Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 759 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Chleb z figami i pieprzem czarnym

piątek, 27 stycznia 2017 16:47

   To jeden z najlepszych chlebów, jakie udało mi się zrobić. Po przepis sięgnęłam tym razem do książki pt. „Pieczywo” – kupioną przecież nie tylko po to, że ładnie wygląda. Książka autorstwa Carli Bardi i Tinga Morrisa to naprawdę kapitalny zbiór receptur na domowe pieczywo – od bułeczek po chleby – pochodzących z różnych części naszego globu. Miłym niezmiernie dla mnie zaskoczeniem jest nasz akcent w postaci „Polskiego chleba na zakwasie”, choć nie jemu poświęcić chcę dzisiejszy post.
   Ten chleb z figami poszedł na pierwszy ogień głównie dzięki temu, że z naszej podróży do Chorwacji przywieźliśmy sobie mnóstwo pysznych fig, suszonych na słońcu, miękkich i słodziuchnych. Na szczęście równie miękkie i słodziuchne można kupić w naszej „Renecie” na wagę, więc wysyłam specjalnie w tym celu Ukochanego. Kupuje bez szemrania, bo wie, że mu się to opłaci. Tak poważnie, to żaden dla niego problem zrobić to „po drodze”, a chleb niesamowicie nam smakuje. Przyznać jednak muszę, że dodaję nieco mniej fig niźli jest w przepisie, co prawda o jedyne 5 dag (proszę to wziąć pod uwagę – podaję swoje ilości), ponieważ tak wolę. Ta niewielka ilość niby nie ma specjalnego znaczenia, ale ogólnie rzecz biorąc łatwiej jest wrobić całość tak, aby żadna figa podczas pieczenia nie przypaliła się, czego osobiście po prostu nie lubię.
   Bez niespodzianek za pierwszym razem się nie obeszło, ale teraz z premedytacją robię tak samo. Wymagać to będzie nieco większego nakładu pracy, ale chleb zyska na smaku, i na świeżości dnia następnego. Otóż... w przepisie jest podana duża ilość wody, bo aż 500 ml. Użyłam 450, chociaż swobodnie 400 by wystarczyło. No ale tak mi się wlało, i co zrobić. No właśnie... co zrobić z takim szalenie „lelawym” ciastem. Wyjęłam je z miski robota, walnęłam na czysty blat i zaczęłam gimnastykę. Bez dodawania mąki, rzucając nim i odrywając, po 10 minutach walki... wygrałam. I wygrywam dalej. Nie czuję się pokrzywdzona staczanymi bataliami. Robię, bo chcę. A potem cieszymy się wszyscy świeżym, pachnącym chlebem, z wsadem pełnym słodyczy. Chleb wart jest zrobienia, więc gorąco go polecam – nawet gdy różni się nieco od książkowego. W końcu rzecz polega na tym, aby kierować się własną intuicją, upodobaniem, czy też doświadczeniem

 

chleb z figami (7).JPG



Chleb z figami i pieprzem czarnym

450 ml ciepłej wody,
 1,5 dag świeżych drożdży,
 60 dag mąki chlebowej (lub tortowej),
  2 łyżeczki rozgniecionych ziaren czarnego pieprzu,
  1 łyżeczka soli,
  2 łyżki oliwy e.v.,
 30 dag suszonych fig,
    oliwa do miski,
    mąka do oprószenia.

   W miseczce wymieszać drożdże z 50 ml wody. Do miski robota przesiać mąkę, zrobić dołek i wlać drożdże. Za pomocą widelca delikatnie wymieszać, zbierając odrobinę mąki z boków. Przykryć i odstawić na 10 minut. Gdy drożdże się spienią dodać – posypując mąkę z brzegów – pieprz i sól. Wlać oliwę, i resztę wody. Zagniatać ciasto za pomocą haka przez 10 minut. Ostatnie 2 minuty na wyższych obrotach.
   Lepkie ciasto wyłożyć na czysty blat i wyrabiać przez kolejne 10 minut, odrywając i uderzając ciastem o blat, stopniowo je składając i obracając. 10 minut powinno wystarczyć, aby ciasto dało się ogarnąć. Uformować kulę, przełożyć do natłuszczonej miski i obtoczyć. Przykryć i odstawić na 2 godziny do wyrośnięcia.
   W tym czasie grubo pokroić figi. Natłuścić blachę. Chleb upiekłam w ramce do chleba, więc jeśli taka będzie użyta – też natłuścić ją od wewnętrznej strony i ułożyć na blasze. Nagrzać piekarnik do 200°C.
   Wyjąć ciasto na lekko oprószony mąką blat i zagniatać 2 minuty, wrabiając w nie figi. Uformować podłużny bochenek, oprószyć mąką, naciąć kilka razy na powierzchni i ułożyć bezpośrednio na blasze lub wsadzić do przygotowanej ramy. Odstawić na 15 minut bez przykrycia. Piec 40-45 minut. Piekąc w ramce – usunąć ją po 10-15 minutach, w momencie, gdy skórka już się utworzy.

 

chleb z figami (2).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Chleb owsiany

poniedziałek, 05 grudnia 2016 11:05

   Kupiłam sobie fajną formę. W zasadzie bardziej ramę niźli formę, dzięki której na dodatek można regulować długość wypiekanego ciasta drożdżowego. Oczywiście nie będzie miało znaczenia, czy będzie to słodka buła, czy wytrawny chleb – byleby ciasto nie było za płynne. Cel dla mnie był istotny, bo każda nowość chlebowa – choćby to miał być tylko nowy, inny kształt – bardzo mnie cieszy. No i w końcu przyszedł czas, aby wypróbować...
   Nie... na początek poszło całkowicie coś nowego. Jednak tej radości postanowiłam nie stopniować, nie mając wszak stuprocentowej pewności, czy chleb będzie smakował. Z tym się zawsze liczę. Tylko co w nim miałoby być niesmaczne? Zaplotłam sobie dodatkowo ciasto, bo dlaczego nie? Nie wzięłam jednak jednego pod uwagę, a mianowicie niedopieczonych (choć upieczonych) brzegów chleba. Trzeba było wziąć i zrobić ponownie, próbując jak się to będzie sprawdzało w praktyce gdy w trakcie pieczenia wyjmę chleb i dopiekę. Nigdy tego wcześniej nie robiłam. Gdyby nie ta za duża różnica tylko w kolorze brzegów chleba, która trochę mnie drażniła. Nie wiem... może z czasem, gdy forma się przepali, nie będzie potrzeby usuwania jej wcześniej? Najzabawniejsze jest to, że w kanapkach zupełnie tego nie widać, bo człowiek skupia się na tym co jest na pajdzie chleba, a nie na bokach kromala. Pytanie więc mi się nasunęło– czy takie moje fiu bździu jest normalne? Tym bardziej, że inni nawet na to nie zwrócili uwagi.
   No dobra... Może skupmy się na chlebie. Jeśli formy, znaczy ramy nie mamy, to możemy upiec taki zapleciony chleb bez niej. Nie wyrośnie tak pięknie w górę, tylko na bank lekko rozrośnie się bokami – choć mówię to tylko teoretycznie, bo moja wyobraźnia tak mi podpowiada. I znajomość nieokiełznanego ciasta drożdżowego. Lepiej, aby wtedy zapleciony warkocz nie był specjalnie długi, boć to nie chałka jest. Można też po prostu wsadzić do natłuszczonej keksówki, i w niej upiec bez wyciągania w trakcie pieczenia. Równie dobrze można chleba nie zaplatać, tylko uformować dowolny bochenek. Będzie pysznie, cokolwiek z nim nie zrobimy.
   Muszę powiedzieć, że dostałam od Zbyszka fantastyczną ostrą pastę. Kanapki z chleba owsianego majdnięte ową pastą znikają w tempie błyskawicznym. Fantazja. Dzięki Zbyszku :)

 

chleb owsiany (6).JPG



Chleb owsiany

 50 dag mąki chlebowej,
 15 dag płatków owsianych,
   2 łyżeczki soli
 2,5 dag zimnego masła,
 2,5 dag drożdży,
   1 łyżka miodu,
150 ml jogurtu naturalnego,
300 ml ciepłej wody,
   1 łyżka płatków owsianych do posypania.

   Przesiać mąkę do miski robota, dodać płatki owsiane, sól i wymieszać. Masło pokroić na małe kawałki i wrzucić do przygotowanej mieszanki i dokładnie rozetrzeć palcami.
   Drożdże wymieszać z 50 ml wody tak, aby się rozpuściły. Od razu wlać do mąki, dodać miód, jogurt i resztę wody. Wyrabiać przez 8 minut na niskich obrotach, po czym przez 2 minuty na wysokich. Ciasto powinno być miękkie. Można je wyrobić ręcznie przekładając po połączeniu składników na blat i zagniatając 10 minut. Warto kilka razy uderzyć o blat.

 

chleb owsiany (1).JPG


   Gotowe ciasto podzielić na 3 części i uformować z każdej wałek długości 50 cm. Zapleść warkocz. Jeśli mamy odpowiednią ramkę do podłużnego chleba (na zdjęciu), natłuścić ją od wewnątrz i wsadzić do formy przygotowane ciasto, lekko ściskając całość. Lub wsadzić do natłuszczonej keksówki. Posypać płatkami owsianymi lekko je dociskając. Przykryć luźno folią spożywczą i odstawić do wyrośnięcia na 40 minut.
   W międzyczasie nagrzać piekarnik do 220°C wkładając miskę z wodą. Gdy się nagrzeje, wsunąć blachę z ciastem i natychmiast po zamknięciu piekarnika zmniejszyć temperaturę do 200°C. Piec 30-35 minut. Po 25 minutach usunąć formę, aby boki chleba się lekko zrumieniły. Wyjąć i wystudzić na kratce.

 

chleb owsiany (2).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Chlebki z biga

piątek, 15 lipca 2016 17:37

   Powinnam napisać chlebki z biga czy na biga? A może z bigą czy też na bidze? Doszłam jednak do wniosku, że chlebki było nie było są drożdżach, a biga to jedynie wstęp. I stwierdziłam, że nie obędę jej odmieniać, bowiem „biga” to włoskie określenie, zrozumiałe na całym świecie. Mówiąc „biga” mamy na myśli wstępny zaczyn, który musi swoje odleżeć. Drożdży w nim jak na lekarstwo, ale swoje zrobią. Tym bardziej, że do ciasta głównego też zmuszeni będziemy je dodać, choć i tu niewiele. Oczywiście jak zawsze czas wyrastania zaczynu będzie się wahał w zależności od temperatury otoczenia, użycia drożdży świeżych lub instant, ilości samych drożdży – co jakimś odkryciem specjalnym nie jest, no i od rodzaju użytej mąki. Ale trzeba koniecznie go odstawić na minimum 6 godzin. Mnie najwygodniej jest zostawić go po prostu na noc.
   Te chlebki zrobiłam na bazie dosyć sztywnego zaczynu, ale w zależności od ilości dodanej wody może on być po prostu rzadki. I niech Was nie przerazi twardość ciasta – po wyrośnięciu będzie leciuteńkie, bo napompowane. No może nie jak puch, ale naprawdę zupełnie innej jakości. Odrywamy taką „biga” po kawałku i dorzucamy do wyrabianego ciasta głównego. I zagniatamy... zagniatamy... zagniatamy. Jak to z ciastem drożdżowym bywa. No chyba, że robi to za nas odpowiedni sprzęt. Pozwolę sobie wkleić zdjęcie, na którym jest już wyrośnięty zaczyn, systematycznie dodawany do ciasta. Ale jeśli macie ochotę zobaczyć produkcję „krok po kroku” to zapraszam tutaj.
   Co do samych chlebków – zrobiłam ich cztery bocheneczki. Małe, zgrabne (tak mi się wydaje), takie aby Młody mógł sobie wziąć jeden i zapakować. Powiedziałam jeden? Tak sobie pomyślałam. Powinnam rzec dwa na drogę. Wygodniejsze do zapakowania, ale tak naprawdę to po prostu tak uroczo się prezentują, że mi tak zostało.
   Chciałam jeszcze powiedzieć, że ilość płynów zależeć będzie od stopnia nawilżenia mąki i pogody, jaka nam sprzyja. Pierwszy raz zrobiłam w czasie potwornych upałów. Co one u nas znaczą to wiedzą nieliczni, ale za to równie gorąco współczują. Usłyszałam, że „pogięło” mnie zupełnie, ale dziecię prosiło, więc uległam. W każdym razie zmuszona byłam dać ich więcej. Pod określeniem „ich” mam na myśli wodę lub serwatkę. Tę drugą jeśli tylko mam, chociaż do samej biga używam jedynie wody. Weźcie proszę to pod uwagę. Ogólnie mówiąc rzecz jest prosta, fajna i godna polecenia. Takie niby nic, a jednak. Domowe chlebki. A jak to brzmi: chlebki z biga.
Eee tam... Zwyczajnie brzmi, ale pysznie smakuje.

 

chlebki z biga (15).JPG



Chlebki z biga

Biga:
  50 dag mąki tortowej,
   5 g świeżych drożdży,
250 ml ciepłej wody,
     oliwa do miski.

Ciasto:
 25 dag mąki chlebowej (lub tortowej),
 25 dag mąki krupczatki,
   1 łyżka miodu,
   5 g świeżych drożdży,
380 ml ciepłej wody (lub serwatki),
   2 łyżki oliwy e.v.
 2,5 łyżeczki soli,
     biga,
     oliwa do miski.

   W przeddzień wieczorem przesiać do miski mąkę na biga. Drożdże wymieszać z wodą, aż się rozpuszczą, dodać do mąki i zagnieść twarde ciasto. Konsystencją będzie ono przypominać bardziej ciasto makaronowe niźli drożdżowe. Jeśli zagniatanie będzie bardzo trudne, można dodać odrobinę wody, pamiętając o tym, żeby ilość tę w trakcie wyrabiania ciasta głównego odjąć. Może się i tak przydać, ale lepiej dodać ją później. Na wszelki wypadek. Mówiąc o zagniataniu mam na myśli jedynie połączenie ze sobą składników, bez wyrabiania. Wsadzić do natłuszczonej miski, przykryć i odstawić na 12 godzin.

 

chlebki z biga (5).JPG


   Do miski robota przesiać obie mąki, dodać miód, po czym wymieszane z wodą drożdże i oliwę. Wyrabiać ciasto przez 5 minut (w robocie z hakiem na niskich obrotach), po czym dodawać stopniowo po kawałku oderwaną biga. Następną porcję wrzucić w momencie, gdy poprzednia dobrze się wmiesza w całość. Gdy ostatni kawałek zaczynu zostanie wchłonięty - dodać sól. Wyrabiać ciasto jeszcze 8-10 minut, przez 2 ostatnie na bardzo dużych obrotach. Ciasto powinno być bardzo miękkie. Gdyby było za twarde – dodać więcej wody. Lepiej, aby było za miękkie. Wystarczy je wyjąć na blat, złapać rękami za jeden brzeg, podnieść, mocno uderzyć o podłoże i złożyć. Powtarzać, aż przestanie się kleić. Zajmie to jedynie chwilę, ale poprawi jakość pieczywa.

 

chlebki z biga (10).JPG


   Gotowe ciasto przełożyć do wysmarowanej oliwą miski, przykryć i odstawić na 30 minut. Po tym czasie odgazować, złożyć robiąc 3 fałdy, przykryć i ponownie odstawić na 30 minut. Wyrośnięte podzielić na 4 równe części, uformować chlebki i ułożyć na wyłożonej pergaminem blasze. Aby mi się nie skleiły ułożyłam w rogach dużej blachy, kierując końce (ba! kto wie gdzie jest koniec, a gdzie początek chleba?) do środka. Zrobić na wierzchu 2 lub 3 nacięcia. Przykryć ściereczką i folią spożywczą, odstawić na 60 minut.
   W międzyczasie nagrzać piekarnik do 220°C z miską z wodą wewnątrz. Piec ok. 20-25 minut. Wyjąć i wystudzić na kratce.

 

chlebki z biga (18).JPG

Ewa

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Grissini z suszonymi pomidorami lub cebulką zapiekaną

sobota, 20 lutego 2016 16:50

   Takie lub takie, lub też w zasadzie takie i takie. Czyli z pomidorami i cebulką, bo łatwo jest zrobić dwa rodzaje za jednym zamachem, i zastanowić się… które lepsze. Oczywiście można zrobić całość jednokolorową i jednosmakową zwyczajnie podwajając dany składnik dodatku. Nic prostszego.
   Grissini dla nas jest świetną przegryzką i zajęciem dla rąk w trakcie ciekawych wydarzeń oglądanych w tv. Na przykład… Zamyka też skutecznie usta, gdy przyjdzie wysłuchać jakichś totalnych głupot – i nie ukrywam, że wczoraj mi ich zabrakło. Bo tematy gorące, choć większości znane. I tylko podejście do faktu zastanawiające. No ale… Trudno mieć pod ręką coś pysznego non stop. Świetnie sprawdzają się też na wszelkiego rodzaju wypadach za miasto czy gromadnych spotkaniach na łonie przyrody - choć nie da się ukryć, że te najświeższe są dla mnie zdecydowanie najlepsze. Tak jak z normalnym pieczywem. Jeszcze ciepłe są wręcz rozkoszne.
   Można by powiedzieć, że paluchy jak paluchy. Czytam i pod własnymi, że lepiej kupić gotowce niźli zrobić. Fakt - z pewnością szybciej się kupuje. Być może i w gruncie rzeczy taniej to wyjdzie… Ale czy rzeczywiście lepiej? Zdrowiej? Ładniej? W końcu po prostu pyszniej? Nie dla mnie. Trochę odbiegłam od tradycyjnej metody tworzenia, czyli formowania zgrabnych wałeczków na rzecz prostszej metody krojenia i rozciągania. Głównie z ciekawości. Najlepiej do tego celu nada się taki okrągły nóż do pizzy lub niekarbowane radełko, którym to osobiście się posługuję - z racji braku noża. Mam inny, którego nikomu nie oddam nie tylko dlatego, że dostałam. Ale nie o tym przecież dzisiaj. Jeśli komuś będą przeszkadzały nierówności paluchów, niekiedy ich kanciastość – zawsze może te wałeczki uformować. Może jednak warto pokazać już na pierwszy rzut oka, że to nasze rękodzieło nie takie straszne jak się wszystkim wydaje? A że każda sztuka inna? Oryginalna przecież.
   Jeszcze chciałam powiedzieć, że użyłam do tych serwatki. W gruncie rzeczy dlatego właśnie, że ją miałam, to powstało grissini. Jak się jej nie ma to użyjcie proszę po prostu wody. W takiej samej ilości. Serwatka co prawda zawsze ma więcej tłuszczu i te fantastyczne krupy resztek serowych, ale i bez nich ciasto wyjdzie wyborne. Ciasto robię w robocie wyrabiając je hakiem. Można oczywiście tradycyjnie wyrobić ręcznie. Dodatki też próbowałam w ten sposób wrobić, ale… o ile cebulka łatwo się procesowi temu poddała… o tyle pomidorom już się nie chciało. Przyznaję, że był to dla mnie wielki problem, bo skaleczyłam sobie mocno jeden (na szczęście tylko jeden) kciuk, więc początkowe próby zagniatania w robocie i tak skończyły się wybieraniem resztek pomidorów z michy i wgniataniem bardzo nieudolnym (bo bolesnym) ich do ciasta. Reszta poszła gładko… i bez bólu.
   Co do cebulki. Kiedyś ktoś mi polecił – że wyborna. No cóż… mam zupełnie inne zdanie na ten temat i w dodatku prawie całe jej opakowanie. Na szczęście już wiem, że świetnie nadaje się jako dodatek do wytrawnych ciast, czyli pieczywa. Czyli po problemie zwanym „po co ja to kupiłam” mam problem „na jak długo jeszcze wystarczy”. Życie bywa zaskakujące.



grissini pomidor-cebulka (17).JPG

 

Grissini z suszonymi pomidorami lub cebulką zapiekaną

Ciasto:
   1 opakowanie drożdży instant (2 łyżeczki),
 50 ml ciepłej wody,
 50 dag mąki tortowej T 450*,
    1 płaska łyżeczka soli,
    2 łyżki oliwy,
250 ml ciepłej serwatki lub wody.

Dodatkowo:
     3 suszone pomidory w oleju,
   2 łyżki cebulki zapiekanej,
   1 łyżka oleju spod pomidorów,
      tłuszcz do blachy.

   Drożdże rozpuścić w wodzie (gdy ktoś używać będzie tylko wody – w 50 ml) i odstawić na 5 minut. Powinny się spienić. Do miski robota przesiać mąkę, dodać sól i wymieszać. Wlać oliwę, serwatkę (lub wodę) i gotowy rozczyn. Wyrabiać ciasto na niskich obrotach przez 8 minut, po czym na wysokich przez 2 minuty. Ciasto powinno być miękkie, ale nie powinno się kleić. Gdyby było za twarde dodać odrobinę wody. Wyrabiając ręcznie należy zagniatać również prze 10 minut. Gotowe przykryć w misce folią spożywczą i odstawić na 20 minut.
   W tym czasie pomidory pokroić na paseczki, po czym w kostkę. Przełożyć do miseczki. Osobno wymieszać cebulę z olejem, którym zalane były pomidory. Dodatek ziół z owej zalewy będzie bardzo pożądany.

 

grissini pomidor-cebulka (11).JPG


   Ciasto wyjąć i podzielić na 2 równe części. Do jednej dodać pomidory razem z olejem, który puściły – resztki oleju z miski po prostu zgarnąć kawałkiem ciasta – i zagnieść wrabiając całość. Rozwałkować na prostokąt grubości 1 cm i długości mniej więcej 15 cm. Szerokość nie ma znaczenia, byleby boki były w miarę równe. Ułożyć na natłuszczonej blasze. Do drugiej dodać cebulkę i powtórzyć operację. Można ułożyć je na jednej dużej blasze, choć piec przyjdzie i tak na dwóch. Ciasto przykryć czystą ściereczką i folią spożywczą i odstawić na 1,5-2 godziny (w zależności od pory roku lub po prostu temperatury otoczenia).
Nagrzać piekarnik do 240°C. Natłuścić drugą blachę.
   Każdy kawałek ciasta pokroić wzdłuż na 7-8 pasków. Każdy pasek złapać za końce i rozciągnąć na długość blachy i ułożyć na niej. Piec 8-10 minut w zależności od tego jak lubimy wypieczone.

 

grissini pomidor-cebulka (16).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Berlińskie bułeczki (z poolish)

czwartek, 19 listopada 2015 21:51

   Buszując w internetach i bawiąc się w przeskakiwanie z jednej stronki na drugą – ot tak… dla odpoczynku - trafiam na coś, na czym mój wzrok się zatrzymuje. Z takim założeniem zresztą to robię. Pech chce, że stronka tym razem jest niemieckojęzyczna. Ni hu hu… nie dam rady bez translatora. Nawet specjalnie się nie przejęłam faktem, bowiem dożyliśmy takich czasów, że przy odrobinie dobrych chęci – damy radę. Zmierzyłam się więc, choć wiadomo, że i sam translator psikusy potrafi sprawić. Tu rzeczywiście doświadczenie się przydaje. Tak oto powstały wyborne bułeczki. Naprawdę wyborne.
   Przepis oryginalny znajdziecie na stronce „Plötzblog”, na której z pewnością gościła będę częściej. O ile nie najczęściej jak się tylko da. Niesamowity zbiór przepisów na domowe pieczywo. No ale wracając do bułeczek… Przyznaję, że jestem wierna swojemu podejściu do ciasta na chleb i bułki, i pomijam zawarty w przepisie cukier. Nie chcę tej dodatkowej słodyczy, pomimo że w ogóle nie będzie wyczuwalna. Wiem, ale z premedytacją nie dodaję. Bułeczki pyszne wyjdą i tak. I wyrosną ślicznie. Upieką się też bez problemu w wyznaczonym czasie. Jak zwykle zresztą…
   Postanowiłam też tak ni z gruchy, ni z pietruchy nadać im nieco inny kształt. Niewiele inny, ale inny… Kształt przypominający cewki, co zresztą bardzo mi się spodobało i pewnie będę tak robiła zawsze. Ciasto jest tak fajnie formowalne, że dlatego skorzystałam z okazji. Ogólnie rzecz jak zwykle prosta, choć wymagająca czasu, ze względu na poolish. A dokładniej wstępny zaczyn takiej samej ilości wagowej mąki i wody, i z dodatkiem minimalnej wręcz ilości drożdży. Mogłam sobie na to pozwolić, bo postanowiłam obrazić się na Ukochanego i w końcu kupić normalną wagę – z „chodzącymi” jeszcze przelicznikami gramowymi a nie uncjami. Ilość drożdży w zaczynie naprawdę znikoma, choć w całości będzie ich niecałe deczko więcej. W każdym razie ów poolish musi wyrastać 18-20 godzin. Proszę wziąć to pod uwagę. A warto…
Polecam ogromnie. Przepis oryginalny znajdziecie tutaj.

 

berlinskie buleczki (2).JPG



Berlińskie bułeczki (z poolish)

Poolish:
   20 dag mąki 550 (luksusowa),
 200 ml letniej wody,
     3 g świeżych drożdży.

Ciasto:
29,5 dag mąki 550,
 105 ml letniej wody,
     8 g świeżych drożdży,
     1 łyżeczka soli,
        poolish.

 Przygotować poolish:
   Przesiać mąkę do miski. Drożdże rozpuścić w 50 ml wody i dodać razem z jej resztą do mąki. Wymieszać drewnianą łyżką na jednolitą masę, przykryć i odstawić na 18-20 godzin do wyrośnięcia.

Ciasto:
   Przesiać mąkę do miski robota i wymieszać z solą. Drożdże rozpuścić w 50 ml wody i wlać do mąki. Dodać resztę wody i przygotowany poolish. Wyrabiać na małych obrotach przez 5 minut, po czym na średnich przez 10 kolejnych minut. Ciasto powinno być jednolite, elastyczne, miękki i z lekkim oporem odrywać się od podłoża. Polecam kilka razy uderzyć nim o blat. Przełożyć do miski, przykryć i odłożyć na 20 minut. Po tym czasie ciasto odgazować i zebrać z brzegów do środka. Przykryć ponownie i odłożyć na 40 minut do wyrośnięcia.
   Wyłożyć ciasto na czysty blat i podzielić na 8 równych kawałków (po 97 g). Uformować długie na 8 cm bułeczki i odłożyć na blachę do pieczenia. Można nadać im kształt cewki. Bułeczki przykryć ściereczką i arkuszem folii, i odstawić na 30 minut. Odkryć, brzegiem dłoni nacisnąć wzdłuż każdej bułeczki na środku tworząc wgłębienie. Przykryć ponownie i odstawić na 15 minut.
   W tym czasie nagrzać piekarnik do 230˚C, wsadzając miskę z gorącą wodą. Bułeczki odkryć, naciąć ostrym nożem wzdłuż i wsadzić do piekarnika. Piec 20 minut. Wyjąć i natychmiast przełożyć na kratkę.

 

berlinskie buleczki (3).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

czwartek, 21 września 2017

Licznik odwiedzin:  458 241  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Statystyki

Odwiedziny: 458241
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 393
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl