Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 147 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Racuchy z cukinią

środa, 31 sierpnia 2011 12:47

   Tradycyjna rzecz w nieco inny sposób. A dlaczegóż by nie? Jedni lubią placki ziemniaczane na słodko, to może spróbować wytrawnej wersji racuszków? Gdy Młody tylko stwierdził, że dawno nie było... to jakby samo mi się nasunęło. W końcu im więcej rzeczy zrobię z tą cukinią, tym mniej jej będzie, a i nowe smaki będą poznane. Jedno jest pewne - gdyby placuszki były takie sobie, nie było by ich tutaj.
   Tak. Wyszło mi. Wyszło mi przednio. Połówce smakowały ogromnie i nawet nie wspomniał nic o mięsie. Może z racji piątkowego wieczoru w moim mieście, ale czasami i to mu nie przeszkadza w uwagach na temat. Wszyscy jesteśmy mocno mięsożerni, jednak bardzo lubię takie potrawy. Ogólnie rzecz biorąc w piątek podałam z relish`em nomen omen cukiniowym. W każdy inny dzień pewnie zastanowiłabym się nad jakimś mięsnym sosem do tego - na co pewnie przyjdzie pora... Poza tym jako dodatek do mięs też się sprawdzą na 100%. Dałam żółtą cukinię, bo tej mam pod dostatkiem, niemniej jednak tradycyjna zielona będzie równie pyszna.
   Racuszki są bardzo delikatne. Kwaśno-słodki smak cukiniowej mieszanki relish`a tylko to zaznaczył. Młody zjadł z kwaśną śmietaną, na wzór placków ziemniaczanych. I choć na początku kręcił nosem, no bo racuchy to na słodko zawsze... to jednak usiadł i zjadł - z przyjemnością. Po próbie relish`a przez moment zastanowił się, czy aby nie spróbować tak drugiej porcji, ale niestety to tylko krótka chwila była i pozostał przy śmietanie. Zależy mi na tym, aby jadł i inne, różne rzeczy. Żeby wiedział co to jest i jak smakuje. Relish owszem... dobry, ale jak to stwierdził - następnym razem. Przepis na warzywa w takiej postaci postaram się podać jutro.

 

Racuchy z cukinią

  25 dag mąki,
 1,5 dag drożdży,
250 ml letniego mleka,
 1/3 łyżeczki soli,
    2 jajka,
    3 dag masła (2 łyżki),
  20 dag cukinii żółtej lub zielonej,
    2 łyżki posiekanej natki pietruszki,
       olej do smażenia.

   Drożdże wymieszać w dużej misce z połową mleka i około 2 łyżkami mąki. Przykryć i odstawić na około 10 minut.
W tym czasie stopić masło i odłożyć, aby przestygło. Cukinię umyć i zetrzeć na grubej tarce. Gdyby należała do tych przerośniętych deczko - usunąć pestki, przy czym waga dodawanej do ciasta cukinii nie powinna się zmienić. Oddzielić białka od żółtek, po czym ubić białka na sztywną pianę. Dodać do nich żółtka i ubić jeszcze raz.
   Do przygotowanego rozczynu dodaćresztę mąki, wciąż płynne masło, jajka i sól. Całość wymieszać na jednolite, bezgrudkowe ciasto. Dodać cukinię i natkę pietruszki, wymieszać jeszcze raz, przykryć miskę i odłożyć na 30-45 minut do wyrośnięcia.
   Na patelni rozgrzać olej. Łyżką nakładać ciasto - około 2 łyżki na racucha - i smażyć z obu stron na rumiano.
Podawać z relishem, kwaśną śmietaną lub sosami wg uznania.

 

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Chleb z suszonymi pomidorami i rozmarynem

poniedziałek, 29 sierpnia 2011 21:09

   Niesamowicie pozytywnie mnie zaskoczył smak chlebusia, powstałego z racji musu zużycia resztek maki, której termin ważności zbliża się wilekimi krokami. Tylko, że ubywa jej jakoś tak nieznacznie... Zdążę, czy też nie? W każdym razie spróbuję. Ten zrobiłam szybko po raz drugi dodając trochę więcej pomidorów. Prawdą jest, że do poprzedniego zużyłam końcówkę i nie chciałam otwierać nowego słoiczka. To naprawdę był błąd. Trzeba było iść za glosem. Reszta spisana na karteczce pozostała bez zmian, chociaż za tym pierwszym razem wodę odmierzałam stopniowo. Sądzę, że właśnie mąka Typ 1850 ma znacznie większą wchłanialność płynu, dlatego proszę się nie dziwić, że jest go tutaj trochę. Ciasto - robię w robocie wielofunkcyjnym - jest bardzo miękkie, ale dlatego też po upieczeniu nie kruszy się.
   W zasadzie na tym mogłabym skończyć, ale jeszcze dwie uwagi. Drożdży jest tutaj mało i proszę nastawić się na długie wyrastanie. Te 1,5 godziny potrzeba, aby się zechciały pofatygować i zaczęły pracować. Druga uwaga dotyczy rozmarynu. Kupiłam sobie w Tunezji - długie szpileczki zasuszone jak leci. Pieknie wyglądają w każdym daniu. Ja nie powiem absolutnie, że nasz jest niesmaczny w stosunku do tego, ale jednak zastanawiam się dlaczego jest ta różnica w wyglądzie. Będąc tam usłyszałam polskie uwagi, że jest delikatniejszy w smaku niż nasz, ale prawdę powiedziawszy wyczuwałam w każdym daniu i wyczuwam go nadal nie mniej intensywnie. Chleb w każdym razie pachnie bardziej rozmarynem niż pomidorami.

 

 

Chleb z suszonymi pomidorami i rozmarynem

  30 dag mąki T550,
  20 dag mąki T1850,
    1 łyżeczka drożdży instant,
 1,5 łyżeczki soli,
 1/4 łyżeczki cukru,
    1 łyżka oleju z suszonych pomidorów,
125 ml jogurtu naturalnego,
300 ml letniej wody,
 6-8 suszonych pomidorów,
    1 łyżka suszonego rozmarynu.

 

   Do miski robota wielofunkcyjnego przesiać obie mąki dodając otręby, które pozostały na sitku. Dodać drożdże, cukier i sól. Wlać olej i jogurt, po czym całość zamknąć i wymieszać. Wlać 200 ml wody i włączyć maksymalne obroty, przy okazji stopniowo dolewając resztę wody. Wyrabiać na najwyższych obrotach 1-2 minuty, po czym na małych obrotach jeszcze krótką chwilę.

 


   Pomidory pokroić na mniejsze kawałki. Wyjąć ciasto na oprószony mąką blat - jest bardzo miękkie, ale takie być powinno. Dodać pokrojone pomidory i rozmaryn. Zagnieść jeszcze raz, starając się nie dodawać mąki. Gdyby jednak sie to nie udało, oprószyć bardzo delikatnie jej odrobiną.

 

   Ciasto przelożyć do wyłożonej pergaminej lub natłuszczonej keksówki dł. 30 cm. Wystające za bardzo kawałki pomidorów wcisnąć do ciasta, aby się nie przypaliły. Przykryć folią spożywczą i odstawić na 1,5 godziny do wyrośnięcia.

 

   W tym czasie nagrzać piekarnik do 200°C stawiając na spodzie miseczkę z wodą. Piec chleb 30-35 minut, po czym wyjąć, wyjąć z formy na kratkę i wystudzić.

 

 

Tak zwana kumulacja...

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Lecsó

niedziela, 28 sierpnia 2011 13:09

   Co roku przychodzi czas na lecsó. Prawdziwe. Węgierskie. Bez grama cukinii... Brrr... całe szczęście, że tu mogę sobie pozwolić na uwagi dotyczące składu. To co w latach 80-tych było na porządku dziennym z różnych względów - głównie w tak zwanym robieniu masy, czyli dodawanie do potrawy czegoś co rosło wszędzie i było tanie, z naciskiem na "było" - w kraju prawdziwego lecsó nie przejdzie. A ja... nie lubię dodatku cukinii, która traci swą fantastyczną jędrność, pomimo iż zazwyczaj bywa mocno przerośnięta. Jeszcze z niewielkim jej dodatkiem zjadam, aby nie urazić gospodarzy - zawsze po namowach - ale jeśli są jej spore ilości, to nawet te namowy mnie nie ruszą. Nie lubię i już.
   Prawdziwie węgierskie z pachnącej dojrzalej papryki i równie pachnących i dojrzałych pomidorów. To podstawa. Podstawą jest też dobra kiełbasa i boczek. Kiedyś w "Tesco" kupiliśmy pakowaną próżniowo wiejską kiełbasę. Tylko, że... ona koło wiejskiej nawet nie leżała. I tak wielkie chęci zjedzenia ładnie wyglądającej swojskiej spełzły na niczym. Za to to była najlepsza kiełbasa jaką w życiu użyłam do lecsó. Sama w sobie smaczna a robiąca w daniu wiele. Żaluję, że to "Tesco" jest tak daleko... Co do boczku - warto odkroić skórę, umyć i zamrozić. Będzie jak znalazł do kwaśnicy.
   Czas na odrobinę pikanterii... Daję zawsze łyżeczkę ostrej papryki, ale tu następuje swoboda - dajmy taką jak lubimy. Ja przywiozłam sobie z Tunezji bardzo, bardzo ostrą paprykę, i tej dałam 1/2 łyżeczki - ze względu na moc. Dało się odczuć... tym bardziej, że do dania dodaję ususzoną czuszkę, która tę moc też posiada. Więc jeśli wolicie delikatniej - koniecznie dajcie słodką.
   Ogólnie rzecz biorąc - całość niezwykle prosta, choć nakroić się trzeba. Za to smaki i aromaty powodują, że dopóki się nie skończy - wszyscy wciąż są głodni.

 

Lecsó

35 dag dobrej kiełbasy,
35 dag gotowanego boczku,
  3 dag smalcu,
70 dag cebuli,
  1 kg papryki (pożądana w kolorze zielonym i czerownym),
  1 łyżeczka papryki (słodka lub ostra wg uznania),
70 dag pomidorów,
  1 suszona czuszka (lub inna ostra papryczka),
     sól.

 

   Boczek pokroić w krótkie słupki grubości ok. 6 mm. Kiełbasę obrać z osłonki (jeśli się da, przy czym jeśli nie jest to jelito naturalne, trzeba to zrobić koniecznie) i pokroić w plasterki grubości 5 mm. Cebulę obrać, umyć i pokroić w grubsze plasterki. Paprykę umyć, oczyścić z nasion i powięzi, pokroić w paski. Pomidory sparzyć, pokroić na ćwiartki, a jeżeli są większe to na szóstki, wyciąć stwardniałe części. Czuszkę umyć i drobno posiekać.
   W rondlu roztopić smalec, wrzucić boczek i podsmażyć. Jeżeli boczek będzie bardzo tłusty, to można ograniczyć ilość smalcu.
   Z garnka wyjąć boczek i wrzucić cebulę i delikatnie ją posolić. Smażyć kilka minut, aż cebula delikatnie się zeszkli. Nie rumienić. Natomiast mieszając ztarać się zedrzeć pozostalości po boczku, nie przejmując się ewentualnymi duzymi kawałkami przyrumienionego mocno osadu. On sie potem rozpuści.

 

   Do cebuli dodać paprykę w paskach i paprykę w proszku. Podlać odrobiną wody, przykryć i dusić całość około 5 minut.

 

Po tym czasie dodać pomidory i czuszkę. Znów bardzo delikatnie posolić. Przykryć i dusić tym razem około 10 minut.

 

Wrzucić boczek i kiełbasę i dusić pod przykryciem, aż pomidory "wymiękną", czyli niemal się rozpadną. To znaczy jeszcze około 10 minut. Spróbować i ewentualnie doprawić solą, chociaż dziwnie... bo soli daję jedynie odrobinę a danie jest wyraźne.
Podawać ze świeżym pieczywem. Można odgrzewać.

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wspomnienie lata

sobota, 27 sierpnia 2011 22:43

   Nie mam w zwyczaju wymyślać wymyślnych nazw tego co robię. Bo uważam, że kwintesencja zawarta jest w  tych najprostszych. Tym razem jednak będzie inaczej - temat wydał mi się adekwatny do założenia. Zawsze mogłabym napisać "Kruche ciasto z dżemem z owoców leśnych i kokosem", ale ta najkrótsza wersja nazwy tego ciasta wcale krótka nie jest. Dżem jednak to wszystko co mi się ostało po leśnych owocach, a tematem dzisiejszej pracy one właśnie były. Czyli to wszystko to taka mała namiastka będąca już tylko wspomnieniem aromatycznych i słodkich darów lasu. Niech więc tak zostanie.
   Dżem - od razu zaznaczam - nie jest niestety mojej produkcji, lecz mimo wszystko smaczny. Jeśli ktoś ma własny i nie będzie mu żal... z pewnością wygra. Ten jest okropnie słodki, i dlatego musiałam przełamać tę mdłość sokiem z cytryny. Jeśli użyjecie niskocukrowego to rzecz jasna nie trzeba tego robić, ale może jednak warto i dla wyostrzenia smaku. Było nie było robiąc dżemy (ciężko mnie zmusić do tego) dodaję ten sok, bo tak wlaśnie lubię. I oczywiście dżem może być wszelkiej maści, ale jak już wspomniałam... takie zadanie było. Kasia rzuciła temat, więc trzeba było zakasać rękawy i coś wymyślić.
   To nie nowość, że do ciasta kruchego świetnie nadaje się krupczatka. Ta mąka jest genialna. Ale nowością dla niektórych może być, że do kruchego ciasta potrzebne będzie masło (lub margaryna) o temperaturze pokojowej. Ale są dwie szkoły... Jak to mówi mój Mąż cytując: Otwocka i Falenicka... Ja stosuję się i do jednej, i do drugiej. I dobrze na tym wychodzę. Ciasto po upieczeniu jest tak kruche od spodu, że nie ma szans wziąć kawałka do ręki, aby wyjąć z formy. Pierwszy kawałek zawsze będzie zepsuty, co nie znaczy, że niesmaczny. Drugi kawałek i każdy następny radzę wyjmować łopatką do ciast. Myślę, że smakiem jednak się nie zawiedziecie...

 

Wspomnienie lata

Ciasto:
12,5 dag miękkiego masła lub margaryny,
     5 dag cukru,
     1 żółtko,
   15 dag mąki krupczatki,
     1 łyżeczka proszku do pieczenia,
        szczypta soli.

Wierzch:
   20 dag dżemu z owoców leśnych (około),
     2 łyżki soku z cytryny,
     2 jajka,
   10 dag cukru,
     1 łyżeczka ekstraktu waniliowego,
     4 dag mąki (dokładnie 1/4 szklanki),
     1 łyżeczka proszku do pieczenia,
   10 dag wiórków kokosowych.

 

   Formę kwadratową o boku 20cm wyłożyć pergaminem. Najlepiej wyciąć arkusz nieco większy od formy i ponacinać na brzegach po skosie. Formę delikatnie natłuścić i wyłożyć w tym momencie przygotowanym papierem, doklejając całość i zawijając brzegi - same się ułożą. Nagrzać piekarnik do 180°C.

 

   Masło lub margarynę utrzeć z cukrem na krem. Dodać zółtko i jeszcze raz dokładnie rozetrzeć. Dodać przesianą z proszkiem do pieczenia i solą mąkę i dokładnie wymieszać. Ciastem wyłożyć spód formy, wyrównując powierzchnię. Ciasto jest bardzo miękkie, ale proszę nie dodawać pod żadnym pozorem mąki. Wsadzić do piekarnika i piec 15 minut. Powinno być tylko muśnięte kolorkiem, ale upieczone. Wyjąć i odłożyć do lekkiego wystudzenia.
   W tym czasie wymieszać dżem z sokiem z cytryny i odstawić. W misce utrzeć jajka z cukrem do białości, dodać ekstrakt waniliowy i wymieszać. Dodawać kolejno przesianą z proszkiem do pieczenia mąkę i wiórki kokosowe - za każdym razem dokładnie mieszając.

 

   Przestudzone ciasto posmarować dżemem, a następnie wyłożyć masę kokosową. Piec jeszcze 30 minut. Po 20 minutach koniecznie przykryć ciasto arkuszem folii aluminiowej.

 

   Ciasto wyjąć, pokroić na 16 kawałków i wyjmować z formy łopatką do ciast.

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mus z wątróbek kurczaka z zielonym pieprzem

czwartek, 18 sierpnia 2011 14:13

   Buonissimo! Prosta lecz zachwycająca kuchnia włoska. Ze zwykłych składników powstaje coś. To coś wprowadza nas w zachwyt i lekką konsternację, bo tak niewiele czasu trzeba temu poświęcić i w miarę tanim kosztem to sobie uczynić. Mogłabym powiedzieć, że wręcz tanim, gdyby nie użycie odrobiny... ale jednak zawsze - dobrego brandy. Cóż... nie da się po prostu kupić tej odrobiny, tylko całą butelkę trzeba. Ale to wcale nie głupi pomysł kupić i mieć ją do kuchennych celów. Ponieść koszty raz i cieszyć się efektami.
   A efekt? Podobnych musów zrobiłam już kilka. Każdy naprawdę pyszny, każdy nieco inny, każdy został zjedzony z przwdziwą przyjemnością... Do każdego wracam raz na jakiś czas, żeby tylko nam się nie znudziło. Przyjdzie mi dorzucić jeszcze jednen przepis, nieco ostrzejszy przez dodatkowy zielony pieprz. Ja wiem, że nie każdy przepada za wątróbką... Ja wiem, że czasami się nie chce... Lecz może jednak spróbować? Mam parę pomysłów na ten mus nieco inaczej, ale teraz zjedzony został w tradycyjny sposób, czyli jako smarowidełko do chlebusia. Bo efekt jest zachwycający!
   "Buonissimo!". Polecam lekturę książki Gino D`Acampo pod tym tytułem. Na wzmiankę o niej trafiłam na jednej z anglojęzycznych stronek, i... zamarzyła mi się. Naprawdę nie sądziłam, że tak szybko marzenie się ziści. Słowo daję, że bez oglądania książki capnęłam ją i wrzuciłam do koszyka. Studiowanie zaczęło się w domu. No i wcale się nie skończyło. Wiedziałam, że zacznę od "Musu z wątróbek", który naprawdę bardzo polecam.

 

 

Mus z wątróbek kurczaka z zielonym pieprzem

6 porcji

   5 dag masła,
 50 dag wątróbek z kurczaka,
1/2 łyżeczki suszonego oregano Prymat,
   4 ząbki czosnku,
 30 ml brandy,
   1 łyżeczka świeżo wyciśniętego soku z cytryny,
   1 łyżka marynowanego zielonego pieprzu,
      sól.

   Wątróbki umyć, osuszyć i dokładnie oczyścić z tłuszczu i żył. Czosnek wycisnąć. Zielony pieprz drobno posiekać.
Na dużej patelni roztopić masło, wrzucić wątróbki, oregano i czosnek. Smażyć na średnim ogniu 10 minut, mieszając od czasu do czasu. Po tym czasie wlać brandy i przechylając patelnię - podpalić. Trzeba to zrobić szybko - nie bojąc się o nic - aby opary alkoholu, które palić się będą nie zdążyły się ulotnić. Gdy płomień zgaśnie, zdjąć patelnię z ognia, wlać sok z cytryny i całość dokładnie wymieszać. Lekko wystudzić.
   Przełożyć całą zawartość patelni do rozdrabniacza lub malaksera i zmiksować na bardzo gładką masę. Doprawić solą, dodac posiekany zielony pieprz i wymieszać. Przełożyć do kokilki, przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki na 2 godziny.
Danie można mrozić, przechowując w zamrażalniku 10 dni, ale nie jest to sprawdzone przeze mnie. Podawać do pieczywa (najlepiej ciepłego) - sprawdzone. Lub z paluchami chlebowymi, czyli grissini - uwaga autora.

 

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

wtorek, 26 września 2017

Licznik odwiedzin:  458 662  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Statystyki

Odwiedziny: 458662
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 393
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl