Bloog Wirtualna Polska
Są 1 253 893 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wołowe żeberka BBQ z piekarnika

niedziela, 09 października 2016 14:01

   No tak. Wcale nie dlatego, że zatęskniłam za grillem czy też, że pogoda pod psem. Postanowiłam zrobić żeberka, bowiem przymierzałam się do tego od miesięcy. Żeberka też wiecznie siedzieć w zamrażalniku nie mogą, więc nade(j)szła wiekopomna chwila... Sami swoi w domu, więc liczy łam na to, że wystarczą na dwa dni w takiej naprawdę sporej ilości. No to się delikatnie mówiąc po prostu przeliczyłam. Przepis wisiał na lodówce i czekał na zrobienie. Dokładnie ten. Żaden inny. Wydawał mi się świetny, sam smak gotowego mięsa starałam się sobie wyobrazić, i wiecie co... absolutnie się nie zawiodłam. Po prostu pyszności.
   Żeberka wołowe to rzadkość. W sklepach na nie się nie natknęłam, no i nie ukrywam, że tu sama będę miała problem. Trzeba będzie się za nimi zacząć rozglądać tak na bardzo poważnie. Jeśli będziecie mieli okazję – polecam. Ja akurat miałam. Ba! Nawet sama je sobie wycięłam z młodego wołu. Bardzo mnie cieszyły wtedy, a teraz cieszą jeszcze bardziej. Oczywiście odsyłam do oryginalnego przepisu, który znajdziecie na stronce „Divas Can Cook”. Warto zrobić. W każdym razie ja już wiem, dlaczego Amerykanie tak kochają żeberka wołowe.
   Kilka uwag, które zapewne pomogą. W przepisie użyta jest przyprawa cajun. Udało mi się ją kupić ostatnio na Chorwacji, a zrobiłam to tylko z jednego powodu – chcąc sprawdzić jak się ma do niej robiona domowym sposobem. Sama nie wiem. Nie jest zła, jednak mam wrażenie, że ta domowa jest zdecydowanie wyraźniejsza, przez co bardziej mi smakuje. Jakby co, to przepis na tę mieszankę znajdziecie tutaj. Jest łatwa do zrobienia, bo ze składników powszechnie dostępnych. Wśród składników przyprawy są mielone czosnek i cebula – wzięłam dostępne w sklepach suszone i roztarłam w moździerzu na proszek. Zwyczajnie. Trzecia sprawa to użyta w przepisie folia aluminiowa. Musi być mocna, więc jeśli takiej nie macie (a jest do kupienia) to musicie użyć zwykłej podwójnie złożonej. Aby się nie rozerwała w żadnym miejscu. Czwarta to metoda pieczenia i związany z tym czas. Pieką się długo, bo w temperaturze zaledwie 120°C. Można powiedzieć żeberka wolno pieczone, co zaowocuje niezwykle delikatnym, kruchutkim mięsem, rozpływającym się w ustach. Nie po raz pierwszy piekłam mięso w tej temperaturze, więc gorąco polecam. Niestety zajmuje to trochę czasu.
   I ostatnia sprawa to sos BBQ. Można użyć domowego, można i gotowca. Ja dostałam od kuzynki Danusi fantastyczny Hot Chilli Jack`a Daniel`sa zw rzeczy samej z whisky w swoim składzie. Był użyty i sprawdził się cudnie. Trochę się bałam, że całość będzie zbyt pikantna... ale nic z tych rzeczy. To była wyborna uczta. Możecie nie wierzyć, ale daliśmy radę całości na jedno (choć późne, więc byliśmy głodni) posiedzenie.

 

zeberka wolowe (6).JPG



Wołowe żeberka BBQ z piekarnika

1,5 kg żeberek wołowych,
2-4 łyżki oliwy,
  1 łyżka suszonego czosnku,
  1 łyżka suszonej cebuli,
  1 łyżka przyprawy cajun,
  1 łyżeczką brązowego cukru,
  1 łyżeczka chili w proszku,
  1 łyżeczka słodkiej papryki,
  1 łyżeczka soli,
  2 łyżeczki suszonego oregano,
    ulubiony sos barbecue.

   Opłukać żeberka i dobrze osuszyć. Lekko posmarować oliwą. Czosnek i cebulę rozetrzeć na proszek w moździerzu – najlepiej robić to oddzielnie. Wszystkie przyprawy wymieszać razem w misce i dokładnie wetrzeć w mięso z obu stron. Nie trzeba zużyć jej w całości, ale mnie się to udało. Przełożyć do dużej szklanej lub ceramicznej miski, przykryć i wsadzić do lodówki na 2 godzimy. Można i na całą noc.

 

zeberka wolowe (1).JPG


   Nagrzać piekarnik do 120°C. Z folii aluminiowej (jeśli cienka to koniecznie wziąć podwójną warstwę) odciąć arkusz dwukrotnie większy od blachy. Ułożyć na blasze tak, aby połowa zwisała poza nią. Na folii rozłożyć mięso w jednej warstwie. Można pokroić na pojedyncze kawałki, czyli każdy z jedną kostką, ja jednak zostawiłam w takim stanie, w jakim miałam, czyli w czterech częściach. Przykryć zwisającą częścią folii i bardzo dokładnie zawinąć wszystkie brzegi tak, aby tworząca się wewnątrz para nie miała żadnego ujścia. Piec 3,5-4 godziny. Mnie jak autorce wystarczyło piec 3,5 godziny, ale to była młoda wołowina.
   Gotowe żeberka odsączyć z tłuszczu i posmarować sosem barbecue wg uznania. Wsadzić z powrotem do piekarnika i piec, aż sos stanie się lepki. Trwa to naprawdę krótką chwilę. Podawać gorące.

 

zeberka wolowe (3).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Souvlaki z wieprzowiny

poniedziałek, 31 sierpnia 2015 11:19

   Niedawno padło hasło „grill”. Pewnie dla nikogo to nic dziwnego, ale dla mnie w tym sezonie było zaskoczeniem. Oto właśnie przyszło mi zaliczyć pierwszy (i pewnie ostatni) w tym sezonie. Takie fajne lato było tego roku, że sprzyjało raczej siedzeniu w zacienionym miejscu, gdzieś nad wodą najlepiej, i blisko… lodówki. Z zimnymi napojami. A nie przy gorącym grillu. Z zaproszenia na imprezę z wielką przyjemnością skorzystaliśmy, tym bardziej… że jak zawsze Paweł stanął na wysokości zadania i zawiesił swoim systemem jakąś poprzeczkę. O wysokości nie będę mówiła, bowiem zabawa jest zabawą i nikt specjalnie się ani nie krzywi, ani też nie załamuje. Włącza po prostu wyobraźnię. Poprzeczka zawisła na wysokości Grecji…
   Żyć nie umierać? Czy śmiać się do rozpuku? Kuchnia grecka przez nas zaliczana jest do tych pysznych, tych prostych choć zawsze z pomysłem, tych pachnących tym co lubimy. Tak więc żyć zdecydowanie. Śmiechu nie zabrakło, bowiem Ukochany ustalając co i jak oczywiście wszystko pomylił. Zaczęło się zwyczajnie od pytania „i co zrobisz?”. Po wspólnych uzgodnieniach stwierdziłam, że tym razem na ruszt wrzucimy wieprzowinę, a konkretnie z niej souvlaki. „A jedliśmy?”. No i ręce opadają. I raczej płakać się chce. Bo to raz? Nastąpiło nielubiane przypominanie. Więc pamiętasz… zawsze w domu podawałam w picie. Czasami z kurczaka, czasami z wieprzowiny. Raz tak doprawione, raz tak… No tak… A potem słyszę, że „No powiedziałem Pawłowi, że zrobisz te szaszłyki i pitę”. Jaką pitę?!!! W planie miałam chleb z oliwkami…
   Często coś mówię, i trafia to dziwnie nie tam gdzie trzeba. W zasadzie już się przyzwyczaiłam, ale nie znaczy to, że przestałam się źle czuć już na miejscu. I nadal się tłumaczę. A najgorsze jest to, że gdy zrobione i podane, nagle Ukochany dostaje olśnienia. No tak. Nie ukrywam, że ucieszyłam się z tematu, bo choć naprawdę często robię owe greckie szaszłyki, to przepisem nie zdążyłam się podzielić. A tak oto mam okazję połączyć przyjemne z pożytecznym – zrobić coś dla innych i dla siebie. Rzeczywiście świetnie smakują właśnie w zestawie z pitą. Nadzianą sałatą, pomidorami, oliwkami, cebulą i tzatziki. Na górze lądują souvlaki. Tym razem było inaczej. Po prostu podane z chlebem, pysznymi roladkami z bakłażana zrobionymi przez Pawła polanymi świetnym sosem. Jednak oczywiście cały czas skupiałam się na tym – a może jednak powinnam zrobić wersję domową? Trochę nam brakowało tego całego zestawu.
Aaa… po raz pierwszy jedliśmy souvlaki nie z patelni, ale z grilla. Jak podać? Zrzucam problem na Was.

 

souvlaki (8).JPG



Souvlaki z wieprzowiny

80 dag łopatki wieprzowej,
60 ml czerwonego, wytrawnego wina,
60 ml oliwy,
  2 łyżki soku z cytryny,
  1 łyżka suszonego oregano,
  1 łyżka suszonej mięty,
  4 ząbki czosnku,
  1 duży liść laurowy,
     sól, pieprz,
     cząstki cytryny do podania.

 

souvlaki (1).JPG


   Czosnek zgnieść, obrać i drobno posiekać. Do szklanej miski wlać wino, oliwę i sok z cytryny. Dodać oregano, miętę i bardzo drobno pokruszony liść laurowy. Użyłam własnych ususzonych, które bardzo łatwo jest pokruszyć, natomiast kupne polecam roztłuc w moździerzu lub jeszcze lepiej posiekać w młynku do kawy. Całość doprawić solą i pieprzem po czym wymieszać.
   Mięso umyć, osuszyć i pokroić w kostkę 2-3 cm. Wrzucić do marynaty i dobrze wymieszać. Całość przykryć folią spożywczą i wsadzić do lodówki na minimum 2 godziny, a najlepiej na całą noc.
   Drewniane szpikulce dobrze jest namoczyć przez 10 minut w zimnej wodzie. Nadziać na nie zamarynowane kostki mięsa. Piec na mocno nagrzanej patelni grillowej lub średnio nagrzanym grillu przez 10-15 minut – w zależności od wielkości kostki. Podawać z cząstkami cytryny. Koniecznie skropić mięso jej sokiem przed zjedzeniem.
Szaszłyki wybornie smakują w chlebku pita nadzianym sałatą z dodatkami i sosem tzatziki. Lub ostrym majonezowym. Do wyboru i zależnie od humoru.

 

souvlaki (6).JPG

 

Ewa


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Szaszłyki z estragonem z pikantnymi ziemniakami

niedziela, 15 września 2013 14:16

   Danie z cyklu konkursowego Doradcy Smaku numer cztery. Do dyspozycji pozostał mi Party Dip Barbecue, więc temat narzucił się sam. Że pogoda nie sprzyja imprezie przy grillu? Taki klimat, do którego osobiście zdążyłam się przyzwyczaić. Wrzesień jeszcze potrafi zaskoczyć piękną pogodą, tylko potwornie szybko robi się już szaro. Jednak mając patelnię grillową, w domu (lub po prostu zwykłą) da się zaskoczyć wszystkich - przy pięknym sztucznym oświetleniu nawet późną wieczorową porą - grillowymi aromatami.
   Dzisiaj szaszłyki. Dlaczego estragon? Bo ostatnio właśnie przeczytałam fajne pytanie dotyczące tego ziółka. No i chciałam pokazać, że można i tak... Przekonać jednych czy też utwierdzić innych, że estragon jest niezły. Niesamowicie aromatyczny, wręcz słodko pachnący. Mam zamrożony - co jest mi bardzo na rękę. Sam się pokruszył, więc i siekanie mi odpada. Dodaję bezpośrednio z zamrażalnika, po czym wystarczy jedynie chwila, aby cała marynata nim przeszła. Jeśli będziecie używać suszonego, to pamiętajcie, aby dać go znacznie mniej. Użyłam polędwiczek wieprzowych, ale można użyć mięsa z kurczaka lub indyka. Drób jest równie delikatny i równie szybko się zrobi. Nie mam na myśli marynowania, bo wiem, że im dłużej się coś marynuje, tym lepiej dla tego czegoś. I dla nas.
   Skupię się tak naprawdę w tej chwili na ziemniakach. Już dawno miałam zamiar podzielić się przepisem, którego użyczam z reguły na telefon - po jakimś tam grillu. Pech chce, że nie mam zdjęcia, bo nie zdążam z aparatem. Albo w ogóle go zapominam. Tak... to moja wina. Dzisiaj jednak nieco inna wersja - zdecydowanie wzbogacona o nowe przyprawy, których wszak być nie musi. Sól i pieprz zupełnie wystarczą. Ale kiedyś i tak pokażę to tak jak wyglądało do tej pory. W różnych wersjach. Ziemniaki przygotowuję zawsze w domu, zawijam w jedno porcjowe pakieciki z folii aluminiowej i wrzucam na grill aby się podgrzały. Tyle. W domu tego robić nie muszę, tylko podaję bezpośrednio z patelni. Można jednak ułożyć je na jednym wielkim talerzu i dookoła rozłożyć szaszłyki. Goście sami się obsłużą. Można i podzielić na porcje. Tylko... jedna zasadnicza uwaga. Tu jest tylko 4 porcje. Tylko, i wyłącznie. I wcale nie takie duże... Większe grono - więcej pyr. A propos przypraw - w zasadzie jednej. Przywiezionej właśnie ostrej mocno papryki pul biber. To wysuszona papryka w drobnych wiórkach. Jeśli będziecie mieli okazję - kupcie. Jest pyszna. Rzeczywiście pikantna. Zamiast niej proponuję zwykłą ostrą, lub też w odpowiednio mniejszej ilości chili w płatkach najlepiej roztartych w moździerzu.
   Całość podana z sosem. Sos w miseczce, aby każdy mógł skorzystać. I z sałatką. Z halloumi. Fantastycznie się zgrało.

 

szaszlyki estragon (15).JPG


Szaszłyki z estragonem z pikantnymi ziemniakami
z sosem Party Dip Barbecue Prymat (danie konkursowe Doradcy Smaku)

   2 polędwiczki wieprzowe (ok. 90 dag),
   1 op. Party Dip Barbecue Prymat (+składniki wg instrukcji)

Marynata:
      starta skórka z 1 cytryny,
   3 łyżki soku z cytryny,
   6 łyżek oliwy,
      szczypta tymianku,
   1 łyżka posiekanego świeżego estragonu (może być mrożony),
      sól, pieprz.

Ziemniaki:
   6 średnich ziemniaków,
   1 duża cebula,
   3 łyżki oliwy,
      sól, pieprz,
1/2 łyżeczki mielonego kminu,
   1 łyżeczka pul biber (ostra papryka),
   2 łyżki posiekanej natki pietruszki.

   Skórkę z cytryny wrzucić do miski i wymieszać z sokiem. Dodać oliwę, estragon i tymianek. Doprawić solą i pieprzem, po czym dokładnie roztrzepać widelcem. Zrobiłam marynatę w osobnej miseczce i zalałam przygotowane mięso, ale nie ma to znaczenia, a o jedną miseczkę mniej do mycia...
   Mięso umyć i osuszyć. Usunąć tłuszcz i błonę, przekroić wzdłuż na pół, a następnie pokroić w sporą kostkę. Wrzucić do marynaty i dobrze obtoczyć. Przykryć folią spożywczą i wsadzić do lodówki na minimum 1 godzinę, a najlepiej na całą noc. Co pewien czas obracać mięso w marynacie.

 

szaszlyki estragon (4).JPG


   Nadziać na szaszłyki - kupiłam fajne, bo krótkie, na których zmieściły mi się 3 kostki mięsa (miałam właśnie okazję użyć). Smażyć na rozgrzanej patelni grillowej bez dodatku tłuszczu po kilka minut z każdej strony, aż pięknie się zrumienią. Około 3-6 minut z każdej z dwóch podstawowych. Boki nieco krócej. Oczywiście można na grillu, ale tam smażeniem zajmują się panowie. Ważna uwaga - nie przesmażyć. Powinny pozostać soczyste. Czas zależny od wielkości kostek i od czasu marynowania.
   W momencie marynowania mięsa ziemniaki porządnie wyszorować. Ugotować w mundurkach do miękkości. Standardowo 30 minut. Odcedzić, lekko przestudzić i obrać. Pokroić w plasterki grubości ok. 5 mm, po czym w kostkę 1-1,5 cm. Cebulę obrać, przekroić na ćwiartki, a następnie w plasterki. Tuż przed smażeniem mięsa rozgrzać na patelni oliwę i wrzucić cebulę. Lekko posolić i smażyć przez krótką chwilę mieszając. Do momentu aż delikatnie się zeszkli nie rumieniąc. Dodać ziemniaki i smażyć często mieszając, aż ziemniaki się zrumienią.

 

szaszlyki estragon (11).JPG

 

   Dodać kmin, pul biber, pieprz i sól, smażyć jeszcze chwilę, aż przyprawy nabiorą aromatu - ok. 2-3 minut. Następnie dodać natkę i mieszać przez chwilę. Odstawić. Usmażyć mięso i po prostu podgrzać ziemniaki. Zabierając na grill w plenerze - owinąć w podwójną warstwę folii aluminiowej jednorazowe porcje i podgrzewać na ruszcie, na którym piecze się mięso.
   W międzyczasie przygotować sos Party Dip Barbecue Prymat wg instrukcji na opakowaniu. Przełożyć do miseczki. Szaszłyki podawać z sosem, ziemniakami i dowolną sałatką.

 

szaszlyki estragon (18).JPG

 

szaszlyki estragon (16).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Grillowany ser halloumi z lekkim dressingiem

środa, 10 kwietnia 2013 16:51

   Pewnie zdenerwuję kilka osób, które lata doczekać się nie mogą i tęsknią za grillem. Za tym na świeżym powietrzu tęsknię i ja, ale cóż... Pogoda ostatnimi czasy niełaskawa, a dowcipne rysunki jakoby wiosna szła na piechotę bo boi się fotoradarów ;)... tylko potęgują moje zniechęcenie do zimy. Jednak w zanadrzu przecież mam naprawdę fajną patelnię grillową. No i przywieziony z Londynu ser cypryjski, o jakże wdzięcznej nazwie - halloumi. Sama ona powoduje, że człowiek ma ochotę zrobić z niego coś nadzwyczajnego. Coś, co się zapamięta na długo. No dobra... może nie tyle nazwa, ile brak tego sera w okolicy. Bo przecież zdaję sobie sprawę, że będzie raz a hrubo. Kupiłam przecież aby spróbować i wiedzieć o czym mowa.
   No to sobie zrobiłam nie bacząc na pogodę, ani nie licząc na łaskę jakiegokolwiek sklepu, który mógłby przecież mieć w swojej ofercie. I może jednak nikogo nie zdenerwuję, a pozwolę na chwilę poczuć się jak w upalny dzień, gdy zatopimy swoje zęby w gorącym, pachnącym niesamowicie i jakże pięknie zrumienionym na tej patelni serze. A i może ktoś w sezonie zrobi według tego przepisu na prawdziwym ruszcie dla siebie i przyjaciół?
   Może kilka konkretnych uwag na temat. Ser przez chwilę marynowałam. Resztki marynaty dołożyłam do dressingu, i chociaż wolę polskie określenia to jednak tu mnie macie - dressing jakoś tak bardziej mi pasuje niż sos. Bo jest specyficzny. Po prostu pokrojona drobno szalotka i równie drobno chociaż deczko grubiej jędrne i dojrzałe pomidory. O tej porze roku? Ha! Kupiłam takie piękne, gronowe.... I dlatego pozwoliłam sobie na użycie ich właśnie w tym momencie. Latem pewnie nadadzą się każde, bo każde będą pachnące, dojrzałe i słodkie. Latem też zestaw sałat można będzie dobrać sobie wg własnego uznania. Tu bazowałam na pięknej rukoli (wyjątkowo ostra była) i  na zapakowanym miksie sałatkowym, którego zakupu z reguły unikam. Jednak sama rukola wydała mi się zdecydowanie niewystarczająca. Głupia sprawa, ale ta sałata w tym daniu wydała mi się istnym cudem. Ser oczywiście można opiec na zwykłej, nieprzywierającej patelni, ale pozbawimy go tych cieszących oko i ducha zgrillowanych pasków. Jednak bez mrugnięcia zrobiłabym to, gdybym mojej patelni nie miała...

 



Grillowany ser halloumi z lekkim dressingiem

 50 dag sera halloumi,
   2 łyżki oliwy,
   1 łyżka octu balsamicznego,
   2 łyżki soku z cytryny,
   1 łyżka posiekanego świeżego oregano,
      sól, pieprz.

Dressing:
   4 dojrzałe małe pomidory,
   2 szalotki,
   4 łyżki oliwy extra virgin,
   1 łyżka octu balsamicznego,
1/2 łyżeczki ziaren pieprzu,
   5 dag czarnych oliwek (lub wg uznania),

Dodatkowo:
   1 opakowanie miksu sałat,
   2 duże garście rukoli.

   W dużej, płaskiej misce wymieszać oliwę, ocet balsamiczny, sok z cytryny, oregano i trochę - niezbyt dużo - soli i pieprzu. Ser pokroić w plastry około 1 cm. Mnie wyszło po 3 plastry na osobę, więc każde opakowanie po 25 dag podzielone zostało na 6 plastrów. Dodać ser do marynaty, dokładnie obtoczyć i odłożyć w temperaturze pokojowej na 1 godzinę.

 


   W tym czasie można obrać i drobno posiekać szlotki. Pomidory umyć, osuszyć, pokroić na ćwiartki. Usunąć pestki, pokroić w paseczki, po czym w maluyką kosteczkę. Jeszcze niie dodawać do szalotki - po prostu odłożyć osobno. Chodzi o to, aby w dressingu było czuć zarówno pomidory, jak i szalotkę. Inaczej za bardzo przejdą swoimi smakami. Pieprz grubo utłuc w moździerzu lub zgnieść płaską stroną szerokiego noża. Sałatę i rukolę przebrać, włożyć do miski z zimną wodą, opłukać i osuszć na papierowym ręczniku. Wymieszać delikatnie razem i można swobodnie rozłożyć na talerzykach.
   Tuż przed smażeniem sera wymieszać w misce pomidory z szalotką i resztę składników dressingu - nie zapominając o pieprzu. Ser wyjąć z marynaty i ułożyć na lekko posmarowanej oliwą patelni. Smażyć po około 3 minuty z każdej strony. Resztki marynaty dodać do dressingu i wymieszać. Po usmażeniu na prawdziwie złocisty kolor rozłożyć po 3 plastry sera na każdy talerzyk i przykryć częściowo dressingiem. Podawać ze świeżym pieczywem.

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Skrzydełka marynowane w curry

środa, 25 lipca 2012 19:30

   Skrzydełka robię od lat i aż głupio, bo do tej pory nie zdążyłam się nim podzielić publicznie. No poza jedną stronką, ale tam mnie już nie ma, więc i przepisu brak. Swoją drogą jest tak, że robię i mogę zrobić zdjęcia przed zabraniem w teren, ale potem zapominam o aparacie i guzik z tego wychodzi. Skrzydełka marynujące się są bez wyglądu - w przeciwieństwie do tych zdjętych z grilla. A te polecam.
   Kiedyś, gdy rynek nasz ubogi był w produkty dodawałam chili w proszku, a jak udawało mi się kupić - ostrą świeżą papryczkę drobno posiekaną. Jednak czasami się okazywało, że to co ktoś sprzedawał jako ostrą chili, było w rzeczywistości chli łagodnym. Więc całość traciła sporo, bowiem nie na to nastawieni byliśmy. Zaczęłam dodawać chili w płatkach - na początku bazowałam na prezentach, teraz jednak można kupić - co systematycznie robię, ale już nie dodaję. Choć jest świetne. 1 łyżeczka drobno pokruszona w moździerzu powinna wystarczyć. Czasami  (w zależności od reszty biesiadników) pozwalałam sobie na dodanie jeszcze szczypty... Aż w końcu przyszedł czas na sambal oelek - rewelacyjnie się sprawdza. Tu też radzę zacząć od łyżeczki, choć wrzucam ich 1,5 jeśli nie ma żadnego wrażliwca. Jest wtedy pysznie, choć wcale nie piekąco. W zasadzie to po prostu są wyraźne w smaku i tyle. Ach... w międzyczasie było jeszcze posiekane piri-piri, ale to był raz kiedy przesadziłam... nie znając do końca potęgi papryczek, będących w ofercie wszędzie w sporych ilościach. Teraz jakby znikły z mojego pola widzenia. Nie polecam, bo jak się nie trafi, to przyćmią cały pozostały smak. Nie pamiętam ile dałam...
   Zapraszam dzisiaj na skrzydełka do Ani. Udostępniła nam swój piękny ogród, przy czym i zastawy pod to danie. Na szczęście nie zapomniałam aparatu...

 

 

Skrzydełka marynowane w curry

15 dag jogurtu naturalnego,
  2 łyżki oleju słonecznikowego (lub innego neutralnego w smaku),
  3 ząbki czosnku,
  1 łyżeczka pasty sambal oelek (można i 1,5 łyżeczki),
  1 łyżka curry,
  1 łyżka przyprawy do grilla (używam pikantnej "Prymat"),
     sól, piperz,
  2 łyżki soku z cytryny,
  2 kg skrzydełek z kurczaka (ok. 24 sztuk).

   Wymieszać w miseczce jogurt z olejem. Dodać zgnieciony, obrany i drobno posiekany czosnek, sambal oelek, curry, przyprawę do grilla. Doprawić solą, pieprzem i sokiem z cytryny - można swobodnie spróbować.

 

   Skrzydełka umyć, osuszyć i odciąć zbędne końcówki - te wyrzucić. Resztę przełożyć do dużej miski, zalać przygotowaną marynatą i dokładnie wymieszać. Przykryć folią spożywczą i wsadzić do lodówki na minimum 4 godziny (można i na noc).
   Upiec na grillu co jakiś czas przewracając. Można i w piekarniku, ale polecam ułożyć na kratce ułożonej na blasze przykrytej folią aluminiową. Piec w temp. 200°C ok. 25-30 minut, obracając w połowie pieczenia.

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 24 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  449 712  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Statystyki

Odwiedziny: 449712
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 392
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl