Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 759 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Pierożki z dynią

piątek, 31 marca 2017 15:23

   Pierożki! Ach te pierożki! A ja strasznie pierogowa jestem… Ten przepis ma już trochę latek, ale za każdym razem cieszy jak nowy. Wygląda to tak, że siedzimy nad pustymi talerzami (już po zjedzeniu oczywiście) i co chwilę się wyrywa „przepyszne”, „niesamowite”, „rewelacyjne”. Z zachwytem zaciągniętym nutką pretensji, że właśnie to co dobre się skończyło. Niestety niezbyt często goszczą na stole, i wcale nie z powodu pracy im poświęconej. Po prostu dynia – bez której przecież nie mogą się obejść – jest sezonowa. Ale coraz jej więcej dookoła, i jak tylko się pojawi, to wiem, że czas na pierożki.
   Początki wcale nie były takie „ach” i „och”. Dobre, ale wciąż coś w nich było nie tak. Próby z dodatkiem zwykłej, chociaż wędzonej szynki (zależało mi na wyraźnym smaku) nijak się mają do szynki surowej. Następnym krokiem była zamiana sera, bo bywał po prostu dostępny w sklepach żółty. Najlepsza jednak Gouda okazała się niczym w porównaniu z przywiezionym prosto z Włoch i ofiarowanym nam w prezencie Grana Padano. Był w międzyczasie oscypek, który był o niebo lepszy od poprzednika, i który nadaje fajnego smaku. Nawet bardzo fajnego. Czasami dodaję go do różnych farszów pierożkowych, ale już nie do tych. Jakby kogoś kusiło zrobić jakieś zamiany, to lepiej w pierwszych wersjach, bowiem rozczarowanie może być okrutne. Tylko… po co to robić? I surowa szynka, i sery typu Grana czy Parmezan są już osiągalne. Bo tu już większego znaczenia nie ma, który z nich użyjemy.
   Wspomniałam wcześniej, że przepis nie jest nowy. To znów wpis ze starej stronki, którą zostawić muszę – przenosząc powoli wpisy tutaj. Aby mi nikt nie zarzucał zrzynania. Poza tym data pokazuje mi to minimum lat serwowania czegoś moim bliskim. I to też sprawia mi frajdę. Wracając jeszcze do pierożków – dostałam w prezencie śliczne wycinarki do ravioli w różnych kształtach. Dlatego te mają tak ozdobny brzeg. Do tej pory wycinałam po prostu foremką krążki. Też ładnie wyglądają. A smak przecież zmianie nie ulegnie. Można rzecz jasna zrobić niczym tradycyjne ravioli – w formie kwadratów, lecz jakoś mi się nie chce… Takie mi się podobają. I takie sobie wymarzyłam ;). I jeszcze jedno. Jak już mam jakąś dyńkę, to nadzienie robię z większej ilości. Swobodnie w lodówce wytrzyma do dnia następnego. Pierożki zaś lądują w zamrażalniku, i jak tylko przyjdzie nam ochota… mamy chwilę zadumy nad pustymi talerzami.

 

pierożki z dynią (1).JPG



Pierożki z dynią

Ciasto:
  50 dag mąki,
    1 łyżeczka masła,
    1 jajko (lub 2 żółtka, jeśli chcemy mieć znacznie delikatniejsze ciasto),
250 ml gorącej wody.

Nadzienie:
  40 dag upieczonego miąższu z dyni*,
 7,5 dag surowej szynki w plasterkach,
    5 dag Grana Padano,
   ½ łyżeczki suszonej szałwii,
   ½ łyżeczki suszonej bazylii,
       sól, pieprz, starta gałka muszkatołowa.

Dodatkowo:
  10 dag masła,
 3-4 łyżki pestek dyni.

* Dynię warto upiec w piekarniku, ale można ją ugotować na parze. Dobrze jest zostawić ją na sicie, aby puszczony przez nią sok mógł swobodnie spłynąć (można zużyć do zupy). Zostawiam na minimum kilka godzin, ale staram się aby miała na to czas przez całą noc, wsadzając ją do lodówki. Dobrze też jest upiec dynię w większej ilości, bo i tak naruszoną trzeba będzie szybko zużyć. Można z niej zrobić Kluseczki dyniowe z jarmużem. Można zamrozić i kiedyś tam… zrobić tylko Kluseczki dyniowe. Lub wykorzystać do ciast, zup, sosów… W każdym razie dynię pokroić na duże kawałki, oczyścić z pestek i umyć. Blachę przykryć folią aluminiową i skropić delikatnie oliwą – świetnie nadaje się do tego spray, ale oczywiście można też i posmarować cienko. Ułożyć dynię skórą do góry, również delikatnie skropić oliwą i piec w piekarniku nagrzanym do 190°C przez około 45 minut. Dobrze jest sprawdzić wcześniej – dynia powinna po prostu zmięknąć zupełnie. Wyjąć z piekarnika, wystudzić, obrać i odsączyć.

   Przesiać mąkę na stolnicę i zrobić w niej dołek. Wrzucić doń masło i wybite ze skorupek jajko, rozetrzeć w palcach razem z mąką. Ponownie zrobić dołek, wlać 150 ml gorącej wody (czajnik cały czas stoi na gazie) i połączyć nożem byle jak. Dodać resztę wody i bardzo ostrożnie – w końcu to gorąca woda – zagnieść ciasto. Uformować kulę i odłożyć na oprószonym mąką małym fragmencie stolnicy, przykrywając miską. Zostawić w spokoju przez 30 minut.
   W tym czasie dynię przełożyć do miski i rozgnieść widelcem. Szynkę pokroić na króciutkie i cienkie paseczki lub w kostkę, ser zetrzeć na dużej tarce. Dodać wszystko razem z pokruszonymi ziołami do dyni. Doprawić delikatnie solą, mniej delikatnie pieprzem i odrobiną startej gałki muszkatołowej. Najlepiej spróbować, pamiętając, że szynka i ser są słone, a dosolić zawsze jest czas. Wszystko dokładnie wymieszać.

 

pierożki z dynią (5).JPG


   Ciasto podzielić na 2 części i rozwałkować jedną, trzymając drugą wciąż pod kloszem. Wycinać krążki średnicy około 5 cm. Na jednym krążku ułożyć trochę nadzienia, przykryć drugim krążkiem i dokładnie zlepić brzegi – usuwając jak najwięcej powietrza z wewnątrz. Można foremką do ravioli wyciąć pierożki z ozdobnym brzegiem. Powtarzać do wyczerpania składników.
   W dużym garnku zagotować dużą ilość osolonej wody. Na wrzącą wrzucać partiami pierożki i delikatnie wymieszać długą, odwróconą drewnianą łyżką. Znaczy wgłębieniem „czerpaka” do dołu – broń Boże trzonkiem. Aby nie przywarły do dna. Gotować około 2 minut. Gotując zamrożone mieszać znacznie częściej, i gotować kilka minut dłużej.
   Ziarna dyni uprażyć na suchej patelni i przełożyć do miseczki – nie zostawiać w gorącym naczyniu, bo się spalą. Masło stopić w rondelku i delikatnie zrumienić. Pierożki wyjąć łyżką cedzakową do durszlaka, opłukać pod ciepłą wodą i osączyć. Rozłożyć na talerzach, polać masłem i posypać ziarnami.

   Polecam też wersję bardziej klasyczną, czyli do stopionego masła wrzucić kilka listków świeżej szałwii i chwilkę potrzymać na ogniu, aż zioła uwolnią swój aromat. Polać masłem z listkami gotowe pierożki – rezygnując już z pestek dyni.

pierożki z dynią (3).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Buraczki z jabłkiem i ananasem

czwartek, 30 marca 2017 21:00

   Chciałam dzisiaj zaproponować intrygujący nieco melanż. Połączenie słodyczy gotowanego buraka ze słodkim, lecz niezwykle orzeźwiającym ananasem, i lekko kwaskowatym – bo takie jest najlepsze – jabłkiem. W dodatku muszę się przyznać, że najbardziej nam w nim (wspomnianym melanżu) smakuje gatunek, którego z reguły dla zasady własnej unikam – Granny Smith. Oczywiście każde nasze słodko-kwaśne czy też słodkie lecz twarde jabłko się nada, to jednak to jest jakieś takie dla nas idealne. Wyjątkowo soczyste i chrupkie, co przy mdłym stosunkowo buraku o miękkim miąższu będzie doskonałą przeciwwagą. Piszę to na podstawie paru prób. W sumie i tak ton całej sałatce nada ananas. Dlatego dobrze aby był dojrzały. Nie przejrzały.
   No właśnie... tu zaczynają się schody. Jak określić odpowiednią dojrzałość ananasa? Pozbawianie go listków ponoć jest jakimś tam wymiernikiem, ale ja mam swój własny. Oglądam spód owocu czy nie ma początków pleśni, po czym wącham. Czasami pleśni nie widać, a już ją czuć. Odkładam więc na miejsce, kładąc go na boku. Gdy prawie nie czuć żadnego zapachu, to wiem, że ananas jeszcze nie dojrzał. Im zapach jest słodszy – tym dojrzalszy owoc. Nie przeszkadza mi owoc niedojrzały, ale lepiej poczekać 1-2 dni, aż nabierze smaku. Wybieram aromat słodki, ale od którego mnie jeszcze nie zemdli ;). Myślę, że każdy ma swój sprawdzony sposób. Zastanawiałam się kiedyś nad dodaniem, ananasa z puszki – bo prościej – ale jako zwolenniczka świeżyzny zrezygnowałam. Natomiast cała sałatka po odstaniu nabiera niezwykłej słodyczy i aromatu ananasa. I to właśnie dlatego, że jest świeży.
   W sumie jest to właśnie sałatka, która świetnie smakuje z pieczywem, ale wybornie pasuje do mięs – na przykład z grilla. Zdrowy dodatek, który co prawda zababrze nam talerz na czerwono, ale za to podkręci smak. Nie będzie miało znaczenia czy kurczaka, karkówki, czy też i ryby. Mam wrażenie, że ze wszystkim świetnie zgra.

 

sałatka z buraków i ananasa (6).JPG
Buraczki z jabłkiem i ananasem

 3 średnie buraki,
 1 kwaskowate jabłko (np. Ganny Smith),
½ świeżego ananasa*.

Sos:
 4 łyżki oleju,
 2 łyżki octu jabłkowego,
 1 łyżeczka musztardy Dijon,
   sól, pieprz.

* Polecam całego ananasa przekroić wzdłuż. Jeśli nie uda nam się kupić połówki.

   Buraki wyszorować i oczyścić usuwając korzenie. Przełożyć do garnka, zalać wodą, przykryć i doprowadzić do wrzenia. Zmniejszyć wówczas ogień do minimum, i gotować przez około 80-90 minut. Wyjąć i odstawić do wystygnięcia, po czym obrać ze skórki. Buraki można ugotować dzień wcześniej, i trzymać w lodówce. Pokroić w niedużą kostkę.
   Jabłko umyć, przekroić na pół, usunąć gniazda nasienne i obrać. Pokroić w kostkę nieco większą niźli buraczana. Ananasa umyć, pokroić na plasterki (w gruncie rzeczy będą to półplasterki) grubości około 1 cm, które ostrym nożem obrać ze skóry (dla mnie tak jest najwygodniej). Plasterki przekroić na pół i usunąć środek. Miąższ pokroić w kostkę.
   W dużej misce wymieszać trzepaczką rózgową olej z octem i musztardą. Sos powinien zgęstnieć. Doprawić solą i pieprzem. Dodać do sosu ananasa, jabłko i buraki. Całość dobrze wymieszać, koniecznie spróbować i ewentualnie doprawić. Fajnie jest odstawić chociaż na 30 minut, ale prawdę mówiąc smakuje od razu.

 

sałatka z buraków i ananasa (3).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kruche rogaliki

środa, 29 marca 2017 20:47

   Czasami zdarza się, że chodzi coś za mną wciąż, i chodzi... Sama nie wiem co. Coś tłucze się po głowie i dojrzewa. Czas bywa różny, bowiem nie zawsze wszystko co mi się w danej chwili zamarzy mam pod ręką. Na szczęście kruche ciasto nie wymaga niczego szczególnego. Zwłaszcza to najprostsze - śmietanowe. Nawet jajek nie potrzeba. Z reguły wszystko zawsze ma się w domu.
   Dojrzałam więc. Kiedyś tam... Kruche rogaliki zawsze przecież warte zrobienia. Do herbaty, kawy czy też kakao. Szybkie, wytrzymałe – będzie i na jutro, słodkie i pachnące. Pyszne jeszcze ciepłe, pyszne po zupełnym wystudzeniu. Z nadzieniem na jakie mamy ochotę, jednak pod warunkiem, że będzie ono zwarte. Tu użyłam gęstego domowego dżemu z zielonych pomidorów i dostanych kiedyś od Pana Grzegorza (kolegi Młodego) zasypanych cukrem płatków róży, mieszając dokładnie. Płatki to produkt uboczny po maceracji nalewki, którego szkoda wyrzucać. Szczelnie zakręcone przetrwać mogą długi czas. Dodaję je jako uzupełnienie nadzienia w rogalikach właśnie, lub też ciasteczkach. Polecam też użycie twardej marmolady, masy makowej lub orzechów. A rewelacją będzie prawdziwa róża...
   Przepis jest niezwykle prosty, więc nie wymaga dodatkowych uwag. Ale zaznaczyć muszę, że wychodzi rogalików 48 sztuk, które idealnie mieszczą się na dwóch dużych blachach.

 

kruche rogaliki (2).JPG



Kruche rogaliki

50 dag mąki,
  1 łyżka cukru pudru,
¼ łyżeczki proszku do pieczenia,
    szczypta soli,
20 dag zimnego masła,
20 dag kwaśnej śmietany,
    twarda marmolada lub dżem,
    cukier puder do posypania,
    tłuszcz do blachy.

   Do miski robota przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i cukier puder, dodać sól i wymieszać. Masło pokroić w kostkę, dodać do mąki i mieszadłem do kruchego ciasta mieszać przez kilka minut na niedużych obrotach. Dodać śmietanę i ponownie wymieszać, aż powstanie kruszonka. Zdjąć miskę ze stojaka i dłońmi zagnieść ciasto – łatwo się skleja. Zagnieść, podzielić na 4 równe części, uformować krążki grubości około 1 cm. Owinąć w folię spożywczą – jeden arkusz wystarczy – i wsadzić do lodówki na 15 minut.

 

kruche rogaliki (1).JPG


   W tym czasie natłuścić blachy i przygotować wymarzony na tę chwilę farsz. Wyjąć jeden kawałek ciasta i rozwałkować bardzo cienko na okrągły placek – nie ma potrzeby podsypywać mąką. Prostym radełkiem pokroić na 12 klinów. Czyli ciasto na pół w pionie, na ćwiartki w poziomie, i każdą ćwiartkę na trzy części. Na podstawie każdego trójkąta ułożyć łyżeczką nadzienie. Zwinąć proste rogaliki i ułożyć na blasze.
Nagrzać piekarnik do 180°C.
   I wyjąć kolejną porcję ciasta. Powtórzyć z kolejnym kawałkiem ciasta. W tym czasie piekarnik powinien się nagrzać, więc wsadzić pierwszą blachę. Piec 25 minut. A w tym czasie przygotować kolejną porcję słodyczy na drugiej blasze.
   Upieczone rogaliki chwilkę przestudzić na blasze i oprószyć cukrem pudrem. Przełożyć do miski na talerz lub na półmisek. Podawać od razu lub skrzętnie schować przed wyżeraczami – jeśli podane mają być nazajutrz.

 

kruche rogaliki (3).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kurczak po bułgarsku zwany bułgarem

środa, 08 marca 2017 18:32

   Kurczaki po jakiemuś tam mają nam zasugerować, że oto mamy danie z konkretnego części świata, z konkretnego państwa, lub też z konkretnego dla danego kraju regionu. Jednak dlaczego akurat po bułgarsku… dali Bóg nie wiem. To danie mojej Mamy, które jak to się obecnie mówi – rozwala każdego, kto tylko lubi ryż i kurczaki. Kiedyś zastanawiałam się nad etymologią nazwy i bardziej skłaniałabym się do „Kurczaka po bałkańsku”, ale mi już przeszło, bowiem przecież każdy wie, że Bułgaria to również kraj bałkański. Było nie było – to co Mamie wpadło do głowy się po prostu zgadza. A aby było szybciej, to u nas przyjęła się prosta nazwa – bułgar. Jeden wyraz i od razu wiadomo o co biega. Z małej litery, gdyż nie jest to mieszkaniec Bułgarii. A ja już umiem panować nad poprawiającym mnie komputerem, pomimo pokazówki, że robię błąd. Ktoś musi być mądrzejszy i mieć własne zdanie.
   Kurczak ten, kojarzy się moim najbliższym z czymś wyjątkowo prostym, a przy tym pysznym i sycącym. Nie zapominając o fantastycznym zapachu, po którym już na korytarzu wiadomo, co przygotowałam. Tu nie da się zrobić takiej w pełni zaskakującej niespodzianki – zwłaszcza jak się mieszka na czwartym piętrze ;). Teraz kilka technicznych uwag – ponieważ jest to danie, które robię od zawsze, więc dawno przestałam eksperymentować, wybierając to, co najlepsze. Przede wszystkim używam ryżu parabolicznego – ugotuje się równo, pozostając sypkim. Zwykły potrafi w pewnych miejscach pozostać twardy, a w innych paskudnie się rozpaćkać. Do tej pory nie wiem, od czego to zależy. Jeśli chodzi o mięso, to polecam użyć ćwiartki tylne, usuwając kupry i wszelkie zbędne dodatki, łącznie ze skórą. Jedyna rzecz, która nie przeszkadza, to resztki wątróbki… Można użyć piersi, ale niech wśród nich będą choć dwie ćwiartki. A jakby ktoś miał całego ptaka, i z niego chciał zrobić danie – wrzucić resztki kości (jeśli nie będą użyte na rosół, do którego i skórki można dodać) razem z mięsem najpierw na patelnię, potem do gęsiarki – bo ona tu odgrywa dużą rolę. Chodzi o to, że kości nadadzą daniu tego, czego potrzeba – soczystości, aromatu i smaku. Filety są za suche, a w takich daniach wolę mniej delikatne mięso.
   Co jeszcze? Raz na jakiś czas dodaję kilka ziarenek kolendry – aby odmienić nieco smak. Bez przesady. I to najlepszy z dodatków do tego dania. Dawno temu Mama dostała od koleżanki ze Stanów słoiczek „Tarragon” – no cóż… teraz wszyscy wiedzą, że to estragon, ale w latach 80 mogli tylko ci, co to uczyli się angielskiego. A ja do nich nie należałam. Nie mówiąc o tym, że niewiele mnie to wtedy interesowało. Ważne było to, że danie smakowało, dlatego raz jedyny dodałam naszego. Tamten to duże fragmenty wysuszonych listków, nasz sieczka absolutna. Tamten o wyraźnym smaku, nasz to przytłumiony nijaki posmak. Raz wystarczyło. Rozmaryn czy tymianek nie sprawiają, że danie jest niejadalne, ale psują nam całość. Pozostaje tylko pytanie – czy to nasze przyzwyczajenia, czy rzeczywistość… W każdym razie polecam jedynie nasiona kolendry.
   Jeszcze jedna sprawa – ilość ryżu. Na klasyczne cztery porcje powinno go być 2 szklanki, to jest 40 dag. Pamiętając, że na każdą szklankę ryżu dodajemy 2 szklanki płynu – proporcje tu się nie zmieniają. Ja dla naszej trójki robię danie z 4 kawałków mięsa i 2,5 szklanek ryżu. Mięso rozdzielam im już na wstępie, a to co zostaje bardzo łatwo jest odgrzać. Tak prawdę mówiąc, to Panowie już wieczorem co chwilę tłuką się w kuchni, pozostawiając rano jedynie pusty gar do umycia… Życie. Jeśli uważacie, że podana ilość w przepisie jest zbyt duża, zmniejszcie ją po prostu, ujmując dodatkowo bulion. To ważne.

Kolejny odświeżony wizualnie przepis z mojego starego bloga.


kurczak po bulgarsku (1).JPG

Kurczak po bułgarsku zwany bułgarem

   4 ćwiartki tylne kurczaka (ew. 2 ćwiartki i 2 filety),
   1 duża cebula (naprawdę duża),
2,5 szkl. ryżu parabolicznego,
   5 szkl. gorącego bulionu drobiowego (może być z kostki),
   1 słoiczek dobrego koncentratu pomidorowego (200 g),
      sól, pieprz,
      olej lub oliwa,
      polecam raz na jakiś czas dodać kilka ziaren kolendry.

  Kurczaka opłukać i osuszyć. Usunąć skórę i zbędny tłuszcz, oprószyć solą i pieprzem. Na patelni rozgrzać około 3 łyżki oleju, wrzucić mięso i smażyć odwracając – aż się zrumieni – przez 10 minut na sporym ogniu. Przełożyć do gęsiarki lub innej brytfanny.
   Cebulę pokroić w dosyć dużą kosteczkę – tak do 1cm. Wrzucić na tłuszcz po mięsie i smażyć kilka minut stale mieszając. Przy okazji wyczyści się trochę patelnię z przysmażonych resztek, więc cebula bardziej rumiana będzie od tego, niż sama od siebie zrumieniona… W razie potrzeby dodać więcej oleju. Gotową wrzucić do brytfanny posypując kurczaka w miarę równomiernie.
   Ryż opłukać i osączyć. Wrzucić na patelnię po cebuli. Gdyby tłuszczu było w tym momencie nadal za mało, można dolać ze 2 łyżki. Smażyć ryż co jakiś czas mieszając, przez kilka minut, aż  stanie się szklisty. Pod koniec można dodać 5-6 ziarenek kolendry. Przełożyć do brytfanny przykrywając mięso i cebulę. Nie mieszać.
   Gorący bulion wymieszać z koncentratem pomidorowym i zalać całość w brytfannie. Koniecznie trzeba trochę popieprzyć z wierzchu. Przykryć i wsadzić do piekarnika nagrzanego do 200ºC na 40-45 minut. Po tym czasie wyjąć danie z piekarnika, bardzo ostrożnie odkryć i spróbować. Jeżeli ryż będzie twardawy, lub już miękki, ale na dnie będzie jeszcze trochę bulionu – przykryć i ponownie wsadzić do piekarnika na 5 minut. Bulion musi zostać całkowicie wchłonięty.


kurczak po bulgarsku (2).JPG
Ewa

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Carpaccio z ananasa

środa, 22 lutego 2017 22:20

   Znacie bajkę o ananasie? Bajka jak bajka - choć ta akurat wcale obraźliwa nie jest. Pamiętam, jak raz koleżanka wystawiła mnie do wiatru, i wtedy Mama zacytowała mi słowa bajeczki. Od tej pory zdarzało i mnie się ją powtarzać. Taka homonimowa gra słówek :). Dziś jednak opowieść o prawdziwym ananasie, który tak bardzo lubię. I nie ten z puszki - choć też nie do pogardzenia - ale ten świeży, słodki, soczysty, pachnący. I zdrowy. W książce przeczytałam, że jest pomimo swej ogromnej przecież słodyczy - mało kaloryczny. I jest dużym źródłem potasu, magnezu i witaminy C. Pomaga w przyswajaniu żelaza i chroni przed infekcjami. I choć nie przyspiesza odchudzania, to pomaga w likwidacji... cellulitu. Ha! I jak go tu nie kochać? Pomimo tych wszystkich plusów i tak najbardziej lubię go za ten smak.
   Carpaccio... No cóż. Robię na jednym wielkim talerzu, i razem z Ukochanym zjadamy całą czteroosobową porcję na jedno posiedzenie. Nawet gdy jest chwilka, że stwierdzamy - dość..., to po chwili zapach sprowadza nas z powrotem do cieniutkich plasterków. Uwaga jednak... po takiej ilości człowiek dostaje szczękościsku ;). Wspomnę też o szczypaniu w język podczas dopychania się. Bardzo przyjemnym... Taka dużo w momencie, kiedy nie spodziewamy się żadnych gości, bowiem Młody za ananasem nie przepada. W ogóle jakoś tak dziwnie wiele osób podziela jego podejście do tematu. Szkoda dla nich.
   Wracając do carpaccio… Wszyscy wiemy, że pod tą nazwą kryją się cieniuteńkie plasterki czegoś pysznego. Czegoś, co tylko nam do głowy przyjdzie pokroić najcieniej jak się tylko da. Dlaczego nie ananasa? Przepis znalazłam  na stronicach książki „Zdrowa kuchnia dla smakoszy” Paule Nathan.  Po raz pierwszy zrobiłam w 2008 roku. Tak dobrej pamięci nie mam, ale to wpis ze starej stronki, znów po retuszu. Tym razem nie tylko zdjęciowym. Rzecz w tym, że robiąc go dosyć często idę nie tyle na łatwiznę, ile robię tak, aby nie tylko łatwiej było, ale i ładniej wyglądało. W przepisie nasiona wanilii należy rozsmarować na plasterkach, jednak polecam deczko inaczej. Poza tym od niedawna kroję ananasa na mandolinie wysokiej klasy. Powiedzmy, że cena nie grała roli, gdy mam podać coś, co mnie będzie cieszyło równością i gładkością, czyli po prostu wyborną cienizną. Co nie zawsze udawało się trzymając nóż z ręce, która czasami zadrżała. Niemniej jednak ostry nóż – najlepiej tasak – też spełni swoją rolę. Ogólnie bardzo prosty przepis, i bardzo pyszny deser. O ile lubimy ananasy.

 

carpaccio z ananasa (11).JPG


Carpaccio z ananasa

    1 duży świeży ananas,
    1 laska wanilii,
100 ml wody.
    4 kostki cukru (lub 3,5 łyżeczki).

   Ananasa umyć i obrać, starając się pozostawić pióropusz. Będzie pomocny podczas krojenia. Usunąć czarne oczka i pokroić w najcieńsze jak się da plasterki. Naprawdę łatwiej jest to zrobić trzymając liście w ręce. Jeśli chodzi o krojenie, to potrzebny będzie bardzo ostry nóż, albo jeszcze lepiej mandolina z możliwością krojenia cieniutkich plasterków. Z niej właśnie ostatnio korzystam. Rdzenia nie wykrawać. Plasterki ułożyć na 4 indywidualnych talerzykach, bądź na 1 dużym talerzu, tak aby na siebie zachodziły.
   Do małego rondelka wlać wodę i dodać cukier. Postawić na małym ogniu potrząsając rondelkiem, aż cukier się rozpuści. Zagotować i poczekać, aż syrop leciutko zgęstnieje. Laskę wanilii przekroić wzdłuż na pół, zeskrobać nożem nasiona i dodać do syropu. Dobrze wymieszać i przecedzić przez niezbyt gęste sitko, aby nasionka mogły się przez nie przedostać. Na sitku powinny pozostać jedynie farfocle. Syropem z wanilią polać plasterki ananasa.
   Całość przykryć folią spożywczą i koniecznie wstawić do lodówki na minimum 1 godzinę. Podawać mocno schłodzone. Mmmm...

    Pozostałe puste laski można wsadzić do słoika i zasypać cukrem. Tak oto pozbawiamy firmy zarobku na cukrze wanilinowym, posiadając własny - prawdziwie waniliowy.

 

carpaccio z ananasa (7).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 21 września 2017

Licznik odwiedzin:  458 261  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Statystyki

Odwiedziny: 458261
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 393
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl