Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 247 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Zapiekanka ziemniaczana z pomidorami

wtorek, 24 maja 2016 16:32

   Powoli kończą się stare ziemniaki, a niestety takie do zapiekanki będą potrzebne. Że post tak późno... no może w tym i trochę mojej winy, bo na pewne rzeczy mogłam się zdecydować nieco wcześniej. I wpisać. Przepis czeka od kilku dobrych miesięcy, i przez ten czas często był wykorzystywany. Powód zwykły - jej smak. W rzeczy samej smak pomidorów w tym czasie może być problematyczny, niemniej jednak warto kupić, poczekać aż dojrzeją i zużyć. Nie czekając na okres powakacyjny, bo naprawdę szkoda czasu.
   Zapiekanka myślę, że wyjdzie zawsze i każdemu. No bo nie ma co w niej zepsuć. Pod jednym wszakże warunkiem - trzeba kupić odpowiednie ziemniaki. Czyli po prostu mączyste. O żółtym miąższu, choć skórka może być czerwona. Taka mądra jestem, bo użyłam właśnie pyrów o pięknej nazwie "Rosa Gold". Potem... gdy ich zabrakło w okolicznym sklepie w ruch poszły zwykłe, o nieznanej mi nazwie, bowiem te nie były podpisane.
   Myślę, że wielu się spodoba. Zwykła zapiekanka. Heh... zapiekana na zwykłej, dużej blasze z piekarnika. Przykryta zwykłym słodkawym żółtym serem w plasterkach. Ze wszystkim co mamy z reguły pod ręką. Nic skomplikowanego, nic specjalnie kosztownego, i tylko... trzeba się będzie naciachać. Ale to przecież sama frajda.

 

zapiekanka ziemniaczana z pomidorem(16).JPG

 

Zapiekanka ziemniaczana z pomidorami

 

  1 kg mączystych ziemniaków,
25 dag boczku,
  3 pomidory,
  2 łyżki posiekanej natki pietruszki,
  1 łyżka posiekanego świeżego oregano (lub 1 łyżeczka suszonego)
     suszony czosnek (młynek),
     sól, pieprz,
25 dag sera królewskiego lub ementalera w plasterkach,
      tłuszcz do blachy.

 

   Boczek pokroić w kostkę i wrzucić na dużą patelnię z grubym dnem. Ziemniaki obrać, umyć i pokroić w cieniutkie plasterki, po czym osuszyć papierowym ręcznikiem. Nagrzać piekarnik do 200˚C. Blachę będącą w zestawie piekarnika natłuścić.
   Patelnię z boczkiem postawić na średnim ogniu i podsmażyć mieszając do momentu, aż bardzo delikatnie się zrumieni. Do boczku - na wytopiony tłuszcz - wrzucić ziemniaki. Smażyć 10 minut, mieszając od czasu do czasu, czyli przerzucając spodnią warstwę na wierzch.

 

zapiekanka ziemniaczana z pomidorem(2).JPG


   W tym czasie umyć i osuszyć pomidory. Pokroić w plastry grubości 5-6 mm. Dodać do boczku i ziemniaków, delikatnie wymieszać i wyłożyć na blachę. Poświęcić jeszcze chwilkę czasu na wyrównanie powierzchni. Posypać mielonym czosnkiem, natką pietruszki i oregano. Nie zaszkodzi prócz świeżego dodać odrobiny suszonego, które zupełnie inaczej pachnie. Oprószyć solą i pieprzem. Na wierzchu rozłożyć plasterki sera.
   Wsadzić blachę do piekarnika i piec 25 minut. Wyjąć, pokroić na porcje i za pomocą łopatki przełożyć na talerze. Zapiekankę podawać gorącą.

 

zapiekanka ziemniaczana z pomidorem(14).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ziemniaki z adżwanem

sobota, 16 stycznia 2016 15:36

   Przez moment zastanawiałam się od czego by tu… I pomyślałam, że zacznę od ważnej informacji, komu zawdzięczam to danie. Odpowiedź może być prosta – Asi. Ale może być bardziej skomplikowana, bo Asia nie dość, że była sponsorem, to jeszcze pomysłodawcą. Zanim wyjaśnię co to takiego ów adżwan, ajwain czy też carom seeds to opowiem historyjkę. Nie obiecuję, że krótką, bo to się okaże.
   Wcale niedawno temu odezwała się do mnie Asia. Miałyśmy obie chwilkę czasu i siedząc przy komputerze mogłyśmy pogadać. Ona w Krakowie, ja u siebie… siedząc przy herbacie, patrząc w monitor i słuchając ulubionej muzyki. Każda swojej ulubionej.
- Ciociu jadę do Indii. Przywieźć ci coś? Jakieś przyprawy? Co byś chciała?
Tak naprawdę chciałabym więcej takich informacji ;). Czyż nie jest to najlepsze rozwiązanie? I czy nie znaczy to, że ktoś chce mi zrobić naprawdę ogromną przyjemność i przywieźć to, co bym chciała… Może niekoniecznie bez czego nie mogłabym żyć, ale co korci, intryguje, zastanawia i nęci… nęci… nęci… Oczywiście, że miałam takie coś na myśli. Amchur czy też amchoor. Zwyczajnie po naszemu to mielone suszone zielone mango. Poprosiłam. Zaklepałam. Asia zanotowała. Pogadałyśmy na temat jej wyjazdu do Hajdarabadu – póki co jedynie „na sucho”. Dla Asi była to jeszcze zagadka niedługo mająca być odkryta, dla mnie póki co niedostępne miejsce na ziemi, choć w jakiś tam sposób poznane od strony kuchennych drzwi.
   Minął jakiś (niedługi) czas wpada Asiula z moim bratem czyli tatą. I z pudełeczkiem. Na sekund kilka – tylko przyniosła i nie ma czasu. Nie posiedzimy, bo musi wracać. Jutro do pracy (a była to niedziela), więc jeszcze podróż do Krakowa.
- Ciociu pogadamy następnym razem – uroczy uśmiech na twarzy nie pozostawia żadnych złudzeń. Nawet herbaty nie będzie.
Krzyś rozkłada ręce. No nie ma mocnych. Ok. Następnym razem.
   Minął znów krótki naprawdę czas. Nie pamiętam… coś koło dwóch tygodni. A mnie olśniewa. Adżwan. Aj…
Komputer – Asia – wiadomość. Momentalnie odpowiedziała, więc opowiadam o adżwanie. Asia w śmiech.
- Ciociu za parę dni jedziemy znowu… To przez koleżankę ;).
Nie żeby było to jej marzeniem, ale taki zbieg okoliczności. Na moje szczęście. Znów zanotowane, znów wzięte do serca. I znów marzenie spełnione.
   Tym razem przy herbacie opowieści i zdjęcia, relacje z ciekawych miejsc i o ciekawych zdarzeniach. I także o tym skąd się wziął ów żart na temat winy koleżanki. Dziewczyny wracając kiedyś z wycieczki krajoznawczej do hotelu złapał deszcz. Przemokły całkowicie, z czego rzeczy wyprane i wysuszone wróciły do normalności. Asi sandały wyschły, ale balerinki towarzyszki już nie nadawały się do użycia. Wylądowały w ostateczności w koszu na lotnisku. No i już w Polsce okazało się, że nie zostawia się butów w miejscu, do którego nie chce się wracać. To taki przesąd wenezuelski, który chyba ma niezły zasięg… Ale dziewczyny za to miały na co zwalić winę a propos kolejnej – niezbyt chcianej – podróży. Wszystkie te wrażenia okraszone były dodatkowo prezentem. Mydełkiem, odżywką do włosów kokosowo-hibiskusowo-amlowo-cytrynową i adżwanem. Adżwan. No to się będzie działo…
Tiaa…
   Zabrakło czasu. W pewnym momencie wiadomość od Asi:
- Ciociu zrobiłaś coś?
- Noo… nie – głupio mi się zrobiło, bo odrobiłam jedynie część zadania. Mam parę przygotowanych przepisów, ale na jeden trzeba do wiosny poczekać, a drugi to zwykła paratha z adżwanem. Warto z pewnością zrobić, ale do konkretnej potrawy. Jakieś danie plus ona. Na więcej czasu mi nie starczyło.
- No to masz! – Asia wysyła link – To bym zjadła, bo bardzo lubię ziemniaki.
Obejrzałam. Wszystko mam – nawet kolendrę, o której zapomniałam przy Butter Chicken. To ja już wiem, do czego będzie użyta. Bratanica zapewniła mi dwa zasadnicze składniki. Git.
   No i taka to historia dania. Zrobionego, choć zapewne z lekką innowacją. Nie miałam takich chili. Ledwo co wysuszonych – co widać na obrazku. W pełnej krasie swoich kolorów i zapewne miejscowych. O nieznanej mi mocy. Użyłam takich jakie miałam. Tajskie, znacznie krótsze, mocno wysuszone i dosyć ostre. Amchur po spróbowaniu proszku z opakowania zmniejszyłam „nieco”, bojąc się, że całość stanie się za kwaśna. Połowa wystarczyła – lekko kwaskowaty posmak był tym, o co mi chodziło.
   Co poza tym? Może tak, że to danie w rzeczy samej pyszne niezmiernie, ale w takiej ilości deczko skąpe. Dla dwóch osób niezbyt głodnych na obiad wystarczy. Dla czterech w momencie, gdy będą dodatkiem do czegoś. O tym radzę pamiętać, bo zrobić trzeba. Choć wiąże się z tym, że trzeba będzie zaopatrzyć się w trzy mało u nas znane dodatki: adżwan, amchur i asafoetida.

Adżwan (ajwain, carom seeds) – i choć z angielskiej nazwy wychodziłoby, że to nasiona, to jednak są to owoce. W kuchni używane są właśnie one i liście adżwanu. Owoce zawierają tymol i mają lekki jego i aromat, i posmak. Ale lekki. Zapach jednak nie powala – taki bezpośredni. Inaczej jest już w daniach. Można użyć go i jeść bezpośrednio czyli na surowo, można opiec, można i obsmażyć na oleju lub maśle. Można dodać do ghee, do chleba, do ciasteczek. Gotuje się z nim soczewicę, ale można i fasolę – będzie łatwiej strawna. Już wiem, że wybornie smakuje z ziemniakami.

Amchur (amchoor) – zmielone na proszek wysuszone owoce zielonego, niedojrzałego mango. Dla mnie mają wręcz nieprzyjemny zapach, gdy bezpośrednio wsadzi się nochal do torebki. I znów niespodzianka, gdy się go użyje. Smak mocno kwaśny, nadaje więc potrawom wyrazistości i cytrynowego posmaku. W razie braku można zastąpić sokiem z cytryny. Można używać do marynat. Świetny do sosów typu chutney.

Asafoetida (zapaliczka cuchnąca) – i tu wbrew nazwie ma najmilszy zapach ze wszystkich tych składników. Dla mnie oczywiście. Jest to wysuszona guma olejowo żywiczna wydzielana przez korzeń zapaliczki. Ułatwia trawienie i zmniejsza wzdęcia. Stosuje się ją do potraw wegetariańskich jako swoisty wzmacniacz smaku.

Trochę się nagadałam, ale oryginalny przepis znajdziecie pod tym linkiem.

 

ziemniaki z adżwanem (6).JPG


Ziemniaki z adżwanem

   4 duże ziemniaki,
   1 łyżka ghee lub oleju,
   4 suszone chili,
  ¼ łyżeczki asafoetida,
   1 łyżeczka adżwanu,
2,5 cm kawałek imbiru,
   1 łyżeczka amchur,
      posiekana świeża kolendra,
      sól.

   Ziemniaki wyszorować i ugotować w mundurkach do miękkości. Odcedzić, lekko przestudzić i jeszcze mocno ciepłe obrać. Wystudzić całkowicie, pokroić wzdłuż na ćwiartki, po czym w dużą kostkę. Imbir obrać i posiekać. Odłożyć.
   Rozgrzać wok lub ciężką patelnię z grubym dnem i dodać ghee lub olej. Kiedy się rozpuści wrzucić potargane w rękach chili i chwilkę podsmażyć, aż nabierze koloru i aromatu. Dodać asafoetida i adżwan, wymieszać i natychmiast wrzucić ziemniaki. Smażyć mieszając, aż lekko się zrumienią. Dodać imbir i smażyć nadal, aż imbir się zezłoci. Doprawić solą i posypać amchur. Wymieszać ponownie, posypać kolendrą, znów wymieszać i… podawać. Gorące.

 

ziemniaki z adĹźwanem (5).JPG

 

ziemniaki z adĹźwanem (1).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zapiekanka ziemniaczana z grzybami leśnymi i boczkiem

piątek, 28 sierpnia 2015 17:31

   Kilka dni „odwilży” zaowocowało pyszną zapiekanką. Bezstresowo podeszłam do sprawy – bo i pyszne ziemniaki właśnie dostałam, i boczek przedniej jakości w fajnym kawałku… A grzyby sama sobie nazbierałam późną jesienią i zamrożone skończyłam wykorzystywać. Bardzo się takie przydają, choć chciałam zaznaczyć, że świeże są dużo lepsze. Ich rodzaj zależy od naszego chciejstwa. Ja miałam tym razem jedynie podgrzybki, ale nikt nam nie zabroni wykorzystać borowików, kurek czy kozaków. Oczywiście może być też i mieszanka naszych ulubionych, niekoniecznie też przez nas samych zebranych grzybów.
   Inna sprawa to użyte ziemniaki. Do tego podchodzę jednak bardzo poważnie. Im smaczniejsze ziemniaki – tym smaczniejsze danie. Preferuję mączyste, i takich do zapiekanek używam. Wielkość tutaj nie ma specjalnego znaczenia, choć warto użyć w miarę równych. Oczywiście im mniejsze ziemniaki, tym więcej będziemy mieli do krojenia… Warto to wziąć pod uwagę.
   Kiedyś obiecałam, że podzielę się przepisami na różne zapiekanki z ziemniaków, no więc z poślizgiem, ale nadszedł czas na kolejną. Na kolejną ulubioną. Bo nie da się ukryć, że właśnie zapiekanki ziemniaczane należą do tych przez nas preferowanych. Oczywiście zapiekanka jest prosta, ale ta akurat nieco pracochłonna. Można jednak całość rozłożyć na dwa dni, i sos bazowy zrobić dzień wcześniej. Wsadzić pod przykryciem do lodówki i wyjąć na 30 minut przed użyciem. Sposób sprawdzony, ale i tak gdy czasowo nie jestem zmuszona – wolę zrobić wszystko w jednym dniu.
   Dodam jeszcze, że ostatnio robiłam ją baaaardzo dawno temu. Podałam, i miałam szybko ją powtórzyć – na prośbę. Hmmm… jest to rzadkie w przypadku dań bezmięsnych u mnie w rodzinie. Nieee… tej ilości boczku nikt nie zaliczy do dań z mięsem. Pogoda jednak się przeprosiła i znów nastały gorące dni. I znów zapiekana zeszła na plan dalszy. Żałuję i ja, bowiem naprawdę jest bardzo smaczna. Jednak przecież co się odwlecze… Wciąż cieszę się cudnym słońcem!

 

zapiekanka ziemniaczana (19).JPG



Zapiekanka ziemniaczana z grzybami leśnymi i boczkiem

Sos:
300 ml mleka,
300 ml śmietany kremówki,
  ½ cebuli,
   3 ząbki czosnku,
   2 średnie liście laurowe,
  ½ łyżeczki suszonego tymianku,
   1 płaska łyżeczka soli.

Zapiekanka:
 25 dag boczku w jednym kawałku,
  3 dag masła,
 20 dag grzybów leśnych (do wyboru),
 80 dag mączystych ziemniaków,
    sól, pieprz, starta gałka muszkatołowa.

   Do średniego rondla wlać mleko i śmietanę, Dodać obraną i umytą cebulę, obrane całe ząbki czosnku, umyte liście laurowe i tymianek. Całość postawić na małym ogniu i doprowadzić do wrzenia. Przykryć częściowo i gotować – wciąż na małym ogniu – przez 20-30 minut. Cebula powinna zmięknąć. Zdjąć z ognia i odłożyć na 1 godzinę.
   Po tym czasie sos przecedzić. Cebulę i czosnek wyjąć, przełożyć do pojemnika ręcznego blendera, dodać odrobinę sosu i zmiksować na gładko. Przelać do reszty sosu, dodać sól i wymieszać.
   Boczek pokroić w kostkę lub krótkie słupki. Świeże grzyby oczyścić i pokroić na kawałki. Mrożone jeśli są w całości rozmrozić na tyle, aby dało się je w taki sam sposób pokroić. Na rozgrzaną patelnię wrzucić boczek i smażyć, aż się wytopi i stanie chrupiący. Wyjąć z patelni i przełożyć na talerz. Na patelnię wrzucić łyżkę masła i grzyby. Smażyć aż się zezłocą, często mieszając.
Nagrzać piekarnik do 180˚C.

 

zapiekanka ziemniaczana (8).JPG


   Ziemniaki obrać, umyć i pokroić w jak najcieńsze plasterki. Na spodzie formy do zapiekania rozłożyć resztę masła w formie płatków. Wyłożyć warstwę ziemniaków tak, aby plasterki zachodziły na siebie częściowo. Posypać 1/3 boczku i grzybów i wyłożyć kolejną warstwę ziemniaków. Powtórzyć i na końcu posypać boczkiem i grzybami. Choć boczek i grzyby można rozłożyć po połowie, a ostatnią warstwę ziemniaków pozostawić czystą. Kolejne warstwy doprawić delikatnie solą i startą gałką muszkatołową, i nieco mocniej pieprzem. Całość – niezależnie od wybranej wersji – zalać powoli sosem. Przykryć folią aluminiową. Piec 60 minut. Zdjąć folię i piec jeszcze 25-35 minut. Sprawdzić po prostu widelcem, czy ziemniaki są miękkie. Powinny być i dodatkowo delikatnie się zrumienić.
Jako dodatek świetnie pasuje sałata.

 

zapiekanka ziemniaczana (16).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bataty faszerowane

piątek, 21 marca 2014 10:10

   Gościły u nas dzisiaj w zasadzie dzięki dwóm sponsorkom. Dzięki Alinie, która w sobotę przywiozła nam piękne słodkie ziemniaki. I dzięki Paulinie - fundatorce ulubionej przeze mnie chili chipotle w fantastycznym sosie adobo. Choć oczywiście w sporej paczce nie samo chipotle było...
   Zacznę od Aliny. Bo to ona zaczęła kusić mnie batatami, rzucając tu i ówdzie zachęcające fotki coraz to nowszych dań. Królowały w nich rzecz jasna ziemniaki - co spowodowało, że i ja im dzień dzisiaj poświęciłam. Chciałam od dawna poznać ich smak i w końcu miałam okazję. Żałuję, że u nas tak rzadko bywają - te Alina przytaszczyła z Krakowa, robiąc nam ogromną przyjemność. Dodam, że zaraziła nas absolutnie swoimi smakami. Czy mnie się to uda? Zachęcić Was do kupna i zrobienia czegoś kolorowego? I czegoś innego?
   Paulina wie doskonale, że u nas o jakiekolwiek chipotle bardzo ciężko... I wie jaki jest nasz stosunek do tych papryczek. Ja dodaję gdzie tylko mogę. Jeśli puszeczka otwarta - przekładam do słoiczka razem z sosem i zakręcam. Długo wytrzymuje, choć jak długo nie wiem. Nie zdążyła mi się zepsuć - na szczęście oczywiście. Nie będę jej trzymała do tego momentu, bo i po co. Zużywam systematycznie do makaronów, do pizzy, ricotty (robiąc pyszną mieszankę do smarowania) czy też jak się dzisiaj okazało - do batatów. Wie też, że sprawi nam nią ogromną radość - tak było i tym razem. Obu Dziewczynom ogromnie dziękuję :).
   W każdym razie jeśli nie macie pod ręką chipotle polecam po prostu dodać posiekaną papryczkę chili. Albo harissę w odpowiedniej ilości - bo zawsze można ostrość zredukować, lub też wzmocnić. Co akurat u mnie miało miejsce... Po prostu odrobina farszu do spróbowania i jednak trzeba było dołożyć... chipotle w postaci przywiezionej cypryjskiej isot biber. Nie mamy pod ręką? Z pewnością znajdzie się gdzieś zwykłe chili w proszku. A być może nawet chili w płatkach. Polecam tę moc sprawdzać - smakując po prostu.
   Bataty są bardzo smaczne. Pewnie jak i ze zwykłymi ziemniakami bywa - jest ich kilka gatunków. Te były długie, wąskie i pomarańczowe. Trochę w smaku bezpośrednio po upieczeniu przypomniały mi gotowaną marchewkę. Po nadzianiu jednak zmieniły swój smak totalnie. No bo na dobrą sprawę przeszły smakiem całości. Trochę słodyczy ziemniaka, trochę ostrości chili, trochę delikatności szpinaku i limonki. I trochę takiego egzotycznego smaku kminu - zawsze wyjątkowego i nadającego charakteru. Nie lubimy kminu? Nie dodajemy po prostu. Ale my bardzo lubimy i coraz częściej go używam.
   No to główne składniki poznaliście, więc teraz może do dzieła? Jednak jeszcze tylko jedna uwaga. Ziemniaki upiekłam rano, zrobiłam szybko farsz, nadziałam, ułożyłam na blasze, przykryłam i... czekałam na powrót moich chłopaków. Chciałam powiedzieć po prostu, że można sobie przygotować wszystko znacznie wcześniej, po czym tuż przed przyjściem domowników czy też gości - wsunąć po raz wtóry do piekarnika. To fantastyczna bardziej przystawka
niż danie główne - na nie zdecydowanie za mała ilość...

 

bataty z farszem (7).JPG



Bataty faszerowane

    4 bataty
       odrobina oliwy
    5 dag świeżego szpinaku,
    2 ząbki czosnku,
       sól,
    1 chili chipotle w sosie adobo (lub zwykła świeża chili),
        isot biber lub chili w proszku lub płatki chili do smaku (niekoniecznie),
     1 płaska łyżeczka mielonego kminu,
        sok z 1/2 limonki (ew. 1 łyżka soku z cytryny),
12,5 dag mozzarelli,
     4 łyżki posiekanej natki pietruszki.

   Nagrzać piekarnik do 200°C. Blachę wyłożyć folią aluminiową lub pergaminem - jedynie z powodów łatwiejszego mycia - spryskać delikatnie oliwą. Bataty dokładnie wyszorować i minimalnie odciąć końcówki. Ułożyć na blasze i wsadzić do piekarnika. Piec około 40 minut. Myślę, że większe (grubsze) mogą się piec kilka minut dłużej - sprawdzić widelcem. Powinny być miękkie. Wyjąć i delikatnie przestudzić.

 

bataty z farszem (4).JPG


   W tym czasie opłukać i osuszyć szpinak. Pokroić z grubsza i wrzucić do miski. Czosnek obrać i rozetrzeć z odrobiną soli w moździerzu. Chipotle lub świeże oczyszczone chili posiekać. Limonkę wyszorować, delikatnie docisnąć do powierzchni blatu i przetoczyć po nim. Sparzyć. Zabieg niekonieczny, ale wart zastosowania - pozbywamy się przynajmniej części chemii i nadajemy trochę więcej soczystości owocu. Mozzarellę zetrzeć na grubych oczkach. Natkę umyć, osuszyć i grubo posiekać.

 

bataty z farszem (3).JPG


   Jeszcze gorące, ale poddające się już obróbce bataty przekroić wzdłuż na pół i za pomocą łyżeczki wydrążyć miąższ. pozostawiając jego cienką warstwę na skórze. Przygotowane skórki układać z powrotem na blasze, a wyjmowany miąższ przekładać bezpośrednio do miski ze szpinakiem. Nie martwiąc się, że kilka liści szpinaku zaliczy swój uwiąd - łatwiej będzie wymieszać. Rozgnieść większe kawałki widelcem, dodać czosnek, chipotle lub chili, sok z limonki i kmin. Doprawić solą. Dokładnie wymieszać i spróbować. Jeśli za mało dla nas ostre - dodać odrobinę chili w proszku. Farszem napełnić bataty.
   Tuż przed wsadzeniem do piekarnika posypać całość startą mozzarellą i natką pietruszki. Piec nadal w 200°C przez ok. 20 minut. Ser powinien się zrumienić. Podawać gorące.

 

bataty z farszem (9).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zapiekanka ziemniaczana z boczkiem

poniedziałek, 12 marca 2012 11:08

   Nie wiem czy jest ktoś, kto nie lubi ziemniaków. Nie wiem czy jest ktoś, kto nie lubi zapiekanek ziemniaczanych. Zwykłych, prostych, sycących i rozgrzewających. To że pachnących już nie trzeba mówić. Ja nie znam... Tym bardziej, że na dobrą sprawę każda zapiekanka może być nieco inna. Dowolność w dobieraniu składników i sposobie ich łączenia będzie zależała jedynie od naszego kaprysu, ewentualnie od zasobów, które posiadamy na daną chwilę. Do niektórych - mimo iż proste jak tylko proste mogą być - trzeba się jednak przejść po wino. Nie jest ono konieczne. Ten krok można sobie darować, zwłaszcza wtedy, gdy nasi milusińscy nie przekroczyli jeszcze osiemnastki, ale jeśli mamy okazję zjeść w towarzystwie tylko dorosłych - polecam. Resztę wina tradycyjnie podaję do dania.
   Tak więc zapiekanki ziemniaczane mają to do siebie, że potrafią smakować różnorodnie. A ponieważ przeżywamy właśnie swoisty come back tych dań - wspominając przy pełnych talerzach jakie to jeszcze jedliśmy, i może tak by... - stąd będzie ziemniaczanie co jakiś czas. Ale obiecuję, że za każdym razem inaczej.

 

 

Zapiekanka ziemniaczana z boczkiem

    1 kg ziemniaków,
    3 dag masła
  15 dag wędzonego boczku w kawałku,
    2 cebule,
150 ml białego wytrawnego wina,
150 ml śmietanki kremówki,
    5 dag startej goudy,
  15 dag startej mozzarelli,
       sól, pieprz.

   Ziemniaki wyszorować w łupinach, zalać zimną wodą, posolić i gotować pod przykryciem około 20 minut. Nie powinny być rozgotowane. W tym czasie boczek pokroić w kostkę, cebulę obrać i pokroić w cienkie plasterki. Sery jeśli są w kawałku zetrzeć  - kupiłam mozzarellę startą, ale można samemu to zrobić (ogólnie rzecz biorąc stosunek mozzarelli do goudy może być zupełnie inny, czyli standardowe 12,5 dag plus 7,5 dag goudy). Ziemniaki odcedzić i najlepiej jeszcze ciepłe obrać. Ostudzić i pokroić w plastry.
   Na dużej patelni stopić masło, dodać boczek i podsmażyć na rumiano. Wrzucić cebulę i smażyć mieszając łopatką do momentu, aż delikatnie zmięknie - ok. 3 minut. Dodać ziemniaki i smażyć mieszając wciąż jeszcze chwilkę aby wszystkie składniki dobrze się połączyły. Doprawić w międzyczasie solą i pieprzem.
Nagrzać piekarnik do 180°C.
   Wlać wino na patelnię i poczekać aż odparuje - mieszając oczywiście. Na końcu dodać śmietankę i zagotować. Poczekać chwilkę, aż sos odrobinę zgęstnieje. Przełożyć całość do formy do zapiekania. Posypać startą goudą i wykończyć mozzarellą. Przykryć arkuszem folii aluminiowej i zapiekać 20 minut. Odkryć i dopiec jeszcze 10-15 minut, aby ser się delikatnie zrumienił. Albo i nie delikatnie - jak lubimy. Może nie wejdzie mi to w nawyk, ale... podawać z pozostałym białym winem.

 

Ewa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

niedziela, 25 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  449 899  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Statystyki

Odwiedziny: 449899
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 392
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl