Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 893 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wołowina z chili i bazylią

poniedziałek, 30 czerwca 2014 19:36

   I jak to w kuchni indyjskiej bywa... z wieloma innymi składnikami też. Właśnie sobie uprzytomniłam, że już sporo tych azjatyckich potraw u nas gości, a najwięcej właśnie z indyjskiej kuchni. Mam na kogo zrzucić winę - na Paulinę. Zaszczepiła we mnie bakcyla na amen, obdarowując mnie różnymi fantastycznymi składnikami. Pragnę jednak Was zapewnić, że tym razem wszystko można kupić w naszych sklepach. Żadnych "dziwności" (słowa Przyjaciół) typu suszone liście kozieradki, czarny kardamon, liście curry (te dostałam od Asi) czy kaszmirskie chili. Tu będzie zwyczajnie, ale jednak niezwyczajnie...
   Otóż rzecz w szczególnym potraktowaniu bazylii. Kiedyś podobnie traktowałam szałwię, ale bazylię po raz pierwszy. Ekstra. Bez uwagi się jednak nie obejdzie. Użyłam bazylii z doniczki - a jakże... ale nie takiej dostępnej w marketach. Zielonej - to prawda. Jednak mocnej i wyrazistej w smaku i nie takiej delikatnej strukturowo, przeznaczonej do wkopania do ogródka. Nie mam go, więc tkwi w dużej donicy i czuje się świetnie - oby jak najdłużej. Bazylia swoją drogą też dostana - od Nikusi Bratówki, razem z pięknym krzaczastym mocno oregano. Nawet nie wie jak bardzo mi się przydała. Tu tej bazylii będzie potrzeba sporo w postaci dużych listków. Oberwałam te największe, co roślinie pewnie dobrze zrobi, dając upust nowym listkom, a kto wie... może i gałązkom.
   Kuchnia indyjska więc. I pragnę zapewnić, że Hindusi wołowinę jadają, choć rzecz jasna nie wszyscy - nie bacząc na święte krowy, z którymi jakoś tak sporo ludzi ich postrzega. A mięso to jest po prostu wyborne. Po przepis sięgnęłam do książki "Kuchnia indyjska - najlepsze przepisy". Autorkami są: Mridula Baljekar, Rafi Fernandez (w zeszłym roku niestety zmarła, pozostawiając po sobie wiele przepisów i cennych uwag na temat kuchni indyjskiej), Shehzad Husain i Manisha Kanani. Myślę, że warto skorzystać z tego tomiska, by poznać różne oblicza tej kuchni. Co niniejszym czynię gorąco zachęcając do tego dania.
   Dodam jeszcze, że w książce przepis jest na 2 porcje. Ja zrobiłam 4 - podwajając poniekąd proporcje. Niemniej jednak szczerze powiedziawszy, to zjedliśmy tradycyjnie we trójkę. To był syty, ale niespecjalnie zapychający obiad. Jedno jest pewne - był wyborny. Lekko ostre danie, fantastycznie pachnące sprawiło, że padło pytanie z męskich ust:
- Ale zrobisz to jeszcze?
- Jasne, że zrobię. - Dla własnej też w końcu przyjemności.
- A kiedy?
No tak... i tu jest problem. Kiedy ja kupię odpowiednią wołowinę w postaci pięknego rumsztyku? Pewnie wtedy, gdy dostanę propozycję nie do odrzucenia. Bo gdy tylko mam taką możliwość, nie patrzę na nic, tylko... kupuję. Bo warto.

 

wolowina z chili (10).JPG



Wołowina z chili i bazylią

  6 łyżek oleju roślinnego,
25 dużych liści bazylii,
55 dag rumsztyku wołowego,
  4 łyżki sosu Worcestershire,
  2 łyżeczki brązowego cukru,
  3 czerwone chili,
  6 ząbków czosnku,
  2 łyżeczki posiekanego świeżego imbiru,
  2 szalotki,
  4 łyżki posiekanej świeżej bazylii,
     sok z 1 cytryny,
     sól, pieprz,
     ryż basmati do podania.

   W misce dokładnie wymieszać sos Wrcestershire z cukrem. Mięso pokroić na paseczki w poprzek włókien i wrzucić do marynaty. Dobrze wymieszać, przykryć i odłożyć na 30 minut. Chili pokroić w plasterki, usuwając przy okazji nasiona. Czosnek i szalotki obrać. Czosnek drobno posiekać, szalotki pokroić w cieniutkie plasterki.

 

wolowina z chili (6).JPG


   W woku albo rondlu z grubym dnem rozgrzać olej. Wrzucić liście bazylii i smażyć je przez 1 minutę, aż lekko się zezłocą i staną się chrupiące. Wyjąć łyżką cedzakową i osączyć na ręczniku papierowym.

 

wolowina z chili (7).JPG


   Odlać 2 łyżki oleju, po czym wrzucić do pozostałego i gorącego chili, czosnek, imbir i szalotkę. Smażyć około 1/2 minuty ciągle mieszając. Wrzucić mięso i mieszając smażyć około 10 minut. Musi się zrumienić. Doprawić obficie sokiem z cytryny, i solą i pieprzem do smaku. Zdjąć z ognia i wymieszać z posiekaną bazylią.
   Podawać ozdobione smażoną bazylią (nie posypywać jak ja - odruchowo łapiąc nie za tę bazylię - w woku, bo efekt cały zniknie, tylko już na talerzach) razem z ugotowanym ryżem basmati.

wolowina z chili (14).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Sałatka z bakłażana i białej fasoli

poniedziałek, 23 czerwca 2014 21:12

   Tym razem spora ilość sałatki. Co nie znaczy, że na dłużej zostanie. W zasadzie to mocno bym się zdziwiła, gdyby po prostu nie miał kto jej zjeść. Jednak może od początku...
   Po przepis sięgnęłam do fantastycznej książki Julie Biuso "Lato bez końca". Z wielce znaczącym podtytułem, czyli wyśmienite dania z grilla przez cały rok. Z grilla... lub po prostu patelni grillowej, lub jak to zrobiłam w tym przypadku - zwykłej, dużej, ciężkiej, z nieprzywierającym dnem. Wyszło genialnie. Rzecz jasna bakłażana można upiec w plenerze, wśród znajomych i w świetnej atmosferze. Resztę zabrać ze sobą i wymieszać tuż przed podaniem. Pamiętając jednak o tym, że im więcej grillujących... tym mniej sałatki dla nas. Ogólnie autorka zaznacza, że jest jej dla 6 lub więcej osób. Nie wiem jak będzie z tym "więcej" ;).
   Sałatka jest wyśmienita. Choć uważam, że to mało powiedziane. Pachnie nieprzeciętnie, i sam zapach nie daje przejść obok niej obojętnie. Będzie pasowała do każdego rodzaju mięsa z grilla stanowiąc świetne uzupełnienie. Ale z kromką chleba opieczoną na ruszcie już będziemy mieli do czynienia z niebem w ustach. I choć nie przysporzyła mi żadnych niespodzianek, jednak pozwolę sobie na dwie uwagi. Autorka radzi moczyć plastry bakłażana na talerzu z oliwą i poczekać aż jej nadmiar ścieknie, to ja jednak smarowałam je z obu stron pędzelkiem. Patelni już nie. Chciałam aby było szybciej i z pewnością trochę czasu zaoszczędziłam. Druga rzecz to mój własny niewypał w postaci jednej (z dwóch) puszki fasoli. Bardzo drobnej i brzydkiej. Specjalnie dokupionej, z której nie wiem co zrobić teraz mam. Zastąpiłam ją czerwoną, więc proszę się nie gniewać, że tytuł nastraja nas na biel, a ja serwuję kolorową wersję.

 

salatka z baklazana (2).JPG



Sałatka z bakłażana i białej fasoli

6 lub więcej porcji

   2 duże bakłażany,
      oliwa do smarowania,
      sól morska,
   4 łyżki oliwy extra virgin,
   2 łyżki soku z cytryny,
   1 łyżka kremowej musztardy Dijon,
   1 ząbek czosnku,
   2 łyżki posiekanej natki pietruszki,
      sól, pieprz,
   2 puszki (400 g) białej fasoli (lub po 1 puszce białej i czerwonej fasoli),
 25 dag pomidorków koktajlowych,
1/2 szkl. listków bazylii.

   Bakłażany pokroić wzdłuż na cienkie plastry. Rozgrzać dużą i ciężką patelnię z nieprzywierającym dnem (lub patelnię grillową), po czym smażyć na niej plastry bakłażana smarowane tuż przed ułożeniem oliwą - z obu stron, aż staną się złote i zmiękną. Przewracając kilka razy. Lub bezpośrednio na ruszcie średnio rozgrzanego grilla. W trakcie pieczenia często przekładać, aby uniknąć przypalonych pasków.. Upieczone przełożyć na duży talerz i oprószyć solą morską. Powtórzyć z resztą plastrów, aż wszystkie będą upieczone.
   W międzyczasie opłukać fasolę i dobrze osączyć. Pomidorki koktajlowe pokroić na połówki i zostawić na sitku do osączenia na 5 minut. W dużej misce wymieszać oliwę extra virgin, sok z cytryny, musztardę, wyciśnięty czosnek, natkę pietruszki, pół łyżeczki soli i sporą porcję pieprzu. Dodać fasolę i jeszcze raz wymieszać. Dodać pomidorki, po czym bakłażany i na końcu listki bazylii. Całość dokładnie wymieszać i od razu podawać.

 

salatka z baklazana (3).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Tarteletki z ricottą i truskawkami

piątek, 13 czerwca 2014 13:56

   Przyznaję, że po inspirację sięgnęłam do książki. Małe wydanie ze słodkościami czyli "Desery - ponad 100 wspaniałych przepisów". Piszę inspirację, bowiem prócz ciasta zrobionego ściśle według instrukcji - polecanego przeze mnie też i do "Tarty truskawkowej z kremem budyniowym" - reszta uległa zmianie. Bo tak naprawdę niewiele trzeba aby zadowolić tak kapryśne towarzystwo, jak moi najbliżsi.
   A propos ciasta to w ciemno zrobiłam wspomniane wczoraj dwie porcje, ale zaczęłam od tych tarteletek. Pewnie i je powinnam zaserwować Wam jako pierwsze, ale z różnych powodów - dla mnie istotnych - zrobiłam inaczej. Oczywiście zamiast truskawek można użyć wszelkich owoców jagodowych. I tych ogrodowych, i tych leśnych. Jest jednak sezon na truskawki i warto je wykorzystać w prostej postaci. Można oprószyć cukrem pudrem jeśli całość będzie niewystarczająco słodka. U nas nie trzeba było, ale znak kilka osób, którym koniecznie musiałabym podać w takiej wersji.
   Lekkość i naturalność dostarcza też krem w postaci wymieszanej z miodem domowej ricotty. Oczywiście można posłodzić cukrem pudrem, można dodać więcej miodu, gdy... Po prostu warto krem spróbować i zastanowić się, czy taka słodycz nam wystarczy. Na dobrą sprawę nie potrzeba żadnych konkretnych ilości, a tylko zrobić wg własnego uznania. Kierując się własnym smakiem. Same tarteletki można upiec znacznie wcześniej. Nadziać wtedy, gdy przyjdzie nam ochota.

 

tarteletki z truskawkami (13).JPG



Tarteletki z ricottą i truskawkami

Ciasto:
   20 dag mąki,
  8,5 dag cukru pudru,
  5,5 dag mielonych migdałów,
11,5 dag zimnego masła,
     1 żółtko,
     1 łyżka mleka,
        tłuszcz do formy.

Nadzienie:
   25 dag ricotty o temperaturze pokojowej,
  3-4 łyżki miodu płynnego,
   25 dag pięknych truskawek,
        listeczki mięty do dekoracji (niekoniecznie).

   Mąkę przesiać do miski robota (z plastikowym nożem lub końcówką do siekania ciasta kruchego) i wymieszać z cukrem pudrem i migdałami. Dodać masło pokrojone na małe kawałki i posiekać na kruszonkę. Dodać żółtko i mleko i połączyć. Wyjąć z miski, owinąć w folię spożywczą i spłaszczyć na grubość około 2 cm. Wsadzić do lodówki na minimum 30 minut (do 3 dni).
   Przygotować formę do muffinek i natłuścić. Nagrzać piekarnik do 200°C. Schłodzone ciasto podzielić na 12 części. Uformować kule i wsadzić pomiędzy dwie warstwy folii spożywczej (tej, którą było owinięte ciasto na przykład). Rozwałkować (oprószając dodatkowo mąką) na grubość 5 mm lub zgnieść - idealnie nadaje się do tego przyrząd do dzielenia ciasta w formie niedużej blaszki z podziałką, lub po prostu mały rondelek, którego dnem rozpłaszcza się świetnie. Okrągłą foremką wyciąć krążki średnicy 8 cm i wyłożyć foremki do muffinek, spody nakłuć widelcem. Przykryć kawałkami folii aluminiowej i obciążyć suchą fasolą. Resztki ciasta można zagnieść i wyłożyć natłuszczone foremki do tarteletek, bądź wyciąć ciasteczka. Piec na biało 20 minut, po czym usunąć folię z fasolą i piec jeszcze 5 minut na złoto. Ciasteczka piec około 10-15 minut bez przykrywania (znikną szybko).
   Wyjąć formę z piekarnika, odłożyć na 2-3 minuty, po czym bardzo delikatnie wyjąć ciasto z foremek - powinno już stwardnieć na tyle, aby nie było z tym żadnych problemów. Wystudzić całkowicie.


tarteletki z truskawkami (10).JPG

 

   Opłukać truskawki i delikatnie osuszyć. Wymieszać ricottę z miodem na gładki krem. Dobrze, gdy ricotta pobędzie trochę w temperaturze pokojowej - łatwiej się rozetrze. Rozłożyć krem do upieczonych tarteletek. Owoce oczyścić z szypułek i pokroić w plasterki. Rozłożyć na kremie i ozdobić ewentualnie listeczkami mięty.

tarteletki z truskawkami (12).JPG

 

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Tarta truskawkowa z kremem budyniowym

środa, 11 czerwca 2014 19:21

   Truskawek moc dookoła, więc czemuż by nie? Zawsze to coś nowego w temacie. Coś co przysporzy nam trochę radości przez krótką chwilę. Bo to, że będzie krótko, to jestem w stanie zagwarantować. Niestety uciążliwość pieczenia w takim upale należy po prostu przezwyciężyć. Tarta skomplikowana specjalnie nie jest, choć może się taka wydawać. Ale po kolei...
   Ciasto kruche zrobiłam z podwójnej ilości. Po prostu dwa dni wcześniej piekłam tarteletki i postanowiłam hurtowo podejść do tematu. Dlatego też od razu na wstępie zaznaczam, że przepis na samo ciasto pochodzi z książeczki pt. "Desery - ponad 100 wspaniałych przepisów". Autora brak, bowiem praca zbiorowa. Reszta to mój pomysł, raz na jakiś czas uskuteczniany w wersjach jedynie z kruchym ciastem, ale za to różnorakim. To jednak wybitnie mi posmakowało, więc właśnie tym się podzielę. Ciasto można przygotować do 3 dni wcześniej i trzymać zawinięte w lodówce. Upiec też można znacznie wcześniej, bo w przeddzień.
   Krem banalny. Po prostu budyń z dodatkiem żelatyny. Dzięki niej ciasto nam nie rozmoknie, budyń pozostanie lekki, chociaż nieco bardziej zwarty. Dosłodzić można według własnych upodobań - bowiem jedni z nas wolą mniej, inni bardziej słodkie. Z tym, że pragnę zaznaczyć, że mniej słodki nie zdominuje nam smaku truskawek. Najlepiej nam smakuje w tym zestawie waniliowy, ale jeśli lubimy bardziej możemy go zastąpić śmietankowym. My nie lubimy, więc dajemy tylko i wyłącznie o smaku wanilii. Inne smaki raczej można wykluczyć.
   no i zwieńczenie. Zwykłe polskie truskawki. Pachnące i słodziuchne. Najlepsze na świecie. Nie ma znaczenia czy będą malutkie czy duże, bo ja je po prostu kroję na mniejsze kawałki. Nie układam misternie, tylko wykładam bezpośrednio z miski. Można oprószyć cukrem pudrem, ale nam nie jest to potrzebne. Można podać z kleksem bitej śmietany i polać syropem, który powstał z macerowania truskawek - mmmm... pycha. Niestety nie tym razem. Można i polać sosem z marakui, ale nie wiem jak to smakuje... bo sama nie jadłam. Natomiast zaserwowałam Nice i Bodziowi, a im baaaardzo smakowało. My natomiast zjedliśmy tym razem po prostu w czystej postaci.
   Jeszcze jedna uwaga. Dostałam od Pauliny cudną francuską formę do tarty prostokątnej z wyjmowanym dnem :). Ją tu wykorzystałam, ale można zrobić to w tradycyjnej, czyli okrągłej. Średnicy 23 cm. Robiąc w prostokątnej zostało mi trochę ciasta, dokładnie na 4 tarteletki. Po upieczeniu uzupełnione samymi truskawkami wkrojonymi doń bezpośrednio z durszlaka... zostały na stojąco wchłonięte przez Młodego. Nim się człowiek obejrzał...

 

tarta z kremem (1).JPG


Tarta truskawkowa z kremem budyniowym

Ciasto:
   20 dag mąki,
  8,5 dag cukru pudru,
  5,5 dag mielonych migdałów,
11,5 dag zimnego masła,
     1 żółtko,
     1 łyżka mleka,
        tłuszcz do formy,
        mąka do podsypania.

Krem:
     1 budyń waniliowy w proszku bez cukru (używam wyłącznie Dr. Oetkera),
 500 ml mleka,
     3 łyżki cukru,
     1 czubata łyżeczka żelatyny,
    50 ml zimnej, przegotowanej wody.

Dodatkowo:
    40 dag dojrzałych truskawek,
      2 łyżki cukru.

   Mąkę przesiać do miski i dodać przesiany cukier puder i migdały. Całość wymieszać, po czym dodać pokrojone na małe kawałki masło i rozetrzeć na kruszonkę. Dodać żółtko i mleko, i szybko zagnieść palcami ciasto. Lub też przesiać mąkę do miski robota z założonymi plastikowymi nożami lub końcówką do siekania kruchego ciasta, wymieszać razem z cukrem pudrem i migdałami. Dodać masło i posiekać na kruszonkę. Dodać żółtko i mleko i wymieszać do momentu powstania ciasta. Wyjąć z miski. Gotowe ciasto w obu przypadkach owinąć w folię spożywczą, lekko zgnieść na krążek i wsadzić do lodówki na minimum 30 minut (do 3 dni).
   Schłodzone ciasto rozwałkować na oprószonym mąką blacie na grubość ok. 5 mm. Wyłożyć nim natłuszczoną prostokątną formę - moja ma wymiar 9,5 cm x 34 cm (wymiary dna). Mocno docisnąć ciasto do formy, po czym obciąć nadmiar ciasta. Wyłożyć folią aluminiową i obciążyć suchą fasolą. Piec w temp. 200°C przez 25 minut. Zdjąć folię z obciążeniem i dopiec na złoto przez 5-10 minut - na ulubiony nasz kolor. Wyjąć i całkowicie wystudzić.
   W tym czasie przygotować przełożyć żelatynę do miseczki i zalać wodą. Budyń według przepisu na opakowaniu, dodając cały cukier. Do ugotowanego i gorącego dodać namoczoną żelatynę i dokładnie wymieszać. Przestudzić co jakiś czas mieszając, i jeszcze płynny wylać na ciasto. Wstawić do lodówki do całkowitego stężenia.
   Truskawki szybko umyć pod bieżącą wodą. Usunąć szypułki i pokroić na małe kawałki, wrzucając do miski. Dodać cukier i wymieszać. Odłożyć na 30 minut do zmacerowania. Gotowe wyjąć z miski i wyłożyć bezpośrednio na krem. Można tartę podać od razu. Można posypać cukrem pudrem lub podać kawałek z kleksem bitej śmietany, polanym syropem z macerowanych truskawek.

 

tarta z kremem (11).JPG

 

tarta z kremem (5).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  449 713  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Statystyki

Odwiedziny: 449713
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 392
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl