić.
   Podawać z pieczonymi lub odsmażanymi ziemniakami. I piklami. Choć u nas była sałata :).

 

kotlety rumunskie (3).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

wtorek, 25 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  445 078  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Statystyki

Odwiedziny: 445078
Wpisy
  • liczba: 262
  • komentarze: 388
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl