Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 349 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Babka kakaowo-pomarańczowa z orzechami

środa, 12 kwietnia 2017 16:08

   Święta tuż, tuż...  więc myślę, że taka babka będzie jak najbardziej na czasie. Sama jej uległam patrząc na samą okładkę magazynu „PYSZNE”, bo tak się złożyło. No i żeby żadnej niespodzianki na Święta nie było, trzeba było zrobić ją nieco wcześniej, aby po prostu wypróbować. Czy będzie to babka wchodząca na stałe, czy tylko jednorazówka, bo tylko ładnie na zdjęciu wygląda. A ponieważ to prosta rzecz, i nie potrzeba do jej wykonania niewiadomo czego – no może poza własnymi chęciami – to się wzięłam i zrobiłam. Zdążywszy jeszcze przed godziną 22 po to, bym z samego rana mogła zrobić skórkę pomarańczową i fotki przy świetle dziennym. Nie da się ukryć, że kusiło mnie potwornie, aby cała tę misterną babeczkę naruszyć jeszcze ciepłą. Dałam jednak radę, choć pachniało... fantastycznie.
   Święta Wielkanocne z babami kojarzyć się będą zawsze. Ale tym razem zrobię wyjątek, i miast babki drożdżowej zrobię powtórkę tej ucieranej. Odpadnie mi zrobienie skórki, bo już mam J. Zrobiłam wyjątkowo szybką wersję, jednak zawsze te kilkadziesiąt minut będę do przodu. Nie będę przejmowała się brakiem cukrowych jajeczek do dekoracji, bo i bez nich babka wygląda uroczo. Niestety przyznaję, że z nimi wygląda bardziej, jednak nie warto rezygnować z babki, jeśli nie ma się możliwości ich użycia. I już nie będę miała dylematu, czy opiekać orzechy laskowe, czy tylko – trzymając się instrukcji – zmielić jak lecą. Otóż postanowiłam opiec i usunąć skórki. Orzechy nabrały przez głębi zarówno aromatu, jak i smaku. Są bardzo wyczuwalne, pomimo ich niewielkiej ilości. Użyłam też gotowego soku pomarańczowego – naturalnego, z drobinami owoców. Ogólnie rzecz biorąc wyszło pysznie, pachnąco i na czasie. Gorąco polecam.

Źródło: Magazyn „PYSZNE” nr 1/2017

 

babka z pyszne (2).JPG


Babka kakaowo-pomarańczowa z orzechami

  4 jajka,
 25 dag cukru,
200 ml oleju,
200 ml soku pomarańczowego
 30 dag mąki,
  3 łyżeczki proszku do pieczenia,
  6 dag zmielonych orzechów laskowych*,
    masło i bułka tarta do formy,
    cukier puder do posypania,
    kandyzowana skórka pomarańczowa do dekoracji,
    cukrowe jajeczka do dekoracji –o ile się je ma.

*Orzechy przed zmieleniem warto opiec na suchej patelni, potrząsając ją co jakiś czas. Gdy skórka na nich popęka – wysypać na ściereczkę lub ręcznik papierowy, i jeszcze mocno ciepłe ocierać tak, aby skórka sama odpadła. Wówczas dopiero zmielić – zrobiłam to w rozdrabniaczu.

   Formę z kominkiem natłuścić i oprószyć bułką tartą. Piekarnik nagrzać do 200°C.
Jajka utrzeć z cukrem na puszystą masę do białości. Zmniejszyć obroty i dodawać na przemian po 50 ml olej i sok pomarańczowy, za każdym razem dobrze rozcierając. Przesianą mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i dodać do masy jajecznej. Na niskich obrotach połączyć delikatnie.
   Ciasto podzielić na 3 równe części. Do jednej z nich dodać kakao i dobrze wymieszać. Wylać na spód formy. Do drugiej części ciasta dodać orzechy, połączyć szpatułką i delikatnie rozłożyć na wierzchu. Równie delikatnie wyłożyć ostatnią warstwę ciasta – pozostawiając ją bez zmian. Wsadzić do piekarnika i piec około 50 minut.
   Wyjąć babkę z piekarnika i od razu wyjąć z formy na kratkę – odwracając ją do góry dnem. Wystudzić. W międzyczasie skórkę pomarańczową odsączyć z syropu i pokroić w krótkie paseczki. Babkę oprószyć cukrem pudrem i ozdobić kandyzowaną skórką pomarańczową.

 

babka z pyszne (3).JPG

 

babka z pyszne (6).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kruche rogaliki

środa, 29 marca 2017 20:47

   Czasami zdarza się, że chodzi coś za mną wciąż, i chodzi... Sama nie wiem co. Coś tłucze się po głowie i dojrzewa. Czas bywa różny, bowiem nie zawsze wszystko co mi się w danej chwili zamarzy mam pod ręką. Na szczęście kruche ciasto nie wymaga niczego szczególnego. Zwłaszcza to najprostsze - śmietanowe. Nawet jajek nie potrzeba. Z reguły wszystko zawsze ma się w domu.
   Dojrzałam więc. Kiedyś tam... Kruche rogaliki zawsze przecież warte zrobienia. Do herbaty, kawy czy też kakao. Szybkie, wytrzymałe – będzie i na jutro, słodkie i pachnące. Pyszne jeszcze ciepłe, pyszne po zupełnym wystudzeniu. Z nadzieniem na jakie mamy ochotę, jednak pod warunkiem, że będzie ono zwarte. Tu użyłam gęstego domowego dżemu z zielonych pomidorów i dostanych kiedyś od Pana Grzegorza (kolegi Młodego) zasypanych cukrem płatków róży, mieszając dokładnie. Płatki to produkt uboczny po maceracji nalewki, którego szkoda wyrzucać. Szczelnie zakręcone przetrwać mogą długi czas. Dodaję je jako uzupełnienie nadzienia w rogalikach właśnie, lub też ciasteczkach. Polecam też użycie twardej marmolady, masy makowej lub orzechów. A rewelacją będzie prawdziwa róża...
   Przepis jest niezwykle prosty, więc nie wymaga dodatkowych uwag. Ale zaznaczyć muszę, że wychodzi rogalików 48 sztuk, które idealnie mieszczą się na dwóch dużych blachach.

 

kruche rogaliki (2).JPG



Kruche rogaliki

50 dag mąki,
  1 łyżka cukru pudru,
¼ łyżeczki proszku do pieczenia,
    szczypta soli,
20 dag zimnego masła,
20 dag kwaśnej śmietany,
    twarda marmolada lub dżem,
    cukier puder do posypania,
    tłuszcz do blachy.

   Do miski robota przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i cukier puder, dodać sól i wymieszać. Masło pokroić w kostkę, dodać do mąki i mieszadłem do kruchego ciasta mieszać przez kilka minut na niedużych obrotach. Dodać śmietanę i ponownie wymieszać, aż powstanie kruszonka. Zdjąć miskę ze stojaka i dłońmi zagnieść ciasto – łatwo się skleja. Zagnieść, podzielić na 4 równe części, uformować krążki grubości około 1 cm. Owinąć w folię spożywczą – jeden arkusz wystarczy – i wsadzić do lodówki na 15 minut.

 

kruche rogaliki (1).JPG


   W tym czasie natłuścić blachy i przygotować wymarzony na tę chwilę farsz. Wyjąć jeden kawałek ciasta i rozwałkować bardzo cienko na okrągły placek – nie ma potrzeby podsypywać mąką. Prostym radełkiem pokroić na 12 klinów. Czyli ciasto na pół w pionie, na ćwiartki w poziomie, i każdą ćwiartkę na trzy części. Na podstawie każdego trójkąta ułożyć łyżeczką nadzienie. Zwinąć proste rogaliki i ułożyć na blasze.
Nagrzać piekarnik do 180°C.
   I wyjąć kolejną porcję ciasta. Powtórzyć z kolejnym kawałkiem ciasta. W tym czasie piekarnik powinien się nagrzać, więc wsadzić pierwszą blachę. Piec 25 minut. A w tym czasie przygotować kolejną porcję słodyczy na drugiej blasze.
   Upieczone rogaliki chwilkę przestudzić na blasze i oprószyć cukrem pudrem. Przełożyć do miski na talerz lub na półmisek. Podawać od razu lub skrzętnie schować przed wyżeraczami – jeśli podane mają być nazajutrz.

 

kruche rogaliki (3).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Carpaccio z ananasa

środa, 22 lutego 2017 22:20

   Znacie bajkę o ananasie? Bajka jak bajka - choć ta akurat wcale obraźliwa nie jest. Pamiętam, jak raz koleżanka wystawiła mnie do wiatru, i wtedy Mama zacytowała mi słowa bajeczki. Od tej pory zdarzało i mnie się ją powtarzać. Taka homonimowa gra słówek :). Dziś jednak opowieść o prawdziwym ananasie, który tak bardzo lubię. I nie ten z puszki - choć też nie do pogardzenia - ale ten świeży, słodki, soczysty, pachnący. I zdrowy. W książce przeczytałam, że jest pomimo swej ogromnej przecież słodyczy - mało kaloryczny. I jest dużym źródłem potasu, magnezu i witaminy C. Pomaga w przyswajaniu żelaza i chroni przed infekcjami. I choć nie przyspiesza odchudzania, to pomaga w likwidacji... cellulitu. Ha! I jak go tu nie kochać? Pomimo tych wszystkich plusów i tak najbardziej lubię go za ten smak.
   Carpaccio... No cóż. Robię na jednym wielkim talerzu, i razem z Ukochanym zjadamy całą czteroosobową porcję na jedno posiedzenie. Nawet gdy jest chwilka, że stwierdzamy - dość..., to po chwili zapach sprowadza nas z powrotem do cieniutkich plasterków. Uwaga jednak... po takiej ilości człowiek dostaje szczękościsku ;). Wspomnę też o szczypaniu w język podczas dopychania się. Bardzo przyjemnym... Taka dużo w momencie, kiedy nie spodziewamy się żadnych gości, bowiem Młody za ananasem nie przepada. W ogóle jakoś tak dziwnie wiele osób podziela jego podejście do tematu. Szkoda dla nich.
   Wracając do carpaccio… Wszyscy wiemy, że pod tą nazwą kryją się cieniuteńkie plasterki czegoś pysznego. Czegoś, co tylko nam do głowy przyjdzie pokroić najcieniej jak się tylko da. Dlaczego nie ananasa? Przepis znalazłam  na stronicach książki „Zdrowa kuchnia dla smakoszy” Paule Nathan.  Po raz pierwszy zrobiłam w 2008 roku. Tak dobrej pamięci nie mam, ale to wpis ze starej stronki, znów po retuszu. Tym razem nie tylko zdjęciowym. Rzecz w tym, że robiąc go dosyć często idę nie tyle na łatwiznę, ile robię tak, aby nie tylko łatwiej było, ale i ładniej wyglądało. W przepisie nasiona wanilii należy rozsmarować na plasterkach, jednak polecam deczko inaczej. Poza tym od niedawna kroję ananasa na mandolinie wysokiej klasy. Powiedzmy, że cena nie grała roli, gdy mam podać coś, co mnie będzie cieszyło równością i gładkością, czyli po prostu wyborną cienizną. Co nie zawsze udawało się trzymając nóż z ręce, która czasami zadrżała. Niemniej jednak ostry nóż – najlepiej tasak – też spełni swoją rolę. Ogólnie bardzo prosty przepis, i bardzo pyszny deser. O ile lubimy ananasy.

 

carpaccio z ananasa (11).JPG


Carpaccio z ananasa

    1 duży świeży ananas,
    1 laska wanilii,
100 ml wody.
    4 kostki cukru (lub 3,5 łyżeczki).

   Ananasa umyć i obrać, starając się pozostawić pióropusz. Będzie pomocny podczas krojenia. Usunąć czarne oczka i pokroić w najcieńsze jak się da plasterki. Naprawdę łatwiej jest to zrobić trzymając liście w ręce. Jeśli chodzi o krojenie, to potrzebny będzie bardzo ostry nóż, albo jeszcze lepiej mandolina z możliwością krojenia cieniutkich plasterków. Z niej właśnie ostatnio korzystam. Rdzenia nie wykrawać. Plasterki ułożyć na 4 indywidualnych talerzykach, bądź na 1 dużym talerzu, tak aby na siebie zachodziły.
   Do małego rondelka wlać wodę i dodać cukier. Postawić na małym ogniu potrząsając rondelkiem, aż cukier się rozpuści. Zagotować i poczekać, aż syrop leciutko zgęstnieje. Laskę wanilii przekroić wzdłuż na pół, zeskrobać nożem nasiona i dodać do syropu. Dobrze wymieszać i przecedzić przez niezbyt gęste sitko, aby nasionka mogły się przez nie przedostać. Na sitku powinny pozostać jedynie farfocle. Syropem z wanilią polać plasterki ananasa.
   Całość przykryć folią spożywczą i koniecznie wstawić do lodówki na minimum 1 godzinę. Podawać mocno schłodzone. Mmmm...

    Pozostałe puste laski można wsadzić do słoika i zasypać cukrem. Tak oto pozbawiamy firmy zarobku na cukrze wanilinowym, posiadając własny - prawdziwie waniliowy.

 

carpaccio z ananasa (7).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tarta z serem i jabłkami

niedziela, 22 stycznia 2017 17:46

   Zdarzyło mi się wiele razy widzieć – na zdjęciach w różnych fajnych książkach kucharskich lub też na filmikach – coś co zwie się obręczą. Marzyło mi się przez długie lata mieć coś takiego. Zwykła metalowa obręcz w postaci prostego (znaczy się niekarbowanego) paska, którą łatwo zdjąć z gotowego ciasta. Taka poniekąd niedorobiona forma na tartę, bo bez dna. Udało mi się w końcu zdobyć takie cacko, ale nie pierwszej już nowości. W naszych sklepach nie widziałam, więc zostało mi z odzysku. Niespecjalnie nawet wymagało użycia siły przy czyszczeniu... no i oto jest. A ponieważ wcale nie dla samego bycia taka obręcz jest, więc szybciuchno trzeba się było spiąć, skupić i wziąć do pracy.
   Przez jakiś czas biłam się z myślami, czy zrobić nam słodką czy też słoną niespodziankę. Czas nijaki taki, i ani cukinii, ani słodkich i pachnących pomidorów, czy nawet bakłażana w sklepie na dole nie ma. Więc pomysł na coś wytrawnego wygasł bardzo szybko. Będziemy walczyć nie na noże, ale na łyżeczki – jako, że widelczyków deserowych u mnie brak. Za nic sobie biorę uwagi, że bon ton wymaga, że w eleganckich domach tak a nie inaczej, że łyżeczki to przeżytek. Nie mam, i nic sobie z tego, że komuś to nie w smak nie robię. W każdym razie stanęło na słodyczy...
   Te łyżeczki to też na wyrost. Zależało mi na tym, aby cienkiego ciasta nie przeciążyć nadzieniem, więc wszystkiego są niewielkie ilości. Gotową porcję tarty swobodnie można wziąć do ręki i zjeść niczym kawałek pizzy. Niestety przez te niewielkie ilości ciasto jest bardzo nietrwałe. Po prostu na raz. Wyjąć i zjeść. Rzeczywiście tarta jest mała. Moja obręcz ma 20 cm średnicy. Ciastem można wyłożyć normalną formę do tarty, pamiętając jednak o tym, że ciasta na nawet odrobinę większą formę po prostu zabraknie. Nie ma jednak żadnych przeciwwskazań, aby nawet podwoić wszystkie składniki. Ciasto jest kruchutkie, chociaż robię je metodą ucierania, a nie tradycyjnego siekania. Nie jest chłodzone ani przez chwilę, tylko od razu wykorzystane. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby robiąc podwójną ilość ciasta i wykorzystując tyle, ile nam będzie do naszej formy potrzebne – resztę owinąć w folię spożywczą i wsadzić do lodówki. Do trzech dni tam wytrzyma. Można i zamrozić na dłużej. Odmrażać w lodówce, po czym w obu przypadkach wyjąć na minimum 30 minut przez dalszą obróbką. Z resztek można przygotować fajne tarteletki, choćby to miały być tylko same spody z ciasta. Bo wypełnione czekoladowym ganache staną się deserem wyjątkowym.
    Wierzch ciasta posypałam płatkami migdałowymi. Można z nich zrezygnować, a całość posmarować odrobiną podgrzanego dżemu morelowego. Jabłka... Chciałam powiedzieć jabłko (jedna sztuka) daję deserowe. Niewiele już wtedy dosładzam. Zresztą... to mój ulubiony rodzaj jabłek.

 

tarta z serem i jabłkami (15).JPG



Tarta z serem i jabłkami

Ciasto:
  5 dag miękkiego masła,
  3 łyżki cukru pudru,
  1 łyżeczka zimnej wody,
  8 dag mąki.

Nadzienie:
10 dag miękkiego serka śmietankowego,
  1 żółtko,
  2 łyżki białka (30 ml),
 ½ łyżeczki ekstraktu waniliowego,
  1 średnie jabłko deserowe,
  2 łyżeczki cukru,
 ¼ łyżeczki cynamonu
  2 łyżki płatków migdałowych

   Utrzeć masło z cukrem na gładko, dodać wodę, po czym mąkę. Całość połączyć i wyłożyć na arkusz pergaminu. Przykryć folią spożywczą i rozwałkować na krążek nieco większy od formy (jeśli to będzie klasyczna forma na tartę, to należy ją delikatnie natłuścić). Odkleić z ciasta pergamin, pozostawiając je na folii. Na pergaminie ułożyć obręcz i odwracając folię z ciastem tak, aby folia była na zewnątrz – umieścić ciasto w obręczy. Docisnąć do pergaminu i brzegów obręczy i dopiero wtedy usunąć folię. Brzegów nie trzeba specjalnie wyrównywać. Na zdjęciach tego nie ma, bo się starałam specjalnie J,  ale postrzępione i nierówne brzegi wyglądają niezmiernie uroczo. Dobrze by było, gdyby większymi fragmentami miał on wysokość ok. 2,5 cm.
Nagrzać piekarnik do 180°C.
   Białko lekko roztrzepać i odmierzyć 2 łyżki (zdecydowanie ułatwi to zadanie). Serek utrzeć w czystej misce z żółtkiem, białkiem  i ekstraktem waniliowym. Odłożyć. Jabłko umyć, przekroić na pół, usunąć gniazda nasienne i obrać. Pokroić w plasterki grubości około 3 mm, po czym wymieszać je z cukrem i cynamonem.

 

tarta z serem i jabłkami (7).JPG


   Na ciasto wyłożyć masę serową, a na nią z kolei jabłka – jak „lecą”, czyli bez układania. Posypać płatkami migdałowymi. Piec 30-35 minut. Wyjąć z piekarnika i zsunąć z pergaminu na deskę lub talerz. Odczekać chwilę, aż ciasto stwardnieje i zdjąć obręcz.

 

tarta z serem i jabłkami (12).JPG


Nie jest ważne czy podamy lekko ciepłe, czy też całkowicie wystudzone. Ważne, że podamy, a nie zostawimy tylko dla siebie ;).

 

tarta z serem i jabłkami (16).JPG


Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nietypowy jabłecznik

środa, 14 grudnia 2016 19:29

   Prawdę mówiąc zdążyłam się już dawno przyzwyczaić, że to co nietypowe dla jednego, dla innych może być chlebem powszednim. A jeśli nawet nie codziennością, to jednak rzeczą znaną i wypróbowaną. W każdym razie niekoniecznie zaskakującą. Niemniej jednak pozwolę sobie na takie, a nie inne określenie tego, co wyszło. Pierwsza próba ciasta z resztek jabłek i kropelek czekoladowych okazała się nadzwyczaj prosta, fajnie wyglądająca i przede wszystkim niezwykle smaczna. Od razu się przyznam, że następnym... następnym razem zrobiłam lekką korektę, bo... dla mnie jabłecznik po prostu był za słodki. Przesadziłam, chociaż zgadza się ze mną jedynie Ukochany. Gwoli wyjaśnienia – następnym razem zrobiłam dokładnie tak samo. Dziecię prosiło dla swojej ekipy „koncertowej” i żadnych zastrzeżeń nie było. Za to była prośba o powtórkę.
   Wniosek prosty – jeśli lubimy bardzo słodkie ciasto, to dajmy trochę więcej brązowego cukru. To więcej to dokładnie 25 g. Jeśli lubimy słodkie – zróbmy według receptury. Jeszcze kilka słów dodatkowych. Ciasta w całości jest stosunkowo niewiele, a na dodatek rozdzielone na dwie warstwy, lekko oporne przy rozsmarowywaniu w formie. Nie znaczy to jednak, że tego zrobić się nie da. Przyda się szpatułka w jednej ręce, i łyżka w drugiej. W gruncie rzeczy najważniejszą rzeczą jest to, aby pierwsza warstwa ciasta pokryła całe dno, choć nie musimy się starać, aby była gładka. Druga zaś niech przykryje to, co przykryć ma po prostu byle jak. Efektem będą nierówne, ale przez bardzo ozdobne przez to warstwy.
   Jabłecznik jest naprawdę bardzo dobry. Przy tym pachnący i zaskakujący w swojej strukturze. Cukier na samym wierzchu nie zdąży się rozpuścić – i nic nie szkodzi. Przy wersji słodszej tak będzie w większej ilości. Absolutnie w niczym to nie będzie przeszkadzało. A skoro jesteśmy już przy samej nazwie, to od razu zaznaczam – jabłka nie mogą być z tych rozpadających się. Wybieram po prostu deserowe. I nie polecam gorzkiej czekolady. I tu deserowa (czyliż półsłodka) jest idealna. Odpowiednio się rozpuści, tworząc małe, ciemne i słodkie kleksy.

 

nietypowy jabłecznik (2).JPG



Nietypowy jabłecznik

Ciasto:
 15 dag mąki,
  2 łyżeczki proszku do pieczenia,
    szczypta soli,
  2 jajka,
  5 dag cukru,
125 ml neutralnego w smaku oleju,
  1 łyżeczka ekstraktu waniliowego,
    tłuszcz i bułka tarta do formy.

Dodatkowo:
  2 duże jabłka,
  6 dag orzechów włoskich,
7,5 dag brązowego cukru,
  1 łyżeczka cynamonu,
  2 łyżeczki mąki,
  4 dag kropelek z półsłodkiej czekolady (lub czekolady pokrojonej na małe kawałki).

   Orzechy wrzucić do pojemnika rozdrabniacza i posiekać niezbyt grubo. Lub posiekać nożem, ale w rozdrabniaczu zajmie to krótką chwilę. Wymieszać z brązowym cukrem, cynamonem, mąką i czekoladą. Jabłka przekroić na pół, wydrążyć, obrać i pokroić na mniej więcej 1,5 cm kawałki. Odłożyć.
   Nagrzać piekarnik do 190°C. Natłuścić tortownicę średnicy 22,5 cm, po czym oprószyć bułką tartą, strzepując jej nadmiar.
   Wymieszać przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia i solą. Osobno utrzeć jajka z cukrem na puszystą masę. Wlać olej i ekstrakt waniliowy, dobrze połączyć. Dodać mąkę i delikatnie - na najmniejszych obrotach – wymieszać. Połowę ciasta wyłożyć na spodzie tortownicy, rozsmarowując cienką warstwą. Wyłożyć połowę pokrojonych jabłek i całość posypać połową przygotowanej mieszanki cynamonowej. Powtórzyć warstwy. Przebijające się przez drugą warstwę ciasta jabłka nie muszą być do końca nim przykryte, choć warto, aby takie miejsca nie były duże. Fajnie jest aby kropelki czekoladowe na samym wierzchu były w miarę równo rozłożone.
   Piec 30-35 minut. Sprawdzić patyczkiem. Wyjąć z piekarnika, ostrożnie oddzielić od ścianek formy i zdjąć obręcz. Lekko przestudzić i przełożyć na talerz.

 

nietypowy jabłecznik (1).JPG

 

nietypowy jabłecznik (4).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

wtorek, 25 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  445 113  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Statystyki

Odwiedziny: 445113
Wpisy
  • liczba: 262
  • komentarze: 388
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl