Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 349 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Kurczak po bułgarsku zwany bułgarem

środa, 08 marca 2017 18:32

   Kurczaki po jakiemuś tam mają nam zasugerować, że oto mamy danie z konkretnego części świata, z konkretnego państwa, lub też z konkretnego dla danego kraju regionu. Jednak dlaczego akurat po bułgarsku… dali Bóg nie wiem. To danie mojej Mamy, które jak to się obecnie mówi – rozwala każdego, kto tylko lubi ryż i kurczaki. Kiedyś zastanawiałam się nad etymologią nazwy i bardziej skłaniałabym się do „Kurczaka po bałkańsku”, ale mi już przeszło, bowiem przecież każdy wie, że Bułgaria to również kraj bałkański. Było nie było – to co Mamie wpadło do głowy się po prostu zgadza. A aby było szybciej, to u nas przyjęła się prosta nazwa – bułgar. Jeden wyraz i od razu wiadomo o co biega. Z małej litery, gdyż nie jest to mieszkaniec Bułgarii. A ja już umiem panować nad poprawiającym mnie komputerem, pomimo pokazówki, że robię błąd. Ktoś musi być mądrzejszy i mieć własne zdanie.
   Kurczak ten, kojarzy się moim najbliższym z czymś wyjątkowo prostym, a przy tym pysznym i sycącym. Nie zapominając o fantastycznym zapachu, po którym już na korytarzu wiadomo, co przygotowałam. Tu nie da się zrobić takiej w pełni zaskakującej niespodzianki – zwłaszcza jak się mieszka na czwartym piętrze ;). Teraz kilka technicznych uwag – ponieważ jest to danie, które robię od zawsze, więc dawno przestałam eksperymentować, wybierając to, co najlepsze. Przede wszystkim używam ryżu parabolicznego – ugotuje się równo, pozostając sypkim. Zwykły potrafi w pewnych miejscach pozostać twardy, a w innych paskudnie się rozpaćkać. Do tej pory nie wiem, od czego to zależy. Jeśli chodzi o mięso, to polecam użyć ćwiartki tylne, usuwając kupry i wszelkie zbędne dodatki, łącznie ze skórą. Jedyna rzecz, która nie przeszkadza, to resztki wątróbki… Można użyć piersi, ale niech wśród nich będą choć dwie ćwiartki. A jakby ktoś miał całego ptaka, i z niego chciał zrobić danie – wrzucić resztki kości (jeśli nie będą użyte na rosół, do którego i skórki można dodać) razem z mięsem najpierw na patelnię, potem do gęsiarki – bo ona tu odgrywa dużą rolę. Chodzi o to, że kości nadadzą daniu tego, czego potrzeba – soczystości, aromatu i smaku. Filety są za suche, a w takich daniach wolę mniej delikatne mięso.
   Co jeszcze? Raz na jakiś czas dodaję kilka ziarenek kolendry – aby odmienić nieco smak. Bez przesady. I to najlepszy z dodatków do tego dania. Dawno temu Mama dostała od koleżanki ze Stanów słoiczek „Tarragon” – no cóż… teraz wszyscy wiedzą, że to estragon, ale w latach 80 mogli tylko ci, co to uczyli się angielskiego. A ja do nich nie należałam. Nie mówiąc o tym, że niewiele mnie to wtedy interesowało. Ważne było to, że danie smakowało, dlatego raz jedyny dodałam naszego. Tamten to duże fragmenty wysuszonych listków, nasz sieczka absolutna. Tamten o wyraźnym smaku, nasz to przytłumiony nijaki posmak. Raz wystarczyło. Rozmaryn czy tymianek nie sprawiają, że danie jest niejadalne, ale psują nam całość. Pozostaje tylko pytanie – czy to nasze przyzwyczajenia, czy rzeczywistość… W każdym razie polecam jedynie nasiona kolendry.
   Jeszcze jedna sprawa – ilość ryżu. Na klasyczne cztery porcje powinno go być 2 szklanki, to jest 40 dag. Pamiętając, że na każdą szklankę ryżu dodajemy 2 szklanki płynu – proporcje tu się nie zmieniają. Ja dla naszej trójki robię danie z 4 kawałków mięsa i 2,5 szklanek ryżu. Mięso rozdzielam im już na wstępie, a to co zostaje bardzo łatwo jest odgrzać. Tak prawdę mówiąc, to Panowie już wieczorem co chwilę tłuką się w kuchni, pozostawiając rano jedynie pusty gar do umycia… Życie. Jeśli uważacie, że podana ilość w przepisie jest zbyt duża, zmniejszcie ją po prostu, ujmując dodatkowo bulion. To ważne.

Kolejny odświeżony wizualnie przepis z mojego starego bloga.


kurczak po bulgarsku (1).JPG

Kurczak po bułgarsku zwany bułgarem

   4 ćwiartki tylne kurczaka (ew. 2 ćwiartki i 2 filety),
   1 duża cebula (naprawdę duża),
2,5 szkl. ryżu parabolicznego,
   5 szkl. gorącego bulionu drobiowego (może być z kostki),
   1 słoiczek dobrego koncentratu pomidorowego (200 g),
      sól, pieprz,
      olej lub oliwa,
      polecam raz na jakiś czas dodać kilka ziaren kolendry.

  Kurczaka opłukać i osuszyć. Usunąć skórę i zbędny tłuszcz, oprószyć solą i pieprzem. Na patelni rozgrzać około 3 łyżki oleju, wrzucić mięso i smażyć odwracając – aż się zrumieni – przez 10 minut na sporym ogniu. Przełożyć do gęsiarki lub innej brytfanny.
   Cebulę pokroić w dosyć dużą kosteczkę – tak do 1cm. Wrzucić na tłuszcz po mięsie i smażyć kilka minut stale mieszając. Przy okazji wyczyści się trochę patelnię z przysmażonych resztek, więc cebula bardziej rumiana będzie od tego, niż sama od siebie zrumieniona… W razie potrzeby dodać więcej oleju. Gotową wrzucić do brytfanny posypując kurczaka w miarę równomiernie.
   Ryż opłukać i osączyć. Wrzucić na patelnię po cebuli. Gdyby tłuszczu było w tym momencie nadal za mało, można dolać ze 2 łyżki. Smażyć ryż co jakiś czas mieszając, przez kilka minut, aż  stanie się szklisty. Pod koniec można dodać 5-6 ziarenek kolendry. Przełożyć do brytfanny przykrywając mięso i cebulę. Nie mieszać.
   Gorący bulion wymieszać z koncentratem pomidorowym i zalać całość w brytfannie. Koniecznie trzeba trochę popieprzyć z wierzchu. Przykryć i wsadzić do piekarnika nagrzanego do 200ºC na 40-45 minut. Po tym czasie wyjąć danie z piekarnika, bardzo ostrożnie odkryć i spróbować. Jeżeli ryż będzie twardawy, lub już miękki, ale na dnie będzie jeszcze trochę bulionu – przykryć i ponownie wsadzić do piekarnika na 5 minut. Bulion musi zostać całkowicie wchłonięty.


kurczak po bulgarsku (2).JPG
Ewa

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Polędwiczki wieprzowe w sosie balsamicznym z suszonymi pomidorami

piątek, 20 stycznia 2017 21:22

   C`est gènial!!! I na tym mogłabym w zasadzie skończyć… No ale trochę głupio tak nic więcej nie powiedzieć na temat. Tym bardziej, że danie nie jest skomplikowane, a naprawdę zostawi po sobie same miłe wspomnienia. Kiedyś była to moja popisówka, dzisiaj może już mniejsze wrażenie na nas samych robi, no ale trochę się tych polędwiczek najedliśmy. Danie zrobiłam wg przepisu Philo ze stronki„Philo aux fourneaux” , i to jej zawdzięczamy te rozkoszne smaki. Jedyną rzeczą jaką zmieniłam (i zmieniam wciąż) to syrop klonowy, który zastąpiłam  miodem. To to, co dotyczy przepisu. Bowiem jeszcze ryż – widoczny na zdjęciu – zastępuję obecnie kluskami  wszelkiej maści lub makaronem. Mięso tak przyrządzone podane z kluskami śląskimi smakuje po prostu wybornie. Dodatkowo zielona sałata z winegretem jako zwieńczenie całości Po prostu pycha!

Po przepis sięgnęłam do osobistego zbioru starych receptur. W ramach poprawek.

 

polędwiczki w occie balsamicznym (8).JPG

 

Polędwiczki wieprzowe w sosie balsamicznym z suszonymi pomidorami

   1 duża polędwiczka wieprzowa (ok. 60 dag),
   1 duża cebula,
   2 ząbki czosnku,
350 ml bulionu drobiowego,
150 ml octu balsamicznego,
   3 łyżki miodu (w oryginale syropu klonowego),
   2 łyżki mąki kukurydzianej,
 10 suszonych pomidorów,
   1 łyżka oliwy,
      sól, pieprz.

Nagrzać piekarnik do 180°C.
   Cebulę i czosnek obrać. Cebulę pokroić w kostkę, czosnek drobno posiekać. Mięso umyć, osuszyć i pokroić w dużą kostkę. Na dużej i ciężkiej patelni rozgrzać oliwę, wrzucić cebulę i smażyć, co jakiś czas mieszając. Gdy się zeszkli dodać czosnek, chwilkę przesmażyć i dodać mięso. Posolić, popieprzyć i zrumienić delikatnie.
   Wyjąć wszystko z patelni i przełożyć do żaroodpornego naczynia. Na patelnię wlać ocet i bulion, dokładnie wymieszać aby resztki z dna się rozpuściły. Dodać miód i pokrojone w paski pomidory. Mąkę kukurydzianą wymieszać w odrobinie zimnej wody i dodać do reszty. Całość mieszając zagotować i pozostawić do momentu, aż sos zgęstnieje. Gorącym zalać mięso i wsadzić do piekarnika na 30 minut. Co jakiś czas przemieszać…

 

polędwiczki w occie balsamicznym (7).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wieprzowina z pappardelle

niedziela, 27 listopada 2016 21:27

   Przyszedł czas korzystania z moich półeczek pełnych skarbów. Jest ich kilka, więc i wybierać mam z czego. Stanęłam i sięgnęłam po dawno nie przerabiany temat, czyli „Kluski i makarony”. Tak... mam na myśli fajną książkę kucharską pod takimże tytułem. No bo tak zagoniona jestem, że w końcu mam czas na odpoczynek przy cudzych przepisach, a i okazję do zrobienia czegoś zaznaczonego, a wciąż odkładanego na tak zwane „potem”, „jutro”, „kiedyś”... Złapałam pierwszą lepszą pozycję – bo to też jakiś tam sposób selekcji. Wszystko mi gra. Wszystko pasuje. Wszystko dostępne. I wszystko lubimy.
   Zrobiłam więc wieprzowinę z pappardelle. Makaron postanowiłam sama zrobić – będąc od dłuższego czasu poniekąd w temacie, i wykorzystując kupioną do tego celu, moją ulubioną rukolę. Makaron rzecz jasna możemy kupić gotowy, co zdecydowanie będzie szybsze i łatwiejsze. Tym bardziej, że są już sklepy, gdzie kupimy świeży... Ale ja się postarałam, bo lubię. Wyszło fantastycznie. Po prostu szybko i bardzo smacznie, więc idealnie dla tych, co w ciągłym pośpiechu są, a chcieliby zaszaleć czymś ekstra.
   Faktem jest, że charakter daniu nadają orzeszki piniowe. Gorąco je polecam, ale wiem też, że niezbyt łatwo je zdobyć, no tanie nie są. Można od biedy zastąpić je pokrojonymi w słupki migdałami. Od biedy... W książce napisane jest, że „To proste, acz imponujące danie najlepiej podawać z sałatą lodową”, lecz ja podałam ze zwykłą z dodatkiem rukoli i pomidora, skropioną cytrynowym winegretem. Niezależnie od rodzaju podanej sałaty gwarantuję, że będziecie zachwyceni.

 

wieprzowina z pappardelle (2).JPG



Wieprzowina z pappardelle

 50 dag polędwiczek wieprzowych,
     mąka,
     sól, pieprz,
   2 łyżki oliwy,
 30 dag makaronu pappardelle,
2,5 dag orzeszków piniowych,
    starta skórka z ½ cytryny,
    sok z 1 cytryny,
  1 łyżeczka płynnego miodu,
  1 garść posiekanej grubo natki pietruszki.

   Mięso oczyścić z błon i tłuszczu, pokroić w plastry grubości 2 cm i bardzo lekko rozklepać dłonią. Wymieszać około 2 łyżek mąki z solą i pieprzem, po czym oprószyć plasterki, strzepując jej nadmiar. Na dużej ciężkiej patelni rozgrzać 1 łyżkę oliwy i smażyć mięso na dużym ogniu po 3 minuty z każdej strony – aż się zrumieni. Zdjąć z ognia i przełożyć na podgrzany talerz. Trzymać w cieple.
   Makaron ugotować w dużej ilości osolonej wody według instrukcji. W tym czasie na tę samą patelnię wlać pozostałą oliwę i przyrumienić orzeszki piniowe. Dodać do nich startą skórkę cytrynową, sok z cytryny, miód i 50 ml gorącej wody. Podgrzać mieszając.
   Do sosu włożyć plastry mięsa – razem z powstałym sokiem. Posypać natką pietruszki. Gotować na bardzo małym ogniu przez 3 minuty, przy czym w połowie gotowania odwrócić mięso na drugą stronę. Makaron odcedzić i podawać z mięsem.

 

wieprzowina z pappardelle (4).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wołowina z krążkami cebuli - Yangcong Niurou

sobota, 16 lipca 2016 14:26

   Dzisiaj coś z kuchni Państwa Środka.  Coraz mniej dla nas egzotycznej, bowiem coraz popularniejszej. Coraz częściej pojawiającej się na naszych stolach – z racji dostępnych na rynku produktów. Wszyscy wiemy, że Chiny to ogromny kraj, i że każdy region znany jest z kilku rzeczy. I w zależności od tego gdzie chcemy się znaleźć, posmakujemy fantastycznych dań o zupełnie innym smaku. A każde z nich będzie dla nas wielką przyjemnością. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mogę narazić się na śmieszność z powodu błahego – nigdy w Chinach nie byłam. Niemniej jednak mam swoją małą biblioteczkę, z której dosyć często korzystam. Bardzo lubimy lądować choć na chwilę tam wylądować, choćby miało to być jedynie dzięki temu, co mamy na talerzach.
   Głównym składnikiem kuchni chińskiej są produkty zbożowe, w tym przede wszystkim ryż. I a propos ryżu… Pomna słów znajomego, który zna się na tych sprawach, pozwolę je przytoczyć. Zapamiętałam i stosuję. Otóż… Klarax mówi, że ryż podawany do dań chińskich nie powinien być sypki. Więc nie ma u mnie ryżu na sypko. Jest kleisty, co nie znaczy że rozgotowany. W ogóle staram się przygotowywać według receptury, w której nie ma soli. Zupełnie inny smak.
   Ryżu i tutaj nie zabraknie. Bywa, że podaję z jaśminowym, z dodatkiem cytryny i bazylii. Każdy jednak będzie świetnym dodatkiem do fantastycznej wołowiny. Yangcong Niurou czyli po prostu wołowina z krążkami cebuli. Po ten przepis sięgam dosyć często (choć za każdym razem słyszę, że stanowczo za rzadko) do książki Wolfganga W. Reicherta i Eugene H. Liu „Kuchnia chińska podbija świat”. Prawdą też jest, że robię wołowinę w ten sposób tylko wtedy, gdy uda nam się kupić piękny kawałek młodego mięsa. Ogólnie niewiele trzeba, aby zapewnić sobie niezwykle smaczną podróż. Prócz ryżu podałam smażone szybko na oliwie chili warzywa. Po prostu… Nie dość, że pyszne, to jeszcze rozweseliły niezmiernie talerze. Nie zdziwcie się, jeśli danie zagości u Was na dłużej
(Przepis ze starej strony).

 

yangcong niurou (2).JPG



Wołowina z krążkami cebuli - Yangcong Niurou

 

 50 dag chudej wołowiny,
   3 cebule,
   2 cm kawałek świeżego imbiru,
      olej do smażenia,
   2 łyżki sosu sojowego,
   1 łyżeczka oleju sezamowego,
      sól.

Marynata:
   3 łyżki sosu sojowego,
   2 łyżki mąki kukurydzianej,
1/2 łyżki cukru,
   2 łyżki oleju,
  2 łyżki wody.

   Mięso pokroić w cienkie paski (chodzi o ich grubość, nie szerokość).
W szklanej bądź ceramicznej misce dobrze wymieszać składniki marynaty i dodać do niej mięso. Odstawić na 15 minut.
   W tym czasie obrać cebulę i pokroić ją w cienkie krążki. Imbir obrać i drobno posiekać.
Rozgrzać w woku lub na patelni z nieprzywierającym,  grubym dnem olej, wrzucić cebulę razem z imbirem. Dodać sos sojowy i lekko posolić. Smażyć około 1,5 minuty. Wyjąć i przełożyć do miseczki – pozostawić w cieple. Ponownie rozgrzać olej w woku (lub na patelni), wrzucić mięso i smażyć na dużym ogniu przez ok. 3 minuty. Dodać cebulę i stale mieszając smażyć jeszcze 3 minuty.
   Całość polać olejem sezamowym i podawać gorące. Z ryżem.

 

yangcong niurou (3).JPG

Ewa

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Indyjskie curry czyli „Butter Chicken”

wtorek, 12 stycznia 2016 21:53

   Znowu zapachniało w naszej kuchni bowiem znowu sięgnęłam po indyjskie specjały. Butter chicken czyli kurczak w maśle. Normalnym. Nie ghee. I myliłby się ktoś, kto by tłumacząc dosłownie nazwał go maślanym. To nie masło, a przyprawy jak zwykle nadają mu charakter. Butter chicken to nazwa znana i używana na całym świecie, ale nie byłabym sobą gdybym nie sprawdziła jak to jest w języku hindi… murgh makhani. Danie co prawda pochodzi z Pendżabu – po raz pierwszy zostało zrobione w 1950 roku - ale moje prosto z Good Food. Tak wiele razy się przymierzałam do zrobienia, że nie miałam wyjścia, kiedy w najnowszym magazynie je zobaczyłam. Klamka zapadła.
   No i co? Ech… świetne. Choć nie powiem, żeby mi nie sprawiło problemu. Nie tyle samo danie, ile jeden ze składników, który specjalnie nie wpływa na smak, ale lekko zagęszcza całość nadając specyficznej struktury. Masło z orzechów nerkowca… Chwilka wahania, po czym… a co mi tam. Przecież nie zepsuję, no bo czym? Nie trzeba go posiadać by cieszyć się całością. I powtarzając za Magdą jej ulubione zdanie „jest ryzyko, jest zabawa” wzięłam się w sobie, i zrobiłam. I znów nie widzę powodów, aby tego nie powtarzać, nie przejmując się brakiem masła z orzechów nerkowca.
   Good Food poznałam znacznie wcześniej kupując jeden egzemplarz swego czasu w Londynie. Świetny miesięcznik kulinarny, więc bardzo żałowałam, że niedostępny u nas w kraju. A tu niespodzianka od zeszłego roku jest. A jak jest, to nie ma takiej możliwości, abym nie kupiła i nie zweryfikowała swojego nastawienia do czasopisma. O tyle mi łatwiej, że po polsku. No i wsiąkłam… To pierwsza co prawda rzecz, którą zrobiłam, ale nie ta pierwsza, którą chciałam. Tylko jak zwykle w życiu pewne rzeczy uległy przesunięciu. Pozwolę sobie podzielić się tym bardzo znanym daniem indyjskim i gorąco go polecić. Fajne, lekko pikantne dzięki garam masali i imbirowi. Bardzo łatwe i przede wszystkim osiągalne w naszych warunkach. Co prawda jest sugestia aby podać z duszonym szpinakiem, ale akurat szpinaku pod ręką nie miałam… Podałam sałatę rzymską z pomidorami – nic się nie pogryzło. No i jeszcze jedna rzecz, która świadczy o mojej niekompetencji. Znów zapomniałam posypać. Kolendrą. Kupiłam. Zapomniałam. Zużyłam do czegoś innego… Jakoś nam to nie przeszkodziło poczuć się w podróży i zachwycić daniem.

Źródło: Good Food styczeń 2016

 

butter chicken (2)_resize.JPG



Indyjskie curry czyli „Butter Chicken”

2,5 dag masła
    1 cebula,
    4 piersi kurczaka bez skóry,
    2 łyżki garam masala,
    3 ząbki czosnku,
    1 łyżka drobno startego imbiru,
    1 opakowanie passaty (500 g),
    2 łyżki masła z orzechów nerkowca*
  50 ml śmietany kremówki,
       sól,
       garść posiekanej kolendry.

* Zamiast masła użyłam dwóch małych garści nerkowców, które zmiksowałam z 3 łyżkami wody na gęstą pastę. Zwykłym ręcznym blenderem. Pasta świetnie się sprawdziła.

   Cebulę i czosnek obrać. Cebulę przekroić na pół i pokroić w piórka, czosnek zgnieść i drobno posiekać. Mięso oczyścić i pokroić w grubą kostkę.
   Na dużej patelni rozgrzać masło, wrzucić cebulę i smażyć 5 minut na średnim ogniu, mieszając aż zmięknie. Dodać kurczaka i smażyć, aż się lekko zrumieni. Dodać garam masala, czosnek, imbir i passatę. Wymieszać i gotować na bardzo małym ogniu bez przykrycia 20 minut.
   Tuż przed podaniem dodać do potrawy masło lub pastę z nerkowców i śmietanę. Doprawić do smaku solą i podawać posypane kolendrą, najlepiej z ryżem basmati.

 

butter chicken (1)_resize.JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

wtorek, 25 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  445 101  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Statystyki

Odwiedziny: 445101
Wpisy
  • liczba: 262
  • komentarze: 388
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl