Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 759 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Omlet z pomidorkami gronowymi

wtorek, 24 stycznia 2017 19:08

   Uważam, że proste rzeczy... takie najzwyklejsze w świecie, i chyba każdemu znane, można zawsze trochę sobie skomplikować – bez szkody dla pierwotnej wersji, do której i tak będzie się wracać. Może nie chodzi o sam fakt specjalnie dużego nakładu czasowego czy też finansowego, ale o drobne zmiany w tym co powszechne. Tak aby nawet w dniu powszednim zaserwować coś odświętnego. Przy czym z przyjemnością usiądziemy, i wsłuchamy się w to, co Ukochana osoba powie pod naszym adresem, rozpływając się przy okazji nad podanym w tym przypadku omletem. Że lubimy jajka w takich postaciach, to fakt. Do tego stopnia, że osobiście jestem skłonna na śniadanie w omletowej formie wtranżolić ich trzy sztuki. W żadnej innej mi się to nie udaje, pomimo czasami wielkich chęci. Nie wiem... Lekkość omletu zapewne to sprawia.
   Prawdą jest, że najczęściej serwuję omlet w czystej postaci. Bo najszybciej i najprościej. Tym bardziej, że przestałam już się bawić w smażenie każdemu z osobna dla całej naszej trójki, bowiem nim usiadłam przy stole, to zawsze ktoś miał już pusty talerz. Doskonała okazała się wielka patelnia, gdzie za jednym zamachem daje się zrobić coś dla wszystkich jednocześnie. Wystarczy tylko gotowy podzielić na kawałki. Ale niestety choć w smaku tak przyrządzony omlet niczym się nie różni, to wizualnie daleko mu do jednoporcjowej wersji. Dlatego też tę wersję robię nadal starym sposobem. Nie znaczy to, że inaczej nie można. Tak w ogóle to część pracy mi odpada, bowiem dziecię najbardziej lubi omlety „czyste” (które zawsze smażę na maśle dodającym im smaku) lub z dodatkiem jedynie ziół albo szynki. Coraz częściej też w trakcie naszych wspólnych weekendowych śniadań – ono jeszcze odsypia miniony tydzień. Dlatego też dzisiaj proponuję zaledwie dwie porcje. Nic tu skomplikowanego, więc specjalnie rozdrabniać się nie będę. Niemniej jednak muszę coś zaznaczyć – użyta patelnia do smażenia omletów w ogóle, winna być nieprzywierająca. I dodatkowo z pokrywką. Znaczy pokrywka nie musi być od patelni, ale powinna do niej pasować.

 

omlet z pomidorkami (1).JPG



Omlet z pomidorkami gronowymi

2 porcje

12 pomidorków gronowych (lub koktajlowych),
 1 łyżka oliwy,
   sól (dodaję mieloną sól morską z płatkami chili), pieprz,
   suszony czosnek mielony (z młynka),
 2 łyżeczki posiekanej natki pietruszki,
 2 łyżeczki octu jabłkowego.

Omlet:
 6 jajek,
12 łyżek mleka,
   szczypta soli,
   odrobina oleju do smażenia.

   Pomidorki oderwać od gałązek, umyć i osuszyć. Przekroić pionowo na połówki. Na sporej patelni rozgrzać oliwę, wrzucić pomidorki i smażyć delikatnie mieszając, aż zmiękną. Doprawić według uznania solą, pieprzem i czosnkiem. Dodać ocet jabłkowy, wymieszać i poczekać aż całość znacznie odparuje – pozostawiając odrobinę gęstego sosu. Dodać natkę, dobrze wymieszać i zdjąć z ognia. Odstawić.
   W miseczce lub na głębokim talerzu rozbełtać 3 wybite ze skorupek jajka razem z 6 łyżkami mleka i solą na jednolitą masę. Rozgrzać olej na niedużej i nieprzywierającej patelni, wlać przygotowaną mieszankę jajeczną. Smażyć zgarniając stężałą od spodu masę do środka tak, aby płynna wypełniła z powrotem to miejsce. Robić to systematycznie z każdej strony. Gdy nie ma się już co rozlewać, należy patelnię przykryć i poczekać krótką chwilę, aż wierzch lekko stężeje. Delikatnie zrolować omlet (lub po prostu złożyć na pół) i zsunąć na talerz. Przykryć połową przygotowanych pomidorków, i powtórzyć operację z resztą jajek i mleka.

 

omlet z pomidorkami (6).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Paszteciki z cebulą i żółtym serem

wtorek, 02 lutego 2016 19:58

   Można się sprzeczać jeśli chodzi o nazwę dania. Dla mnie osobiście to raczej takie mini quiche, ale skoro tak jest w książce, z której skorzystałam, więc nie będę zmieniać. I nie to, żebym odżegnywała się uparcie od rzeczywistej nazwy, bo już na wstępie chciałabym zaznaczyć, że nie jest ważne jak sobie nazwiemy, ale to, co pod tą nazwą się kryje. A jest to pyszne. Zresztą i same paszteciki mogą być z różnymi nadzieniami, w różnym kształcie, i w różnym cieście. Więc może i ma to sens…
   Po przepis sięgam już od długiego czasu do małej książeczki „z kuchennej półeczki” pt. „120 wypieków” Emmy Patmore. Od dawna cieszę się całą kolekcją, bo choć nie wszystko jest w moim guście, to jest tam wiele takich perełek. Pysznych i w gruncie rzeczy bardzo prostych do zrobienia. Tym razem chciałam się podzielić tym przepisem, który stanowić będzie nie tyle świetny dodatek do jakiejś zupy – jak to na prawdziwy pasztecik przystało – ale jako wstęp. Pięknie to brzmi w języku francuskim – entrée, chociaż przystawka też niczego sobie… W każdym razie cudownie się zgrywa z wytrawnym winem lub po prostu butelką zimnego piwa. Goście będą zachwyceni, a tak naprawdę niewiele nas to będzie kosztowało i zachodu, i pieniędzy.
   Aby ewentualnie sprawę sobie ułatwić można nadzienie zrobić dzień wcześniej. Ciasto choć kruche tutaj nie wymaga w ogóle chłodzenia, ale jeśli nie będziemy mieli czasu, to też można zrobić wcześniej i przetrzymać w lodówce, pamiętając jednak, aby je znacznie wcześniej wyjąć z niej. Musi nabrać temperatury otoczenia. Można też – i tak polecam – upiec je dzień wcześniej i tuż przed podaniem odgrzać w mikrofalówce. Ale zaznaczam, że tylko wtedy, gdy będziemy mieli ogromną ochotę podać, a nie znajdziemy na nie czasu… Bo najlepsze są niemal prosto z piekarnika. Malutkie to to, ale sprawia wielką radość. I daje nam trochę czasu na zajęcie się daniem głównym bez poczucia winy, że goście głodni siedzą. Niestety musimy się nauczyć niewrażliwości na zaczepki typu „czy jest więcej?”.

 

quiche z cebula (3).JPG



Paszteciki z cebulą i żółtym serem

4 sztuki

     3 łyżki oleju,
     4 cebule,
     4 ząbki czosnku,
     4 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki,
  7,5 dag  grubo startego żółtego sera (daję Goudę),
        sól, pieprz.

Ciasto:
17,5 dag mąki,
    ½ łyżeczki soli,
   10 dag zimnego masła,
  3-4 łyżki zimnej wody.

   Cebulę obrać, umyć i pokroić w cienkie plasterki. Czosnek obrać i drobno posiekać. Na dużej patelni z grubym dnem rozgrzać olej. Wrzucić cebulę i czosnek i smażyć mieszając na niedużym ogniu przez 10-15 minut. Cebula powinna zmięknąć bez rumienienia. Zdjąć z ognia, dodać posiekaną natkę pietruszki i wymieszać. Odstawić do przestudzenia i wymieszać ze startym serem. Doprawić solą i pieprzem.
   Do miski przesiać mąkę i sól. Dodać pokrojone w małą kostkę masło i wymieszać opuszkami palców na kruszonkę. Stopniowo dodawać wodę zagniatając ciasto. Polecam zrobienie w misce robotą z końcówką do wyrabiania kruchego ciasta.
Nagrzać piekarnik do 220°C. Lekko natłuścić 4 foremki do tarteletek średnicy 8 cm (średnica spodów).
   Ciasto wyjąć i podzielić na 4 równe części. Każdą z nich podzielić na dwie części – tym razem nierówne. Większe rozwałkować na krążki i wyłożyć nimi cienką warstwą tarteletki. Docisnąć do foremek, odciąć ewentualny nadmiar dodając te resztki ciasta do odłożonej mniejszej części. Wyłożyć do każdej ¼ nadzienia, rozkładając na całej powierzchni.

 

quiche z cebula (1).JPG

 

   Resztki ciasta rozwałkować na krążki wielkości wierzchów foremek, przykryć całość, skleić brzegi dociskając i i kciukiem wzdłuż brzegu foremek zrobić lekkie wgłębienie. Robiąc je docisnąć ponownie brzeg. Na wierzchu zrobić po 3 dziurki za pomocą drewnianego szpikulca do szaszłyków, lub zrobić krótkie nacięcie nożem.
Piec przez 20 minut. Wyjąć i od razu ostrożnie wyjąć z foremek. Najlepsze podawane na ciepło.

 

quiche z cebula (7).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Topinambur z patelni z czosnkiem

piątek, 18 grudnia 2015 19:11

Topinambur z patelni z czosnkiem

   Oto miałam okazję w końcu spróbować. Nie, że poszłam sobie do sklepu, poczułam ochotę, zapakowałam, zapłaciłam i zrobiłam. O nie… Wciąż nie widzę topinambura w sklepach w moim mieście. Być może na burku gdzieś się pojawia, ale kiedy to ja ostatnio tam byłam… W każdym razie topinambur przyszedł do mnie sam. W ilości zacnej i mam nadzieję, że nie zdąży się nam przejeść. Super ekologiczny – z pięknych miejsc Polski, czyli z okolic Jarosławia. Ponoć zbierany nocą przy świetle latarki, by rano móc wziąć i dostarczyć razem z pełną torbą takiegoż czosnku i cebuli. Bo był kiedyś obiecany. No po prostu fantazja. Zbyszku wielkie dzięki – dzisiaj z Młodym zjedliśmy na próbę. Była udana - jak nie wiem co!!!
   Topinambur kiedyś u nas był bardzo znany. Na kilkadziesiąt lat zapomniany i przeżywa właśnie swój niesamowity comeback. Co oczywiście mnie bardzo cieszy, zwłaszcza od dnia dzisiejszego. W starych książkach kucharskich znajdziecie na niego wiele przepisów, pod warunkiem, że poszukacie ich pod hasłem „bulwy”. Topinambur jednak brzmi zdecydowanie egzotyczniej i znacznie bardziej mi się podoba taka nazwa. Najbardziej. Nie bardziej niż słonecznik, ale zdecydowanie bardziej niźli słonecznik bulwiasty. Cóż zrobić… No ale nie o nazwę przecież tutaj chodzi.
   No to konkrety. Z racji tego, że to był ten pierwszy raz - jeszcze zagadkowy, jeszcze z pewnym wahaniem dotyczącym smaku, jeszcze z uśmiechem, że śmieszne bulwy obieram i sama nie wiem czy bardziej mi to imbir, czy też ziemniaki przypomina – postanowiłam sięgnąć do rzeczy wypróbowanej przez kogoś. Nie tam, że kogoś mało komuś znanego. Jak już walnąć, to z grubej rury. No to zajrzałam sobie do Jamiego Olivera. Też skłamałabym, że z przypadku się to stało. Nie. Ja po prostu trafiłam tam dawno temu i przepis był na wyciągnięcie ręki spisany na karteczce. No dobra… przesadziłam. Trochę czasu mi zabrało znalezienie receptury, ale jak się wie gdzie szukać, to jest znacznie prościej. No jest. No i zrobiłam. No i bardzo jestem zadowolona. Gotowe, pachnące i pyszne.
- Młody jesz ze mną topinambur? Bo taki dzisiaj obiad mamy – w domyśle oczywiście, że piątek, więc jarsko.
- A co to jest? Brzmi tak, że się muszę zastanowić – śmiejąc się, Młody jak zwykle musi coś takiego… Nie byłby sobą.
- Chcesz czy nie? Póki gorące.
Ruszył się z miejsca dodając – No muszę to zobaczyć.
- O!
I tak oto wiemy jak smakuje. Ten absolutnie przeszedł smakiem i aromatem dodatków, czyli czosnku i liści laurowych. Pachnie naprawdę super. Żałuję tylko, że nie mam już świeżego wawrzynu, bo byłoby jeszcze piękniej. Myśmy zjedli razem z sałatą, ale cytując Jamiego – wyborny to dodatek do mięs i ryb. Z pewnością. Ja gorąco polecam tę prostą niezmiernie, a pyszną rzecz. Polecam topinambur.
Przepis oryginalny znajdziecie tutaj.

 

 topinambur JO (5).JPG


Topinambur z patelni z czosnkiem

60 dag bulw topinamburu,
     oliwa,
     kilka liści laurowych (dałam 4),
  2 ząbki czosnku,
  1 chlust białego octu winnego,
     sól, pieprz.

   Topinambur umyć, obrać i pokroić na kawałki. Na dużej patelni rozgrzać nieco oliwy na średnim ogniu i wrzucić pokrojone bulwy. Zrumienić ze wszystkich stron.

 

topinambur JO (2).JPG


   Obrać czosnek i drobno pokroić. Wrzucić liście laurowe na patelnię, posypać całość czosnkiem i polać octem winnym. Posolić i popieprzyć do smaku, poruszać patelnią aby całość się wymieszała, przykryć i dusić na minimalnym ogniu 20-25 minut.
   Po tym czasie topinambur powinien zmięknąć. Odkryć, usunąć liście laurowe i pozostawić na ogniu jeszcze przez chwilę, aby całość nabrała chrupkości. Podawać…
A podawać można do mięs, ryb, do zup, ciepłych sałatek lub jako składnik przystawek – układając na talerzu.

 

topinambur JO (4).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Cukinia w pomidorach

poniedziałek, 10 sierpnia 2015 21:17

   Zrobiłam tę cukinię poniekąd samolubnie. No bo tak naprawdę z myślą o sobie. Ukochany trochę kręcił nosem, że gorąco… że cukinia też gorąca. A w dodatku mocno rozgrzewająca. A może by coś innego? Jakąś sałatę. Zimną, lekką z ostatnio tak smakującym nam cytrynowym winegretem. No tak… to jest myśl, gdyby nie jedna rzecz – nie ma sałaty. Za to jest niedziela. A ja nie potrafię czarować w taki sposób.
   Wyczarowałam jednak tę cukinię. Miała być uzupełnieniem kaprysu Ukochanego, czyli wątróbki. Smażoną, czyli na gorąco. Z cebulą, więc wcale nie lekką. Chciałeś wątróbkę to masz. Chcę cukinię to mam. I po problemie. No może jeszcze z jednym dodatkiem – nie chcesz, to nie jedz.
   Myślę, że wielu z nas boryka się z kaprysami najbliższych jedynie po to, aby się okazało, że potem danie to musi powtarzać. I tylko śmiechu warta powtórka z tematu, tylko w wykonaniu Młodego. Słowo daję. Zastanawiam się wtedy czy bardziej śmiać się, czy płakać z bezsilności. Zestaw nieco inny. Klasyczny, pieczołowicie zwijany de volaille, ziemniaczki bardzo sypkie i cukinia. Zanim Ukochany wróci do domu… Młody zaczyna swoją śpiewkę:
- Cukinia? Taki upał… Nie dam rady… Coś chłodnego by się przydało. Jakaś mizeria… O tak! Mizeria!”.
- To sobie zrób.
Koniec. Oczywiście po chwili było:
- No dobra, spróbuję…
I tak oto cukinia znów zniknęła. I znów została powtórzona. I tak w kółko. Jeszcze nam się nie znudziła. A mam świeżą dostawę od Mamy – szybko rośnie, szybko się robi, szybko zjada. Czegóż chcieć więcej?
   Cukinia w pomidorach to letnie i bardzo proste danie. Pasuje chyba do wszystkiego. Każdego mięsa lub ryby. Wspomnianej wątróbki, od której się zaczęło. I tak naprawdę pyszna jest po prostu podana ze świeżym chlebem Lub wyłożona na grzankach i podana jako lekka przekąska. Ba! Jest pyszna na gorąco, letnio, i na zimno… A właśnie tak. Choć bardzo łatwo ją podgrzać. Dodatek nieco chili i kminu nada jej prawdziwego charakteru i pozwoli w te upały paradoksalnie poczuć się lepiej. Bo nie wiem czy wiecie, ale w kuchni hinduskiej w upalne dni bezpieczniej jest jadać ostre potrawy. To oczywiście uwaga taka na marginesie…
   Jeszcze jedno – zwalam to na upał. Natka! Nie zapomnieć o natce! Na zdjęciach jej nie ma, bo… zapomniałam. Zrobiłam fotki, rozłożyłam obiad na talerze, i… nagle zjechałam na odłożoną na taborecie przygotowaną deskę z posiekaną natką. Tym razem posypałam już podaną, ale słowo daję, że lepiej wymieszać ją z całością na patelni i dopiero przełożyć na miskę. Lub bezpośrednio na talerze.

 

cukinia w pomidorach (15).JPG



Cukinia w pomidorach

  1 średnia cebula,
  1 duży ząbek czosnku,
  1 łyżeczka nasion kminu,
  2 duże szczypty płatków chili (wg uznania),
  3 łyżki oliwy,
  3 duże pomidory,
  2 średnie cukinie,
    sól, pieprz,
    posiekana natka pietruszki.

   Cebulę i czosnek obrać. Warzywa umyć. Cebulę i czosnek drobno posiekać. Pomidory naciąć z wierzchu na krzyż i zalać wrzącą wodą. Odłożyć na 1 minutę. Wyjąć, obrać i grubo pokroić. Cukinie przyciąć na końcach, pokroić w plastry grubości około 1 cm, a te na ćwiartki lub szóstki. Natkę grubo posiekać.
   Dużą patelnię postawić na małym ogniu. Gdy się podgrzeje wlać oliwę i od razu dodać cebulę, czosnek, kmin i chili. Smażyć 8-10 minut, aż cebula się zeszkli, ale nie zrumieni.

 

cukinia w pomidorach (4).JPG

 

   Po tym czasie wrzucić pomidory, doprawić solą i pieprzem, i smażyć na sporym ogniu przez 8 minut. Powinny w znacznym stopniu odparować i zacząć się rozpadać. Dodać cukinię i smażyć mieszając przez 4 minuty. Cukinia powinna zmięknąć, ale pozostać jędrna i chrupiąca. Spróbować i ponownie doprawić. Wymieszać z posiekaną natką i wyłożyć do miski.
Tak przygotowaną cukinię można podawać na gorąco, letnio i zimno jako dodatek do mięs lub wątróbki lub jako samodzielne danie ze świeżym pieczywem. O ile jako dodatek będzie stanowiła 4 porcje, to jako główne danie zaledwie 2.

 

cukinia w pomidorach (7).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Pieczony kalafior z Grana Padano

wtorek, 25 listopada 2014 19:07

   To mi się jeszcze nie zdarzyło... Zrobić coś na obiad i zjeść przed. W zasadzie to wciąż w trakcie jego przygotowywania. W dodatku był to kalafior!

   No i właśnie... A zaczęło się od tradycyjnych zakupów i ogromnej prośby Współ... czyli "zrobisz mi kalafiora?". Co prawda zawsze mogłabym odpowiedzieć mu jego systemem, czyli coś w rodzaju "nie umiem robić kalafiorów", nie mam pojęcia jak się robi kalafiory"... ale wiem, że wpadlibyśmy w "kanał" i przepychankę słowną (nigdy nie odpuszcza), w której udział wzięliby także i inni kupujący - czekający przecież w kolejce. Po co... ;). No dobra... Zrobię...
   Łatwo powiedzieć. I tak naprawdę bardzo łatwo zrobić. Tylko, że tak od razu? Bez wcześniejszego wypicia herbaty? Oooo... tego się nie spodziewałam. Idę więc do kuchni, proszę o pomoc przy mięsie (naprawdę konieczna, bo taki kawałek) już przygotowanym i częściowo oczyszczonym... gdy słyszę takie proszące (?!) pytanie - "A kalafior?". No masz...
    Kalafior umyty już czeka w suszarce. I tyle. Ale jeszcze nie dotarło do mnie jak i z czym, choć wydawało mi się, że wiem już do czego. No nic. Mięso na bok (tak na chwilę tylko), zmiana sprzętu od deski po nóż, i byle szybko... A zaczęłam od włączenia piekarnika. Za chwilę znów ciąg dalszy prac przy mięsie, by za jakiś czas znów przerwać i... po prostu wtranżolić pachnącego niesamowicie i jeszcze gorącego kalafiora. Bez głupich uwag i wzdychania w trakcie robienia zdjęć się nie obeszło. Ale zapewniam - są uzasadnione.

 

pieczony kalafior (1).JPG



Pieczony kalafior z Grana Padano

   1 główka kalafiora,
   4 łyżki oliwy,
   3 łyżki drobno startego Grana Padano,
   1 łyżeczka czosnku granulowanego,
1/2 łyżeczki przyprawy włoskiej*,
      sól, pieprz.

* W ofercie jest kilka rodzajów mieszanek i nie ma większego znaczenia, której użyjemy. Jeśli jednak mieszanka posiada w swoim składzie sól, proszę wziąć to pod uwagę, pamiętając że i ser jest słony. A Grana Padano można zastąpić parmezanem lub zdecydowanie bardziej słonym pecorino.

 

pieczony kalafior (1).JPG


Nagrzać piekarnik do 200°C.
   Kalafiora dokładnie oczyścić, umyć i pokroić na różyczki. W dużej misce wymieszać dokładnie oliwę z parmezanem, czosnkiem i przyprawą włoską. Doprawić solą i pieprzem. Wrzucić kalafiora i wymieszać dobrze wcierając w niego mieszankę.
   Przełożyć na blaszkę lub naczynie do zapiekania. Rozłożyć tak, aby całość leżała w jednej warstwie. Wsadzić do piekarnika i piec 30 minut.

 

pieczony kalafior (2).JPG

Ewa

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

czwartek, 21 września 2017

Licznik odwiedzin:  458 257  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Statystyki

Odwiedziny: 458257
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 393
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl