Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 308 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Dorsz na parze z masłem i kaparami

piątek, 07 kwietnia 2017 14:52

– A może tak jutro ryba jakaś? – zapytałam stojąc przed lodówą pełną świeżych ryb. Tak nawiasem mówiąc, chyba była właśnie dostawa, bo wybór gatunków był spory, jak na ten nasz pobliski Sam, zwany teraz bardziej światowo Marketem . – Może łososia? – odwracam się do Miłego z kawałkiem zapakowanej ryby. – Patrz... z tego będą dwa piękne kawałki.
   Tak się złożyło, że będziemy jakiś czas sami, więc i niewiele nam będzie potrzeba. Można wykorzystać czas na ryby, za którymi Młody nie przepada – a my i owszem. Z drugiej strony, coraz częściej się przekonuję, że słowa Młodego, że „nie przepada” (czyli nie, że nie lubi) są tylko czczą gadaniną, bo i zjada wszystko do końca, jak i to, że niejednokrotnie padało zwyczajne „niezłe”, które ostatnimi czasy przechodziło w „bardzo dobra ta ryba” z dodatkiem „co to było?”. No ale póki co stoję z tym łososiem w garści i czekam na reakcję. Dodam, że łosoś zawsze leży na początku drogi, tak więc zdaję sobie sprawę z tego, że to wstęp.
– Łosoś? – znając ten ton, wiem że pomysł nietrafiony.
– Nie musi być... – odkładam na miejsce. Obudził się. I nic to, że łososia nie zjemy. Zjemy jakąś inną.
– Tuńczyka bym zjadł.
   No nie. Obudził się na dobre. Mógłby być i tuńczyk, gdyby nie jedna istotna rzecz – nie jestem przygotowana. Wolałabym coś, z czym miałam doświadczenie. Co wiem jak się zachowa, i jaki czas temu poświęcić mogę, aby było dobre, o ile nie super. Najgorsze jest to, że nie mam żadnego argumentu, że „chciałam zrobić to”, bo nie miałam planu. Najpierw ryba, a potem plan. I ewentualnie jakieś dodatkowe zakupy. Pozostało mi jedynie błagalne spojrzenie i wcale nie ciche:
– A jak spieprzę, to co? – w końcu nie muszę wszystkiego umieć, na wszystkim się znać. Do wielu rzeczy dochodziłam sama, na temat wielu trochę czytałam, ale tuńczyk był dla mnie zawsze jakiś taki... poza. Owszem, jedliśmy pyszne płaty tego mięsa, ale zawsze ktoś za tym stał. W kuchni. Ostatnio padło na Pawła, gdy byliśmy na wojażach. No rewelacja. I właśnie jutro miałaby nastąpić moja z nim konfrontacja? Już jutro? Eee...
– Co my tu jeszcze mamy? – wymownie sięgam po następną rybkę. – Patrz, miecznik. Śledzie... nie może nie śledzie. – muszę co prawda zrobić je ponownie, bo kiedyś trafiłam na fantastyczny przepis na  przepyszne śledzie (Młody zachwycony), ale... zabrakło mi wtedy limonki. Dałam cytrynę, ale jak ma być tak jak jest napisane, to muszę powtórzyć. I już. – Dorsz, ale w płatach. Jemy? – kocham tę rybę za jej wygląd, za kruchość, za aromat, i rzecz jasna za smak. Za to, że jest uniwersalna. I za to, że często ją robię i wiem czego mogę się spodziewać. A może to, że często u nas bywa to tylko dlatego, że ma tak wiele zalet? Z pewnością.
– Nie lepiej polędwicę? – Miły wciąż z tuńczykiem w jednym ręku, podaje mi dorsza nieco inaczej. – Szybko się decyduj, bo są tylko dwa.
   Nie miałam żadnych obiekcji. Wybrałam te ładniejsze porcje, bo wielkiego wyboru na szczęście nie było. To nam obojgu wystarczyło, plus obietnica, że następnym razem naprawdę się przygotuję i zrobię steki z tuńczyka – najpyszniejsze na świecie. Paweł... bój się ;)!

   No tak... Ryba zapakowana wylądowała w lodówce. Ja o niej na ileś tam godzin zapomniałam. I o tym, co by się do niej przydało. Obiad będzie szybki, bo... niewiele w domu mam. Kupiliśmy w przeddzień rukolę, więc wyciągam ją z lodówki. Masło jest – najważniejsze, bowiem wszystkim wiadomo, że jak masło jest, cukier jest i chleb jest, to wszystko w domu jest. A w dodatku nawet cukier tutaj zbędny będzie. Powoli mi się wszystko klaruje. Muszę tylko dostać się do kaparów, czyli przewalić masę słoiczków i słoików na półce w mojej lodówce. O koperek! Cudnie. Zawsze świetnie pasuje. A mam ostatnią gałązkę – za to piękną, gęstą i mocno zieloną. Przede wszystkim świeżą. Bo ostatnimi czasy lubię kanapki z koperkiem. I rukolą. Leży na blacie ta przytłaczająca ilość składników. Ukochany choć chory, to jednak zjadłby coś lekkiego. Nie chce nic do ryby poza chlebem. No przecież wspomniałam, że wszystko w domu jest... Ok. I wiecie co... Nie szybko. Wręcz błyskawicznie. Niesłychanie prosto. I niesamowicie pysznie. Tak po prostu. Poczuliśmy się jak ryba w maśle.

 

dorsz z kaparami (3).JPG



Dorsz na parze z masłem i kaparami

2 porcje

2 polędwiczki z dorsza (po ok. 15 dag każda),
  sól morska z imbirem i trawą cytrynową (lub bez dodatków),
  pieprz cytrynowy,
1 duża garść rukoli,
3 dag masła,
1 łyżka kaparów,
1 łyżka soku z cytryny,
1 łyżka posiekanego koperku.

 

dorsz z kaparami (1).JPG



   Rukolę dobrze umyć w bardzo letniej wodzie i odsączyć z wody. Rozłożyć na perforowanej wkładce do gotowania na parze. Polędwiczki z dorsza opłukać i osuszyć. Oprószyć solą i pieprzem z obu stron, po czym ułożyć stroną od skóry do dołu na rukoli. W płytkim rondlu zagotować po przykryciem 1 cm warstwę wody. Gdy zawrze – wsadzić przygotowaną wkładkę, przykryć i gotować 10 minut na delikatnym ogniu.
   W tym czasie opłukać kapary i delikatnie osuszyć. Umyty i osuszony koperek posiekać. Na patelni rozgrzać masło, a gdy się stopi wrzucić kapary. Smażyć 1 minutę na minimalnym ogniu, cały czas potrząsając patelnią. Wlać wyciśnięty sok z cytryny (znaczy wycisnąć bezpośrednio na patelnię) i znów wymieszać, potrząsając patelnią. Spróbować i ewentualnie doprawić sokiem – powinno być leciuteńko kwaskowate.
   Rybę z rukolą rozłożyć na podgrzanych talerzach, skropić masłem z kaparami i posypać koperkiem. Podawać natychmiast.

 

dorsz z kaparami (7).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dorsz z masłem koperkowym

piątek, 20 maja 2016 10:57

    Rozmawiałam kiedyś ze Zbyszkiem, moim serdecznym przyjacielem na temat ryb. Nie jest to przypadkowa osoba. Jest specjalistą od kuchni, pasjonatem dobrego jedzenia znającym się pewnie na wszystkim nie tylko teoretycznie, bowiem mającym swój spory wkład w tworzeniu i odtwarzaniu smaków. Więc jest z kim – w związku z jego najnowszym pomysłem na życie czyli podpoznańską restauracyjką rybną. I jest o czym, dlatego, że oboje ryby lubimy. Zwrócił uwagę na fakt, że ogólnie w domowym gotowaniu boimy się poważnych kuchennych konfrontacji z rybami. No bo dlaczego nasze starcia kończą się najczęściej rybą w panierce? I czy o to tutaj chodzi. Dlaczego tak mało ich w naszym menu i dlaczego traktowane są po macoszemu?
    Pozostaje jeszcze problem każdego z nas z osobna: lubię - nie lubię. Źle zrobiona ryba traci swoją lekkość, soczystość i zwartość. Przez to po prostu staje się niesmaczna. Więc zniechęci do dalszych prób. Może warto więc sięgnąć na początek po sprawdzone i nieco inne od panujących standardów przepisy. Pamiętając o tym, że każda ryba to źródło niezwykle cennych dla nas składników, w dodatku bardzo łatwo przyswajalnych. I paradoksalnie – im tłustsza, tym zdrowsza.
    Dorsz należy do ryb delikatnych w smaku. Białe i soczyste mięso po przygotowaniu łatwo powinno dać się rozdzielić na zachęcające do smakowania płatki. To świetny materiał do początkowych prób w kuchni. Z pewnością zaspokoi oczekiwania każdego wybrednego smakosza. Ten przepis dodatkowo należy do tych lekkich, prostych choć zdecydowanie niebagatelnych. I... pachnących. Świeża nać selera ma tu spory udział. Kto jej nie lubi, ten robi błąd, jednak w ostateczności może zastąpić go natką pietruszki, tracąc nieco nie tylko na aromacie. Niestety zimową porą trzeba to zrobić tak czy siak. Można rzecz jasna w ogóle z niej zrezygnować.

 

dorsz z maslem koperkowym (18).JPG

 

Dorsz z masłem koperkowym

4 porcje

    4 kawałki polędwiczek z dorsza,
    4 marchewki,
    1 mały seler,
       masło do duszenia warzyw,
300 ml bulionu warzywnego,
       natka selera do posypania,
       sól, pieprz.

Marynata:  
       sok z ½ cytryny,  
    2 łyżki posiekanego koperku,
    5 dag masła,
    1 łyżeczka musztardy Dijon.

    Masło stopić i wymieszać w płaskim naczyniu z sokiem z cytryny, koperkiem i musztardą.
Dorsza umyć, delikatnie osuszyć ręcznikiem papierowym, posolić i popieprzyć. Wsadzić do masła i obtoczyć. Odstawić na 15 minut. 
Nagrzać piekarnik do 200˚C.
    Marchewkę i selera obrać, umyć i pokroić w paski grubości 2-3 mm, szerokości 6-7 mm i długości 5-6 cm. Mniej więcej. W rondlu roztopić odrobinę masła, wrzucić warzywa i dusić 4 minuty. Zalać bulionem i gotować 1 minutę bez przykrycia. Wyjąć łyżką cedzakową i przełożyć do naczynia do zapiekania.

dorsz z maslem koperkowym (7).JPG

 

   Rozłożyć równą warstwą, a na wierzchu ułożyć rybę - warstwą koperku do góry. Piec 30-40 minut. Przed podaniem posyp grubo posiekaną nacią selera.
W pozostałym po warzywach bulionie z masłem swobodnie można ugotować ziemniaki, które świetnie do dania pasują
.


dorsz z maslem koperkowym (17).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Łosoś w czosnkowej marynacie

sobota, 13 czerwca 2015 14:57

   Postanowiłam – nie wiem, który już raz z kolei – że jednak zaczniemy jeść ryby. Niekoniecznie w piątkowe popołudnia, ale tak po prostu… I póki co (odpukać) jakoś to się udaje. Padło na łososia, bowiem mój Kochany Mąż pojechał sobie gdzieś tam, a ja zostałam z Młodym, trochę wybrednym pod względem tego co nam woda daje. Łosoś zawsze przejdzie, bo rzeczywiście jest wyjątkowy. I biorąc pod uwagę jeszcze jedną rzecz – czasowo niewiele trzeba mu poświęcić, aby efekt był rozkoszny. Wydaje mi się, że nie można go zepsuć. W razie czego oczywiście zmienię zdanie. Dlatego dzisiaj porcja zaledwie podwójna, ale w końcu zawsze można podwoić.
   Łosoś świeżutki konieczny będzie ze skórą. Ja jej nie jem, ale jak ktoś lubi… (czytaj: K M) Z tym, że naprawdę nie wiem jak to będzie w tym przypadku, bowiem do tej pory jedynie jedzone było w przypadku chrupiącej mocno skórki, a tu można o tym zapomnieć. Wygląda fajnie, ale nie zawracam sobie głowy problemem smaku, skupiając się ważnej było nie było ocenie wzrokowej. Co do odczuć czysto wymiernych a trakcie jedzenia - czosnkowa marynata jest bardzo wyrazista, ale nadaje całości naprawdę fajnego smaku. Trochę się bałam, czy nie zabiję zbytnio samej ryby. Biorąc pod uwagę jeszcze młody czosnek, który mam do dyspozycji, a który zdecydowanie mocniej też pachnie, osiągnęłam niespodzianie piękny melanż wzrokowo-smakowo-aromatyczny.
   Użyłam do marynaty też miodu - aby nieco złagodził czosnkowy atak – pomarańczowego. Akurat taki mam w zasięgu ręki. Pyszny, a poza tym pomyślałam sobie, że pomarańcza (choćby tylko w nazwie) do ryby pasuje przednio. Oczywiście znając życie każdy łagodny miód się sprawdzi, dlatego tez nie będę zaznaczała tego w składnikach, ale proszę to wziąć pod uwagę, jeśli taki miód właśnie macie J. Użyłam też oleju kokosowego do smażenia, zastanawiając się na wyborem – sezamowy czy kokosowy. Oba stały pod ręką i tak w ostatniej chwili… Przestraszyłam się, że sezamowy (mam z mocno prażonych nasion) nada rybie gorzkiego posmaku, choć w konfrontacji z miodem się to jakoś tak… uzupełni. Ale po co? Olej jednak zaznaczę, choć i rzepakowy, i oliwa oczywiście spełnią dokładnie tę samą rolę. Z takich rzeczy „do wyboru” użyłam zestawu przypraw do ryb. Kupiłam sobie fantastyczny młynek z taką, gdzie przede wszystkim w oczy rzuciła mi się kolendra i gorczyca. Oczywiście nie stanowią one całości, a tylko jej drobną część, ale… ja je po prostu bardzo lubię, więc wzięłam. Wzięłam i użyłam. I jest świetnie. Tu jednak każdy może dać taki zestaw, jaki lubi – w ilości jedynie do smaku. Własnego.
   Co jeszcze? Podałam z przypieckami. Taki mamy czas, że muszę go wykorzystać. Całość naprawdę podziałała odprężająco. Oto domowym sposobem mam coś, co w każdej restauracji zjadłabym z wielką przyjemnością. Do tego tylko sałata zwykła, choć od Mamy prosto z ogródka. Młodziutka z garścią młodziutkich liści botwinki, która dopiero co zaczyna nabierać rozpędu… z cytrynowym winegretem. Hmmm… Gdyby tylko jeszcze K M był, to byłaby pełnia szczęścia.

 

 

losos w czosnkowej marynacie (10).JPG

 


Łosoś w czosnkowej marynacie

30 dag łososia (mniej więcej),
 1 łyżka oleju kokosowego,
 1 łyżka szczypioru do posypania.

Marynata:
 1 łyżka miodu,
 1 łyżka soku z cytryny,
 2 ząbki czosnku,
   sól, pieprz,
   przyprawa do ryb do smaku,
   szczypta tymianku.

   W płaskim pojemniku lub szklanym naczyniu wymieszać miód, sok z cytryny, sól, pieprz i przyprawę do ryb do smaku i tymianek. Proszę zwrócić uwagę, czy mieszanka przypraw ma w sobie dużą ilość soli i pieprzu, i te dostosować do tej miary. Czosnek obrać i wcisnąć do całości, wymieszać ponownie.



losos w czosnkowej marynacie (3).JPG

   Rybę opłukać i osuszyć. Jeśli skóra ma łuski, to je zeskrobać przed płukaniem. Pokroić na dwie porcje, po czym obtoczyć w marynacie. Odłożyć na 15 minut – to świetny czas, aby przygotować sobie ulubioną sałatkę.
   Postawić patelnię na średnim ogniu i poczekać aż się nagrzeje. Wlać olej i rozprowadzić na dnie – ruszając patelnią. Ułożyć łososia skórą do dołu, przykryć i dusić 3 minuty. Odkryć i smażyć przez minutę, a następnie bardzo delikatnie rybę odwrócić na drugą stronę i powtórzyć. Czyli przykryć, dusić 3 minuty, odkryć i smażyć minutę. Wyłożyć ostrożnie na talerze, posypać posiekanym szczypiorem i natychmiast podawać. Z ulubioną sałatą.

 

losos w czosnkowej marynacie (9).JPG

 

losos w czosnkowej marynacie (7).JPG

Ewa

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pieczone ziemniaki z krewetkami w panierce

poniedziałek, 15 października 2012 14:56

Historia z życia wzięta...
- Młody, dzisiaj na obiad będą krewetki i muszę rozmrozić. Będziesz jadł?
- Krewetki? - mina mówiąca jak bardzo obrzydliwe być musi to danie.
- Tak, krewetki. Kiedyś wspomniałeś, że chętnie byś spróbował. Więc pytam. Wolę rozmrozić odpowiednią ilość.
- No tak, ale chyba mi przeszło. Nie. Nie będę jadł.
- Zostają ci więc same ziemniaki. Będą za to pieczone.
- Okej.

   Moje dziecko w większości przypadków mówi okej. Zgadza się w sprawach takich jak "co dziś na obiad" bez wahania, choć czasami wpada na genialne pomysły, abym zrobiła coś, na co ma ochotę. Niezmiennie jest to pizza, lasagne... albo ostatnio cebulaki. Fakt, te ostatnie przeszły lekką metamorfozę też na jego życzenie. Szkoda jednak, że tylko w tych sprawach.
   Tak więc na obiad krewetki. Pomyślałam, że tuzin na osobę będzie w sam raz i sięgnęłam do zamrażarki. Zatęskniłam przez chwilę za świeżymi, no ale skoro nie mam na nie szans, to będę się bawić mrożonkami. 12. 24. Okej. I jeszcze garść - na wszelki wypadek. Żeby nie zabrakło. W końcu lubimy.

   Młody wyszedł do pracy, a ja wpadłam z zadumę. Z czym podać? Zrobiłam z marchewką. Dodatek jednak może być według własnych preferencji. Kolorystycznie marchew mi się zgrała, ale może właśnie przez jednolitość barwną na talerzu powinnam coś innego? Ważne jest, że smakowo było fajnie. Tak więc przyszedł czas obiadu i marsz do kuchni. To moje trzecie krewetki samodzielnie robione. Jedzone wiele razy, ale to nie to samo... Czy plan się powiedzie? W końcu łatwo je zepsuć. Podobno.
   Zrobiłam. Ziemniaki się upiekły. Krewetki zaczynam dopiero smażyć. Nie lubię tego pierwszego razu - to tak szczerze - ze względu na robienie przy okazji zdjęć. Dłużej schodzi, więc trzeba uważać, aby coś się nie spaliło. A krewetki delikatniuśkie... Smażę więc, odkładam gotowe do żaroodpornej miseczki, i... do wyłączonego piekarnika. Niech nie stygną. I nagle wpada Młody.
- Co tak pięknie pachnie? - uwaga! Z naciskiem na pięknie.
- Ziemniaki.
- Nie. Coś smażysz? - luknięcie do kuchni - aaa... krewetki. Ładnie pachną. I nie wyglądają jak krewetki.
- Heh... przecież wyglądają jak krewetki. Jak krewetki w panierce.
   Trzeba znać nasz sposób słownej przepychanki, ale naprawdę nie będącej złośliwościami, tylko zabawą. Dyskusja jak powinna wyglądać krewetka i jak się do tego ma ta w panierce... Wyciągam kolejną porcję - ręcznik papierowy zanim wylądują wśród gotowych. I nagle:
- Co zrobiłeś?
- Zjadłem... Niezłe.
Dobrze, że dokładam często jeszcze trochę. W razie, gdyby... Najczęściej jest to w razie gdyby Połówka był bardzo, ale to bardzo głodny. I kilka razy dlatego - w zupełnej niewiedzy - że Młodemu coś się nagle odwidziało.

   Kilka słów na temat. Krewetkom należy usunąć ogonki. I sprawdzam dokładnie każdą sztukę, czy aby nie ma żadnej niepożądanej części w formie ciemniejszej smużki. Usunąć. Takie umyć i osuszyć. Ziemniaki będą pieczone w łupinkach, dlatego warto poświęcić jakiś czas na wybranie w miarę równych o pięknej, nieuszkodzonej skórce. Kto do tej pory nie jadł ziemniaków ze skórką - ma okazję. Zrobiłam dla nas dwojga (mimo wszystko nie liczę Młodego) 2 porcje krewetek, więc połowę z podanej ilości i całą porcję ziemniaków. Tych może być oczywiście do woli - ile zmieści się na blasze. Pasują do wielu dań... i same stanowią naprawdę niezłe.
   Marchewką podzielę się innym razem... :).

 

Przepis bierze udział w konkursie "Wykwintny jak... ziemniak" na stronce Kulinarny Blog Roku.

 

 

 

17.10.2012:

   W związku ze swoistym atakiem na przepis... polecam Krewetki w panierce . Ze swej strony pragnę zapewnić, że nie korzystałam z żadnego z tych przepisów. Myślę, że pomysł - tak absurdalny w swej formie i treści dla wielu, dla wielu jest zwykłym daniem. Co widać na obrazkach. Dla zawiedzionych, zaskoczonych moim amatorstwem czy też po prostu miewających niekontrolowane odruchy polecam zwiedzić kilka stronek i koniecznie skomentować. Dziękuję za cenne uwagi i życzę miłego opisywania rzeczy - według Waszego gustu - pod każdym przepisem. To francuskie stronki, ale pewnie anglojęzycznych też brakowało nie będzie.

 

 

Pieczone ziemniaki z krewetkami w panierce

Ziemniaki:
  1 kg ziemniaków mniej więcej jednakowych, o ładnej skórce,
     oliwa,
     zimne masło czosnkowe Lurpak,
     sól, sól morska, pieprz.

Krewetki:
48 krewetek rozmrożonych,
  2 czubate łyżki mąki,
  1 jajko (lub 2 jeśli są małe),
  1 szkl. bułki tartej (około),
     sól,
     olej do smażenia.

 

 

   Nagrzać piekarnik do 220°C. Ziemniaki dokładnie wyszorować, przekroić wzdłuż na pół, a następnie każdą połówkę na 3-4 kliny - w zależności od grubości ziemniaka. Wrzucić do rondla, zalać wodą i lekko posolić. Przykryć, doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć ogień do minimum. Gotować 5 minut. W tym czasie blachę wyłożyć folią aluminiową i wylać na spód oliwę. Wsadzić do piekarnika, aby oliwa się mocno rozgrzała.
   Ziemniaki odcedzić i postawić jeszcze na chwilkę na delikatnym ogniu, aby po prostu odparowały. Wyjąć blachę i wyłożyć na nią ziemniaki. Dobrze obtoczyć w oliwie, robiąc to bardzo ostrożnie, posypać odrobiną soli morskiej i pieprzem.

 

 

   Posypać cienkimi płatkami masła czosnkowego Lurpak i wsadzić do piekarnika. Piec 30-40 minut, przewracając od czasu do czasu. Powinny mieć ślicznie złoty kolor.

 

 

   Krewetki pozbawić ogonków i dokładnie oczyścić. Umyć i osuszyć na ręczniku papierowym. Na trzech osobnych  talerzach przygotować mąkę, leciuteńko ją soląc, jajko rozbełtane i bułkę tartą. Krewetki zanurzać po kolie w mące - strzepując jej nadmiar, jajku i bułce - również strzepując naddatek. Powinny być jednak dobrze obtoczone w każdym składniku. W rondlu lub w woku rozgrzać olej i smażyć na nim porcjami krewetki na złoty kolor. Wyjąć łyżką cedzakową i osączyć na ręczniku papierowym. Gotowe przełożyć do żaroodpornej miseczki i trzymać w cieple (wyłączony piekarnik z upieczonymi ziemniakami świetnie się nadaje. Usmażyć po prostu resztę...
   Na talerze wyłożyć ziemniaki, krewetki, i... coś. Coś, na co ma się ochotę. U mnie marchewka w soku jabłkowym.

 

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Filety w cieście z oliwkowym dodatkiem

wtorek, 28 sierpnia 2012 10:21

   Znów zapraszam na inną niż tradyjna wersję rybki. Niekoniecznie piątkową. Zachwyciła mnie niesamowicie, pomimo iż ryba specjalnością wielką nie jest. W porównaniu z ostatnim czarniakiem, w poszukiwaniu którego zeszłam niemal całe miasto - tilapia wypada miernie. Dlatego też musiało prócz ryby być jeszcze coś.
   Nawiasem mówiąc choć lubię rybę w zwykłej panierce, to mając piękny i duży kawał mięsa szkoda mi go na takie szybkie potraktowanie. Po raz pierwszy postanowiłam zrobić w cieście, które już wpłynęło na jej smak. Mężowi się zamarzyło tak... No dobra. Nawet Młody zjadł z wielką przyjemnością, ale samą. Bez oliwkowego dodatku. Lecz to z przyczyn prostych - nie lubi oliwek znacznie bardziej niż ryb. Te przynajmniej zjada. Rzadko z tą przyjemnością, ale jednak zjada. I im bardziej wydziwiona... tym chętniej. A może - im mniej rybą ryba smakuje, tym bardziej smakuje. Oliwek za to zostało dla nas więcej. Kapitalnie sprawdziły się nie tylko do obiadu, ale i na śniadanie z kromką chleba, fetą i pomidorem. Oliwki na samym wierzchu.
   Wracając do ryby - owa tilapia w jednym wielkim płacie wystarczyła na 6 porcji. Da się podzielić i na 8, przy czym liczyłam po dwie dla każdego. Ładnie tak wygląda... Podałam z ziemniakami, ale frytki czy pieczone ziemniaki na zasadzie angielskiego Fish & Chips będą pasować idealnie. Żałowałam tych ziemniaczków pieczonych, ale cóż zrobić?  Nieee... Zrobić następnym razem po prostu.

   Przepis bierze udział w konkursie "Świeże ryby i owoce morza" na stronce Kulinarny Blog 2012

 

 

Filety w cieście z oliwkowym dodatkiem

     6 filetów morskiej ryby,
12,5 dag czarnych olwek bez pestek,
     4 łyżki migdałów bez skórki,
     1 łyżka posiekanej bazylii,
     1 łyżka posiekanego szczypioru,
     1 łyżka czosnku granulowanego,
     5 dag fety,
        sól, pieprz,
        przyprawa do ryb i owoców morza,
     3 dag masła Lurpak.

Ciasto:
   10 dag mąki,
        szczypta soli,
     1 łyżka oleju,
     1 jajko,
        woda.

 

   W rozdrabniaczu posiekać oliwki z migdałami, bazylią, szczypiorem i czosnkiem. Doprawić delikatnie solą i nieco bardziej pieprzem. Dodać pokruszoną widelcem fetę i wymieszać. Odłożyć.
   Żółtko wymieszać w misce z olejem i 2 łyżkami wody. Białko ubić na sztywną pianę i delikatnie wymieszać z resztą. Dodać przesianą mąkę, szczptę soli i dokładnie wymieszać trzepaczką na gładkie - bez grudek - ciasto. W razie potrzeby dodać jeszcze więcej wody - robić to stopniowo po łyżce. Ciasto powinno być na tyle gęste, aby nie spływało z kawałków mięsa - ilość wody zależna będzie od mąki.

 

 

   Rybę umyć i osuszyć. Lekko posolić i oprószyć przyprawą do ryb i owoców morza. W rondlu lub na dużej patelni z nieprzywierającym dnem rozgrzać masło Lurpak. Rybę zanurzać w cieście i przekładać na patelnię. Smażyć po kilka minut z każdej strony. Wyjąć łyżką cedzakową i przełożyć na talerz. Posypać oliwkami i podawać.

 

 

Ewa

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  444 987  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Statystyki

Odwiedziny: 444987
Wpisy
  • liczba: 262
  • komentarze: 388
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl