Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 759 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O moim bloogu

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie cho...

więcej...

Ten blog jest kontynuacją mojej kilkuletniej zabawy w pisanie na temat. Nie sądziłam, że wyczerpie mi się miejsce - stawiając raczej na własny zapał, bo z nim rzeczywiście różnie bywa. I nawet nie chodzi o gotowanie - to nieustannie robię z taką samą pasją - ale o czas i chęci pisania. Proszę więc wybaczyć mi chwile lenistwa, które z pewnością nastąpią. Mam też do Was wielką prośbę, dotyczącą moich rzeczy. Jeśli już kopiujecie tekst (nie mam zbyt wielkiego na to wpływu niestety) - podajcie źródło. Zdjęcia są nie do ruszenia... Są tylko moje i chciałabym aby moje tylko pozostały. Kilka moich rzeczy można spotkać w necie pod nickiem borgia. A wracając do kontynuacji... te opisy mojego kuchennego życia znajdziecie na stronce www.swiat-od-kuchni.blog.onet.pl. Zapraszam Was serdecznie do siebie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Mieszanka przypraw do frytek

piątek, 27 lutego 2015 22:15

I nie tylko…
   Tak na dobrą sprawę ostatnio coraz więcej możemy kupić wszelakiej maści mieszanek. Jedna do mięsa już nie wystarczy, więc pokazują się takie do pieczeni wołowej, do mięsa mielonego, do kurczaka, wieprzowiny, samych żeberek… Do makaronów. Ba! Do spaghetti samego. Ziemniaków, masła… I pomyśleć, że takie uniwersalne kiedyś jak sól, pieprz i papryka - przestały wystarczać. Ciekawi smaków sięgamy po mieszanki ziół, mieszanki różnych pieprzów, soli z dodatkami. Ma to ułatwić nam decyzje i usprawnić życie w kuchni. Szczerze? Potwornie nie lubię z gotowców mieszanek, które zawierają cukier. A zwłaszcza tej do drobiu… Bo nie da się ukryć, że z ciekawości próbuję – zwłaszcza kiedy takie mieszanki dostaję. No ale przecież o to właśnie w tym wszystkim chodzi, aby kierować się własnym smakiem i własnymi preferencjami.
   Mieszanek w życiu zrobiłam kilka. Jedne udane, inne mniej… Wrzucam tester w formie rodzinnych uwag i daję sobie spokój, lub też powtarzam aż mi się nie znudzi, albo bokiem nie wyjdzie… I właśnie to czas kolejnej powtórki, bo… choć mieszanka nie przeszła pozytywnej opinii Młodego i Ukochanego a propos samych frytek, o tyle mnie i kolegom Młodego z tymi frytkami wybornie smakuje.
   Do samych frytek nie podchodzę entuzjastycznie, bo przeraża mnie ilość obieranych ziemniaków, ale jeśli dziecię wpadnie w szał (a przy okazji i kumpla zgarnie do tego) nie mam nic przeciwko temu, a nawet wprost przeciwnie – jestem za. Smażeniem zajmę się sama, bowiem oczy mam i widziałam jak Mistrz Podwórka w Robieniu Frytek czyli mój mąż podchodził do problemu, pomimo iż zawsze wywalał mnie z kuchni. Nie ze mną te numery… A mrożone frytki nas nijak nie pociągają. Frytki frytkami i dla mnie z przyprawą są świetne. Chłopcom przyprawa z kolei genialnie smakuje z pieczonymi cząstkami ziemniaków (tu prycham na nich wciąż, choć wiem, że ziemniaki pieczone zupełnie inaczej smakują niż smażone), kurczakiem właśnie i… żeberkami. Te ostatnie doprawiam jeszcze pieprzem, papryką i chili, bo trochę ich za mało w owej mieszance.
   No dobrze… ale po co robić jak można kupić. No nie wiem czy można kupić u nas akurat mieszankę przypraw do frytek – nie zwróciłam uwagi na to czy aby taka jest, a jakbym zwróciła, to i tak bym jej nie kupiła. Bo w tej robionej w domu wiemy co jest – sami sobie wybieramy składniki. Nie ma żadnych konserwantów poza solą naturalną. Nie ma polepszaczy smaków. Chcemy mniej pikantną – dajemy mniej ostrych przypraw. Zawsze możemy dodać odrobinę cukru – jeśli lubimy. Już wiecie, że ja nie lubię, ale smaki są różne. Nie macie płatków chili – dodajcie zwykłej lub pieprzu cayenne w nieco mniejszej ilości. Wolicie mocniejszą – zawsze jest czas dorzucić trochę. Używając do czegokolwiek pamiętać należy, że sól zachowuje swoje działanie i jest jej wystarczająco dużo i dosalać nie trzeba. Ani frytek, ani ziemniaków, ani mięsa – o ile potraktuje się je słuszną racją mieszanki. Pozostaje li tylko się zdecydować ten pierwszy raz.

 

przyprawy do frytek (7).JPG



Mieszanka przypraw do frytek

2 łyżki soli,
3 łyżeczki słodkiej papryki,
2 łyżeczki suszonej natki pietruszki,
2 łyżeczki ziół prowansalskich,
2 łyżeczki cebuli suszonej,
1 łyżeczka soli czosnkowej,
1 łyżeczka czosnku granulowanego,
1 łyżeczka mielonego pierzu,
1 łyżeczka płatków chili (lub chili w proszku).


   Wymieszać składniki w misce i przesypać do szczelnego pojemniczka. Na przykład niedużego słoiczka. Używać według uznania do frytek, pieczonych ziemniaków, drobiu lub żeberek. Można dodać do panierki, ale zdecydowanie lepiej wymieszać przyprawy z mąką niźli z bułką tartą – pamiętając o tym, że sporo w niej soli.

 

przyprawy do frytek (1).JPG

 

przyprawy do frytek (5).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Sriracha

czwartek, 11 września 2014 14:36

   No tak. Chyba trzeba zacząć od kilku słów na temat. Ten kto bywa poza granicami naszego kraju gdzieś hen daleko... ten z pewnością wie wszystko, bo pewnie nie jeden raz próbował. Oczywiście pod warunkiem, że lubi ostrość niezwykłą. Bo kto nie lubi, temu raz wystarczy. Ten bardzo popularny w Stanach Zjednoczonych (a i pewnie w Kanadzie) sos jest sosem tajskim. Wypada mi dodać, że ogólnie prosty, ale bardzo ostry sos. Wszak jednak nie na tyle ostry, aby się go zjeść nie dało.
   Sos jak to w przypadku sosów na zimno... może mieć wszelakie zastosowanie. Od dodatku do kanapek, hamburgerów czy jajek po makarony czy zupy. Tu wspominam z rozrzewnieniem pyszną zupę Jurka z krewetkami - myślę, że byłby zadowolony z takiego dodatku. Poza tym oczywiście jako dodatek do innych sosów na gorąco, czy też na zimno - mieszając zwykły majonez z ilością nam pasującą można otrzymać świetny sos do jakiejś sałatki.
   Ogólnie biorąc się za ten sos, trzeba będzie uzbroić się w cierpliwość. Robi się go kilka dni. W zasadzie to przez kilka dni nasza praca będzie się sprowadzała jedynie do wzięcia łyżki i przemieszania całości, ale na sam koniec skupić się będziemy musieli bardziej. Tyle na tematy ogólne.
   To co jest podstawą tego sosu to ostre chili. Ja dostałam od Ani - dzięki Aniu stokrotne. Chili naprawdę jest ostre, choć nie umiem powiedzieć jakie jest jej miano. Jeśli nie macie Ani pod ręką (;p) to widzę takie same papryczki w ofercie sklepowej. Ach... musi to być koniecznie czerwone chili. Sriracha jest w pięknym karminowym kolorze. Warto ten sos mieć pod ręką do wszystkich "gorących" dań nie tylko tajskich czy wietnamskich, ale i meksykańskich.

 

sriracha (15).JPG



Sriracha

    1 kg ostrej czerwonej chili,
    4 duże ząbki czosnku,
    1 łyżka soli,
    3 łyżki brązowego cukru,
  85 ml wody,
125 ml octu spirytusowego (10%).

   Chili umyć, odciąć łodyżki (wyrzucić) i pokroić na kawałki - wszystko jedno jakie. Wsadzić do stojącego blendera, dodać czosnek, sól, cukier i wodę. Zmiksować na gładko.
   Całość przelać do dużego szklanego słoika (można i do miski, byleby była szklana), przykryć folią spożywczą i zanieść do chłodnego i ciemnego miejsca - lecz nie do lodówki - na 5 dni. W każdym dniu raz jedynie przemieszać.

 

sriracha (5).JPG

 

   Mieszanina powinna zacząć fermentować i lekko burzyć - podnosząc się do góry. Na spodzie powinien wytworzyć się płyn. Mieszać tak, aby całość znów tworzyła jednolitą masę.
   W ostatnim dniu mieszanka powinna się lekko spienić. Gdyby to nastąpiło wcześniej, to można skrócić czas o jeden dzień. Wlać ocet i zmiksować ręcznym blenderem lub przelać do stojącego (mnie tam zawsze szkoda i czasu i resztek pozostających i w jednym, i w drugim w tym momencie naczyniu). Przetrzeć całość przez drobne sitko do rondla.
   Zagotować. Gotować około 10 minut - sos powinien zgęstnieć trochę. Mieszać co jakiś czas zbierając z powierzchni wytwarzającą się pianę. Gorący można przelać do słoików lub butelek - szklanych. Jeśli wolimy użyć plastikowej butelki, to sos trzeba wcześniej wystudzić. Trzymać w lodówce i używać do woli... Lecz raczej z umiarem, jeśli nie jesteśmy przywykli do ostrości.

Ilość: 3 słoiczki

 

sriracha (14).JPG

Ewa

 

  Pani Paulino chciałam wyjaśnić dwie rzeczy. Pierwsza to rzecz trochę dziwna - nie mogę wpisać u siebie żadnego komentarza. Nie mogę więc pod Pani pytaniem odpowiedzieć tak... po prostu. Nie wiem dlaczego, i co się stało, ale trwa to już dłuższą chwilę. W każdym razie muszę napisać to po prostu w poście - wyjaśniając rzecz drugą. Czosnku nie czuć w paście. Lecz ma on swój udział w fermentacji. Jeśli więc przeszkadza Pani smak czosnku, to nie widzę przeszkód. Jeśli jednak jest Pani uczulona na czosnek - niestety nie przejdzie.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ciasto francuskie zrolowane Therbii (wersja II) i Paluszki z parmezanem

poniedziałek, 27 stycznia 2014 22:06

   Dzień dobry - bo dawno mnie nie było. Sporo przez ten czas się wydarzyło i wcale nie mam na myśli faktu, że wszyscy jesteśmy o rok starsi. Jak to w życiu... Niemniej jednak z tych miłych nowości: jestem bogatsza o nowy sprzęt kuchenny ze stronki Doradca Smaku, który właśnie do zrobienia ciasta wykorzystałam. To ciasto jest wyśmienite - robię je od lat w nieco innym robocie według receptury Therbii. Przepis poprzedni znajdziecie na mojej starej stronce, czyli "Świat od kuchni". Zdecydowanie prostsze i szybsze, ale w niczym nie ustępujące robionemu tradycyjną metodą. Fakt - trochę chłodzić się musi, ale czas jest zminimalizowany absolutnie. Natomiast jego wykorzystanie zależeć będzie od tego na co mamy ochotę.
   Chciałam pokazać zrobienie ciasta krok po kroku, bo ono wydaje się każdemu bardzo skomplikowane, i zniechęca. Potrzebujemy jedynie odrobinę mąki, masła prawdziwego, bardzo zimnej wody i szczyptę soli. Wodę proponuję wsadzić na jakiś czas do lodówki - pomoże to bardzo. Niestety mój błąd - miałam tym razem zważyć ciasto po zrobieniu i... zapomniałam. Ogólnie można przecież dodać sobie wagę - wyjdzie około 40 dag. I nie to, żebym dodać nie umiała, ale ciasto zyska na ciężarze gdy trzeba je będzie mąką podsypać i oprószyć.

 

paluszki francuskie (20).JPG

 

Ciasto francuskie zrolowane Therbii

15 dag mąki + odrobina do podsypania,
15 dag masła,
     szczypta soli,
75 ml lodowatej wody.
  Masło pokroić na kawałki i wsadzić do zamrażalnika na 15-20 minut.
  Wrzucić składniki do miski robota z końcówką do zagniatania kruchego ciasta, zamknąć wieko i miksować chwilkę na małych obrotach, po czym zwiększyć do dużej. Powinny być widoczne kawałki masła w posklejanym, miękkim cieście. Wyłożyć na oprószony blat, delikatnie obtoczyć w mące i rozwałkować na prostokąt. Nie musi on być idealny, czyli równy. Zrolować wzdłuż dłuższego brzegu, po czym z wałka uformować grubego ślimaka. Owinąć folią spożywczą i wsadzić do lodówki na 30 minut.
  Po tym czasie wyjąć i ustawić ślimaka na sztorc na lekko oprószonym mąką blacie, spłaszczyć dłonią i rozwałkować na pożądany kształt. Wyłożyć nim formę lub foremki, lub pociąć wg uznania. Foremki z ciastem należy wsadzić jeszcze do lodówki przed wypełnieniem farszem. Piec wg przepisu, z którego korzystamy.

paluszki francuskie  (1).JPG
paluszki francuskie  (2).JPG
paluszki francuskie  (3).JPG
paluszki francuskie (5).JPG
paluszki francuskie (6).JPG
paluszki francuskie (9).JPG
paluszki francuskie (10).JPG
paluszki francuskie (11).JPG

Paluszki z ciasta francuskiego z parmezanem i papryką wędzoną

   Z przygotowanego ciasta zrobiłam paluszki, bo prawdę powiedziawszy zrobiłam to ciasto z czystej ciekawości - czy wyjdzie. Paluszki są szybkie i chyba najprostsze. Poza tym pyszne. Nadają się do zjedzenia bezpośrednio, ale pyszne do czystych zup lub zup kremowych. Barszcz, rosół do picia (z czosnkiem na przykład), pomidorowy krem... jaka nam się zamarzy.
   Tym razem zależało mi na równym prostokącie (tak mniej więcej), więc złożyłam dodatkowo ciasto jak przy klasycznie robionym - w kopertę, po czym na ten prostokąt właśnie rozwałkowałam. Nie dbając o idealne krawędzie. Można jednak wyrównać je ostrym nożem.

 

paluszki francuskie (18).JPG


   1 porcja ciasta francuskiego,
1/2 szkl. startego parmezanu,
      papryka wędzona,
      odrobina białka,
      gruba sól morska.

   Nagrzać piekarnik do 200°C. Blachę wyłożyć arkuszem pergaminu.
Gotowe ciasto rozwałkować na cienki prostokąt. Na jednej połowie - wzdłuż dłuższego brzegu - rozsypać starty ser, posypać papryką i przykryć pustą częścią ciasta, składając je na pół. Ostrym nożem (świetne jest proste radełko - czyli nie karbowane) pokroić na paseczki szerokości 1 cm. Posmarować lekko rozbełtanym białkiem i posypać grubą solą. Przełożyć na blachę. Piec około 20 minut.

paluszki francuskie (12).JPG
paluszki francuskie (13).JPG
paluszki francuskie (15).JPG
paluszki francuskie (16).JPG

Ewa


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pasta czosnkowo-imbirowa

czwartek, 25 kwietnia 2013 16:16

   Kolejna rzecz, która stanowi bazę dań azjatyckich. Fajnie, że tu nie ma znaczenia czy będą to dania z Indii, czy Chin. Czy innych ościennych państw. Ta pasta jest idealna w swojej treści i formie. Tam gdzie mamy zamiar dać imbir i czosnek, możemy po prostu dać łyżeczkę lub dwie takiej pasty. Do kupienia w większych miastach. Do zrobienia w każdym domu. Szybko - nie licząc obierania czosnku.
   Niewielkim wysiłkiem zapewniamy sobie prawdziwą przyjemność i ułatwiamy gotowanie oryginalnych potraw. Dokładnie tak. I teraz tak... proporcje czosnku mogą być różne, lecz u mnie zależą od jego ostrości. Ja po prostu próbuję wstępnie posiekaną pastę i ewentualnie dorzucam czosnku. Stanowić on powinien w minimalnej swojej części połowę ilości imbiru, a maksymalnie jego ilość stanowić winna wartość równorzędną. Czyli pół na pół. Wagowo. Wolę operować ciężarem niż miarkami.
   Jednak niestety musimy mieć pod ręką absolutnie świeży imbir. Na szczęście to już problemem nie jest.
Ach... i bardzo ważna rzecz - ważę po obraniu. Zarówno czosnek, jak i imbir.
   Dodaję tę pastę systematycznie do szybkiego chow mein w różnych wersjach. Oststnio jednak częściej do dań indyjskich. Jednak wszystko w swoim czasie...

 

Przepisy z pastą czosnkowo-imbirową:

Paratha z warzywnym nadzieniem

Khorma z wołowina z migdałami

 



Pasta czosnkowo-imbirowa

   10 dag czosnku (ok. 1,5 dużej główki),
12,5 dag świeżego imbiru,
        duża szczypta soli,
     1 łyżka oliwy.

   Pokroić imbir na mniejsze kawałki, i jak nam się chce to i ząbki czosnku na 2 lub 3 części w zależności od wielkości. Włożyć całość do rozdrabniacza i posiekać. Spróbować odrobinę i zastanowić się, czy chcemy więcej czosnku. Ewentualnie dodać i zmiksować jeszcze raz. Miksuję wstępnie po to, aby wszystkie składniki równomiernie się rozłożyły, a przy okazji ułatwia to miksowanie właściwe.

 


   Całość przełożyć do ręcznego blendera, dodać sól (duża szczypta dla mnie, to tyle, ile mieści się w 5 palcach) i oliwę. Zmiksować na gładką już pastę, przełożyć do wyparzonego słoiczka i zakręcić wieczko...
Używać wg potrzeb. Przechowywać do 1 tygodnia w lodówce. Można wyłożyć tackę folią i rozłożyć na niej porcje z 1 łyżeczki. Zamrozić i przełożyć do woreczka. Mieć po prostu w zamrażalniku, gdzie się utrzyma do 3 miesięcy. Ale jeżeli lubimy kuchnię azjatycką i często korzystamy z takich przepisów - zdążymy zrobić już następną porcję. Czas przechowywania nie jest długi, ale nie ma tam żadnych konserwantów.

 


Ewa


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Jogurt naturalny

wtorek, 23 kwietnia 2013 21:05

   W ilościach jakie zapragniemy... Bez żadnego sprzętu typu jogurtiera, jogurtownica czy jak się to tam zwie.
Tak w zasadzie zastanawiałam się jak to wszystko ugryźć. Od czego zacząć... Zrobiłam danie, które wymaga swojego rodzaju podejścia do sprawy. Danie indyjskie. Proste, lecz z wielu składników. Takich, o które ciężko niestety też. Jogurt może zbyt skomplikowany nie jest, a na dodatek dostępny nie tylko w mleczarniach, jednak co własny to własny. Więc zacznę od baz - i tu muszę następny dział założyć, do którego postanowiłam wsadzać różne drobiazgi, łącznie z mieszankami przypraw, których używam.
   Jogurt jako podstawa wielu rzeczy - od napojów, marynat, po sosy - przyda się w zbliżającym się sezonie wiosenno-letnim. Przyznaję jednak, że podstawą do zrobienia własnego, będzie kupny. Może być ten najmniejszy, byle dobry. Kupić go będzie można raz, bo potem ze zrobionego weźmiemy i zostawimy odrobinę do przygotowania kolejnej porcji. I tak w kółko... Raz za razem, aż nam się nie znudzi. Gdybyśmy jednak zjedli czy też wypili sobie do końca, nie pozostaje nic innego, jak kupić świeży jogurt i zacząć zabawę od początku.
   Sama jogurt zaczęłam robić kilkanaście lat temu. Kupiłam fajną i bardzo potrzebną w wielu sytuacjach książkę Elisabeth Russell Taylor "Kuchnia dla diabetyków", w której jest przepis będący bazą mojej bazy. Robię po swojemu - znaczy mam swoje proporcje. Te podawane przez autorkę były w porządku, ale nijak nie mieściło się to nawet w moim czasie, nie mówiąc o czasie podawanym w książce. Jednak gdyby nie ten przepis, pewnie kupowałabym jogurty do dziś. Ten zrobiony smakuje jak kupny. Niczym się nie różni. Stosowałam do wszystkiego, do czego jogurt stosowć można. No właśnie. Piliśmy w owocowych koktajlach. Jedliśmy w lodach, czy też z mięsem. Ostatnio zajadamy się raitą. Z dwóch składników mamy masę radości. Rzadkie...
   Jeszcze jedna uwaga. Przez te lata różnego rodzaje jogurty naturalne brałam w obroty. Polecam gorąco jogurt typu greckiego. Wyjdzie jednak z każdego, chociaż jeżeli kupuję, to raczej nie byle jakie.

Przepisy z użyciem jogurtu naturalnego:

Raita ogórkowa

Skrzydełka marynowane w curry

 



Jogurt naturalny

900 ml mleka,
    2 łyżki dobrego jogurtu naturalnego.

Najlepiej przygotować wieczorem. 1 l mleka - kiedyś sprzedawany w takich ilościach - nie będzie problemem. Kupuję jednak mleko z miejscowej mleczarni, czyli niestety 900 ml - stąd taka ilość na raz.
   Mleko wlać do garnka i zagotować. Odstawić na chwilkę i usunąć powstały kożuch. Wystudzić do temperatury pokojowej, po czym jeżeli kożuch znów się pojawi (będzie to zależało w dużej mierze od tłustości mleka) usunąć po raz drugi. Przelać mleko do szklanej lub ceramicznej miski, dodać jogurt i dokładnie wymieszać. Przykryć folią spożywczą i odstawić na noc lub po prostu na minimum 12-14 godzin.

 


   Po tym czasie jogurt jest gotowy. Niczego nie trzeba robić, jeżeli będzie użyty do koktajli czy marynat. Jeżeli ma być do sosów czy dipów, to lepiej go "odcedzić".

 

 

odciek w postaci serwatki

   Durszlak wyłożyć bawełnianą ściereczką, tetrą lub muślinową szmatką (mam do robienia serka płótno bawełniane i tego używam do wszystkich takich celów). Koniecznie czystą. Wylać delikatnie jogurt - raczej z potrzeby nie obryzgania wszystkiego dookoła niż uszkodzenia struktury jogurtu. I odłożyć na kilka godzin, ustawiając durszlak w większej misce. Niech to co płynne kapie sobie spokojnie. Jogurtu takiego będzie znacznie mniej. O ile? Możemy zauważyć po ilości odcieku. Za to będzie gęsty i żaden sos nie podejdzie nam wodą. Gotowy przełożyć do ceramicznego czerwonego garnuszka z kropkami ;). Lub prostego słoiczka, czy też ulubionego pojemniczka.
   Jeżeli mamy zamiar zrobić podwójną porcję - czas tworzenia jogurtu może się wydłużyć. Ze swej strony serwatkę polecam do wypieku domowego pieczywa.
Ewa

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 21 września 2017

Licznik odwiedzin:  458 230  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Statystyki

Odwiedziny: 458230
Wpisy
  • liczba: 263
  • komentarze: 393
Akcja: Nie kradnij zdjęć!

O mnie

W razie jakichkolwiek pytań do mnie, zapraszam do napisania pod adres: j.ewka@wp.pl