Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 893 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Tort truskawkowy

piątek, 19 czerwca 2015 16:04

   Pamiętnego przez nas dnia 3 czerwca… my i nasi goście mieliśmy okazję skosztować istnego cudu cukierniczego wyrobu Pani Loli. Piszę my i goście – wyjątkowo nas stawiając przed innymi, bowiem był to nasz ślub. Cywilny co prawda, ale właśnie tę okazję mogliśmy spędzić przy wybitnie delikatnym torcie truskawkowym. Pani Lola oczywiście na następny tydzień przygotowała dwa inne, ale i tak do dziś dnia wspominany jest właśnie ten. Żaden inny. Wspominany gremialnie, i z osobna. I wygląd, i przede wszystkim smak. Możecie mi wierzyć, że przez te wszystkie lata próbowałam go odtworzyć, uciekając się do różnych sposobów. Ni hu hu… Poległam.
   No tak – jedno jest pewne, a mianowicie to, że więcej prób nie będzie. Dzisiejszy tort to nie tort Pani Loli, ale mój – zrobiony właśnie ostatnio na bazie świeżego pomysłu – już wiecie, że nie trafionego – który jest… dobry. Wcale nie skomplikowany, żeby nie powiedzieć – prosty. Z przyjemnością został zjedzony w przeciągu chwili zaledwie, choć muszę przyznać, że Młody stanął na wysokości zadania i z okazji swoich urodzin (tort z tego powodu czyniony był) zabrał część do kolegi. I tak oto szybko, acz radośnie pozbyłam się kolejnej próby tortowej.
   Kilka uwag na temat. Warto zacząć od cista biszkoptowego, bo musi całkowicie się wystudzić. Potrzebować będziemy 3 blaty, więc można kupić gotowe, można zrobić według przepisu mojego, lub własnego – jeśli nie mamy zaufania do cudzych biszkoptów. A ja właśnie nie mam. Lubię ten swój. Zawsze wychodzi, ma smak podłużnych biszkoptów, robi się szybko i bez specjalnej celebry. Obchodzi się bez walenia o glebę (ponoć jakiś taki sposób jest – nigdy nie stosowałam) i co najważniejsze – wychodzi równy. Tym razem jednak dla absolutnej gładzi powierzchni wystudziłam go na kratce odwracając do góry nogami. Nie za każdym jest traktowany w ten sposób, ale przy takich tortach to stosuję.
   Krem do ciasta to też banał. Po prostu zmiksowane truskawki i ugotowany z nich budyń. Z dodatkiem budyniu. Mocno się zastanawiałam nad malinowym i waniliowym, i wygrała wanilia. Sprawdza się w kremach, a ja pomyślałam, że gdyby był budyń truskawkowy… Gdyby tylko był… No ale co zrobić, skoro nie ma. Warto te zmiksowane truskawki jeszcze przed ugotowaniem przetrzeć przez sitko. Pozbędziemy się nieapetycznie wyglądających i chyba przeszkadzających w delektowaniu się całością pestek. Piszę chyba, bo jakoś tak to sobie wyobrażam. Oczywiście mogę się mylić, choć jestem pewna, że same od siebie się nie rozpłyną. Tak więc robimy krem, przekładamy biszkoptowe blaty, smarujemy kremem wierzch i… Dekorujemy!!!
   I znów muszę nawiązać do dekoracji Pani Loli. To było tak. Wylądował tort na podstawie i stał nie tykany przez długi czas. Patrzyliśmy się… Patrzyliśmy… I napatrzyć się nie mogliśmy. Tak… potem było jedliśmy… jedliśmy… aż nic nie zostało. Ale to już wiecie. Rzadko się spotyka aby wygląd zatykał, a potem powtórka ze smakiem. No więc wygląd nas zatkał. Blady choć zdecydowany róż nieziemsko delikatnego kremu (dziś już wiem, że to była pianka) i na wierzchu pęczek świeżo zerwanych bardzo czerwonych truskawek z gałązkami i listkami. Prosto z działki Pani Loli. Z takich truskawek zresztą był robiony. Choć oczywiście bez liści i gałązek. Najprostsza ozdoba, ale tak niesamowita, że głowa boli. Piszę o niej, bowiem nie miałam świeżych truskawek zrywanych na pęczki – dosłownie. Liście zastąpiła mi mięta. O samej ozdobie oczywiście napiszę w przepisie, ale każdy może sobie zrobić według podanych przeze mnie informacji we wstępie, według tych w przepisie (będzie jak na zdjęciu) lub według własnego uznania – o ile nie ma się zaufania do cudzych ozdób ;).
   Dodam, że mięta z ogródka Mamy. Świeżuteńka i najbardziej ekologiczna. Mięta ogrodowa, więc listeczki swoją wielkość i moc miały. Zapachową. Bo o ile ja sobie nie darowałam i zjadłam z odrobiną, o tyle resztę – gdy doszliśmy do tego punktu przy krojeniu – pozbierałam, umyłam i… zjedliśmy z twarożkiem.
   Więcej prób z tortami nie będzie, bo zadzwoniłam do Mamy – chciałam się pochwalić tym co mi wyszło. Wspominając rzecz jasna o kolejnej próbie odtworzenia. Wieczorem telefon… „mam dla ciebie ten przepis”!!! Po prostu wzięła i zadzwoniła po latach do Pani Loli i oto cieszę się receptą. Bardzo dokładną. Mama jeszcze zapytała, czy jak zrobię, to mogę się podzielić publicznie na łamach mojego bloga – tak pro forma, choć chciałam dla siebie. Mam i pozwolenie. Pani Lola ma właśnie 93 lata i dalej robi swoje pyszności. I z równie wielką pasją o nich opowiada. Jest i dla mnie nadzieja… ;). Dziękuję. Być może kiedyś podzielę się publicznie, choć z drugiej strony jak patrzę na tę ilość złodziejstwa dookoła… to mi się żal robi. Z tym nigdy się nie uporam.

 

tort truskawkowy (19).JPG



Tort truskawkowy

Ciasto:
  4 jajka,
15 dag cukru,
15 dag maki krupczatki,
    na czubek łyżeczki proszku do pieczenia,
    tłuszcz i bułka tarta do formy.

Krem:
50 dag truskawek,
  1 budyń waniliowy (używam tylko Dr. Oetkera bez cukru),
10 dag cukru (+ ilość potrzebna do budyniu wg instrukcji)
30 dag masła przedniej jakości w temperaturze pokojowej.

Dodatkowo:
25 dag truskawek,
    liście świeżej mięty.

   Spód tortownicy średnicy ok 24 cm wyłożyć folią aluminiową. Natłuścić nie naruszając brzegów, po czym oprószyć bułką tartą. Odłożyć. Nagrzać piekarnik do 150˚C. Białka oddzielić od żółtek, które przekładać do małej miseczki. Białka ubić na sztywno, dodawać stopniowo cukier, ubijając aż się rozpuści. Dodawać po 1 żółtku, za każdym razem dobrze ucierając. Na końcu dodać przesianą i wymieszaną z proszkiem mąkę – również stopniowo – ucierając na małych obrotach miksera.
   Przelać ciasto do formy, wyrównać powierzchnię i wsadzić do piekarnika. Piec mniej więcej 30 minut na złoty kolor – sprawdzić patyczkiem. Wyjąć, delikatnie odciąć nożem od brzegów formy i ostrożnie wyłożyć na kratkę do góry dnem. Zdjąć folię i odłożyć do zupełnego wystudzenia. Po tym czasie przekroić na 3 blaty.


tort truskawkowy (8).JPG

   Truskawki umyć, dobrze osączyć i usunąć szypułki. Zmiksować ręcznym blenderem na purée – powinno go wyjść 500 ml. Przetrzeć przez sitko, aby usunąć pestki. 350 ml przecieru zagotować w rondelku, a w reszcie rozpuścić proszek budyniowy i dodać cały cukier. Wymieszać ponownie. Cukier nie musi się rozpuścić. Wlać przygotowaną mieszankę do gotujących się owoców – cały czas mieszając. Gotować około 2 minuty. Gęsty krem zdjąć z ognia i wystudzić, co jakiś czas mieszając.
   Rozetrzeć masło na krem. Dodawać porcjami wystudzony budyń za każdym razem dokładnie ucierając. Krem podzielić na 3 w miarę równe części. Spodni blat (czyli wierzch piekącego się biszkoptu) ułożyć na wyłożonym arkuszem pergaminu spodzie tortownicy.

 tort truskawkowy (12).JPG

 

   Wyłożyć 1/3 kremu i rozsmarować. Przykryć drugim blatem i powtórzyć. Przykryć ostatnią częścią ciasta spodem do góry. Lekko i z wyczuciem całość docisnąć i wyłożyć resztę kremu. Rozsmarować na całej powierzchni łącznie z bokami. Wsadzić do lodówki na czas przygotowania ozdób.

 

tort truskawkowy (21).JPG


   Truskawki – ich ilość podałam absolutnie niezobowiązująco – dajemy tyle, na ile mamy ochotę – umyć i delikatnie osuszyć. Kilka dużych i najpiękniejszych pozostawić w całości z szypułkami i naciąć kilka razy. Delikatnie rozdzielić nacięte elementy nie odrywając ich od siebie. Resztę truskawek pokroić na małe kawałki. Liście mięty umyć i osuszyć. Rozłożyć w jednym miejsku na brzegu tortu i rozłożyć na nich całe truskawki. Listeczki delikatnie postawić opierając na truskawkach lub delikatnie wbić częściowo w krem. Dookoła wolnego brzegu wysypać resztę pokrojonych owoców. Trzymać w lodówce, ale wyjąć na 20-30 minut przed podaniem.

 

tort truskawkowy (20).JPG

 

tort truskawkowy (26).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ciasto ucierane z truskawkami

czwartek, 18 czerwca 2015 11:09

   Kilka dni temu spotkała mnie wielka niespodzianka. Słodka i pachnąca. Nagle w drzwiach mieszkania pojawiła się przesyłka w postaci świeżutkich, wyjątkowo pięknych, zdrowych i o czwartej rano zerwanych truskawek. Od Pana Edzia z Buska Zdroju. Ogólnie przejechały ponad 70 km, znosząc tę podróż wybornie. Zabrałam się za przetworzenie na różne sposoby – z nich właśnie ta wcześniejsza konfitura. Nie da się ukryć, że Młody w znacznym stopniu pomógł w obróbce, po prostu zjadając. Nie on jeden, ale on w takiej ilości… Naprawdę nie wiem, gdzie mu się to wszystko mieści.
   Truskawek było sporo, ale udało mi się w przeciągu 3 dni uporać ze wszystkimi. Nic im się nie działo w lodówce, bowiem naprawdę były świeże. I zdrowe. Zdążyłam trochę za nimi zatęsknić, gdy dzisiaj nastąpiła powtórka. Tym razem Pana Edzia poznałam osobiście. Elegancki strój, nienaganne maniery, i przy tym serdeczny uśmiech od ucha do ucha pokazał mi, że mam naprawdę z klasycznym dżentelmenem do czynienia. Wiem też, że truskawki od niego są choć bez certyfikatu – bardzo ekologiczne. Dawno tak się nie rozsmakowałam w tych owocach. Ale pewnie dlatego tak szybko zatęskniłam. Pozdrawiam Pana Edzia serdecznie i bardzo dziękuję.
   Ciasto z truskawkami powstało więc przy okazji. Stwierdziłam, że mam okazję spróbować – licząc na to, że będzie nam smakowało. Bo ja bardzo nie lubię ciast z truskawkami, w których truskawki są pieczone. Po wyjęciu dla mnie za bardzo są rozpaćkane. Nie da się ukryć, że zachęciło mnie kiedyś zdjęcie, i przepis był w przygotowaniu i oczekiwaniu na owoce. No cóż… człowiek jest omylny, czasami niesprawiedliwy, sobie ubzdura i zrób mu coś… To ciasto nie dość, że proste, to jeszcze smaczne. Truskawki nadają lekkiej wilgotności, lekkiej kwaskowatości, i w końcowym efekcie – po prostu lekkości. Przepis znalazłam na stronie Marthy Stewart i bardzo polecam. Co prawda jej ciasto i moje nieco się różnią, ale ja po prostu rozłożyłam owoce równo – aby każdy kawałek był tak samo bogaty. Pozwoliłam sobie też na zaokrąglenie ilości składników – wyszło bez żadnych niespodzianek. Ale fakt – różnica jest praktycznie żadna. Truskawki to oczywiście ilość umowna, ale jakiś punkt odniesienia trzeba mieć. Kilka mi zostało i z wielką przyjemnością po prostu zjadłam… Ale przygotowałam tez równą – półkilogramową – ilość.

 

ciasto z truskawkami (11).JPG



Ciasto ucierane z truskawkami

Ciasto:
  10 dag masła,
  20 dag mąki,
 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia,
     szczypta soli,
  20 dag cukru,
   1 duże jajko,
125 ml mleka,
   1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Dodatkowo:
  45 dag truskawek,
   2 łyżki cukru,
     tłuszcz i bułka tarta do formy.

 

truskawki (2).JPG



   Nagrzać piekarnik do 180˚C. Natłuścić tortownicę średnicy ok. 25 cm i wysypać bułką tartą. Truskawki umyć i odłożyć do odcieknięcia. Usunąć szypułki i pokroić na połówki. Odłożyć
   Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i wymieszać z solą. Masło utrzeć z cukrem na krem, dodać jajko i dokładnie rozetrzeć. Wlać mleko i ekstrakt waniliowy i na niskich obrotach utrzeć ponownie na gładka masę. Dodać cała mąkę i nadal na niskich obrotach utrzeć gładkie ciasto.

 

ciasto z truskawkami (7).JPG

 

   Przełożyć do formy i na wierzchu rozłożyć promieniście owoce. Posypać 2 łyżkami cukru i wsadzić do piekarnika.
   Piec 10 minut. Zmniejszyć temperaturę do 160˚C i piec jeszcze 60 minut na złoty kolor. Wyjąć, delikatnie odciąć nożem od brzegów formy i zdjąć obręcz. Wystudzić.

 

ciasto z truskawkami (13).JPG

 

ciasto z truskawkami (10).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Konfitura truskawkowa z imbirem

wtorek, 16 czerwca 2015 11:46

   Nie da się ukryć, że robię ją od lat. Robię według przepisu Fred, choć po tylu latach coś niecoś pozmieniałam. Nie tyle w składnikach czy ich proporcji, ile w sposobie robienia. Można się dogrzebać tego przepisu na mojej starej stronie – w tym miejscu. Już na wstępie deczko zmieniony, teraz przeszedł kolejną metamorfozę. Dokładnie trzecią. Smakuje mi ona na tyle, że o ile tylko mam piękne truskawki… to biorę się za ich przetwarzanie. Ale po kolei…
   Oczywiście patrząc na zdjęcie autorki, to konfitura wydała mi się wtedy tak gładka, że wprost nudna. Postanowiłam część owoców pozostawić w kawałkach - i robię to nadal. Za drugim razem dokończenie konfitur pozostawiłam na drugi dzień – nauczona... bo tak w ogóle konfitury smażyłam zawsze 3 dni. Z ciekawości to zrobiłam, ale prawda jest taka, że większe kawałki jak pozostaną w przygotowanym słodkim roztworze to mają więcej czasu aby nasiąknąć nim i zrobić się szkliste. Przy tej opcji też pozostałam. No a teraz ta ostatnia…
   W konfiturze jest imbir. Nie ma go specjalnie wiele, ale wystarczająco, aby nadać odpowiedniej delikatnej ostrości. Mnie ten smak bardzo odpowiada, ale do tej pory kroiłam go w grubsze plastry, które niestety smaczne nie były (oczywiście, że próbowałam), poza… i tu żałuję, że nie wpadłam na to wcześniej. Poza cieniutkimi i małymi skrawkami, które wrzucałam bo stanowiły w końcu całość. Te większe przy nakładaniu konfitur wywalałam, te malutkie zostawiałam i z wielką przyjemnością były zjadane. Więc dlaczego nie pozwolić sobie na całkowite zużycie imbiru w ten sposób? Tak… to prawda – trochę więcej pracy przy tym, ale niespecjalnie dużo. Natomiast całość uważam, że zyskała. Tak szczerze, to konfitura wygląda zupełnie inaczej niż w pierwowzorze, i jestem pewna, że inaczej też smakuje. Polecam zrobić. Doskonale nadaje się do posmarowania świeżego chrupiącego pieczywa jak i do serów pleśniowych. Mogą być zapieczone, choć nie muszą. I sama pozwalam sobie na śniadaniowy plaster białego pysznego sera z odrobiną tejże konfitury – bo słodkie śniadania bywają u mnie bardzo rzadko. Jednak się zdarzają…

   Jeszcze jedna fajna sprawa. Wczoraj dostałam prześliczny słoiczek ze stronki Friends of Glass. Odpowiedziałam kilka dni temu na fajne pytanie dotyczące pszczół i Einsteina – i choć to nie był żaden konkurs, to właśnie cieszę się drobiazgiem. Jednak warto czytać ciekawostki, by potem móc coś zgarnąć ;). A ponieważ nie mam możliwości zapakowania do słoika świeżo zebranego miodu, to wsadziłam porcję gorącej konfitury. Będzie otwarta dla Przyjaciół Konfitur w Szkle.

 

konfitura truskawkowa z imbirem (19).JPG



Konfitura truskawkowa z imbirem

 1 kg truskawek,
 4 dag świeżego imbiru,
80 dag cukru.

 

konfitura truskawkowa z imbirem (3).JPG

 

   Umyć truskawki, osączyć dokładnie odstawiając na jakiś czas i usunąć szypułki. Pokroić na kawałki – mniejsze na ćwiartki, większe na nieco więcej części, ale tam mniej więcej na równo - po czym wrzucić do dużej szklanej miski. Obrać imbir, pokroić w cienkie plasterki i dodać do owoców. Całość zasypać cukrem, delikatnie wymieszać tak, aby nie rozgnieść za bardzo owoców i przykryć folią spożywczą. Odstawić na noc do lodówki
   W tym czasie zdążą puścić bardzo dużo soku. Łyżką cedzakową wyjąć truskawki, a z nich imbir. Owoce przełożyć do miski, imbir pokroić na desce w cienkie paseczki. Sok przelać do rondla z grubym dnem, dodać resztki nierozpuszczonego cukru i imbir, zagotować na średnim ogniu i gotować kilka minut – mniej więcej 3-5.
   Odłożyć około 1 szklankę ładniejszych owoców. Resztę przełożyć do rozdrabniacza i zmiksować tak, aby pozostały większe kawałki. Kiedyś robiłam to ręcznym blenderem. Zdjąć z grubsza powstałą w rondlu pianę, dodać zmiksowane truskawki, wymieszać i w momencie gdy całość mocno wrze, zmniejszyć ogień do małego. Gotować 10 minut, systematycznie zbierając tworzącą się pianę.

 

konfitura truskawkowa z imbirem (12).JPG

 

   Po tym czasie wrzucić odłożone owoce, znów doprowadzić do wrzenia. Gotować na małym ogniu 5 minut. Wyłączyć ogień i odstawić do dnia następnego.
   Nazajutrz zobaczyć w jakim stanie jest konfitura – powinna być gęsta. Imbir ma bardzo dużo pektyn. Całość ponownie delikatnie zagotować – na niedużym ogniu. Gdy zacznie wrzeć gotować 5 minut. To powinno wystarczyć. Gdyby się okazało, że jednak na drugi dzień całość jeszcze jest lejąca, można gotować i przez 10 minut.

 

konfitura truskawkowa z imbirem (14).JPG

 

   Gorącą konfiturę przełożyć do wysterylizowanych słoiczków – tu muszę podziękować Habibi, która poleciła mi swoistego rodzaju lejek do wąskich słoików, zrobiony przez samą się. Siebie znaczy. Odciąć kawałek pustej butelki plastikowej po na przykład mineralnej. Jeśli butelka będzie większa – większa będzie i średnica „misy” lejka. Ja miałam w tym momencie jedynie małą, ale i tak spisała się świetnie. Obeszło się bez paćkania szyjek słoików. Inna sprawa jeśli słoik ma szeroki wlot – obejdzie się bez lejka. Słoiki natychmiast zakręcić i odstawić w spokoju, aż się zassą Co gwarantuję, że usłyszymy…

 

konfitura truskawkowa z imbirem.JPG

Friends of Glass - ogromnie cieszy :)

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Łosoś w czosnkowej marynacie

sobota, 13 czerwca 2015 14:57

   Postanowiłam – nie wiem, który już raz z kolei – że jednak zaczniemy jeść ryby. Niekoniecznie w piątkowe popołudnia, ale tak po prostu… I póki co (odpukać) jakoś to się udaje. Padło na łososia, bowiem mój Kochany Mąż pojechał sobie gdzieś tam, a ja zostałam z Młodym, trochę wybrednym pod względem tego co nam woda daje. Łosoś zawsze przejdzie, bo rzeczywiście jest wyjątkowy. I biorąc pod uwagę jeszcze jedną rzecz – czasowo niewiele trzeba mu poświęcić, aby efekt był rozkoszny. Wydaje mi się, że nie można go zepsuć. W razie czego oczywiście zmienię zdanie. Dlatego dzisiaj porcja zaledwie podwójna, ale w końcu zawsze można podwoić.
   Łosoś świeżutki konieczny będzie ze skórą. Ja jej nie jem, ale jak ktoś lubi… (czytaj: K M) Z tym, że naprawdę nie wiem jak to będzie w tym przypadku, bowiem do tej pory jedynie jedzone było w przypadku chrupiącej mocno skórki, a tu można o tym zapomnieć. Wygląda fajnie, ale nie zawracam sobie głowy problemem smaku, skupiając się ważnej było nie było ocenie wzrokowej. Co do odczuć czysto wymiernych a trakcie jedzenia - czosnkowa marynata jest bardzo wyrazista, ale nadaje całości naprawdę fajnego smaku. Trochę się bałam, czy nie zabiję zbytnio samej ryby. Biorąc pod uwagę jeszcze młody czosnek, który mam do dyspozycji, a który zdecydowanie mocniej też pachnie, osiągnęłam niespodzianie piękny melanż wzrokowo-smakowo-aromatyczny.
   Użyłam do marynaty też miodu - aby nieco złagodził czosnkowy atak – pomarańczowego. Akurat taki mam w zasięgu ręki. Pyszny, a poza tym pomyślałam sobie, że pomarańcza (choćby tylko w nazwie) do ryby pasuje przednio. Oczywiście znając życie każdy łagodny miód się sprawdzi, dlatego tez nie będę zaznaczała tego w składnikach, ale proszę to wziąć pod uwagę, jeśli taki miód właśnie macie J. Użyłam też oleju kokosowego do smażenia, zastanawiając się na wyborem – sezamowy czy kokosowy. Oba stały pod ręką i tak w ostatniej chwili… Przestraszyłam się, że sezamowy (mam z mocno prażonych nasion) nada rybie gorzkiego posmaku, choć w konfrontacji z miodem się to jakoś tak… uzupełni. Ale po co? Olej jednak zaznaczę, choć i rzepakowy, i oliwa oczywiście spełnią dokładnie tę samą rolę. Z takich rzeczy „do wyboru” użyłam zestawu przypraw do ryb. Kupiłam sobie fantastyczny młynek z taką, gdzie przede wszystkim w oczy rzuciła mi się kolendra i gorczyca. Oczywiście nie stanowią one całości, a tylko jej drobną część, ale… ja je po prostu bardzo lubię, więc wzięłam. Wzięłam i użyłam. I jest świetnie. Tu jednak każdy może dać taki zestaw, jaki lubi – w ilości jedynie do smaku. Własnego.
   Co jeszcze? Podałam z przypieckami. Taki mamy czas, że muszę go wykorzystać. Całość naprawdę podziałała odprężająco. Oto domowym sposobem mam coś, co w każdej restauracji zjadłabym z wielką przyjemnością. Do tego tylko sałata zwykła, choć od Mamy prosto z ogródka. Młodziutka z garścią młodziutkich liści botwinki, która dopiero co zaczyna nabierać rozpędu… z cytrynowym winegretem. Hmmm… Gdyby tylko jeszcze K M był, to byłaby pełnia szczęścia.

 

 

losos w czosnkowej marynacie (10).JPG

 


Łosoś w czosnkowej marynacie

30 dag łososia (mniej więcej),
 1 łyżka oleju kokosowego,
 1 łyżka szczypioru do posypania.

Marynata:
 1 łyżka miodu,
 1 łyżka soku z cytryny,
 2 ząbki czosnku,
   sól, pieprz,
   przyprawa do ryb do smaku,
   szczypta tymianku.

   W płaskim pojemniku lub szklanym naczyniu wymieszać miód, sok z cytryny, sól, pieprz i przyprawę do ryb do smaku i tymianek. Proszę zwrócić uwagę, czy mieszanka przypraw ma w sobie dużą ilość soli i pieprzu, i te dostosować do tej miary. Czosnek obrać i wcisnąć do całości, wymieszać ponownie.



losos w czosnkowej marynacie (3).JPG

   Rybę opłukać i osuszyć. Jeśli skóra ma łuski, to je zeskrobać przed płukaniem. Pokroić na dwie porcje, po czym obtoczyć w marynacie. Odłożyć na 15 minut – to świetny czas, aby przygotować sobie ulubioną sałatkę.
   Postawić patelnię na średnim ogniu i poczekać aż się nagrzeje. Wlać olej i rozprowadzić na dnie – ruszając patelnią. Ułożyć łososia skórą do dołu, przykryć i dusić 3 minuty. Odkryć i smażyć przez minutę, a następnie bardzo delikatnie rybę odwrócić na drugą stronę i powtórzyć. Czyli przykryć, dusić 3 minuty, odkryć i smażyć minutę. Wyłożyć ostrożnie na talerze, posypać posiekanym szczypiorem i natychmiast podawać. Z ulubioną sałatą.

 

losos w czosnkowej marynacie (9).JPG

 

losos w czosnkowej marynacie (7).JPG

Ewa

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  449 742  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Statystyki

Odwiedziny: 449742
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 392
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl